Aktualności, newsy, krótkie wiadomości tekstowe
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Ale z tymi odpiętymi dziećmi dzisiaj ? Jedna mała niedogodność i on szuka sobie innej pracy. Do momentu kiedy nie ma bezrobocia, dociskanie wychowawcze pozostaje tylko w kwestii chciejstwa.
Wygląda na to że to nie kwestia UEKu ale w ogóle studiów ekonomicznych w Polsce skoro mityczny SGH (mityczny za moich czasów) oferuje w zasadzie to samo.
Więc moje powiedzenie: "za każde studia na które będzie chciało iść moje dziecko zapłacę z własnej kieszeni, chyba że chodzi o UEK" muszę zamienić na "chyba że chodzi o uczelnie ekonomiczne"
Owszem. Nie mam fafnastu certyfikatów, ale mimo mojej bytności w Finlandii, USA, Holandii i UK (w sumie by się dobrze ponad rok zebrało) gdzie gadałem tylko po angielsku - angielski mam kulawy. I co gorsza - moi koledzy z certyfikatami również. W każdym razie zwykli Fini czy Holendrzy mówią po angielsku zdecydowanie lepiej. Szczerze to nawet trochę tego nie rozumiem - gadamy w pracy głównie po angielsku, po tylu latach coś się powinno poprawić, a co najmniej "wyrównać" - ale nie. I nie chodzi o mnie, to jest ogólny problem.
Prawda - excela czy vba nauczyłem się w pracy, na studiach to nie pamiętam czy w ogóle był. Ale niedawno rekrutowałem studentów na praktyki - w sumie byłem nawet zadowolony bo owo pokolenie millenialsów wcale nie takie głupie (przynajmniej kandydaci). Ale w excelu oblatani byli tylko informatycy, reszta to w sumie nawet z podstawami miała problem.
Ano. Pewnie procent się waha, ale zdecydowana większość na pewno.
-- No, panowie, do roboty!
Na co taysze ukraińscy:
-- Ale jak to? Panowie? Do roboty??? Chyba chciał szanowny pan rzec "do pracy"?
Okazało się, że słowo "robota" kojarzy im się głównie z rabami i Moskalami, a nie z pracą uczciwych ludzi. Porządni ludzie mogą pracuwaty.
"W październiku przybyło w USA 261 tys. etatów (licząc poza rolnictwem), podczas gdy średnio oczekiwano, że ich liczba wzrośnie o 200 tys. Dane za wrzesień zrewidowano w górę z 263 tys. do 315 tys. Stopa bezrobocia wzrosła jednak z 3,5 proc. do 3,7 proc."
To wypowiedź JaroKacza o sytuacji demograficznej w Polsce. Oczywiście zaczęły się jak zwykle drwiny i śmiechy co to stary dziad i do tego bezdzietny może wiedzieć o kobietach. Odezwał się też Terlik może i bez drwin ale też krytycznie:
https://twitter.com/tterlikowski/status/1589185182523064320?s=20&t=LLj5RxWgBgR_-fLR_2cp6w
Terlik zrównuje picie kobiet z mężczyznami, a ja myślę, że owszem picie facetów jest problemem, ale jeżeli kobiety mniej piją i ogarniają rodzinę to częściowo równoważy problem picia mężczyzn. Jak piją tak samo kobiety i mężczyźni to kto będzie ogarniał rodzinę? Wychodzi na to, że JaroKacz jest bliżej prawdy.
Znam osobiście trzy małżeństwa (albo więcej, ale o trzech wiem) które nie mogą mieć dzieci - wszystkie katolickie, bez pijaństwa i innych nałogów, we wszystkich przypadkach problem leży po stronie faceta (ruchliwość plemników). Nie piję do wypowiedzi JarKacza, bo imho ma rację, tyle że nie tylko o pijaństwo, ale inne używki chodzi, o feminizm, antynatalistyczną mentalność, antykoncepcję hormonalną i jej skutki, itp. Do tego jak jeszcze dołożymy problemy u ludzi którzy autentycznie chcą mieć dzieci, plus mnogość singli (i nie tylko wśród tych którzy chcą być singlami) - to mamy duży problem.
A to jeszcze nie wszystko, bo mnóstwo małżeństw kończy na jednym dziecku, a dwa, to już absolutny maks.
Ja upatruję nadziei w katolikach - że przynajmniej pewnej grupie naprawdę chce się mieć dzieci, i często mają ich dużo. Liczba spadnie ale jakość wzrośnie - i w sumie, czy to źle?