Znacznie lepiej niż ze Słowenią, po której narzekaliście głównie na "skandalicznego" arbitra i "brzydką" grę Słoweńców
Znacznie lepiej? Chyba oglądasz nie ten mecz. W piątek było słabo ale nie aż tak jak w pierwszej połowie dziś.
Za cały mecz: w Słowenii mieliśmy więcej posiadania piłki (jeśli to nie jest poparte czym innym to jest wskaźnikiem bez znaczenia), minimalnie większą skuteczność podań (głównie w obronie - w obu meczach), mniej celnych strzałów, mniej akcji, które w ogóle mogły się zakończyć strzałem. I to była ta zasadnicza różnica. Byliśmy nieskuteczni, ale jednak nasi potrafili w Warszawie podejść pod bramkę przeciwnika, w Lubljanie - nie, o skuteczności trudno w ogóle mówić, bo (poza nieuznanym golem) nie było żadnych akcji. W obronie w obu meczach raczej padaka, tyle że w Warszawie skuteczna, tam nie.
Żeby nie było, porównujemy dwa słabe mecze. Ale jak ktoś napisał sprawdzian na 40, a wcześniejszy na 20, to jest znacznie lepiej jednak. Mimo że w obu przypadkach ndst.
A do Euro raczej awansujemy. Wystarczą wygrane z cieniasami, to na razie Brzęczkowi wychodziło, i w miarę korzystny układ innych wyników. A jak nie awansujemy, to cóż na 97-98% i tak czekają nas w takiej sytuacji wiosenne baraże. Kto wie, czy z punktu widzenia długookresowego nie byłaby to sytuacja optymalna. Przegrany Brzęczek out, szybki nowy trener, może ogranie Islandii / Ulsteru / Izraela / Walii (to prawdopodobni rywale w takim scenariuszu) i wyjazd na Euro z kimś, kto chociaż trochę nadaje się na trenera. Albo po przegranych barażach spokojne budowanie na kolejne imprezy. Aha, skoro Nawałkę wywalono po 2 przegranych meczach o punkty z rzędu, to wymiana Brzęczka powinna nastąpić w październiku 2018 r. I wielka szkoda, że nie nastąpiła.
Słabo to wszystko wygląda. W każdym aspekcie. Dopingu na Narodowym nie było, ja już się do tego przyzwyczaiłem (jeżdżę na mecze, żeby obejrzeć samą grę), ale faktycznie tak beznadziejnej ciszy, długotrwałej ciszy, nie pamiętam. Wszystko nie tak.
Brzęczek nie daje rady, to fakt, ale problem może być jeszcze poważniejszy. Odnoszę wrażenie, że wszyscy mają tak naprawdę na kadrę wyjebane. Niby oni grają, a my oglądamy, ale nie ma tego czegoś. Zero emocji, to widać wszędzie, zarówno u piłkarzy jak i kibiców. Tak jak w całym narodzie, odnoszę wrażenie, że my wszyscy mamy siebie dość. I przekłada się to na piłkę nożną, bo to nie jest sport, to jest dużo więcej, to jest pewnego rodzaju papierek lakmusowy.
JORGE napisal(a): Słabo to wszystko wygląda. W każdym aspekcie. Dopingu na Narodowym nie było, ja już się do tego przyzwyczaiłem (jeżdżę na mecze, żeby obejrzeć samą grę), ale faktycznie tak beznadziejnej ciszy, długotrwałej ciszy, nie pamiętam. Wszystko nie tak.
Mecze na Fetyszu Narodowym nie mają sensu. Drogie bilety sprawiają, że trybuny w dużej mierze zapełnia kibuc korporacyjny oraz miejscowy, stołeczny, głodny zbiorowych emocji, ale przeżywanych biernie.
No ale przecież o takiego kibica długie lata walczył front medialno-pzpnowski.
Piłkarze wyglądają na zniechęconych. Nie wiem czy to oznaka tzw. wyebania, czy może bardziej typowa futbolowa frustracja na trenera, który nie umie zorganizować gry. W klubie można jeszcze zagrać przeciw trenerowi. W kadrze to sprawa skomplikowana.
Korespondencyjny pojedynek polskich siatkarzy z piłkarzami. Gramy półfinał ME w siatkówce w Lubljanie ze Słoweńcami którzy sensacyjne w ćwierćfinale odprawili obrońców tytułu z 2017 Rosjan.
Dwa razy. W 2015 i 2017. Co ciekawe reprezentacja Słowenii jest bardzo wąska. Poza grupą sześciu wyjściowych zawodników, nikt inny nie umie tam grać. I tak kulają się już dobrych parę lat w tym składzie. Będą mieli za sobą trybuny, znajomość hali. No, Polska też będzie grać w mniej więcej tym samym składzie, co w dwóch ostatnich mistrzostwach Europy, na której zebrała baty od Słowacji. Zabraknie Kurka, który jest po operacji (ma grać w Pucharze Świata za dwa tygodnie). Doszedł natomiast Wilfredo "Nie Ma Gardy Na Siekierę" Leon, zwany też Kosmitą. Tu jego kosmiczne staty w meczu z nazistami: https://www.cev.eu/Competition-Area/MatchStatistics.aspx?ID=36901
Ciekawa analiza gry naszej futbaalowej repry. Mnie przekonuje choć się nie znam na samej grze i jej taktyce za bardzo.
"Matematyczne spojrzenie na przestrzeń i ruch, czyli dlaczego reprezentacja Brzęczka nigdy nie odniesie sukcesu."
Od poprzedniego zgrupowania minęły nieco ponad dwa tygodnie i wiele mądrych rzeczy zostało już powiedzianych. Że nie potrafimy grać pozycyjnie, że nie umiemy się ustawiać, że mamy problemy z podejmowaniem decyzji i w końcu że popełniamy podstawowe błędy w rozegraniu. Niewiele też zmieniło się od mojego czerwcowego podsumowania gry kadry. (https://www.facebook.com/taktykadlaopornych/posts/2104113333045186).
Nie mam zamiaru się powtarzać, dlatego dzisiaj coś zupełnie nowego - matematyczny dowód na to, że Brzęczek musi zmienić strukturę ofensywną, żeby odnieść sukces. Będą też dwa słowa o szkoleniu, bo uważam, że dopiero gdy osoby za nie odpowiedzialne wstaną pewnego dnia i coś im przeskoczy w głowach, to będziemy mieli reprezentację, której będą nam zazdrościć wszyscy na świecie. No i przypomnę paru opornym dziennikarzom, że piłka nożna to sport zespołowy i negatywna ocena pojedynczych zawodników w obliczu tak złej struktury nigdy nie będzie obiektywna.
A tymczasem nasi siatkarze doprowadzają do wyrównania w półfinale ze Słowenią - jest 1:1. Wojna nerwów, Słoweńcy cholernie mocni - wcale się nie dziwię że odprawili gładko Rosję. Tu jeszcze może być różnie - ale kluczem jest granie swojego. Wtedy Słowenia nie da rady. I jeszcze jedno - nigdy nie byłem fanem Leona o czym wspominałem. To nie jest facet w czymkolwiek lepszy od przeciętnego zawodnika naszej kadry. A przy Wlazłym, Winiarskim czy Kurku (tym bez fochów) może się schować.
Komentarz
W piątek było słabo ale nie aż tak jak w pierwszej połowie dziś.
Za cały mecz: w Słowenii mieliśmy więcej posiadania piłki (jeśli to nie jest poparte czym innym to jest wskaźnikiem bez znaczenia), minimalnie większą skuteczność podań (głównie w obronie - w obu meczach), mniej celnych strzałów, mniej akcji, które w ogóle mogły się zakończyć strzałem. I to była ta zasadnicza różnica. Byliśmy nieskuteczni, ale jednak nasi potrafili w Warszawie podejść pod bramkę przeciwnika, w Lubljanie - nie, o skuteczności trudno w ogóle mówić, bo (poza nieuznanym golem) nie było żadnych akcji. W obronie w obu meczach raczej padaka, tyle że w Warszawie skuteczna, tam nie.
Żeby nie było, porównujemy dwa słabe mecze. Ale jak ktoś napisał sprawdzian na 40, a wcześniejszy na 20, to jest znacznie lepiej jednak. Mimo że w obu przypadkach ndst.
A do Euro raczej awansujemy. Wystarczą wygrane z cieniasami, to na razie Brzęczkowi wychodziło, i w miarę korzystny układ innych wyników. A jak nie awansujemy, to cóż na 97-98% i tak czekają nas w takiej sytuacji wiosenne baraże. Kto wie, czy z punktu widzenia długookresowego nie byłaby to sytuacja optymalna. Przegrany Brzęczek out, szybki nowy trener, może ogranie Islandii / Ulsteru / Izraela / Walii (to prawdopodobni rywale w takim scenariuszu) i wyjazd na Euro z kimś, kto chociaż trochę nadaje się na trenera. Albo po przegranych barażach spokojne budowanie na kolejne imprezy.
Aha, skoro Nawałkę wywalono po 2 przegranych meczach o punkty z rzędu, to wymiana Brzęczka powinna nastąpić w październiku 2018 r. I wielka szkoda, że nie nastąpiła.
Brzęczek nie daje rady, to fakt, ale problem może być jeszcze poważniejszy. Odnoszę wrażenie, że wszyscy mają tak naprawdę na kadrę wyjebane. Niby oni grają, a my oglądamy, ale nie ma tego czegoś. Zero emocji, to widać wszędzie, zarówno u piłkarzy jak i kibiców. Tak jak w całym narodzie, odnoszę wrażenie, że my wszyscy mamy siebie dość. I przekłada się to na piłkę nożną, bo to nie jest sport, to jest dużo więcej, to jest pewnego rodzaju papierek lakmusowy.
Drogie bilety sprawiają, że trybuny w dużej mierze zapełnia kibuc korporacyjny oraz miejscowy, stołeczny, głodny zbiorowych emocji, ale przeżywanych biernie.
No ale przecież o takiego kibica długie lata walczył front medialno-pzpnowski.
Piłkarze wyglądają na zniechęconych. Nie wiem czy to oznaka tzw. wyebania, czy może bardziej typowa futbolowa frustracja na trenera, który nie umie zorganizować gry.
W klubie można jeszcze zagrać przeciw trenerowi. W kadrze to sprawa skomplikowana.
Gramy półfinał ME w siatkówce w Lubljanie ze Słoweńcami którzy sensacyjne w ćwierćfinale odprawili obrońców tytułu z 2017 Rosjan.
Tu jego kosmiczne staty w meczu z nazistami:
https://www.cev.eu/Competition-Area/MatchStatistics.aspx?ID=36901
Mnie przekonuje choć się nie znam na samej grze i jej taktyce za bardzo.
"Matematyczne spojrzenie na przestrzeń i ruch, czyli dlaczego reprezentacja Brzęczka nigdy nie odniesie sukcesu."
Od poprzedniego zgrupowania minęły nieco ponad dwa tygodnie i wiele mądrych rzeczy zostało już powiedzianych. Że nie potrafimy grać pozycyjnie, że nie umiemy się ustawiać, że mamy problemy z podejmowaniem decyzji i w końcu że popełniamy podstawowe błędy w rozegraniu. Niewiele też zmieniło się od mojego czerwcowego podsumowania gry kadry. (https://www.facebook.com/taktykadlaopornych/posts/2104113333045186).
Nie mam zamiaru się powtarzać, dlatego dzisiaj coś zupełnie nowego - matematyczny dowód na to, że Brzęczek musi zmienić strukturę ofensywną, żeby odnieść sukces. Będą też dwa słowa o szkoleniu, bo uważam, że dopiero gdy osoby za nie odpowiedzialne wstaną pewnego dnia i coś im przeskoczy w głowach, to będziemy mieli reprezentację, której będą nam zazdrościć wszyscy na świecie. No i przypomnę paru opornym dziennikarzom, że piłka nożna to sport zespołowy i negatywna ocena pojedynczych zawodników w obliczu tak złej struktury nigdy nie będzie obiektywna.
Kliknij w pierwszą grafikę, żeby zacząć czytać."
Tu więcej:
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=2292859350837249&id=1694290240694166
1.Blok potrójny naszych
2. Asior Bieńka
3. Blok pojedynczy nasz.
Super!
1:1 w setach
Ufffff....
Wojna nerwów, Słoweńcy cholernie mocni - wcale się nie dziwię że odprawili gładko Rosję.
Tu jeszcze może być różnie - ale kluczem jest granie swojego. Wtedy Słowenia nie da rady.
I jeszcze jedno - nigdy nie byłem fanem Leona o czym wspominałem. To nie jest facet w czymkolwiek lepszy od przeciętnego zawodnika naszej kadry. A przy Wlazłym, Winiarskim czy Kurku (tym bez fochów) może się schować.
Moim zdaniem mści się formuła imprezy. Grasz 10 meczy z kelnerami a potem ktoś ci się postawi i leżysz na deskach.