Co teraz czytacie i co polecacie?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Bohaterowie książek młodnieją z czasem, no i kontekst jest nieco inny.
Znów pojawia się problem - po co? Ja już to omawiałem, po co oglądam filmy, seriale. A teraz po co czytam książki? Otóż książki czytam na ogół dla nowej wiedzy. Dlatego powieści czytam mało. Staram się wybierać takie, z których mogę się wielu rzeczy dowiedzieć, w sposób tak czy inaczej pośredni. W rezultacie są to książki dość odległe, zarówno w sensie czasowym, jak i miejsca. Ze współczesnych, żyjących, na ogół wybierałem pisarzy egzotycznych, Pamuka, Llosę, Mahfuza. Więc dla mnie ta "obcość", "niewspółczesność", "inność" don Kichota jest zaletą, a nie wadą. Co więcej, uważam, że ktoś pisząc to dziś w ogóle nie uchwyciłby tamtych czasów tak jak Cervantes.
Sensu czytania o ludziach takich jak my, tu gdzie my i wtedy gdzie my nie widzę. Nie neguję, że są ludzie, którzy mają taką potrzebę, ja nie mam. My mamy pewnie inne gusta i inne potrzeby.
A co do innych książek niż beletrystyka z dawnych epok - serio? Uczycie się geografii ze Strabona, biologii z Darwina, ekonomii z Bohm-Bawerka (pozdrawiam fanów szkoły austriackiej), technologii z Archimedesa, a prawa z Blackstone'a? Jeśli nie - i jeśli nie mówimy o historykach (zawodowych czy amatorach) - to fakt, że czytamy na poważnie Platona i Arystotelesa (a czytamy) jest raczej dowodem na to, jak badziewna jest filozofia późniejsza, że w tej "nauce" nie ma żadnego dobrze rozumianego postępu.
Mam na świeżo "Buddenbrooków" (polecam!) i stwierdzam, że oczywiście nie jestem kupcem zbożowym z XIX wieku i generalnie wszystkie dekoracje są nieaktualne, ba nawet ożywienie gospodarcze spowodowane zjednoczeniem Niemiec to sprawa przebrzmiała. Ale już to, że jedni mają w sobie moc i wolę życia, dzięki którym idą w górę, a innym ich brakuje, przez co wariują i giną, to jest jakaś prawda o życiu.
Może i kwestia tego, że ktoś nigdy w życiu nie włożył długich spodni, jest zabawna, ale już to że człowiek się do czegoś za młodu przyzwyczaja i na starość trudno mu od tych nawyków odejść, to nie, to jest raczej prawda ogólna.
Może kwestia łowców posagów, którzy próbują z majątku teścia zwiększyć swój podupadający kapitał, to kwestia -- zwłaszcza w społeczeństwie socjalistycznym -- przebrzmiała. Ale już zdanie "W żyłach tego człowieka płynie chmiel zamiast krwi!" w ustach kobiety rozczarowanej mężem-safandułą, jest prawdziwie fosforyzujące.
Tak więc tak. Nie wiem, na ile wartością Don Kiszonkota jest bieżąca polemika z przestarzałymi romansami rycerskimi w XVII w., a na ile ogólny namysł nad tym, że eskapizm jest be. Nie wiem, na ile jest to powieść dobra, a na ile tylko wyprzedzająca epokę. Bo nie czytałem.
Natomiast często stare powieści po prostu się nie bronią, bo mają słabizny. Ileż ja się nasłuchałem, że "Szatan z siódmej klasy" jest superoski. Nu, próbowałem dzieciom puszczać z audiobooka i rozkręca się tak powoli, że wszyscyśmy z nudów zdechli.
"Faraona" czytali? To i pewnie wiecie, że to fajna powieść o naturze władzy i odwietrznym konflikcie między postępem a konserwatyzmem. Ale ten rozdział, który Prus żywcem zgapił z jakiegoś "Tygodnika Illustrowanego" i z detalem opisuje osiągnięcia ówczesnej egiptologii, jak to patroszyli fanfarona po zgonie jego, to nuda, dłużyzna, gorzej niż opis przyrody.
Jest zresztą taka książka, jeszcze starsza, niż o tych niemieckich Buddach, która tyka natury człeka jeszcze lepiej.
Tak tedy mogę sobie wyobrazić, że jak ona "Księga" powstała, to była nowatorska (czy może raczej staratorska) i że się ją czytało z wypiekiem na obliczu rumianem. Nu, ale w XXI w. nie zachwyca.
Natomiast "Siódme wtajemniczenie" tegoż autora broni się, i to srogo. Bonusem są problematy społeczne Szląska za komuny, gdyż spór Blokerów z Matusami to napięcia przyjezdnych z zasiedziałymi Szlązakami. Tagwięc, niby nie moje to problemy, ale powieść jest na tyle dobra, że i nad nimi pochylę się z troską, tak?
Gdybym miał szansę wsiąść na statek kolonizacyjny bez powrotu(czy do Nowych ZIem kiedyś, czy do Nowej Ziemi w przyszłości) nie zastanawiałbym się ani chwili. Ale nie ma szans, więc trzeba szukać substytutów przygody. W każdym razie, każdy szuka w książkach czego innego.
można zamówić se prasuffkę
u nzz
i codziennie rano na mailu jest
polecił Ignatz
i mu serdecznie dziękuję
https://artrage.pl/bookrage
Fajny pomysł
"Nadberezyńcy" Floriana Czarnyszewicza.
Książka stawiana na równi z Panem Tadeuszem, Trylogią, Lalką, czy Chłopami. Absolutnie się z tym zgadzam. Ja już nie taki młody facet, a parę razy płakałem nad tą książką jak bóbr.
Jest takich miejsc coraz mniej, ale cały czas są.
?