Dlaczego pan Mateusz wszedł do rządu
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Jeśli kto chce ilustracji murzyńskości między Odrą a Bugiem, to lepszej nie znajdzie.
I tak niech się cieszą, że to FX. Podstawowe dzieło Andersena i Piterbarga o opcjach na stopę procentową ma 1154 strony a Brigo i Mercurio to stron 980.
Pierwszy: osobę oszukiwaną urabia się do stanu, w którym widzi niebywałą okazję i głupiego oferenta, nie mającego świadomości, jaka jest faktyczna wartość tego, co sprzedaje.
Drugi polega na żmudnym budowaniu pozytywnej więzi emocjonalnej i zaufania, żeby na koniec owo zaufanie nadużyć.
Ostrożność tudzież podejrzliwość w biznesie jest uzasadniona i potrzebna, ale jeżeli mamy z kimś regularny stały kontakt, a nasze dotychczasowe kontakty były wyłącznie pozytywne, to w naturalny sposób zaufanie wzrasta.
Znam przypadek prokurenta na etacie w niewielkiej firmie, który po wieloletniej nienagannej współpracy z właścicielem, postanowił zwinąć z konta niecały milion złotych i rozpłynąć się we mgle. Nieżyjący już prezes-właściciel był bardzo rozsądnym człowiekiem, a nie żadnym głupkiem. Złodziej nadużył zaufania, które najpierw powstawało przez lata.
W przypadku opcji, banki wykorzystały ten drugi schemat i zrobiły to z pełną premedytacją.
Jeśli kto chce ilustracji murzyńskości między Odrą a Bugiem, to lepszej nie znajdzie.
Losie ja znam dokładnie przypadek moich poprzedników w mojej firmie i trochę inny znanej spółki, która została przejęta przez bank za dług "opcyjny". (Łaskawie zostawili Prezesa i założyciela na etacie i jakimś marginalnym udziale w kapitale.)
Jasne że były prezentacje nt opcji. Nawet dość staranne. Były , moim zdaniem, zrozumiałe dla każdego przeciętnego ekonomisty, w szczególności CFO. Ja rozumiałem z łatwością, a nie czytałem żadnej z pozycji które przywołujesz i moja wiedza o rynkach finansowych i kapitałowych, w tym opcjach, pochodziła z jednego dwutygodniowego kursu w Londynie, studiów ekonomicznych w prowincjonalnej uczelni za komuny, własnej praktyki i zdrowego rozsądku. Doskonale wiedziałem do czego służą opcje i nawet z gruba umiałbym się nimi posługiwać i nigdy nie zawarłbym takich konstrukcji jak mój poprzednik i dziesiątki innych spryciarzy.Po jego wpadce nie wykorzystałem nigdy żadnej opcji. Po prawdzie w moim przekonaniu w dużej firmie produkcyjnej nawet ze znacznym tradingiem międzynarodowym wystarczą jakieś proste na zabezpieczenie przed katastrofą i oczywiście tylko kupno. Do zabezpieczenia transakcji wystarczała mi prosta książka transakcji w walutach z zapadalnością plus kalkulacja z kursem po którym się opłaci. To zabezpieczałem forwardami i po kłopocie.
Zawsze też pomaga napisać, że kupujący został szczegółowo poinformowany o ryzykach, co niniejszym potwierdza i zatwierdza.
Warto też pamiętać, że bank to nie pan Zenek, który może napisać umowę dowolnej treści, banki są pod szczególnym nadzorem państwa. Czy jeśli banki znajdą takiego adwokata, który uzasadni legalność pozyskiwania gotówki drogą rozboju i z tej opcji (hehe) zaczną korzystać, to państwo nie powinno się sprawą zainteresować?
Po drugie nie napisałem nigdzie, że wszystko zrozumiałem. Zrozumienie wszystkiego nie jest możliwe, nie jest w ludzkiej mocy, nawet profesjonalisty, który przyznaję może rozumieć więcej. Nie jest potrzebne. Wiedza niezbędna do wyceny opcji, albo wyjaśnienia czynników kształtujących ich cenę nie jest niezbędna do zawierania transakcji zabezpieczających konkretne transakcje, na konkretne terminy. Napisałem o źródłach mojej wiedzy o opcjach bez intencji podpuszczania cię, ale widzę że nie powstrzymałeś się od złośliwości i podkreślenia swojej wyższości. Wykazałeś, że znasz się lepiej na opcjach niż ja. No i teraz powiedz kto lepiej obroni firmę przez nieuczciwym oferentem opcji - ty czy ja?
Dlatego w KNF też powinno być kilku, którzy teorię opcji (która jest nieco mniej wyrafinowana od ogólnej teorii względności ale szczególna to przy niej prostactwo) znają, i rzeczywiście - w krajach cywilizowanych tak jest. A między Odrą a Bugiem? Ha ha ha ha...
Żeby było śmieszniej - w polskich bankach też nie ma nikogo, kto na opcjach by się znał na poziomie wyższym niż "jeden dwutygodniowy kurs w Londynie, studia ekonomiczne w prowincjonalnej uczelni za komuny, własna praktyka i zdrowy rozsądek." Polskie "banki" robiły tylko za pośredników i na geszefcie straciły jeszcze więcej niż klienci.
To zresztą nie jest coś wyjątkowego, we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności tak jest. Sprzedawcy samochodów wystarczy "jeden dwutygodniowy kurs gdzieś tam, studia politechniczne w prowincjonalnej uczelni za komuny albo i nie, własna praktyka i zdrowy rozsądek." Ale konstruktor samochodów potrzebuje więcej.
Ponieważ świat współczesny bardzo niewiele odstaje od antycznej Sodomy, więc w/w rada jest nierealizowalna. Gdyby nawet jakimś cudem udało się wyszkolić zastępy wysoce etycznych sędziów, to po wydaniu kilku serii sprawiedliwych wyroków, najbardziej zdemoralizowana i zainteresowania część społeczeństwa oplułaby i zlinczowałaby tychże, przy obojętnym milczeniu całej reszty obywatelów.
Posty Losa dotyczą raczej czegoś rząd wyżej - na poziomie państwa, uregulowań prawnych oraz nadzoru i sprawności policji (bankowej, finansowej?)
ale jest masa firm które się nacięły. i tam też był jakiś CTO, który coś tam rozumiał (nie żebym pił do kolegi Rafała tutaj - on w konkretnej sytuacji wykazał się profesjonalizmem). ale fakt że ktoś przejrzał oszustwo a cała masa innych nie, to nie znaczy, że go nie było
nie znam się kompletnie na finansach, ale to nie wygląda zbyt skomplikowanie.
banki konstruują skomplikowany instrument, który ma wyglądać atrakcyjnie i na mało ryzykowny. w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót
pchają go w miejsca gdzie państwo jest słabe i regulacje takie coś dopuszczają (z braku wiedzy albo za pieniądze).
lokalne odziały to pompują, klienci się łapią. "bo myślał, że zarobi", no rzeczywiście straszny zarzut pod adresem przedsiębiorcy
kasa od przedsiębiorców i lokalnych banków przelatuje tam gdzie powinna.
no jak to nie jest przekręt to co jest? a że jakieś tam umowy były na telefon zawierane to chyba mało zmienia
Czarne msze nie są nielegalne, prawda? A co pomyślicie o księżach, którym taka zabawa przyjdzie do głowy? I co o biskupach, którzy nic nagannego ani w niej ani w uczestnictwie w niej duchownych nie dostrzegą?