Jest faktem, że Assad to zbrodniarz, ilościowo bodaj największy w całej Syrii. Drugim faktem jest to, że jest ostatnią nadzieją syryjskich chrześcijan. Sytuacja jest więc do dupy, jak by nie patrzeć.
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Jest faktem, że Assad to zbrodniarz, ilościowo bodaj największy w całej Syrii. Drugim faktem jest to, że jest ostatnią nadzieją syryjskich chrześcijan.
Kto inny niż klan Assadow z prokacapskiej partii BAAS stworzył w Damaszku wyjątkowo ohydną i zbrodniczą dyktaturę, nawet jak na standardy bliskowschodnie? Przy bezpiece syryjskiej szkolonej przez tajszy radzieckich chłopaki z SB to grzeczne i kulturalne chłopaki były
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Jest faktem, że Assad to zbrodniarz, ilościowo bodaj największy w całej Syrii. Drugim faktem jest to, że jest ostatnią nadzieją syryjskich chrześcijan.
Szturmowiec.Rzplitej napisal(a): Jest faktem, że Assad to zbrodniarz, ilościowo bodaj największy w całej Syrii. Drugim faktem jest to, że jest ostatnią nadzieją syryjskich chrześcijan.
???
Dotąd mi się wydawało że ktoś zupełnie inny.
W sensie, ISIS?
Chyba chodziło jednak o Kogoś z tzw. goła zupełnie innego. Podpowiedź znajduje się w słowie "chrześcijan".
A więc wszystko wskazuje na to, że szykuje nam się na jesień starcie pomiędzy Clinton i Trumpem. Widzicie jakieś szanse dla tego drugiego ekscentryka? Ja widzę ŻADNE
W Karolinie Połudnowej wygrał Trump przed Rubio. Jeb Bush definitywnie wycofał się z wyścigu o prezydenturę.
blockquote>Eden napisal(a): Widzicie jakieś szanse dla tego drugiego ekscentryka? Ja widzę ŻADNE
Nie wiem jak wyobraża sobie Trump zwycięstwo bez poparcia Latynosów których ostrymi wypowiedziami zraził do siebie. Kiedyś czytałem wywiad z Patrickiem Buchanan'em który stwierdził że zbudowanie większości dla Republikanów w dzisiejszych czasach bez poparcia Latynosów jest niemożliwe (inaczej na przyklad niż za czasów Reagana). Z drugiej strony lewaczka Clinton - nie rozumiem czemu uważana jest przy Sandersie za umiarkowaną - ma problemy (choćby sprawa tragicznych wydarzeń w Benghazi, wyciek jej emaili z prywatnego konta a dotyczących spraw owianych tajemcicą państwową) jest w tarapatach, niespodziewanie naciskana przez Sandersa.
Skoro Bush się wycofał to wzrośnie poparcie Rubio, ten sam typ elektoratu.
Co do Latynosów i Murzynów... Owszem, to coraz większe grupy wyborców, ale nie wiem czy mają aż taki wpływ jak się czasem przyjmuje. W tych stanach, gdzie ich jest naprawdę dużo i tak wygrywają Republikanie (Sun Belt, Texas) albo Demokraci wygrywają nawet wśród białych (Kalifornia, NJ, NY). Istotne różnice w ostatnim czasie dotyczyły tylko Florydy i Nowego Meksyku, ale w obu przypadkach (2008, 2012) przewaga Obamy nad kontrkandydatem była na tyle duża, że wygrałby nawet przegrywając tam. To by trzeba kiedyś dokładniej policzyć.
Czy Trump ma szanse? Większe niż się uważa, jeśli wystartuje Bloomberg jako niezależny to zwycięstwo będzie bardziej efektem przypadku (wygrania konkretnych stanów) niż efektem zdobycia ponad 50%., Może być bardzo różnie.
Eden napisal(a): A więc wszystko wskazuje na to, że szykuje nam się na jesień starcie pomiędzy Clinton i Trumpem. Widzicie jakieś szanse dla tego drugiego ekscentryka? Ja widzę ŻADNE
Poczytaj świeże wyznania mocno przeterminowanej (tytuł w 1958?) miss Arkansas. Bill Cygaro przebierał się w damskie ciuszki i wyznawał, że jego żona to lesba. A z nim czasem zaspółkuje, ale to tylko nachlana albo na dragach.
Co do stanów- przecież wybory nie decydują się w największych: Kali, NY, Tex, tylko w średnio-dużych swing states. Ohio, Pennsylwania, Floryda oraz w kilku mniejszych https://en.wikipedia.org/wiki/Swing_state
rozum.von.keikobad napisal(a): Co do Latynosów i Murzynów... Owszem, to coraz większe grupy wyborców, ale nie wiem czy mają aż taki wpływ jak się czasem przyjmuje. W tych stanach, gdzie ich jest naprawdę dużo i tak wygrywają Republikanie (Sun Belt, Texas) albo Demokraci wygrywają nawet wśród białych (Kalifornia, NJ, NY). Istotne różnice w ostatnim czasie dotyczyły tylko Florydy i Nowego Meksyku, ale w obu przypadkach (2008, 2012) przewaga Obamy nad kontrkandydatem była na tyle duża, że wygrałby nawet przegrywając tam. To by trzeba kiedyś dokładniej policzyć.
Nie znam wyliczeń ale domniemuje że pozyskanie sympatii Latynosów zakładali w swoim planie stratedzy Republikanów na co wskazuje poparcie mainstreamu partii dla kandydatów - Jeba Busha i Marco Rubio. Pierwszy z nich czyli wycofany juz kandydat swobodnie posługuje się językiem hiszpańskim a drugi pochodzi z rodziny kubańskich imigrantów. Trump idzie twardo na przekór tym planom bo zapowiedział zbudowanie muru na granicy z Meksykiem. Ted Cruz ma podobne zdanie w tej kwestii co Trump jednak w przeciwieństwie do niego stara się posługiwać retoryką dyplomatyczną,
Mimo że Rubio przejmie elektorat Busha to wydaje sie że Trump ma nominację Republikanów w kieszenii gdyż bardzo konserwatywni wyborcy Cruza przerzucą swoje głosy w zdecydowanej większości na Trumpa a Cruz zajął w prawyborach w Karolinie Płd. ostatnie miejsce na podium.
Mania napisal(a): Jak się Trump zapatruje na dozbrojenie Polski i Europy śr. ktoś wie? I jaki ma stosunek do Putina? I te same pytania odnośnie Rubio i Cruza?
Nie jestem ekspertem-politologiem ds. amerykańskich ale z tego co czytałem to wrazie zwycięstwa Trumpa USA pójdzie raczej w kierunku izolacjonizmu, wygrana forsowanego przez mainstream Republikanów Marco Rubio oznaczałaby aktywną politykę zagraniczną USA a wiktoria Teda Cruza wiązałaby się z pewnym balansem w tej kwestii.
Zanim urządzimy sobie gazetowyborczy seansik nienawiści do Trumpa (o którym ja nie wiem właściwie nic), spójrzmy, czym są Republikanie i ich kandydaci od niemal 30 lat. Gównem są. Na Reaganie skończyła się Ameryka. Najpierw siłą rozpędu sekretarzyk Bush. Później 2 kadencje zboczeńca Billa, Republikanie wystawiają zacnego, ale niewybieralnego dziadka Dole'a. Później młody Bush, pijak i rozbójnik. A po nim już ciemność, w którą Repsi najpierw wrzucają McCaina (poznaliśmy niedawno kto zacz), a następnie ichnią mutację Petru: R-moneya.
Mania napisal(a): Jak się Trump zapatruje na dozbrojenie Polski i Europy śr. ktoś wie? I jaki ma stosunek do Putina? I te same pytania odnośnie Rubio i Cruza?
A on wie, że coś takiego istnieje? Choć jedna z byłych żon jest Czeszką, mogła mu powiedzieć.
It all began when the Russian strongman hailed Trump as "a very bright and talented man." He also pointed out the obvious: that Trump was the leader in the GOP presidential race. Trump replied with a bear hug. On MSNBC's Morning Joe, he proudly commented, "When people call you brilliant, it's always good, especially when the person heads up Russia." Though host Joe Scarborough pressed Trump, noting that several journalists critical of the Putin regime have been slain, the tycoon turned politician stuck with his admiration for Putin and replied, "He's running his country, and at least he's a leader, you know, unlike what we have in this country."
Days later, Trump declined to distance himself from his Putin-friendly remarks.
rozum.von.keikobad napisal(a): Co do Latynosów i Murzynów... Owszem, to coraz większe grupy wyborców, ale nie wiem czy mają aż taki wpływ jak się czasem przyjmuje. W tych stanach, gdzie ich jest naprawdę dużo i tak wygrywają Republikanie (Sun Belt, Texas) albo Demokraci wygrywają nawet wśród białych (Kalifornia, NJ, NY). Istotne różnice w ostatnim czasie dotyczyły tylko Florydy i Nowego Meksyku, ale w obu przypadkach (2008, 2012) przewaga Obamy nad kontrkandydatem była na tyle duża, że wygrałby nawet przegrywając tam. To by trzeba kiedyś dokładniej policzyć.
Nie znam wyliczeń ale domniemuje że pozyskanie sympatii Latynosów zakładali w swoim planie stratedzy Republikanów na co wskazuje poparcie mainstreamu partii dla kandydatów - Jeba Busha i Marco Rubio. Pierwszy z nich czyli wycofany juz kandydat swobodnie posługuje się językiem hiszpańskim a drugi pochodzi z rodziny kubańskich imigrantów. Trump idzie twardo na przekór tym planom bo zapowiedział zbudowanie muru na granicy z Meksykiem. Ted Cruz ma podobne zdanie w tej kwestii co Trump jednak w przeciwieństwie do niego stara się posługiwać retoryką dyplomatyczną,
Mimo że Rubio przejmie elektorat Busha to wydaje sie że Trump ma nominację Republikanów w kieszenii gdyż bardzo konserwatywni wyborcy Cruza przerzucą swoje głosy w zdecydowanej większości na Trumpa a Cruz zajął w prawyborach w Karolinie Płd. ostatnie miejsce na podium.
Mania napisal(a): Jak się Trump zapatruje na dozbrojenie Polski i Europy śr. ktoś wie? I jaki ma stosunek do Putina? I te same pytania odnośnie Rubio i Cruza?
Nie jestem ekspertem-politologiem ds. amerykańskich ale z tego co czytałem to wrazie zwycięstwa Trumpa USA pójdzie raczej w kierunku izolacjonizmu, wygrana forsowanego przez mainstream Republikanów Marco Rubio oznaczałaby aktywną politykę zagraniczną USA a wiktoria Teda Cruza wiązałaby się z pewnym balansem w tej kwestii.
W zasadzie potwierdzam, oprócz tego co Kolega pisze o Cruzie. Cruz też byłby aktywny w polityce zagranicznej, co najwyzej byłby pewną niewiadomą, bo nigdy nie rządził ktoś z tzw. religijnej prawicy. Najbliżej niej był młody Bush, który był jednym z bardziej aktywnych. Zgadzam się, że establishment chciałby głosy Latynosów. Młody Bush je dostawał. Zarówno Rubio, jak i Cruz mogliby trochę tych głosów dostać - obaj mają co najmniej częściowo latynoskie korzenie. Co do elektoratu Cruza... moim zdaniem jest szansa bardziej, że pójdą na Rubio. Stopień obrażania się Cruza i Trumpa jest znacznie większy niż Cruza i Rubio. No i wreszcie Trump... ja się zastanawiam, kto mu w ogóle dał startować w prawyborach? Przecież w ostatniej debacie jechał z pozycji typowo demokratycznych - przeciw wolnemu handlowi, przeciwko wojnie w Iraku, za większym zaangażowaniem państwa w gospodarkę. Zresztą Trump nie tak dawno był właśnie w partii demokratycznej.
Mania napisal(a): Dzięx, nie obglądałam ostatniej debaty, stąd pytania. Czyli trzymamy za Rubio. Niech mu się powiedzie!
Ja tam bym się nie egzctywał. Jeśłi to będzie dobry usański prezydent to bardziej mu będzie zależąło na dobrobycie i bezpieczeństwie usiech niż naszym.
qiz napisal(a): Zanim urządzimy sobie gazetowyborczy seansik nienawiści do Trumpa (o którym ja nie wiem właściwie nic), spójrzmy, czym są Republikanie i ich kandydaci od niemal 30 lat. Gównem są. Na Reaganie skończyła się Ameryka. Najpierw siłą rozpędu sekretarzyk Bush. Później 2 kadencje zboczeńca Billa, Republikanie wystawiają zacnego, ale niewybieralnego dziadka Dole'a. Później młody Bush, pijak i rozbójnik. A po nim już ciemność, w którą Repsi najpierw wrzucają McCaina (poznaliśmy niedawno kto zacz), a następnie ichnią mutację Petru: R-moneya.
A czym byli przez poprzednie 30 lat (1956-1986)? Po poczciwym Eisenhowerze mamy przekręciarza Nixona, radykała Goldwatera, który miał jeszcze gorszy wynik niż wymieniony Dole, znowu Nixona i wreszcie Forda, który pozostaje jedynym prezydentem USA z nominacji, bo nikt z wyborców go nie wybrał nawet na wiceprezydenta. Ford nie wiedział w czasie debaty, że Polska i Czechosłowacja sa kontrolowane przez ZSRR i przegrał z największą ciapą jaką mógł. Na koniec mamy Reagana. Nominaci wymienionych wyżej prezydentów zalegalizowali aborcję i wycofali modlitwę ze szkół.
Tak, zdecydowanie wolę "sekretarzyka", "niewybieralnego dziadka", "pijaka i rozbójnika".
Komentarz
Drugim faktem jest to, że jest ostatnią nadzieją syryjskich chrześcijan.
Sytuacja jest więc do dupy, jak by nie patrzeć.
Dotąd mi się wydawało że ktoś zupełnie inny.
Rzekome dane za pierwsze półrocze 2015.
http://newirin.irinnews.org/dataviz/2015/8/17/syria-government-threat-bombing-douma
http://www.isidewith.com/elections/2016-presidential/1905500337
Ale nie wiedziałem, że Eskimos Bernie jest takim izraelosceptykiem
Prawdę rzekłszy, eh.
blockquote>Eden napisal(a):
Widzicie jakieś szanse dla tego drugiego ekscentryka? Ja widzę ŻADNE
Nie wiem jak wyobraża sobie Trump zwycięstwo bez poparcia Latynosów których ostrymi wypowiedziami zraził do siebie. Kiedyś czytałem wywiad z Patrickiem Buchanan'em który stwierdził że zbudowanie większości dla Republikanów w dzisiejszych czasach bez poparcia Latynosów jest niemożliwe (inaczej na przyklad niż za czasów Reagana). Z drugiej strony lewaczka Clinton - nie rozumiem czemu uważana jest przy Sandersie za umiarkowaną - ma problemy (choćby sprawa tragicznych wydarzeń w Benghazi, wyciek jej emaili z prywatnego konta a dotyczących spraw owianych tajemcicą państwową) jest w tarapatach, niespodziewanie naciskana przez Sandersa.
Co do Latynosów i Murzynów... Owszem, to coraz większe grupy wyborców, ale nie wiem czy mają aż taki wpływ jak się czasem przyjmuje. W tych stanach, gdzie ich jest naprawdę dużo i tak wygrywają Republikanie (Sun Belt, Texas) albo Demokraci wygrywają nawet wśród białych (Kalifornia, NJ, NY). Istotne różnice w ostatnim czasie dotyczyły tylko Florydy i Nowego Meksyku, ale w obu przypadkach (2008, 2012) przewaga Obamy nad kontrkandydatem była na tyle duża, że wygrałby nawet przegrywając tam.
To by trzeba kiedyś dokładniej policzyć.
Czy Trump ma szanse? Większe niż się uważa, jeśli wystartuje Bloomberg jako niezależny to zwycięstwo będzie bardziej efektem przypadku (wygrania konkretnych stanów) niż efektem zdobycia ponad 50%., Może być bardzo różnie.
Ohio, Pennsylwania, Floryda oraz w kilku mniejszych
https://en.wikipedia.org/wiki/Swing_state
I te same pytania odnośnie Rubio i Cruza?
Mimo że Rubio przejmie elektorat Busha to wydaje sie że Trump ma nominację Republikanów w kieszenii gdyż bardzo konserwatywni wyborcy Cruza przerzucą swoje głosy w zdecydowanej większości na Trumpa a Cruz zajął w prawyborach w Karolinie Płd. ostatnie miejsce na podium. Nie jestem ekspertem-politologiem ds. amerykańskich ale z tego co czytałem to wrazie zwycięstwa Trumpa USA pójdzie raczej w kierunku izolacjonizmu, wygrana forsowanego przez mainstream Republikanów Marco Rubio oznaczałaby aktywną politykę zagraniczną USA a wiktoria Teda Cruza wiązałaby się z pewnym balansem w tej kwestii.
Gównem są.
Na Reaganie skończyła się Ameryka.
Najpierw siłą rozpędu sekretarzyk Bush.
Później 2 kadencje zboczeńca Billa, Republikanie wystawiają zacnego, ale niewybieralnego dziadka Dole'a.
Później młody Bush, pijak i rozbójnik.
A po nim już ciemność, w którą Repsi najpierw wrzucają McCaina (poznaliśmy niedawno kto zacz), a następnie ichnią mutację Petru: R-moneya.
Zgadzam się, że establishment chciałby głosy Latynosów. Młody Bush je dostawał. Zarówno Rubio, jak i Cruz mogliby trochę tych głosów dostać - obaj mają co najmniej częściowo latynoskie korzenie.
Co do elektoratu Cruza... moim zdaniem jest szansa bardziej, że pójdą na Rubio. Stopień obrażania się Cruza i Trumpa jest znacznie większy niż Cruza i Rubio.
No i wreszcie Trump... ja się zastanawiam, kto mu w ogóle dał startować w prawyborach? Przecież w ostatniej debacie jechał z pozycji typowo demokratycznych - przeciw wolnemu handlowi, przeciwko wojnie w Iraku, za większym zaangażowaniem państwa w gospodarkę. Zresztą Trump nie tak dawno był właśnie w partii demokratycznej.
Czyli trzymamy za Rubio. Niech mu się powiedzie!
Po poczciwym Eisenhowerze mamy przekręciarza Nixona, radykała Goldwatera, który miał jeszcze gorszy wynik niż wymieniony Dole, znowu Nixona i wreszcie Forda, który pozostaje jedynym prezydentem USA z nominacji, bo nikt z wyborców go nie wybrał nawet na wiceprezydenta. Ford nie wiedział w czasie debaty, że Polska i Czechosłowacja sa kontrolowane przez ZSRR i przegrał z największą ciapą jaką mógł. Na koniec mamy Reagana.
Nominaci wymienionych wyżej prezydentów zalegalizowali aborcję i wycofali modlitwę ze szkół.
Tak, zdecydowanie wolę "sekretarzyka", "niewybieralnego dziadka", "pijaka i rozbójnika".