homeschooling ? dobry czy nie?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Gdzieś na marginesie jest używanie tematu jako sezonowej pałki i aura kultu cargo podobna do św.Prawa Do Posadania Broni.
Obecny model edukacji to model prusko masoński, ale to pikuś, gorzej z nauczycielami, a zwłaszcza nauczycielkami - oaza lewactwa i kolejny instrument prania mózgu. Pamiętam co było u mnie w szkole (późne lata 80te i całe 90te), mam też sporo nauczycieli znajomych (w tym moja siostra) i wiem że wartościowy nauczyciel to oaza na pustyni.
Dziwicie się że rodzice chcą wyrwać dzieci z tego syfu? Ja kompletnie nie - i sam swoje dzieci wyrwałem, co prawda nie do edukacji domowej, a do prywatnej szkoły. Która formalnie katolicka nie jest (nie ma zwierzchności biskupa) za to katolicka jest naprawdę. Ale nie każdy ma taką szkołę w pobliżu, nie każdy ma kasę i możliwości logistyczne na to, więc wybór ED jak najbardziej rozumiem i uważam wszelkie próby jej ukrócenia za totalną głupotę.
A to z tej przyczyny, że jeśli ktoś posyła dzieci na ED, to zwykle wielodzietne rodziny z kręgów katolicko konserwatywnych, gdzie matka i tak nie pracuje poza domem, więc jest w stanie przypilnować czy dziecko robi co powinno, do tego coś wytłumaczy jak potrzeba itp. Ale te dzieci mają też nauczycieli, mają egzaminy, itp - więc jest to nauka z prawdziwego zdarzenia. Ukrócanie tego to plucie na własny potencjalny elektorat, już pomijając prosty fakt, że dzieci w obecnym systemie nawet z PiSem u władzy głównie się w szkole demoralizują. Ciekawe jak będzie Kolega śpiewał jak mu zabiorą prawo do posiadania samochodu - lewactwo europejskie nie takie numery planuje. Akurat kwestia posiadania broni z kultem cargo ma niewiele wspólnego - a jeśli to głównie u dzieci Korwina, które charakteryzują się tym, że broni własnej ani nie posiadają, ani nawet nie próbują (bo głupio potem krzyczeć jak bardzo jesteśmy zniewoleni przez system). W kązdym razie - nie mieszajmy dwóch różnych systemów walutowych.
I nie tylko
Filmik z mamą zastępczą i edukatorką domową
Fakt, była w domu, było jej łatwiej
Kulto-cargowa analogia z bronią dotyczyła tutejszej, nadwiślańskiej percepcji rozwiązań z innych krajów (tu akurat z USA). Podobnie jak prawo posiadania broni, również nauczanie domowe staje się niekiedy symbolem i wyrazem określonej wartości (tu: wolności), z pominięciem oryginalnego kontekstu. To tu leżą przywołane "różne systemy walutowe", bo niebardzo wiem jak można porównać choćby kulturowe i geograficzne realia amerykańskiego interioru z którym kolwiek miejscem w Polsce tak, by jeden do jednego kopiować sprawdzone wzorce.
Nadto, mowa była o motywacjach jakiejś tam części, może nie dominującej, ale wyraźnej (coraz bardziej). Przywołane przypadki nie są elektoratem kaczyzmu, a JBPP.
Przepraszam też za czepianie, ale ten opis jest tak realny jak antyrodzinny hejt nt. matek, które "siedzą w domu i nic nie robią".
Wielodzietność + nauczanie domowe to dla matek katorga. Te które się na to decydują to bohaterki, ale czy jest to z dobrym skutkiem dla nich samych i dzieci?
Tracić czas na coś co może zrobić ktoś inny za darmo bo Państwo nam to funduje. I zrobi to lepiej, nawet jak ten nauczyciel to kompletny matoł. Bo robi to już wiele lat po prostu. Więc się doszlifował. My zaś mamy dzięki temu czas na ważniejsze rzeczy, na których się lepiej znamy.
1. Nauczanie to treść, forma i formacja. Nauczyciele często bezmyślnie przekazują treść i tyle, więc rodzic tu może dużo więcej minimalnym nakładem. Forma wymaga pewnego treningu, ale nie jest to roketsajens, więc jak ktoś chce się przygotować, to da radę. Formacja zawsze lepiej w domu.
2. Szkoła to nie tylko nauka ale i socjalizacja. Tu w obu przypadkach wiele zależy od środowisk, więc o generalizację trudno. Dodatkowo to się zmienia w funkcji wieku dziecka i mocno zależy ile dzieci i w jakim wieku uczy się domowo.
3. Wychowanie dzieci to jeden z najważniejszych obowiązków.
A to zależy, bo w tej grupie jest wg moich spostrzeżeń pi razy oko po równo - ale oczywiście mogę mieć niereprezentatywne dane, oparte wyłącznie na tym co widzę. Skąd ma dane Kolega? Ależ proszę, tylko nie rozumiem co za opis jest nierealny i dlaczego?
Generalnie zgadzam się co do bohaterstwa - czy to katorga to nie wiem, natomiast samo posiadanie kilkorga dzieci i rezygnacja z pracy zawodowej, to owszem wyzwanie które wg mnie zasługuje na olbrzymi szacunek. Jeśli do tego dochodzi ED, to tym większa chwała zwłaszcza jeśli udaje się takiej mamie ogarnąć to wszystko.
A co do dobrego skutku - dobrym skutkiem jest przede wszystkim brak sp*dolenia umysłowego (przepraszam, ale nie znam określenia które adekwatniej by opisywało to co się dzieje obecnie w umysłach młodzieży). To jest sukces sam w sobie, wart olbrzymich poświęceń (i w istocie to jest z tych rodzin co znam główny czynnik motywujący do takiego poświęcenia - co rozumiem doskonale).
To czego nie rozumiem, to jaki interes ma nasz rząd by uwalać ED.
Marny nauczyciel jeszcze prócz tego może na trwałe zniechęcić do przedmiotu - prym wiodą matematyczki, ale w sumie dotyczy to każdego przedmiotu. Nam pani od polskiego w II połowie lat 90tych w liceum usiłowała wpoić poglądy proaborcyjne, księża i Kościół to była czarna mafia, itp - dziś choć dawno na emeryturze to konkursowa lewaczka produkująca się na fejsie i oczywiście zoologiczny antypis. A w urabianie była dobra - pół biedy żeby to robiła cepem i nachalnie (młodzieży się wtedy włącza przekora), ale nie - wszystko grzecznie, w wolności, z empatią dla biednych kobiet, itp itd.
Pamiętam jak jedna z koleżanek w liceum napisała rezenzję "rozmów z katem" - że Stroop to w sumie spoko gość, bo miał cel, dążył do niego, itp, a że przy okazji jacyś ludzie poginęli, to przykro, no ale trudno, bywa. Pani od polskiego była zszokowana ale nie zdenerwowana - ot zatroskana, jak to się stało, że takie poglądy, że nieczuła ta koleżanka na krzywdę ludzką itp. I może ma ta moja koleżanka (pyta pani od polskiego przy całej klasie) jakieś problemy w domu? z rodzicami?
Nie - odpowiada dziewczyna - w domu wszystko ok, no, może moja mama jest ortodoksyjną katoliczką...
- Aha, to ja już wszystko rozumiem - odpowiada pani. I w zasadzie temat zamknięty, można się rozejść - nie było kontynuacji, bo to przecież oczywiste że matka katoliczka odpowiada za nieczułość nastolatki na krzywdę pomordowanych ludzi. Ktoś czegoś nie rozumie? Przecież wszystko jasne.
Przykłady można mnożyć, i to nie tylko u tej pani - słowem z mojej klasy kto nie był religijny, w oazach, itp - ten jest lewakiem do kwadratu, a w najlepszym wypadku korwinistą.
I serio, jedyny przypadek w rodzinie na ED jaki znam, gdzie był problem z socjalizacją, to dotyczył jednego z siedmiorga dzieci, acz sporo w tym do czynienia miało to, że tatuś ich zostawił i się wyprowadził - szesnastoletni syn ciężko to przeżył. Reszta też, ale w inny sposób - szesnastolatek miał klasyczną depresję wymagającą interwencji lekarza, ale się pozbierał (obecnie 19 lat). Absolutnie odludkiem obecnie nie jest, ma paczkę kumpli od planszówek, inną paczkę fanów Kaczmarskiego (w tym pokoleniu!) - będą z niego ludzie.
Zarazem nie trzeba sądzić, że ktoś z obywateli do siebie samego należy, przeciwnie, wszyscy należą do państwa, bo każdy z nich jest częścią państwa. Toteż troska o każdą część z osobna musi z natury rzeczy mieć na oku troskę o całość.
Socjalizacja dzieci w grupie rówieśników jest ważniejsza (zwłaszcza obecnie w dobie cyber-uzależnień) niż nabywanie wiedzy, bo zaległości w tej pierwszej sferze można nadrobić, w drugiej zaś jest to najskrajniej trudne.
No chyba, że ktoś mieszka w dzielnicach ogarniętych wojnami młodocianych gangów, fawelach, siedliskach ulicznej prostytucji lub handlu narkotykami itp. Jest tu ktoś taki?
Jest to równie realne jak propozycje Kolegi, więc co się będziemy ograniczać. U dzieci z ED jak pisałem, socjalizacja odbywa się i tak, i to zwykle na kilku poziomach (otoczenie sąsiedzkie, rówieśnicy z ED, zajęcia sportowe, muzyczne, itp). Natomiast to co się nie odbywa to lewacka demoralizacja wszechobecna w niemal każdej "normalnej" szkole i to jeszcze idąca od nauczycieli. A jak nie od nich ( np szkoły katolickie) to od uczniów - coś chyba także @romeck na ten temat może powiedzieć. Sądzę że w fawelach itp jest mniej lewackiego spier*lenia niż w "normalnych" szkołach, to po pierwsze. A po drugie - mamy się bardziej bać tych co zabijają duszę od tych co zabijają ciało.
A teraz jako ktoś, kto uczył dzieci (8 i 14) w domu przez rok, oraz 13-14 przez 2 lata (zdecydowana większość ciężaru przyjęła na siebie Żona):
1) Socjalizacja - jak wyżej, jest harcerstwo, wspólnoty, znajomi ze szkoły i spoza niej. Ale trzeba chcieć i pomóc z tym dzieciom podobnie jak z nauką.
2) Merytorycznie - egzaminy zdawane na miejscu były różne, zależało od nauczycieli i szkoły. W rejonowej gdzie byliśmy na początku, było trudno, wyobraźcie sobie megasprawdzian z całego roku, gdzie do dyspozycji macie podstawę programową i podręcznik z błędami. Informatyka to były ponad 2 godziny ślęczenia przed ekranem, dziewczyny wyszły wyżęte bardziej niż po obozie harcerskim.
W znanej szkole dedykowanej nauczaniu domowemu (brzmi zabawnie, prawda?) wyglądało to inaczej. Materiał (sprawdziany do podręczników pobrane ze stron wydawnictw, prawie nic autorskiego) był dostępny w repozytorium, lista pytań do egzaminu ustnego z każdego przedmiotu znana.
Tu uwaga, forma egzaminów online była skandaliczna! Język obcy ustny zdawany przez telefon, język obcy zdawany na platformie z limitem 5 godzin, bez kamery czy innej weryfikacji kto to właściwie wypełnia. Egzaminy w szkole w porządku, z życzliwością wobec dzieci, ale też bez weryfikacji tożsamości.
3) Dzieci zyskały. Umiejętność samodzielnej nauki, ze wsparciem. Pewność siebie. Pogłębienie lub odkrycie zainteresowań, co przełożyło się na dobry wybór szkoły średniej. Egzaminy zewnętrzne (ósmoklasisty) zdały bardzo ładnie.
Czy coś straciły? No tak średnio bym powiedział, ale nie musi to być sytuacja typowa, gdy ma się troje rodzeństwa i grupę rówieśniczą poza szkołą.
4) Państwo musiało zareagować na działalność "Szkoły w chmurze", która oferuje wszystkie egzaminy online. Inne szkoły też mają takie modus operandi - niektóre się pospieszyły i zapytały kuratorium/ministerstwo o opinię, dostały negatywną. Ale ponoć zabronione to nie jest (nie było!). Na skalę masową, w przypadku dzieci (które wybaczcie, ale jednak będą w części chciały się tylko prześliznąć) egzaminy online to dla mnie nieporozumienie. Ostatnie 3 lata "Szkoły w chmurze" to 100, 1 000, 10 000 uczniów - czyli obecnie 1/3 wszystkich uczniów w ED (w tym 500 uczniów o specjalnych potrzebach, gdzie subwencja na zwykłego ucznia to około 400 zł, a na nie-zwykłego od 1 000 do 5 000 w zależności od potrzeb).
Matematykę zostawiam Wam, pamiętajcie że subwencja wypłacana jest w dużej mierze przez samorządy, a szkoły ED egzaminują (bo nie uczą) uczniów z całej Polski, a także mieszkające poza naszymi granicami.
Ale to pikuś - naprawdę problem jest inny. Rozumiem że ktoś nie jest entuzjastą ED. I co, i to jest powód by jej zakazywać? Naprawdę chcemy być jak totalni - ma być po naszemu, i to wszyscy?
Przy czym Tobie "wystarczyła" zadowalająca szkoła... Dla mnie jesteś więc bardziej przeciwnikiem obecnej szkoły publicznej niż zwolennikiem ED.
(A potem się rozpisalem, ale mi gdzieś wcięło tekst)
Więc teraz krótko:
- ogólnie i teoretycznie idea ok,
- motywacja rodziców często wskazuje, że jednak nie-ok,
- co innego zabraniać, a co innego dawać doić budżet,
- tak młodzież jest lewacka, nauczyciele są lewaccy, ale mam złą wiadomość - jeśli nie w publicznej szkole, to gdzie indziej w końcu się lewaka spotka, lepiej być na to spotkanie przygotowanym.
Więcej i z jakimś uzasadnieniem jak będę miał klawiaturę.
Nie twierdzę że się nie da dobrze wychować dzieci itp, ale znacznie łatwiej w normalnym środowisku.
A dlaczego motywacja rodziców wskazuje, że idea nie ok?
Generalnie to jest pytanie, na ile ED ma być trzymaniem dzieci pod kloszem - ideowym, dyscyplinarnym, bezpieczeństwa, kontaktu z "niewłaściwymi ludźmi" itd.
Też nie bardzo sobie wyobrażam, że idę na studia, mam lat 19 i ... pierwszy raz w życiu siedzę z innymi ludźmi na zajęciach. A konsekwentna ED do tego prowadzi.