Serio, jak kogoś interesują skamieniałe miękkie, to do Łajki dwa kliki:
Powstanie ediakarańskich skamieniałości to jedno z najbardziej fascynujących zagadnień nauki, jako że miękkie organizmy, zazwyczaj ich nie pozostawiają. Inaczej niż późniejsze skamieniałości miękkich organizmów, (takie jak te znajdowane w łupkach z Burgess, lub w wapieniu górnojurajskim (tyton) z okolic Solnhofen) organizmy z Ediakary, nie są znajdowane tylko w nielicznych środowiskach o niezwykłych specyficznych warunkach; ich fosylizacja była globalnym fenomenem. Proces, który do tego doprowadził, był powtarzalny i powszechny. Musiało być coś odmiennego w okresie ediakarańskim, w stosunku do późniejszych epok, co pozwoliło delikatnym organizmom tego okresu zachować się. Panuje przekonanie, że skamieniałości powstawały, dzięki szybkiemu przykryciu przez popiół lub piasek ciał organizmów, co zachowywało je w błocie lub macie mikrobiotycznej, na której żyły[16]. Pokłady popiołu utrwalają więcej szczegółów, a ich wiek może być określany z dokładnością do miliona lat lub większą, dzięki datowaniu izotopowemu[17]. Niemniej skamieniałości ediakarańskie częściej są znajdowane pod warstwami piasku naniesionymi przez sztormy lub przydenne prądy zawiesinowe o wysokiej energii, odkładające turbidyty. Obecnie miękkie organizmy niemalże nigdy nie zachowują się w takich warunkach, ale obecność szeroko rozpowszechnionych mat mikrobiotycznych, prawdopodobnie wspomogła fosylizację, poprzez stabilizowanie odcisków martwych organizmów, w osadzie poniżej górnej warstwy[18].
A to zmienia postać rzeczy. Jak człowiek z koniodontem zawarł osobistą znajomość, to nabiera do niego emocjonalnego stosunku. Ja z koniodontami wiele do czynienia nie mam, natomiast podejrzewam, że z aniołami może być całkiem inaczej.
Warto zauważyć, że całkiem niewykluczone, iż — być może — narodziny życia to wcale nie największa w ewolucyjnej historii luka, którą zapełnić może tylko przywołanie po raz kolejny szczęśliwego trafu (i zasady antropicznej). Mój szanowny kolega Mark Ridley w książce Mendel's Demon [Demon Mendla] (z zupełnie niezrozumiałych względów przez amerykańskiego wydawcę przemianowanej na The Cooperative Gene [Gen kooperacji]) zwraca uwagę, iż powstanie komórki eukariotycznej (to komórki, z których my jesteśmy zbudowani, posiadające jądro i wiele innych elementów, jak choćby mitochondria, niewystępujące u bakterii) było zdarzeniem jeszcze mniej prawdopodobnym niż powstanie życia (a przy tym musiało nastąpić błyskawicznie). Narodziny świadomości to kolejna wielka „dziura"; zdarzenie o równie znikomym prawdopodobieństwie. Takie jednorazowe zdarzenia można wyjaśniać, odwołując się do zasady antropicznej — istnieją miliardy planet, na których rozwinęło się życie do poziomu bakterii, na części spośród nich życie osiągnęło kolejny etap komórki eukariotycznej; a na niewielkiej części życie przekroczyło kolejny Rubikon: narodziła się świadomość. Jeśli Ridley ma rację i rzeczywiście były to dwa zdarzenia niepowtarzalne, to nie mamy do czynienia z wszechobecnym i wszechogarniającym procesem, z jakąś ewolucyjną rutyną biologicznych adaptacji. To coś zupełnie innego. Zasada antropiczna mówi, że — jako że bez wątpienia jesteśmy żywi, eukariotyczni i świadomi — nasza planeta po prostu musi być jedną z tych nielicznych, na których życie pokonało wszystkie te trzy bariery. Dobór naturalny działa, ponieważ jest to jednokierunkowy mechanizm kumulacji udoskonaleń. Potrzeba nieco szczęścia, żeby zaczął działać (ale antropiczna reguła „miliardów planet" praktycznie szczęście to zapewnia). Może i później szczęście jest niezbędne, ale tu znów przychodzi nam w sukurs zasada antropiczna. Z którejkolwiekjednak strony by nie spojrzeć, żaden projekt nie sprawdza się jako wyjaśnienie fenomenu życia, gdyż projekt z definicji nie jest procesem kumulatywnym, a zatem włączenie projektu rodzi więcej pytań, niż generuje odpowiedzi; i tak wracamy wprost do nieskończonego regresu „ostatecznego boeinga".
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Ze szczątkami meduz problem jest znany nie od dziś, więc strzelił Kolega kulą w Amerykę w konserwach. (..) Kwestia owsików nigdy mnie szczególnie nie fascynowała, ale donoszę że wykopano je w starych gównach sprzed 10.000 lat.
Ignatz, sam opisałeś ułomność próbki. Nie wiadomo ile było, nie wiadomo ile się zachowało, nie wiadomo ile odkopaliśmy, więc jak tu narrację porządkującą budować? I tego się czepiam, tam jest mało nauki, a dużo spekulacji (łagodny jestem). Może więc wrócimy do definicji?
polmisiek napisal(a): (To o świadomości jest wyjątkowo głupie, ale mniejsza z tym, przynajmniej uznaje jej istnienie, co nie wszystkim w tych czasach się zdarza...)
Co mu zrobisz, jak ma dwa konodonty, z których jeden ma jedną nóżkę bardziej w lewo?
Najprostsze wyjaśnienie jest niestety takie, że jeden z drugiego wyleowuował.
Generalnie jest tak, że w kambrze odbyła się explozja kambryjska, w trakcie której powstały wszystkie możliwe plany ciała. Każdy późniejszy organizm możesz pokazać jako formę rozwojową którejś z kambryjskich.
Jeśli masz ciekawszą szufladkę to szufluj. Ale jeśli nie masz to nie baw się w gołębia, co rozrzuca bierki i sra na szachownicę, bo to niegodne Forumkowicza.
Jeśli to do mnie, to spieszę z informacją, że jak się po pierwotnych studiach zacząłem douczać statystyki, okazało się że matematyka wyjaśnia i potwierdza pewne religijne przeczucia. Na przykład na kursie antropologii każdy poznawany fakt (dowód), każde wykopalisko miało utwierdzać w biednych socjologach wiarę w hipotezę ewolucji. Ale wchodzi pan Anglik wielebny Bayes i mówi, że wcale tak być nie musi, dodawanie kolejnej informacji nie równa się zwiększaniu prawdopodobieństwa tego w co chcemy wierzyć.
zwłaszcza art 302: "Stworzenie ma właściwą sobie dobroć i doskonałość, ale nie wyszło całkowicie wykończone z rąk Stwórcy. Jest ono stworzone "w drodze" (in statu viae) do ostatecznej doskonałości, którą ma dopiero osiągnąć i do której Bóg je przeznaczył. "
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Jak naprawdę przebiegała ewolucja
Co rozumiesz przez pojęcie 'Ewolucja'? 1. Ewolucja jako zmiana (raz gorsza raz lepsza). 2. Ewolucja jako wieczne usprawnianie. 3. Ewolucja jako metoda kreacji 4. Inne - jakie, podaj definicję Bez uporządkowania przestrzeni normatywnej natychmiast lądujemy w słownym autoerotyzmie.
Ja to widzę tak. Ewolucja to taki sposób rozwoju organizmów żywych, że każda forma późniejsza da się przedstawić jako model rozwojowy jakiejś formy poprzedniej.
Tym się ewolucja różni od projektowania, że przy robieniu czegoś z projektu możesz spokojnie, dowolnie odrzucać poprzednie elementy i dodawać nowe. Każdy kolejny projekt może swobodnie abstrahować od poprzednich.
Natomiast w ewolucji jest tak, że każdy następny egzemplarz jest ściśle związany z poprzednim. Zmiany są stopniowe i jesteś w stanie pokazać jaki organ zamienił się w inny i jak to się z grubsza stało. Jeśli wziąłeś na warsztat konkretny model to w zasadzie wszystko musi pozostać takie samo. Ale możesz trochę nagiąć tu czy tam, i uważać żeby nie zdechło.
Czytałem ja raz, że generalnie wszystkie różnice między człowieniem a maupiszonem są takie, że gdyby tę linię przedłużyć, wyszłoby coś w rodzaju delfina. Rozczapierz Kolego dłoń i spójrz, a zobaczysz niewielkie błony pławne. Mniejsze niż u kaczki, ale maupa takich nie ma.
Kwestie aksjologiczne, myślałęm że opisałem. Otóż: 1. Bóg jest dobry. 2. Bóg stworzył stworzenia z miłości. 3. Bóg pragnie, żeby były te stworzenia jak najlepsze. 4. Tym lepsze stworzenie, im lepiej wypełnia, aktualizuje swój naturalny potencjał. 5. Jednym z elementów dobroci (głównym?) jest poziom przyczynowości. Im bardziej dane stworzenie jest czegoś przyczyną, tym to stworzenie jest lepsze. 6. Tak, oczywiście, ostateczną przyczyną wszystkiego jest Pan Bóg. 7. Ale ma zwyczaj działać przez stworzenia, a jakby rzadko osobiście. 8. Anioł jest bytem duchowym. 9. Wpływ anioła na materię jest rzeczywisty, ale niedoskonały.
Nie bardzo potrafię ocenić, czy ewolucja powoduje powstanie bytów "raz lepszych, a raz gorszych".
Na pewno powoduje, że organizmy są lepiej przystosowane do zastanego środowiska i na pewno powoduje, że organizmy prostsze stają się bardziej złożone.
Na ten naprzykład, bez kozery pińcet milijonów lat temu nazad żyło sobie stworzonko vetulicolia, vide svpra. Wg jednej z hypotez jezdo najpierwotniejszy strunowiec, z którego potem wszystko się wyłoniło, różne tam słonie, żyrafy, kaczki krzyżówki i żaby.
Jeśli nie jezdo ten konkretny stwór, to na pewno w podobnym okresie żył se jakiś podobny stwór, z którego my wszyscy jesteśmy.
Ciekawą rzecz w kółko powtarza doktór Peterson. A mianowicie są take robale, homary, które się leją i temu, który przegrywa, jest smutno. Natomiast można go pocieszyć pigułami antydepresyjnymi dla człowienia, gdyż pociesza się on taką samą molekułą co my (serotonina).
A to znaczy, że dany układ jest tak cholernie stary, że dziedziczymy go razem z homarami -- po wspólnym przodku.
Ewolucja nie jest sprzeczna z projektem. Obecnie przebudowuję dom. Niewątpliwie da się on przedstawić jako model rozwojowy jego formy poprzedniej ale projektu też potrzebowałem i musiał on zostać zatwierdzony. "Przebudowa, nadbudowa i rozbudowa posesji przy ulicy... w Warszawie."
Punkt 9 też budzi wątpliwości. Z jednej strony anioł jest doskonały ale z drugiej doskonały jest tylko Bóg a anioł jest byłem niższym, więc jego aniela doskonałość musi być mniej doskonała. Skoro jest mniej doskonały, to jest niedoskonały, bo doskonałości się nie stopniuje, a wtedy pojawia się problem z serviam i non serviam. Jakby anioł był doskonały, to wybór jest jednorazowy, ale niedoskonałość daje możliwość zmiany zdania.
Trudna ta angelologia. Zna ktoś jakiegoś dobrego angelologa? Gałczyński pisał o prof. Bączyńskim ale mogła być to postać literacka.
Nu z serviam / non serviam, to jest tak, że anioł wybiera raz i koniec. To człowień może se kwękać i się nawracać, anioł takej możliwości nie ma.
To wynika z tego, że każdy żyje w czasie. Człowień żyje w tempusie, który jak wiadomo fugit, i się w tym kiślu zmaga. Anioł żyje w aevum, czasie anielskim, który daje mu możliwość raz wybrać (ale za to z pełnym oglądem sprawy). Pan Bóg żyje w aeternitas, wieczności. Jak się zdaje, tamże żyją aniołowie, którzy wybrali dobrze a i zbawieni. Ale tu się nie uprę, gdyż nie wiem.
Co do przebudowy to tak; tak to z grubsza działa. I właśnie wszystkie nowe gatunki to przebudowa/rozbudowa starych. Może też odbyć się wyburzenie. Natomiast nic nie buduje się od nowa, na surowym korzeniu, bo nie.
No przecież tłomaczy, jak pastuch krowie na granicy, że prawdopodobięstwa brakuje, ale ono do niczego nie jest poczebne, gdyż ewoluncja nie przebiega przypadkowo, a aniołki ją robią.
ms.wygnaniec napisal(a): Dzięki Ignatz, no z tem że przy takiej definicji mamy zbyt mało czasu w systemie, bo brakuje prawdopodobieństwa.
Ściśle.
I tę właśnie dziurę zaszpachlowuję uroczyście aniołkami, gdyż jak napisałem vide svpra, mają one zdolność poganiania atomów, ale tylko trochę. Akurat tyle, żeby się prawdopodobieństwo zwiększyło.
Mam przeczucie że Pan Bóg działa bardziej prostolinijnie i spektakularnie. Dotyczy to również działania przez anioły. One się nie kryja po krzakach ewolucji. Trza komuś łeb ściąć to Michał tnie. Trza faraonowi do głupiego łba przemówić to plagi lecą szybko i bezpośrednio. Trza aby noga odrosla to odrasta. Trza NMP oznajmić wole Boza i uzyskać zgodę to Gabryel pofatyguje się osobiście. Nie ma jakichś gierek i podchodow. Trza slonia to jest słoń . A ta cała ewolucja to i owszem coś tam na boku dorabia, a przeważnie psuje i stąd taki pomor gatunków jest.
To jest zaklęcie, które nie ma potwierdzenia w zapisie kopalnym. A zapis kopalny jest taki, że najpierw trzeba było zamknąć projekt "Wielkie gady", żeby wogle zrobić dla słoników miejsce. Potem trzeba wziąć jakiegoś szczurka, nadmuchać go do rozmiarów prosiaka, a potem zacząć doklejać trąby, uszy, kły, dłuższe krótsze, i cały czas nadymać. 50 mln lat roboty - i jest słoń!
Ło, taki oto jest zapis kopalny trąbowców:
Żeby było najprześmieszniej, z tego samego materiału ulepiono jeszcze góralki:
...i manaty:
Już dla totalnego śmichu, nałkowcy wzięli słonie, góralki i manaty na kanał i nieomylnie orzekli, że wszystkie one to generalnie ssaki kopytne.
Żeby trochę poprawić l'humeur Szan. Publiczności dorzućmy, że nałkowcy to już sami nie wiedzą, co z tymi prakopytnymi zrobić, więc ta nieomylność, co to vide svpra, to nie jestem pewien, czy jest w pełni pewna:
Condylarthra is an informal group – previously considered an order – of extinct placental mammals, known primarily from the Paleocene and Eocene epochs.[1] They are considered early, primitive ungulates. It is now largely considered to be a wastebasket taxon, having served as a dumping ground for classifying ungulates which had not been clearly established as part of either Perissodactyla or Cetartiodactyla, being composed thus of several unrelated lineages.
Bardzo mnie się podobają góraliki. One występują w Biblii w trzech miejscach. Za każdym razem w Biblii tysiąclecia tłumaczone nieco inaczej. No takie świstaki. Wiem sprawdzałem jakem był w Ziemi Świętej. Są narysowane na takiej deseczce w ogrodzie przed Kościołem Prymatu Świętego Piotra nad Jeziorem Galilejskim (Tyberiadzkim). Sprawdzałem bo był z nami proboszcz o nazwisku Turbacz i dostrzegliśmy jego łudzące podobieństwo do tych góralików.
Co do Kolegi historii słonia co ma podobno 50 milionów lat to kilka uwag mam. Pierwsza taka że tym wykopaliskom tak do końca wierzyć trudno. Ci paleontolodzy to wyobraźnię mają rozwinięta nad wyraz. Na podstawie kawałka kości z siódmego kręgu ogona (skąd do cholery wiedzą że to jest akurat ogon i do tego siódmy krąg?) rekonstruują całego zwierza i odtwarzają jego wygląd, zwyczaje oraz sprawność fizyczną, a nawet wiek i sposób rozmnażania się. No wyobraźni mógłby im Tolkien pozazdrościć. Druga taka że dla tych aniołów czasu nie ma, znaczy mogą sobie być nie tylko tu i tam ale teraz, przedtem i potem. Te 50 milionów lat to nie jest dla nich problem. Czemu akurat tyle? Nie mam pojęcia. Trzecia jest taka że jak snuć analogie to malarz czy rzeźbiarz też nie od razu dzieło skończone tworzy i migiem. Różne szkice i projekty robi. Niektóre wyrzuca. Nowe robi, do starych wraca. Czasem jakieś studium szczegółu wykona. Tako i aniołowie pewnie robią - a to skrzele, a to płuca, a to oko sferyczne jak u muchy, a to kulka, a to na czułku, a to w czaszce, a to jedna noga, a to stonoga itd. Sporą radość muszą mieć przy tych eksperymentach. Kreatywne to są duchy.
marniok napisal(a): To w końcu wiedzą coś naukawcy czy nie wiedzą nic? Bo strasznie się zaciemnia im głębiej w las....
Mawiajo, że nie masz gupich pytań, więc założę, że Kolega po prostu droczy się, celem nakłonienia mnie do jakichści wyzewnętrzeń.
Otóż, naukawcy wiedzo raczej coś niż nic, ale nie ma nigdy żadnej gwarancji, że to co wiedzo jest na 100% ok. Gdyż jakiś tam kolo wywiódł kedyś uczenie, że wiedzę nałkową da się sfalsyfikować (bo da się udowodnić, że to bólsziet), ale nie da się zweryfikować (bo co najwyżej osiągnie się większy stopień pewności).
Nu, rzekę tak. Jeśli coś tam ogólnie wiemy, to pewnie jest to ogólnie prawda, a w szczegółach -- nie. Jeśli dokonamy lepszej, głębszej analizy, to wykroimy z tej prawdy jakieś inne, szczdegółowsze prawdy. Generalnie, prawda wykuta na głębszym poziomie analizy, jest lepsza i prawdziwsza niż prawdy powstałe w wyniku analizy płytszej.
Bo prawda to kula, a nasze poznanie idzie po liniach prostych. Tak więc, im dalej w las -- tym jaśniej.
Doktór Peterson nałcza uczenie, że metoda nałkowa ma bez kozery pińcet lat, więc nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni i nie myślimy jak nałkowcy. Jedynie nałkowcy w godzinach pracy myślą jak nałkowcy, a i to nie zawsze.
Pedzmy se też szczerze, że i moje w tut wątku enuncjacje mają wartość moich kwerend wikipedyjnych, jakichś tam refluksji i wspomnień sprzed lat, gdyż jako licealista jeździłem po Polszcze po kamieniołomach, toji, wiem. Dziś one wszystkie są rezerwatami przyrody d. ożywionej, więc nawet nie wiem, jak mam dzieciątkom swym take doświadczenie zabezpieczyć.
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Człowień żyje w tempusie, który jak wiadomo fugit, i się w tym kiślu zmaga. Anioł żyje w aevum, czasie anielskim, który daje mu możliwość raz wybrać (ale za to z pełnym oglądem sprawy).
Coś w tym jest. W onym aevum anioł jest doskonały ale jak zacznie gmerać w obcym mu tempusie, to ręce (których nie ma) mogą mu się trochę plątać. Warto to skonsultować z jakimś kolegą po fachu wymyślonego prof. Bączyńskiego, coby za bardzo gnozą nie zalatywało.
Cała angelologia jest zresztą z ducha neoplatońska, bo lukę bytową wynalazł przecież Plotyn. W piśmie wymienionych jest imiennie kilku aniołów ale owe hufce i chóry to już wynalazek późniejszy.
Ja tam nie wiem ale mnie frapuje czy rzeczywiście podobieństwo jakichś tam żyjątek do siebie (co to już wymarły i mamy tylko ich skamieliny inne takie) jest dowodem na ewolucje. Nie mogły być to po prostu oddzielne zwierzątka?
Coś takiego ma chyba w statystyce nazwę... korelacja nie implikuje zaraz powiązania?
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Człowień żyje w tempusie, który jak wiadomo fugit, i się w tym kiślu zmaga. Anioł żyje w aevum, czasie anielskim, który daje mu możliwość raz wybrać (ale za to z pełnym oglądem sprawy).
Coś w tym jest. W onym aevum anioł jest doskonały ale jak zacznie gmerać w obcym mu tempusie, to ręce (których nie ma) mogą mu się trochę plątać.
Ściśle. To jest właśnie moja teza, którą niestrudzenie od lat głoszę po spożyciu, a korzystając z chwili kwarantanny, postanowiłem opublikować na piśmie.
los napisal(a):Cała angelologia jest zresztą z ducha neoplatońska, bo lukę bytową wynalazł przecież Plotyn. W piśmie wymienionych jest imiennie kilku aniołów ale owe hufce i chóry to już wynalazek późniejszy.
Nu, wogle, Pismo niespecjalnie zachęca do takich studiów psełdonałkowych.
Komentarz
Powstanie ediakarańskich skamieniałości to jedno z najbardziej fascynujących zagadnień nauki, jako że miękkie organizmy, zazwyczaj ich nie pozostawiają. Inaczej niż późniejsze skamieniałości miękkich organizmów, (takie jak te znajdowane w łupkach z Burgess, lub w wapieniu górnojurajskim (tyton) z okolic Solnhofen) organizmy z Ediakary, nie są znajdowane tylko w nielicznych środowiskach o niezwykłych specyficznych warunkach; ich fosylizacja była globalnym fenomenem. Proces, który do tego doprowadził, był powtarzalny i powszechny. Musiało być coś odmiennego w okresie ediakarańskim, w stosunku do późniejszych epok, co pozwoliło delikatnym organizmom tego okresu zachować się. Panuje przekonanie, że skamieniałości powstawały, dzięki szybkiemu przykryciu przez popiół lub piasek ciał organizmów, co zachowywało je w błocie lub macie mikrobiotycznej, na której żyły[16]. Pokłady popiołu utrwalają więcej szczegółów, a ich wiek może być określany z dokładnością do miliona lat lub większą, dzięki datowaniu izotopowemu[17]. Niemniej skamieniałości ediakarańskie częściej są znajdowane pod warstwami piasku naniesionymi przez sztormy lub przydenne prądy zawiesinowe o wysokiej energii, odkładające turbidyty. Obecnie miękkie organizmy niemalże nigdy nie zachowują się w takich warunkach, ale obecność szeroko rozpowszechnionych mat mikrobiotycznych, prawdopodobnie wspomogła fosylizację, poprzez stabilizowanie odcisków martwych organizmów, w osadzie poniżej górnej warstwy[18].
Warto zauważyć, że całkiem niewykluczone, iż — być może — narodziny życia to wcale nie
największa w ewolucyjnej historii luka, którą zapełnić może tylko przywołanie po raz kolejny
szczęśliwego trafu (i zasady antropicznej). Mój szanowny kolega Mark Ridley w książce Mendel's
Demon [Demon Mendla] (z zupełnie niezrozumiałych względów przez amerykańskiego wydawcę
przemianowanej na The Cooperative Gene [Gen kooperacji]) zwraca uwagę, iż powstanie komórki
eukariotycznej (to komórki, z których my jesteśmy zbudowani, posiadające jądro i wiele innych
elementów, jak choćby mitochondria, niewystępujące u bakterii) było zdarzeniem jeszcze mniej
prawdopodobnym niż powstanie życia (a przy tym musiało nastąpić błyskawicznie). Narodziny
świadomości to kolejna wielka „dziura"; zdarzenie o równie znikomym prawdopodobieństwie. Takie
jednorazowe zdarzenia można wyjaśniać, odwołując się do zasady antropicznej — istnieją miliardy
planet, na których rozwinęło się życie do poziomu bakterii, na części spośród nich życie osiągnęło
kolejny etap komórki eukariotycznej; a na niewielkiej części życie przekroczyło kolejny Rubikon:
narodziła się świadomość. Jeśli Ridley ma rację i rzeczywiście były to dwa zdarzenia niepowtarzalne, to
nie mamy do czynienia z wszechobecnym i wszechogarniającym procesem, z jakąś ewolucyjną rutyną
biologicznych adaptacji. To coś zupełnie innego. Zasada antropiczna mówi, że — jako że bez wątpienia
jesteśmy żywi, eukariotyczni i świadomi — nasza planeta po prostu musi być jedną z tych nielicznych, na
których życie pokonało wszystkie te trzy bariery.
Dobór naturalny działa, ponieważ jest to jednokierunkowy mechanizm kumulacji udoskonaleń.
Potrzeba nieco szczęścia, żeby zaczął działać (ale antropiczna reguła „miliardów planet" praktycznie
szczęście to zapewnia). Może i później szczęście jest niezbędne, ale tu znów przychodzi nam w sukurs
zasada antropiczna. Z którejkolwiekjednak strony by nie spojrzeć, żaden projekt nie sprawdza się jako
wyjaśnienie fenomenu życia, gdyż projekt z definicji nie jest procesem kumulatywnym, a zatem
włączenie projektu rodzi więcej pytań, niż generuje odpowiedzi; i tak wracamy wprost do
nieskończonego regresu „ostatecznego boeinga".
I tego się czepiam, tam jest mało nauki, a dużo spekulacji (łagodny jestem).
Może więc wrócimy do definicji?
http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkI-2-1.htm
zwłaszcza art 302: "Stworzenie ma właściwą sobie dobroć i doskonałość, ale nie wyszło całkowicie wykończone z rąk Stwórcy. Jest ono stworzone "w drodze" (in statu viae) do ostatecznej doskonałości, którą ma dopiero osiągnąć i do której Bóg je przeznaczył. "
Tym się ewolucja różni od projektowania, że przy robieniu czegoś z projektu możesz spokojnie, dowolnie odrzucać poprzednie elementy i dodawać nowe. Każdy kolejny projekt może swobodnie abstrahować od poprzednich.
Natomiast w ewolucji jest tak, że każdy następny egzemplarz jest ściśle związany z poprzednim. Zmiany są stopniowe i jesteś w stanie pokazać jaki organ zamienił się w inny i jak to się z grubsza stało. Jeśli wziąłeś na warsztat konkretny model to w zasadzie wszystko musi pozostać takie samo. Ale możesz trochę nagiąć tu czy tam, i uważać żeby nie zdechło.
Czytałem ja raz, że generalnie wszystkie różnice między człowieniem a maupiszonem są takie, że gdyby tę linię przedłużyć, wyszłoby coś w rodzaju delfina. Rozczapierz Kolego dłoń i spójrz, a zobaczysz niewielkie błony pławne. Mniejsze niż u kaczki, ale maupa takich nie ma.
Kwestie aksjologiczne, myślałęm że opisałem. Otóż:
1. Bóg jest dobry.
2. Bóg stworzył stworzenia z miłości.
3. Bóg pragnie, żeby były te stworzenia jak najlepsze.
4. Tym lepsze stworzenie, im lepiej wypełnia, aktualizuje swój naturalny potencjał.
5. Jednym z elementów dobroci (głównym?) jest poziom przyczynowości. Im bardziej dane stworzenie jest czegoś przyczyną, tym to stworzenie jest lepsze.
6. Tak, oczywiście, ostateczną przyczyną wszystkiego jest Pan Bóg.
7. Ale ma zwyczaj działać przez stworzenia, a jakby rzadko osobiście.
8. Anioł jest bytem duchowym.
9. Wpływ anioła na materię jest rzeczywisty, ale niedoskonały.
Punkty od 1 do 9 są prawdziwe.
Na pewno powoduje, że organizmy są lepiej przystosowane do zastanego środowiska i na pewno powoduje, że organizmy prostsze stają się bardziej złożone.
Na ten naprzykład, bez kozery pińcet milijonów lat temu nazad żyło sobie stworzonko vetulicolia, vide svpra. Wg jednej z hypotez jezdo najpierwotniejszy strunowiec, z którego potem wszystko się wyłoniło, różne tam słonie, żyrafy, kaczki krzyżówki i żaby.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Vetulicolia
Jeśli nie jezdo ten konkretny stwór, to na pewno w podobnym okresie żył se jakiś podobny stwór, z którego my wszyscy jesteśmy.
Ciekawą rzecz w kółko powtarza doktór Peterson. A mianowicie są take robale, homary, które się leją i temu, który przegrywa, jest smutno. Natomiast można go pocieszyć pigułami antydepresyjnymi dla człowienia, gdyż pociesza się on taką samą molekułą co my (serotonina).
A to znaczy, że dany układ jest tak cholernie stary, że dziedziczymy go razem z homarami -- po wspólnym przodku.
Punkt 9 też budzi wątpliwości. Z jednej strony anioł jest doskonały ale z drugiej doskonały jest tylko Bóg a anioł jest byłem niższym, więc jego aniela doskonałość musi być mniej doskonała. Skoro jest mniej doskonały, to jest niedoskonały, bo doskonałości się nie stopniuje, a wtedy pojawia się problem z serviam i non serviam. Jakby anioł był doskonały, to wybór jest jednorazowy, ale niedoskonałość daje możliwość zmiany zdania.
Trudna ta angelologia. Zna ktoś jakiegoś dobrego angelologa? Gałczyński pisał o prof. Bączyńskim ale mogła być to postać literacka.
To wynika z tego, że każdy żyje w czasie. Człowień żyje w tempusie, który jak wiadomo fugit, i się w tym kiślu zmaga. Anioł żyje w aevum, czasie anielskim, który daje mu możliwość raz wybrać (ale za to z pełnym oglądem sprawy). Pan Bóg żyje w aeternitas, wieczności. Jak się zdaje, tamże żyją aniołowie, którzy wybrali dobrze a i zbawieni. Ale tu się nie uprę, gdyż nie wiem.
Co do przebudowy to tak; tak to z grubsza działa. I właśnie wszystkie nowe gatunki to przebudowa/rozbudowa starych. Może też odbyć się wyburzenie. Natomiast nic nie buduje się od nowa, na surowym korzeniu, bo nie.
I tę właśnie dziurę zaszpachlowuję uroczyście aniołkami, gdyż jak napisałem vide svpra, mają one zdolność poganiania atomów, ale tylko trochę. Akurat tyle, żeby się prawdopodobieństwo zwiększyło.
To jest zaklęcie, które nie ma potwierdzenia w zapisie kopalnym. A zapis kopalny jest taki, że najpierw trzeba było zamknąć projekt "Wielkie gady", żeby wogle zrobić dla słoników miejsce. Potem trzeba wziąć jakiegoś szczurka, nadmuchać go do rozmiarów prosiaka, a potem zacząć doklejać trąby, uszy, kły, dłuższe krótsze, i cały czas nadymać. 50 mln lat roboty - i jest słoń!
Ło, taki oto jest zapis kopalny trąbowców:
Żeby było najprześmieszniej, z tego samego materiału ulepiono jeszcze góralki:
...i manaty:
Już dla totalnego śmichu, nałkowcy wzięli słonie, góralki i manaty na kanał i nieomylnie orzekli, że wszystkie one to generalnie ssaki kopytne.
Tagwięc, tak.
Chociaż nie, okazuje się, że coś jest na rzeczy:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Paenungulata
Co do Kolegi historii słonia co ma podobno 50 milionów lat to kilka uwag mam. Pierwsza taka że tym wykopaliskom tak do końca wierzyć trudno. Ci paleontolodzy to wyobraźnię mają rozwinięta nad wyraz. Na podstawie kawałka kości z siódmego kręgu ogona (skąd do cholery wiedzą że to jest akurat ogon i do tego siódmy krąg?) rekonstruują całego zwierza i odtwarzają jego wygląd, zwyczaje oraz sprawność fizyczną, a nawet wiek i sposób rozmnażania się. No wyobraźni mógłby im Tolkien pozazdrościć. Druga taka że dla tych aniołów czasu nie ma, znaczy mogą sobie być nie tylko tu i tam ale teraz, przedtem i potem. Te 50 milionów lat to nie jest dla nich problem. Czemu akurat tyle? Nie mam pojęcia. Trzecia jest taka że jak snuć analogie to malarz czy rzeźbiarz też nie od razu dzieło skończone tworzy i migiem. Różne szkice i projekty robi. Niektóre wyrzuca. Nowe robi, do starych wraca. Czasem jakieś studium szczegółu wykona. Tako i aniołowie pewnie robią - a to skrzele, a to płuca, a to oko sferyczne jak u muchy, a to kulka, a to na czułku, a to w czaszce, a to jedna noga, a to stonoga itd. Sporą radość muszą mieć przy tych eksperymentach. Kreatywne to są duchy.
Otóż, naukawcy wiedzo raczej coś niż nic, ale nie ma nigdy żadnej gwarancji, że to co wiedzo jest na 100% ok. Gdyż jakiś tam kolo wywiódł kedyś uczenie, że wiedzę nałkową da się sfalsyfikować (bo da się udowodnić, że to bólsziet), ale nie da się zweryfikować (bo co najwyżej osiągnie się większy stopień pewności).
Nu, rzekę tak. Jeśli coś tam ogólnie wiemy, to pewnie jest to ogólnie prawda, a w szczegółach -- nie. Jeśli dokonamy lepszej, głębszej analizy, to wykroimy z tej prawdy jakieś inne, szczdegółowsze prawdy. Generalnie, prawda wykuta na głębszym poziomie analizy, jest lepsza i prawdziwsza niż prawdy powstałe w wyniku analizy płytszej.
Bo prawda to kula, a nasze poznanie idzie po liniach prostych. Tak więc, im dalej w las -- tym jaśniej.
Doktór Peterson nałcza uczenie, że metoda nałkowa ma bez kozery pińcet lat, więc nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni i nie myślimy jak nałkowcy. Jedynie nałkowcy w godzinach pracy myślą jak nałkowcy, a i to nie zawsze.
Pedzmy se też szczerze, że i moje w tut wątku enuncjacje mają wartość moich kwerend wikipedyjnych, jakichś tam refluksji i wspomnień sprzed lat, gdyż jako licealista jeździłem po Polszcze po kamieniołomach, toji, wiem. Dziś one wszystkie są rezerwatami przyrody d. ożywionej, więc nawet nie wiem, jak mam dzieciątkom swym take doświadczenie zabezpieczyć.
Cała angelologia jest zresztą z ducha neoplatońska, bo lukę bytową wynalazł przecież Plotyn. W piśmie wymienionych jest imiennie kilku aniołów ale owe hufce i chóry to już wynalazek późniejszy.
Coś takiego ma chyba w statystyce nazwę... korelacja nie implikuje zaraz powiązania?
Na dziś ignacowa teoria jest jedyną, która ma jakąś spójność logiczną.