Refleksja umiarkowanie równościowa
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Ale Ignac chce płacić stówę mniej a wiesz, co się wtedy z ludźmi dzieje - tracą rozum i sumienie. Chciwość to jeden z siedmiu najpotężniejszych demonów Piekieł. Chciwość/Avaritia/Mammon
Owoż, domaga się Kolega żeby ubodzy dopłacali bogatym po stówce w ramach OC.
W imię czego, zapytywam, a?
Losie, najpierw wyłączasz ludziom czipa, a później masz pretensje o zwarcia i przepięcia. Należy mi się odszkodowanie i ciesz się, że nie mam porsze panamery!
Gdyby pójść moim tropem, to za kasację swego jubilersko-luksusowego cacka bogacz dostawałby stówkę, a idąc tropem OC, bez kozery pińcet.
Dlatego próbuję znaleźć jakąś podstawę do rozważań. I wydaje mi się, że jest nią kwestia naprawienia szkody. Zawinionej. Bo niestety nie zgadzam się, ze stwierdzeniem kol extraneusa Jako kierowca przejechałem grubo ponad 500 tys km, twierdzę, że sytuacje "wątpliwej winy" są raczej rzadkością. Dwa razy w życiu spowodowałem kolizje (w tym raz z uszkodzeniem cudzego auta) i w obydwu przypadkach była to moja wina - raz odbierałem telefon (było to jeszcze legalne), a raz po prostu się zagapiłem. I uważam, że jeżeli jest się winnym szkody to należy ją naprawic. To czy wina była umyślna czy nie, ma wpływ na ewentualną karę. Tak samo to co sądzę o guście i osobowości poszkodowanego nie ma wpływu na to czy zawinioną krzywdę należy wyrównać czy nie.
W przepadku dóbr materialnych kwestia naprawy szkody jest prosta - przywrócenie stanu sprzed jej zaistnienia. Oczywiście powrót do stanu idealnie takiego samego jest raczej niemożliwy - bo trudno, żeby ktoś kto zniszczył mi dwa razy założone buty oddał mi też dwa razy założone - po prostu takich nie znajdzie. Dlatego dobrym, moim zdaniem, założeniem jest to, aby w miarę możliwości doprowadzić do stanu, w którym poszkodowany będzie w sytuacji nie gorszej niż przed szkodą. W przypadku uszkodzenia samochodu nawet naprawa z użyciem oryginalnych części w 100% tego warunku nie spełnia - bo auto "bite" przez sam fakt zaistnienia szkody ma już mniejszą wartość. Domaganie się wprowadzenia jakichś limitów, to de facto przerzucanie na poszkodowanych części kosztów naszej nieuwagi czy nonszalancji.
Kwestia naruszenia dóbr niematerialnych jest bardziej złożona, bo tych nie da się prosto wycenić. Ale wątek zaczął się od konkretnych szkód łatwych do wyceny.
OK, jeszcze raz; będę pisał powoli i krótkimi zdaniami.
Oczywiście, że każdy, kto wyrządzi szkodę, ma obowiązek ją naprawić.
Tyle że ma naprawić szkodę zwyczajną, taką którą da się rozsądnie powiązać ze swoim działaniem.
Zagapiłeś się na drodze? O ale skandal, zapłać za zderzak, lampę i klepanie, plus wynajem auta zastępczego na dwa dni. Normalna sprawa.
Wjechałeś komuś z rozpędu z podporządkowanej? Skandal jeszcze większy, zwróć całą wartość samochodu, bo poszedł do kasacji.
Do tego momentu się rozumiemy.
I TERAZ PROSZĘ UWAŻAĆ I CZYTAĆ POWOLI.
Do jakiej wysokości powinien odpowiadać człowiek, który wybije komuś piłką szybę i okaże się, że była to dyamentowa szyba? W gierkowskim, dodajmy, bloczydle, na parterze.
EDIT:
No i pojawia się bardzo praktyczny problem ustalenia "limitu". Czy za "ekstrawagancję" uznajemy ferrari, czy już Passata? A może uznać, że dowolne auto z lakierowanymi zderzakami już podpada pod ekstrawagancję?
To jest sprawa praktyczna. Minister Rozboju może tę wartość wyliczyć, biorąc pod uwagę, powiedzmy, średnią cenę autka z pierwszych czterech kwartyli albo i, niech ma!, dziewięciu decyli.
No chyba, że to wszystko tak naprawdę po to, żeby przywalić nowobogackim w luksusowych furach.
Ale w tym tomacie prawdę napisał kol Rafał
Wypadki zdarzać się muszą. I trzeba za nie płacić.
Natomiast pytanie brzmi: Czemu miałbym płacić za to, że ktoś jeździ luksusowym autem?
Jedyną funkcją społeczną takiego auta jest okazywanie wyższości klasowej ludowi pracującemu miast i wsi. Tak więc nie jest to funkcja ani społecznie doniosła, ani zasługująca na pochwałę. Jeśli komuś na niej zależy, nie może zmuszać innych do ponoszenia ryzyka z takim zachowaniem związanego.
Ograniczenie czegoś nie jest zaprzeczeniem, se Kolega to w korwinoskim czipu zakonotuje.
Ograniczenie czegoś nie jest zaprzeczeniem, se Kolega to w korwinoskim czipu zakonotuje.
Idzie na to, że matematycy i prawnicy inaczej rozumieją logikę.
Oczywiście że tak. Jestto oś bublicystyki Januszkowej. Łojezu łojezu, jeden przypadek sprzeczny z zasadą obala tę zasadę, łojezu słoniocy - ileż to razy częstował tą mądrością Januszek. Widzę, że u Kolegi się utrwaliło.
Prawnik patrzy na to tak: Są różne reguły porządkujące życie społeczne. Czasem się wzmacniają, czasem są we wzajemnym napięciu. I jest rolą, nie tyle prawnika, bo to nie kwestia prawna, co raczej polityka, żeby raz dać pierwszeństwo jednej, raz drugiej zasadzie.
Hospody pomyłuj! Dla naprzykładu dam zasadę wolności i zasadę równości. Jechać można ad mortem defecatam.
Kazus samochodowo-odszkodowaniowy jest z tego samego szynela. Nie ma tu rozwiązania logicznego; każde jest polityczne.
A weźmy teraz inny przykład tej "normalności" i "zwyczajności". Rąbnąłem komuś w tył i wgniotłem. Cinquecento, Passat, Mercedes, cokolwiek itd. - klepiemy na koszt mojego oc, ok. A teraz - ktoś w bagażniku cinquecenta wiózł sobie Rembrandta. Kto ma zapłacić za to zniszczenie?
Aktualne zakłada możliwie pełne pokrycie wycenialnch szkód materialnych przez ubezpieczyciela sprawcy. Tyle, że czasami oznacza to, że próżnemu właścicielowi wypasionej fury wymieni się zdezak za równowartość Pandy. I koszta te wezmą na siebie klienci firmy, w której był ubezpieczony sprawca.
Kol. Szturmowcowy pomysł to limit odpowiedzialności. Jego słabością jest to, że już z założenia wyłącza pewną grupę z ogólnej zasady naprawienia szkód. A tym samym osłabia tę zasadę. W imię czego? Obniżenia składek OC? Ale, żeby ono było odczuwalne, nie wystarczy wyjąć spod ochrony właścicieli Porszaków i Maybachów - bo tych aut jest za mało. Trzeba definicję "fanaberii" rozciągać coraz bardziej w dół. Co najmniej do poziomu zderzaków w kolorze nadwozia.... A to już oznacza pozbawienie praw do odszkodowania znacznie większej grupy osób....