Pierwsze ruchy w nowym Sejmie i rządzie
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Ależ właśnie wybory są efektem ograniczonego zaufania do państwa - władze regularnie poddają się ocenie obywateli. Tak właśnie stało się przed tygodniem.
Uważam, że nie ma kolega racji. Osobiście znam przypadki angażowania się szkół w różnego rodzaju podejrzane "projekty" tylko dlatego, że były w nich przeznaczone środki na honoraria dla współpracowników (nauczycieli lub dyrekcji) ewentualnie doposażenie szkoły Między innymi dlatego uważam, że działanie dyrekcji i grona pedagogicznego musi podlegać kontroli. I ważnym elementem tej kontroli są rodzice - bo oni pierwsi widzą, że coś jest nie tak. Nie oznacza to bynajmniej, że zawsze mają rację. Prawdopodobnie w większości wypadków jej nie mają. Ale pozbawienie ich prawa zabierania głowu to po prostu totalitaryzm. Nieodwołalność decyzji rady pegagogicznej to IMO po prostu bzdura - nie ma bowiem, żadnego powodu, by uznać to grono za nieomylne.
Zgadzam się, że należy przywrócić prestiż zawodowi nauczyciela. Ale żeby to zrobić nie wystarczą dodatkowe prawa, ale potrzebne są także skuteczne mechanizmy eliminowania "czarnych owiec".
Nauczyciel, który sprawiedliwie ocenia, jest postacią groteskową i żałosną, ale nikt nie zauważa, że to uderza przede wszystkim w dzieci. Ktoś jednak twierdzi, że mamy totalitaryzm, bo nauczyciel mógłby postawić pałę matołowi, który w sposób modelowy na to zasłużył. Z mojej strony EOT.
Prawda. Trzeba przywrócić pozycję i narzędzia wychowawcze nauczycielom. Czy to ma coś wspólnego z krytykowanym tu pomysłem likwidacji gimnazjów?
Komisarz ludowy powinien wydawać jedynie słuszny i sprawiedliwy wyrok bez odwołania i innych burżuazyjnych przesądów.
Uprzedzając pytanie - skąd wziąłem te kraje? Pierwsza dziesiątka krajów z analfabetyzmem.
Rozumie, kiedy pomyli się mechanik samochodowy, lekarz, czy prawnik szkody może ponieść pojedyncza osoba.
Nauczyciel natomiast może wyrządzić szkody całym masom ludzkim. Albo wpłynąć zbawiennie i oświecająco na nie
Jest więc prawo i w jego realizacji kluczową pozycję ma zawód szczególny, jak to podkresla Eden, czyli nauczyciel. I co z tego że szczególny? Każdy zawód jest w jakiś sposób szczególny - ma swoje szczególne zadania i swoje partykularne interesy. Spieranie się o to który zawód jest ważniejszy niż inne czy też dowodzenie że jego szczególność wyłącza go z ogólnych zasad przestrzegania prawa, obyczaju i przyzwoitości jest drogą do antagonizowania społeczeństwa i otwartego nierowiązywalnego konfliktu. Oczywiście, ze nauczyciel powinien zostać wyposażony w wystarczające, w ramach istniejących ograniczeń, w tym budżetowych, narzędzia do sprawowania swojej funkcji.
Co do gimnazjów to jednak ich wprowadzenie zaogniło problem upadku dyscypliny w szkołach i obniżenia autorytetu nauczyciela ze względów jakie wyżej podałem. Ich likwidacja powinna ułatwić rozwiązanie tego problemu.
A nauczyciel? O ile wiem decyzja nauczyciela w sprawie konkretnego ucznia raczej go nie zabije (chyba że doprowadzi do zaszczucia, a uczeń się powiesi?), ale może zdeprawować, zniszczyć itd. Konkretnego ucznia, tak jak prawnik-sędzia konkretnego podsądnego, prawnik-adwokat konkretnego klienta, lekarz konkretnego pacjenta, a mechanik konkretnych podróżnych.
Nie wiem w jaki sposób niby konkretny nauczyciel miałby "zbawiennie i oświecająco" wpłynąć na cyt. "CAŁE MASY LUDZKIE". Nie za dużo sobie wyobrażasz o swojej pracy?
Teraz Extraneus:
"(być przedmiotem oddziaływań wychowawczych), a nie ma realizować jakiegoś mającego mu niby służyć roszczenia publicznoprawnego wynikającego z jego prawa do nauki. "
Cóż, skoro już mamy system, w którym konstrukcja prawa opiera się na prawie podmiotowym - każdej jednostki ludzkiej - to każde wyłączenie kogoś z systemu praw podmiotowych, a uczynienie go jedynie przedmiotem to postawienie pytania, czy taką osobę uznajemy za człowieka? Rozumiem, że przestępca jest człowiekiem, a uczeń - no właśnie nie wiadomo. Mnie taka "filozofia" przekracza albo czegoś nie zrozumiałem.
Pomijam już, że z opisanego wyżej przykładu wynikało, że ktoś przebywał w szkole dla otrzymywania renty rodzinnej. Z tego co wiem, osobom poniżej 18 roku życia renta rodzinna przysługuje niezależnie czy się uczą czy nie, więc "demoralizujący przykład" dotyczył osoby pełnoletniej, mającej czynne prawo wyborcze, pełną zdolność sądową itd. itp. a nie jakiegoś dzieciaka. Skoro ta osoba może samodzielnie, bez zgody rodziców (nb. z których chyba co najmniej jednego nie ma, skoro bierze rentę rodzinną...) zaskarżać decyzje dowolnego urzędasa, to czemu nie nauczyciela? Czy nauczyciel (ew. kolegialnie "rada pedagogiczna") to jakaś obdarzona boskim natchnieniem zawsze nieomylna instytucja?
Jak czytam wasze pomysły czym powinien być nauczyciel, to zamiast ideału mistrza i mentora widzę carskiego urzędnika z opowieści markiza de Coustine.
Wojciechowski proponuje 35 lat i min. 5 lat pracy w innym, regulowanym zawodzie poza sądem (regulowanym - czyli też po innym egzaminie zawodowym albo doktoracie), czyli jeszcze zaostrzyć.
A nauczyciel? Jeśli na poważnie traktujemy nauczyciela jako NIEZWYKŁY zawód, to czyż wymagania nie powinny być jeszcze bardziej *niezwykłe*? Zwłaszcza że od sędziego można się odwołać do bardziej doświadczonych sędziów, a nauczyciel ma być instancją ostateczną.
Jakie być Edenie zaproponował kryteria dla nauczyciela? Minimum 40 lat i 10 lat pracy w innym, regulowanym zawodzie poprzedzonym ciężkim wyczerpującym, kilkudniowym (tak, tak!) egzaminem?
Bo na razie trzeba mieć studia o niezbyt dobrej opinii i zaliczony kurs pedagogiczny.
Plus kurs pedagogiczny, ale chyba jeden, bo on ma dać przygotowanie do pracy z nielatami, a nie sprawdzać wiedzę z konkretnych przedmiotów.
Poza tym nie wiem czy się zrozumieliśmy - ja nie pisałem, że nauczyciele to debile, tylko że wymagania do bycia nauczycielem są znacznie niższe niż do bycia sędzią, prokuratorem czy nawet radcą prawnym. Na lekarza, nawet pierwszego kontaktu, też są większe wymagania. Więc skoro lekarz i prawnik to zdaniem Edena *zwykłe* zawody, a nauczyciel *niezwykły*, to czemu ma mniejsze wymagania? A może na nauczyciela są wymagania ok, ale za to operacje na otwartym sercu mogłaby robić pani po licencjacie z biologii?
"Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w bezpowrotnym unicestwieniu."
Zły nauczyciel Rozumie może zatracić i duszę oraz ciało swojego podopiecznego. Całkiem tak samo, jak zły kapłan
uniwersytecie skończyła fizykę i podyplomówkę z techniki, zięć fizykę uniwersytecką i informatykę na politechnice. Minęły czasy, kiedy uczyło się w szkole po jakichś kursach.
Teraz jest pytanie takie jednak - czy nieuczciwy sędzia nie może zatracić (do więzienia) ciała niewinnego i zdeprawować winnego, uwalniając go mimo oczywistych dowodów winy? A lekarz? Czy lekarz ginekolog wykonując aborcję nie zatraca ciała nienarodzonego dziecka i duszy matki? Czy lekarz na oddziale geriatrycznym źle traktując starsze osoby nie może także sprowadzić na nich zwątpienia i rozpaczy, czyli uczuć jakże dla duszy zabójczych?
Mechanik, no dobra, nie dokręcając śrubki może co najwyżej spowodować katastrofę komunikacyjną i spowodować osierocenie dzieci, tragedię kilku rodzin itd., ale jego już zostawmy.
Dalej jednak nie wiem, czemu kwalifikacje na nauczyciela - skoro to zawód tak niezwykły - zdobyć o wiele łatwiej niż na lekarza? Albo czemu nauczycielami biologii zostają często ci, co w wieku maturalnym nie dostali się na medycynę...
Mnie się wydaje, że trudno mówić o jakiejś "niezwykłości", bo odpowiedzialności za los innych trzeba wymagać od każdego. To jest cecha charakteru, a nie zawodu. I wracając do początku tego wątku - skoro charaktery są różne, to trzeba się liczyć z tym, że jacyś nauczyciele, może i mniejszość, tej cechy nie będą mieli i musi być instrument kontroli. Wizja nauczyciela-boga, który zawsze ma rację z definicji nauczycielskiego stosunku pracy to wizja chora, w normalnym państwie prawa nie ma na to miejsca.