Akcja ratownicza na Nanga Parbat
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Nota bene, bym zakładał tym wspinaczom skanery do serducha, które by powiedzmy co godzinę donosiły satelitowi "pika, ta, jeszcze trochę pika staremu pikawa, nie?" Niedrogie, a jakże praktyczne.
"Była to wyjątkowo mroźna noc (1940 rok, przyp. mój), a ja w garniturku i cienkiej koszuli. Kazano leżeć twarzą do ziemi na betonowym peronie. Za każdy ruch obrywało się kolbą. Przez pół godziny człowiek bardzo cierpi z zimna, potem przychodzą dreszcze nie do opanowania, a po godzinie - błogie uspokojenie, jakby sen. Doświadczyłem więc na sobie jakie objawy poprzedzają śmierć przez zamarznięcie" - tak to wspominał Tato. Myślę, że na wysokości ponad 7 km, w rozrzedzonym powietrzu przebiega to o wiele szybciej, zresztą Revol powiedziała, że Mackiewicz nie kontaktował kiedy odchodziła.
Tymczasem:
Z rozmowy z Denisem Urubką,
W wyborczej więc nie linkuję, kto chce znajdzie.
Gdy poczyta się o osiągnięciach najwybitniejszych wspianczy, jak choćby wspomniany wyżej Urubko, sporo tam wejść na czas, biegów na górę, laurów zdobytych w kategoriach technicznych.
Możesz przeszukiwać Twittera za pomocą poniższej wyszukiwarki lub wrócić do strony głównej.
Na potrzeby jednej, szczególnie trudnej akcji, sprowadzono nawet nurków francuskich.
We Francji jakiś czas temu miała miejsce akcja, podczas której w celu ratowania grotołazów odciętych przez gwałtowne i wielodniowe opady deszczu zastosowano głębokie odwierty z powierzchni.
Sugeruję Koleżance zastanowienie się przed zasugerowaniem czyjejś konfabulacji.
*
Tomka zostawiono. Ojciec jego twierdzi ze jest w stanie przetrwac 6 dni w śnieżnej jamie.
Pokój Jego duszy!
Wyczynowego sportu, biznesu w postaci agencji wyprawowych, romantycznej przygody...
Moje osobiste doświadczenia z tym zjawiskiem są małe i dawne ale są. Brat cioteczny mojej Mamy był taternikiem i zginął w górach. Miałem wtedy 7 lat. Mój kuzyn i przyjaciel dzieciństwa - jego syn też miał 7 lat. Jego matka już wtedy była nieuleczalnie chora i ojciec o tym wiedział. Zginął szukając śmierci - świadomie i z premedytacją ryzykując, igrając. Tak wynika z relacji i faktów. Mój tata przywiózł ciało z gór. To były czasy głębokiej komuny, żadnych tam ubezpieczeń itp. Trzeba było wynająć furgonetkę na trumnę za własne, bardzo małe pieniądze. Rodzina kochała góry. Chodziłem od najmłodszych lat, do dziś chodzę. Ciągnęło mnie, ale nie mogłem mamie tego zrobić aby się wspinać. Pamiętam jednak młodzieńcze, ryzykanckie wyprawy "turystyczne' do których się jej nie przyznawałem. Znaczy do szczegółów takich jak przechodzenie Orlej Perci po połaciach śniegu, bez sprzętu a ze szlakiem i zabezpieczeniami pod śniegiem. Bez wiedzy o wspinaczce, po górze śliskich płatów nad podciętymi źlebami. Do dziś pamiętam ten strach i satysfakcję z niego. Złym mnie tam prowadził, a Pan chronił. Chyba rozumiem jak to działa. Nie warto, nie należy.
Własnie taki ujęty w ryzy profesjonalny projekt sportowy jak Narodowa Wyprawa to coś najlepszego w himalaiźmie i z reguły najbezpieczniejszego.
Nie ma to ŻADNEGO porównania z ekspedycjami desperatów w Tatrach czy chocby przedsięwzięciami a la Mackiewicz.
Ile było ofiar na Narodowych Wyprawach? Barbeka i Kowalski? Zginęli bo postapili WBREW celowi wyprawy.
Zanim ktoś znów spróbuje nas zayebać, na pewno weźmie to pod uwagę szacując ryzyko.
Społeczna użyteczność kokainizmu jest raczej ujemna. Natomiast himalaizmu? Pozostawiam to pytanie otwartem, ale mnie jakoś przekonuje, że wielkość Polskich Wypraw Narodowych jakoś tam dokłada się do Wspaniałości i Wielkości Polski, liczonej na tysiąc sposobów.
A co do bezsensownego umierania, to najlepiej ujął to wieszcz Waligórski; pisał co prawda o Władysławie III, ale bym to uogólnił: http://www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=r&nazwa=200
TL-DR: Bielecki to spoko gość. Ci co umarli, sami zdecydowali o swoim losie.
Ale z drugiej strony: W żaden sposób nie potrafię się zgodzić ze zrównaniem ich z prawdziwymi Bożymi Szaleńcami, kórych czcimy i modlimy się za ich wstawiennictwem do Boga.
"kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich..."
Sorry, ale jak można te dwie postawy stawiać w jakiejkolwiek płaszczyźnie obok siebie? OK, blisko ideału bożych szaleńców byli Urubko i Bielecki ruszając z akcją ratowniczą.
http://newsweek.pl/polska/adam-bielecki-broad-peak-tragedia-na-broad-peaku-raport-himalaizm-alpinizm-polscy-himalaisci-newsweek-pl,artykuly,283031,1.html
1. ER już raz zostawiła za sobą zwłoki.
2. K+M to źle wróżący układ bo chłop idzie szybciej i wniesie więcej, ale za to baba lepiej znosi mróz i jest bardziej wytrzymała.
3. stan ER jest zaskakująco dobry.
Przypuszczenie: wlazla dzięki niemu i zeszła na jego racjach/lekach skupiając uwagę ekipy na sobie.
ja tam nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem.
Do ponownego wyruszenia na Nanga Parbat, gdzie na wysokości 7 200 m npm został Tomasz Mackiewicz gotowi są himalaiści z wyprawy na K2. Trwają rozmowy w MSZ.
Jak się okazuje, trwają starania, aby podjąć ponowną próbę dotarcia do himalaisty Tomasza Mackiewicza, który razem z Elisabeth Revol utknął na szczycie Nanga Parbat w Himalajach. Poinformował o tym prezes PMPG Polskie Media Michał Lisiecki, wydawca m.in. tygodnika "Wprost":
Jak informuje tygodnik "Wprost", w organizację drugiej akcji ratunkowej są zaangażowane osoby prywatne. Uczestnicy narodowej wyprawy na K2 są gotowi ponownie wyruszyć na szczyt Nanga Parbat, aby dotrzeć do uwięzionego kolegi. Himalaiści stawiają jednak trzy warunki:
1. Helikopter musi ich wysadzić na wysokości 6 500- 7 000 m npm.
2. Musi sprzyjać pogoda.
3. Akcja musi ruszyć w ciągu 24 godzin.
W poniedziałek w południe miało się rozpocząć spotkanie w tej sprawie w MSZ. Ojciec Mackiewicza apeluje o pomoc do premiera, szefa MSZ i prezydenta: "Tomasz jest człowiekiem zahartowanym w warunkach ekstremalnych. Potrafił przeczekać złe warunki pogodowe w jamie śnieżnej na Nandze przez 6 dni na podobnej wysokości".
A to były pogodowe Hawaje i płasko w porównaniu z Nangą