Aktualności, newsy, krótkie wiadomości tekstowe
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
W rosji chleje się strasznie - widać, że dużo samogonu.
👣
🐾
🐾
czuły się bezpieczne. Dzietność fizjologicznie wymaga spokoju. A ze społecznego punktu widzenia - afirmacji, a tego w Polsce kobietki nie dostają.
Coś na Jorgowy splin w sprawie ogólnego upadku:
A czy to nie był jakiś statystyczny fakap przypadkiem? Że rodziły tyle samo, co ich rówieśniczki w PL, ino statystyk-obliczacz wziął do rachunków przedrozpłodowe i porozpłodowe, a takich w PL był nadmiar, a w UK niedomiar?
Hę?
Hę?
Tak było, a nawet jeszcze bardziej.
Otóż jak się wzięło CAŁY raport, to było tam wprost wyłuszczone, z czego wzięła się różnica - z nadproporcjonalnej ilości Polek w wieku 25-35 (czy coś takiego) w UK, autor raportu sam to stwierdzał.
Ale jak wzięło się tylko jakiś kawałek, tytuł czy gołą liczbę dzieci / kobiety, to już można było dojść do wniosku, że łooo tam to rodzą, a u nas nie. Tak wziął jakiś redaktor z ówczesnej Rzepy i tak to poszło w Polskę.
Omawialiśmy to już bodajże na ivrp.pl i o ile pamiętam Kazio sama uczestniczyła w tej dyskusji...
Hę?
oj, szybko zapominamy
"Wskaźnik dzietności statystycznych Polek mieszkających w Anglii i Walii wynosi 2,13, podczas gdy w Polsce zaledwie 1,3 - wynika z pierwszych tego rodzaju badań, jakie przeprowadzono w Wielkiej Brytanii. Oznacza to, że każda z Polek rodzi na Wyspach ponad 60 proc. więcej dzieci niż w kraju. O sprawie pisze czwartkowa ?Rzeczpospolita?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od dawna dużo mówi się o tym, że Polki mieszkające w Wielkiej Brytanii chętnie decydują się na urodzenie dziecka, jednak jak dotąd nie podawano konkretnych danych. Brytyjczycy wyliczali bowiem wskaźnik dzietności (wskazuje, ile dzieci rodzi statystycznie kobieta w tzw. wieku rozrodczym) jedynie dla wszystkich cudzoziemek. Wynosi on 2,3 i jest wyższy w porównaniu z samymi Brytyjkami, dla których wynosi on 1,9.
We wtorek Office for National Statistics opublikował raport, z którego wynika, że wskaźnik dzietności Polek mieszkających w Anglii i Walii wynosi 2,13, a Polki odpowiadają już niemal za 3 proc. wszystkich urodzeń na Wyspach. Jak przypomina "Rzeczpospolita" , ostatnio tak wysoki wskaźnik w Polsce odnotowaliśmy w latach 80. ubiegłego wieku." za https://wyborcza.pl/7,75399,15407157,polki-na-wyspach-rodza-wiecej-dzieci-niz-w-polsce-i-wiecej.html?disableRedirects=true
Jakoś nie mogę znaleźć, ale Cameron wtedy powiedział Tuskowi coś w rodzaju - jeśli Polki w Polsce decydują się na mniej dzieci niż w Wielkiej Brytani to znaczy, że to ty masz (jesteś) problem.
Hę?
Tak było, a nawet jeszcze bardziej.
Otóż jak się wzięło CAŁY raport, to było tam wprost wyłuszczone, z czego wzięła się różnica - z nadproporcjonalnej ilości Polek w wieku 25-35 (czy coś takiego) w UK, autor raportu sam to stwierdzał.
Ale jak wzięło się tylko jakiś kawałek, tytuł czy gołą liczbę dzieci / kobiety, to już można było dojść do wniosku, że łooo tam to rodzą, a u nas nie. Tak wziął jakiś redaktor z ówczesnej Rzepy i tak to poszło w Polskę.
Omawialiśmy to już bodajże na ivrp.pl i o ile pamiętam Kazio sama uczestniczyła w tej dyskusji...
o, i co mówiłam? Mogłam mówić, że posiadanie dzieci w Polsce jest opodatkowane (np poprzez nakładanie na rodziców obowiązku kupowania podręczników). To było przed 500+, przed wyprawką szkolną, PiS załatwił podstawowe rzeczy. Wtedy też twierdziłam, że dzieci w systemie podatkowym są traktowane jak zwierzątka domowe i to też się zmieniło. I mówiłam o draństwie odbierania dzieci za biedę i oddawania ich zawodowcom za duże pieniądze i to też się zmieniło.
Teraz walczę z oczernianiem matek, uważam, że dowcipy o madkach powinny być ścigane karnie. I zaczynam szukać argumentów za uprzywilejowaniem matek w systemie emerytalnym, bo w systemie kapitałowym nie uwzględnia się ich pracy przy wychowaniu dzieci. Jest to o tyle skomplikowane, że kobiety są uprzywilejowane w systemie emerytalnym, właśnie z powodu macierzyństwa, ale to uprzywilejowanie obejmuje z automatu powiększającą się grupę bezdzietnych lub małodzietnych pań. I chciałabym przypomnieć, że prez. Mościcki zadeklarował, że zostanie ojcem chrzestnym każdego siódmego dziecka w rodzinie, a było to w czasach, gdy raczej obawiano się przeludnienia.
Co do metodologii badań na Wyspach - dzietność liczy się dzisiaj przynajmniej w grupie kobiet statystycznie płodnych. I tak jest niższa od tej z WIelkiej Brytanii, w czasach tuskich.
Jakby czynnik ekonomiczny odgrywał tak dużą rolę to właściwie obecne czasy nie powinny stanowić przeszkód, bo w czym dzisiaj jest gorzej niż w stanie wojennym?
Same liczby coś takiego sugerują. Uczciwie należało policzyć ile dzieci urodziła każda kobieta i uśrednić. Nikt nic takiego nie robi, bo na takie badania trzeba by kilkadziesiąt lat i niejednorodność w czasie mogłaby wyniki zaburzyć. Dziś liczy się kobiety, liczy urodzone dzieci, dzieli jedno przez drugie i skaluje jakimś mądrym współczynnikiem. Znaczy to, że dzietność 2,13 wśród kobiet, których wiek w 90% jest między 20 a 30 lat, to dużo mniej niż 1,3 wśród wszystkich kobiet, bo w życiu nie uwierzę, że Angole uwzględnili czynnik wieku. Ale dokładne badania przekraczają możliwości intelektualne dzbannikarzy.
"Nie boj się, mała trzódko!".
Kościół to nie ściganie się na rekordy ilościowe. Choć niekiedy i wierni, i hierarchia zdają się o tym zapominać.
Skoro świat woli róbta co chceta, to przekaz Kościoła musi być odpychający - ale jak to powiedział Davila, problemem jest to, że Kościół wybrał zbiorowy poklask ponad indywidualne nawrócenia. Może pora zatem wrócić do indywidualnych nawróceń odrzucając zbiorowy poklask - i nie liczyć wiernych w kościele, tylko robić to co należy.
Mam wrażenie że wtedy liczba wiernych wzrośnie - bo po cholerę komu kościół, który będzie schlebiać jego słabostkom. Kościół ma sens jedynie wtedy, kiedy wymaga. Zgadzam się z ostatnim zdaniem, dlatego uważam że wcale nie trzeba używać ich formy i języka. Jezus to nie jest produkt reklamowy, do którego trzeba stosować odpowiednią strategię marketingową - a o nawrócenie chodzi, a nie o to by ludzie zaczęli do kościoła chodzić.
Grając w nie swoją grę, w youtuby, tiktoki, czy język dzisiejszej młodzieży, czy też formę - Kościół straciłby cnotę ale rubelka by nie zarobił. W pojedynku o ciekawość, rozrywkę, itp - zawsze będzie stał na przegranej pozycji, choćby nie wiem co robił - dlatego w nie swoje zawody nie należy grać.
To chrześcijaństwo sprawiło, że ukształtowały się systemy z poszanowaniem ludzkiej godności. To chrześcijaństwo sprawiło, że ludzie odeszli, przynajmniej w pewnym stopniu od kastowości i klanowości.
Brak chrześcijaństwa utoruje drogę systemom wprost lub zakamuflowanie totalitarnym, co przy obecnej technologii może oznaczać ucisk ponad wszelkie wyobrażenie. Zdaje się Chiny przodują w tym, ale Zachód z poprawnością polityczną, chętnie je goni.