SNB ogłosił start wyprzedaży niespłacalnych nieruchomości lemingów
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Ja nie wiem jak ty ale mnie na hasło DARMOCHA zapala się czerwona lampka. A prezesi i dyrektorzy finansowi dużych firm polecieli na to jak muchy do miodu. Cwaniactwo i tandeta.
If you don't pay, you're not a client, if you're not a client, what are you?
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Jedyne na co było stać banki to na skorumpowanie nadzoru, ekspertów (z Bożej łaski) i sądów, by prezesostwo uniknęło należnego lania dupska. O tak, w korumpowaniu populacja terenu między Bugiem a Odrą jest znakomita, w większości przypadków zresztą pana sędziego nie trzeba było wcale korumpować, już z góry był chętny, bo on krew z tej samej krwi i kość z tej samej kości.
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
If you don't pay, you're not a client, if you're not a client, what are you?
Nie wiem jak ty ale mnie w takiej sytuacji narzuca się pytanie: jeśli nie płacę tych pięciuset zet, to co płacę?
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
Ja jednak widzę więcej naiwności i baraniego pędu u frankowiczów niż jakiegoś chytrego cwaniakowania w celu wyrolowania systemu. I jeszcze raz pytam, jakie można mieć poczucie rolowania banku, kiedy się robi dokładnie to, do czego ten bank nas namawia?
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Dla mnie to się nie trzyma kupy.
1) Banki w Polsce są instytucją drenującą, a nie usługą. I nie robią genialnych ofert, specjalnych dla pana ja.z.gugla, ani nawet większej grupy autochtonów będących przedmiotem drenażu.
2) Szwajcaria nie jest państwem wyjętym z mechanizmów reuglujących kursem walut i wszystko może się wydarzyć (sczególnie w przeciągu 30 lat)
3) Jeżeli się nie znam, wybieram rozwiązania najbardziej pewne i najemniej spektakularne, czy ryzykowne, NAWET jeżeli tysiąc innych owiec podążą w inną stronę
4) To co napisał Los.
Może jestem inny ale, że kurs franciszka się zmienia i nie mam pojęcia ile będzie on wart za czydzieści lat, to jest dla mnie tak zwana oczywista oczywistość.
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
Racjonalne wytłumaczenie byłoby takie: od wielu lat polska złotówka lekko umacnia się wobec franka. Polska gospodarka przyspiesza, a zachodnie gospodarki już nie mają z czego przyspieszać, będą rozwijały się w tempie 1-2% rocznie. Złotówka będzie się zatem umacniać, a nawet jeśli dojdzie do jakichś zmian, to nie zapłacę więcej ze względu na niższe odsetki.
To okazało się nietrafne, ale jakoś się broni. Nie jest ujmą i nie świadczy o byciu idiotą, jak ktoś przegra coś na giełdzie. To zdarzyło się frankowiczom, podjęli pewną decyzję, która była błędna i muszą za to zapłacić, choć oczywiście trudno bronić racjonalności ryzykowania całym majątkiem w oparciu o jeden kurs. Natomiast "obrońcy" frankowiczów przedstawiają nam ich jako komplentych idiotów.
Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak bardzo się wyżywacie na frankowiczach. "Zatroskanie" o ich los widzę przede wszystkim po drugiej stronie i to głównie z powodu dzikiej satysfakcji, że wreszcie się doczekali... Owszem, doczekali się, płacą i będą płacili większe raty. W zasadzie - ich problem. A właściwie byłby to ich problem, gdyby nie dwie, w mojej ocenie, sprawy. Do obydwu posłużę się cytatami Grzegorza Biereckiego.
- bankowy tytuł egzekucyjny
- zadłużenie w nieskończoność
Zwracam uwagę, że obydwa problemy nie są przywilejami frankowiczów, dotycząwszystkich
kredytobiorców hipotecznych.
Inną sprawą jest polityczne wygrywanie obecnego kryzysu przez opozycję, gdyż albowiem już ponad dwa miesiące temu wyszła jakaś dyrektywa unijna zobowiązująca rządy do działań ochronnych klientów biorących kredyty w obcych walutach. Do tej dyrektywy zastosowały się niemal wszystkie państwa UE, natomiast nasz rząd, dziwnie czegoś - nie.
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Poza tym, już pomijając wszystko, zmiana wartości świadczenia o 20% nie uzasadnia zastosowania tego cytowanego przepisu, do takiego wniosku prowadzi spokojna, rzeczowa analiza orzecznictwa w innych sprawach. Jedyne, na czym realnie można by się oprzeć, to próba wykazania, że banki zachęcały do kredytów niezgodnie z implementowanymi dyrektywami tzw. MIFID.
Tyle że to zupełnie nie ten problem. Widziałem setki bte i może ze 2 były przy kredycie hipotecznym. Najczęściej "przekroczenie limitu z karty kredytowej" albo jakiś kretyński "kredyt gotówkowy", na parę tysięcy.
2. Coś takiego z mocą wsteczną to zwykłe oszustwo, bo strony umawiały się na inne świadczenia, a nagle przyjdzie państwo i powie, że świadczenia jednej strony obniżane są o połowę. Na przyszłość znowu spowoduje to wyłącznie zwiększenie kosztów kredytu.
Co do żółci, wyżej pisałem, od czego w ogóle należy zacząć dyskusję, od zebrania jakich danych.
Po pierwsze, sprawdzić, czy frankowicze na pewno są stratni, czyli innymi słowy czy symulowany kredyt zawarty w tej samej dacie, w tej samej kwocie, w tym samym banku do chwili obecnej byłby droższy czy tańszy.
Po drugie, istotne jest sprawdzenie, jakie są faktyczne skutki społeczne podwyższenia raty, tzn. czy oznaczają ograniczenie zbytecznej konsumpcji czy faktyczne problemy z płynnością.
Jeśli człowiek płaci taniej, MUSI WIEDZIEĆ, dlaczego płaci taniej. Jest wyprzedaż, bo sklep czyści magazyny, termin przydatności do spożycia jest blisko, kupujemy na straganie a nie w sklepie, towar jest kradziony etc. Dopiero wiedząc dzięki czemu jest taniej, możemy się zdecydować na zakup, gonienie za taniocha dla taniochy jest po prostu głupotą. Niech cię Bóg kocha! Nie węszyłbyś, popie, gdzie taniocha.
Jeśli kredyt we franciszkach jest tańszy niż w złotych, trzeba sobie zadać pytanie - DZIĘKI CZEMU jest taniej, z czego to wynika. Jak kto po jogurtach w sklepie patrzy na termin przydatności a transakcję życia (zakup mieszkania i kredyt hipoteczny często jest największą transakcją, jakiej człowiek dokonuje w życiu) przeprowadza bez chwili refleksji, jest po prostu durniem.
The author has edited this post (w 17.01.2015)
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
mamy co najmniej średniookresową perspektywę zamieszkania w danym miejscu to daje to pewne poczucie stabilizacji, własnego kąta itd. Tego rodzaju poczucie może kosztować, ale przecież za różne "psychologiczne" korzyści też płacimy i to jest normalne. Natomiast takiego poczucia nie daje kredyt, a wprost przeciwnie.
Inny jest aspekt finansowy, tj. co się opłaca. Jeśli rata kredytu jest zbliżona do raty najmu, to przypadku kredytu po x lat mamy własne mieszkanie, a w przypadku najmu mamy 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Jesteśmy stratni wartość mieszkania, to są realne kwoty.
Ja to opiszę na trochę innym przykładzie, nieruchomości letniskowej. Mój ojciec w ramach rozliczeń spadkowych spłacił dom letni. Suma spędzonych tam osobodni przez ok. 10 lat pomnożona nawet przez 40 zł dawno przekroczyła wartość spłaty, wzrosła też wartość samej nieruchomości, z różnych wzgledów, zarówno zależnych od nas, jak i niezależnych.
I przykład w drugą stronę - mama dostała w spadku 1/4 gospodarstwa rolnego na wsi, niby blisko Krakowa, ale jednak straszne zadupie. Do dziś się zastanawiam, jakim debilem był facet, który go kupił za kredyt wzięty na 25 lat.
Ale jest kwestia gustu. Niektórzy wolą jechać na urlop/weekend gdzie indziej za każdym razem. Albo w to samo miejsce, ale do pensjonatu. Ja lubię jechać "do siebie", gdzie mam swój radiomagnetofon, swoje ulubione kasety, swoje ręczniki i ubranie, których nie muszę za każdym razem wozić itd.
Z kolei jak jedziemy do jakiegoś miasta tylko studiować, albo pracować na pewien czas, to kupowanie czegokolwiek to głupota.
The author has edited this post (w 17.01.2015)