Postawa tzw. Zachodu (europejskiego) wobec wojny na Ukrainie
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
a ze sie Rzesza bardziej ucywilizowala, czego Rosja nigdy nie osiagnela, totez i metody jej panowania nie polegaja tylko i wylacznie na mordowamiu i gwalcie. tak jak w przypadku Rosji, pacta nigdy nie beda servanda. kazdy "partner" jest frajerem.
"Nie myslcie, ze przynioslem na ziemie pokoj. Nie, ale miecz."
Pan Jezus
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
"Nie myslcie, ze przynioslem na ziemie pokoj. Nie, ale miecz."
Pan Jezus
moze wiec powinnam byla zaczac od tego, ze oba narody utracily swa tozsamosc. dlatego namietnie nienawidza i szydza z tych, ktrzy maja ambicje ja zachowac. Stad Francja jest frajerem a Polska ma byc NIC.
"Nie myslcie, ze przynioslem na ziemie pokoj. Nie, ale miecz."
Pan Jezus
http://www.ipsos.fr/ipsos-public-affairs/sondages/etudiants-lyceens-comment-prennent-ils-leurs-decisions
Jak widać, jest to ankieta wśród 800 licealistów i studentów.
Wyniki się nieco różnią, ale może chodziło o jakąś inną?
Nie jest tak, Francuzi nie sa tchorzami, mamy raczej do czynienia z pewnym zadziwiajacym fenomenem - Zachodniacy nie widza Rosji. Beda sie bardzo przejmowac bijatyka jakis dwu afrykanskich plemion i nie tylko werbalnie, bardzo czesto Zachodniacy jezdza jako wolontariusze do Czeciego Swiata. Sprawa np. Palestyna bardzo boli praktycznie wszystkich Zachodniakow, ktorzy nie sa psychopatami. Natomiast wszelkich moskiewskich wielkich i odrazajacych zbrodni - nie widza.
W szkole wschodnia Europa nie istnieje ani na lekcjach historii ani literatury.
Skad ten fenomen? Nie wiem.
To jest niewatpliwy sukces Rosji. Jak go osiagnela? Nie wiem.
The author has edited this post (w 14.10.2014)
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
2. Rosja wcielała w życie raj na ziemi i zaproszała zachodniaków cwelem jego oglądania.
Ale to wszystkiego nie wyjaśnia.
A co do dowcipów o francuskim tchórzostwie to wiecie skąd one się biorą? Wymyślają je Anglicy naturalnie.
"Fall Gelb" można poczytać np. u Bobkowskiego ("Szkice piórkiem") oraz
Tymienieckiego ("Na imie jej było Lily").
Prawie 2 miliony jeńców po stronie francuskiej tez jest wymowne.
Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy są (czy też byli) tacy.
The author has edited this post (w 14.10.2014)
i rannych
.
Jeśli tak liczyć polskie straty, to wyjdzie dobrze ponad 200 tysięcy.
Poza tym napisałem: "
Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy są (czy też byli) tacy.
"
Przykładem może być częściowe niepowodzenie operacji "Tygrys".
Nie no, naprawdę, przypinanie Francom łatki tchórzy to robota Anglików i Niemców. Niemcy to wiadomo natomiast Anglicy wypowiadający się o tchórzostwie to jest po prostu dowcip sam w sobie. Spod Dunkierki spieprzali aż pogubili tornistry a w ogóle ostatni raz wojnę na swojej ziemi mieli w XI wieku. Pewnie dlatego też w dokumentalnych filmach o IIWŚ z takim przerażeniem opowiadają o warunkach bytowych, głównie dokuczał im brak innego dżemu niż różany. Nawiasem - w ten prosty sposób Brytole uratowali się od epidemii szkorbutu.
[quote="
Bohdan Tymieniecki
"]
Grupa oficerów francuskich, która nadjechała w nocy, zaczęła napastować [
rotmistrza - dod. mój
] Kornbergera. Wezwano mnie na tłumacza. Major Francuz w bardzo niegrzeczny sposób rozkazuje Kornbergerowi natychmiastowe opuszczenie miasteczka, bo w razie nadejścia Niemców uzbrojony oddział może ściągnąć represje na mieszkańców, a w ogóle wojna jest skończona.
Spokojnie tłumaczę, ale właściwie bardziej mnie interesuje nastrój i reakcja otaczającej nas gromady ludzi, którzy przyglądają się i słuchają sprzeczki.
W pewnym momencie Francuz, widząc spokój Kornbergera i jego argumentów, nabiera pewności siebie i machnąwszy pogardliwie ręką, wyrzucił:
- Va t'en! - Precz!
Kornberger spokojnie, jakby z namysłem, bez pośpiechu zamachnął się i wyciął w mordę! Pięknie obszyty złotem kaszkiecik majora poleciał w tłum, major złapał się za okrwawione usta.
- C'est la réponse d'un officier polonais, mon commandant - uprzejmie objaśniłem.
Z milczącego tłumu wyszła kobieta ciemno ubrana, podeszła do majora i plunęła mu prosto w twarz!
- Lâche! - Tchórz!
Oficerowie francuscy bez słowa oddalili się w stronę budynku admiralicji, lufy naszych kaemów nie wyglądały zbyt zachęcająco.
[/quote]
The author has edited this post (w 15.10.2014)
Po prostu: Francuzi w 1940 bywali różni - dzielni i znacznie mniej dzielni. Moje wrażenie
po lekturze kilku wspomnieniowych książek z epoki jest takie, że tych drugich była jednak
większość.
W jedności siła!
"by logika i trzeźwość sądu nie stawała się pożywką dla rozpaczy udającej realizm" - Wróg Ludu
Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
Nie znamy szczegółowej treści tego porozumienia, ale to dowodzi, że kwestie Bliskiego Wschodu są w dalszym ciągu istotniejsze dla Amerykanów niż sytuacja na wschód od polskiej granicy między Rosją a Ukrainą. Szkoda, że amerykańska dyplomacja nie przeżywa jakiejś większej refleksji na temat nieudanego resetu z Rosją, który w 2009 r. zaproponowała Rosji. Rosja na tym skorzystała, a myśmy jako Polska zapłacili cenę za ten reset poprzez zatrzymanie budowy tarczy antyrakietowej i zatrzymanie rozszerzenia NATO na Wschód. Natomiast Rosja nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Nie pomogła USA ani na Bliskim Wschodzie, ani jeśli chodzi o Afganistan. Szkoda, że Amerykanie nadal chcą brnąć w taki układ z Rosją.
Zegar biologiczny tyka potęgując lęk Michnika
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
Niepoprawna optymista z tego Waszcza. No chyba że się odnosi do naszej granicy zachodniej.
Czy nie jest przypadkiem tak, że dla USA jakiekolwiek, nawet potencjalne zagrożenie dla państwa Izrael jest ważniejsze niż realne zagrożenie dla państw położonych w innych częściach świata?
The author has edited this post (w 16.10.2014)
JORGE>
Po pierwsze, skoro poprosiliśmy Ukrainę, czyli naszego najsłabszego sojusznika, żeby ponosiła największy ciężar obecnego kryzysu bezpieczeństwa, nie powinniśmy się dziwić, że w końcu pod tym ciężarem pada. Zmęczeni wojną Ukraińcy buntują się przeciwko uciążliwościom wynikającym z reform, a Rosja skwapliwie po wszystkim sprząta. Europa zostaje z rozżalonym kadłubkiem kraju nękanego przemocą, głodem i ekstremizmem, źródłem zbrodni i uchodźców.
Zachęcona sukcesem Rosja zwraca się w stronę krajów bałtyckich. Rzuca wyzwanie NATO za pomocą serii prowokacji i sztuczek. Żadna nie wystarczy, żeby uruchomić artykuł 5 traktatu Sojuszu. Jednak każda jasno pokazuje, że jeśli chodzi o inne zagrożenia - zbrodnie, zamieszki, korupcję, propagandę, sabotaż, kwestię dostaw energii i bezpieczeństwa w sieci - Estończycy, Łotysze i Litwini są pozostawieni samym sobie.
Dziś Donbas, jutro Pribałtyka, pojutrze...
Oczywiście taka presja podkopuje publiczne morale i - w jednym z tych trzech krajów - wymusza zmianę rządu. Przy czym ochoczo pomagają w tym czynniki nacisku, głęboko osadzone w polityce i państwowych agencjach.
NATO jest skonsternowane. Przecież nowy rząd, na przykład na Łotwie, doszedł do władzy zgodnie z konstytucją. Co ma w tej sytuacji zrobić Sojusz? Najechać Łotwę?
W każdym razie w rezultacie niewiele się dzieje. Bo - inaczej niż w 1940 r. - tym razem Kreml nie domaga się wojskowych baz ani nie organizuje plebiscytów z żądaniem aneksji. Tyle tylko, że kilku prominentnych zwolenników atlantycyzmu zostaje usuniętych ze stanowisk w wywiadzie, służbach bezpieczeństwa, w obronności i w aparacie ścigania. Media stają się bardziej potulne. Łotysze zaczynają emigrować. Stopniowo zmienia się prawo dotyczące języka i obywatelstwa.
Jednak prawdziwa zmiana leży gdzie indziej. Ta symboliczna porażka pozostawia wiarygodność NATO w strzępach. Rosji nie jest już nawet potrzebne spektakularne zwycięstwo w krajach bałtyckich. Wystarczy, że pokaże, jak bardzo wielostronne bezpieczeństwo zawodzi. A zrobi to, stawiając w stan gotowości swoje siły nuklearne i regularnie przeprowadzając ostentacyjne manewry z użyciem bojowej broni atomowej.
Rządy europejskie, borykające się z gospodarczymi kłopotami i politycznym chaosem (być może obejmującym nawet wyjście z Unii Europejskiej Grecji albo Wielkiej Brytanii), z wysychającymi budżetami na obronę i mocno sceptyczną opinią publiczną, nie są już w stanie przeciwdziałać ruchom Rosji.
A kluczowy moment nadchodzi, kiedy amerykańscy decydenci wyraźnie dają do zrozumienia, że nie zaryzykują trzeciej wojny światowej po to tylko, żeby bronić Europy, która sama nie kwapi się do obrony.Święta wojna majora Putina.
Od tego momentu zaczyna się walka europejskich rządów, z których każdy chce dogadać się z Rosją na własną rękę. Warunki wydają się wyjątkowo hojne: długoterminowe kontrakty gazowe z preferencyjnym oprocentowaniem zamiast mieszającej się do wszystkiego, skompromitowanej UE; gwarancje dla zagranicznych inwestorów; stałe przepływy finansowe oparte na nowych zasadach prywatności; bliska współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa, szczególnie w walce z terroryzmem. W zamian Rosja prosi tylko o jedno - gwarancję niemieszania się w jej sprawy wewnętrzne, w tym - w ekstradycję mieszkających na Zachodzie osób, które uznaje za "ekstremistów" (szczęście będą mieli ci, którzy zdążą w porę wyjechać do Ameryki).
Oczywiście takie pojedynczo zawierane umowy są o wiele gorsze, niż Europejczycy mogliby uzyskać, gdyby działali wspólnie. W końcu blok liczący 500 mln ludzi, z 20 trylionami dolarów PKB, miałby zdecydowaną przewagę w negocjacjach z krajem 140 mln ludzi i gospodarką wartą 2 tryliony dolarów. Jednak wielostronne targi sromotnie zawiodły, a w nowych czasach bilateralizmu pozycja Rosji się umacnia. Owszem, Moskwa nadal uprzejmie odnosi się do państw dużych, jednak wobec tych mniejszych nie waha się użyć siły.
I tak, za obopólną zgodą, Ameryka wycofuje z Europy swoje ostatnie siły. NATO nadal istnieje, ale w postaci szczątkowej - wyłącznie w charakterze forum współpracy z Rosją w dziedzinie bezpieczeństwa.
Oto świat, w którym przegrywamy: owszem, jeszcze możemy go uniknąć, ale jest bliżej, niż nam się wydaje.
Edward Lucas Dziennikarz "The Economist", stały felietonista "Magazynu Świątecznego".
Zegar biologiczny tyka potęgując lęk Michnika