Jest odbicie demograficzne- dane styczeń-wrzesień- efekt 500+
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Dwa, korupcjogenność takiego pomysłu jest również w zakresie "ciężko przebić".
Kwestie racjonalności omówiono już wyżej.
Proponowałbym jedynie, zanim zacznie się dyskusję o tym, co się "wyludnia" a co nie, przejrzenie statystyk, jak to wygląda w ujęciu bardziej szczegółowym, czyli konkretnych gmin. Otóż duże miasta wcale się nie wyludniają. Wyludnia się prowincja, gdzie akurat (do tych informacji jest już trochę trudniej dotrzeć, ale da się) niezamieszkałe nieruchomości nie są rzadkością.
Zresztą wystarczy chwilę pomyśleć - zostawialibyście całe swoje życie, żeby jechać na jakieś zadupie, "bo dali działkę"? Nie macie tam pracy, rodziny, mieszkania, ale co tam, zostawiacie wszystko "bo jest działka"?
Dlaczego nie?
https://cadenaser.com/ser/2019/07/03/viajes/1562130374_194791.html
Nie wiem co to ma wspólnego z małodzietnością. Wśród moich bliskich była taka sytuacja z domem po rodzicach siódemki. Niestety skończyło się na sprzedaży ruiny. Dzieci nie muszą, a czasami nawet nie mogą z powodów materialnych chcieć zostać w rodzinnej miejscowości.
Od tego, między innymi, mamy rynek nieruchomości. Jak komuś nie odpowiada lokalizacja odziedziczonego domu, jego architektura albo nie stać go na utrzymanie to może go sprzedać i zainwestować w co innego, na przykład inną nieruchomość gdzie indziej. To normalna sprawa, a nie egzystencjalna tragedia. Moja młodsza córka chce mieszkać w naszym domu bo ma do niego stosunek emocjonalny.Wprowadziła się tam trzy dni po urodzeniu razem z nami. Ja ze starszymi dziećmi zrobiliśmy przeprowadzkę jak była z mamą, która kierowała przedtem budową, w szpitalu położniczym. Chce chociaż jego układ niezbyt jej odpowiada a ewentualna przebudowa ma ograniczenia. Zobaczymy jak zdecyduje gdy przyjdzie jej czas decyzji. To jej życie i jej decyzje. Nie będę płakał jak sprzeda.
Bokotematycznie ale w związku z głównym tematem nieruchomościowym: dziwi mnie ta maniera nowoczesna poszukiwania i znajdowania traum w byle czym. Mamy obecnie całe tabuny "pokaleczonych" byle czym. Nawet Kościół używa tej retoryki. A to ktoś musiał się wyprowadzić bo dom burzą, albo go nie stać. A to ktoś dostał klapsa w wieku lat trzech, albo go babcia rugała za niestosowny ubiór, albo wujek go lub ją za mocno przytulał. A to nie udało się zdobyć wymarzonego zawodu i zdobyło się inny. A to nauczyciel niesprawiedliwie ocenił albo kontuzja z zawodów wyeliminowała. A to rówieśnicy się wyśmiewali się z długiego nosa, małego biustu, niskiego lub wysokiego wzrostu, niewyraźnej wymowy czy czegokolwiek innego. To wszystko są, a raczej były przez wieki, normalne choć przykre przeżycia. Dzisiaj to są niewyobrażalne tragedie ciążące nad całym życiem i prowadzące do chorób psychicznych i samobójstw. A najważniejsze to że prowadzące do oskarżania społeczeństwa, jego instytucji i tradycji, o opresyjność. Moja prababcia, dość prosta kobieta, komentowała w takich razach: 'Dawno wojny nie było i ludziom się w głowach poprzewracało".
Wszelako, pasuje to do końcepcji ogólnego zdziecinnienia człowienia, którą właśnie poruszyłem w sąsiedniem wątku: https://excathedra.pl/index.php?p=/discussion/comment/297517/#Comment_297517
Szkoda, że Kolega nie zauważył moich wcześniejszych wypowiedzi tylko wyrywa jedna z kontekstu.
Po co to piszę? Dla zachowania proporcji i poczucia rzeczywistości. Śmierć dziecka to tragedia ale taki jest ludzki los. Przez wieki ludzie takie tragedie przeżywali i żyli dalej. Żyli dla tych co przeżyli, w tym też nie spokrewnionych. Moja ukochana prababcia, która mnie wychowała, miała sześcioro dzieci z których pięcioro zmarło w dziecięctwie. Moja babcia, jej córka, też zmarła ale jako dorosła przed moim urodzeniem. Prababcia nie zwariowała, nie zdziwaczała i nie popadła w apatię. Mocno trwała w wierze i się w niej rozwijała. Została położną w końcu XIX wieku i odebrała, w ramach swojej samodzielnej praktyki, tysiące porodów. Ja straciłem syna gdy miał lat dziewięć i pół i drugiego wcześniej przez poronienie. To jest we mnie, tego się nie da zapomnieć i nie należy. To należy do życia. Taki mój los i jestem za niego Bogu wdzięczny. Wiem o czym piszę. Wiem z własnego doświadczenia a nie psychologicznych dywagacji. Doradzam gorąco przyjmować swój los - krzyż taki jaki jest. To zadanie. Jednemu Bóg dopuszcza doświadczenie bezdzietności, innemu małodzietności, a jeszcze innemu wielodzietności. Każde inne, każde niezbędne, każde trudne i dla każdego najlepsze dla jego zbawienia. Najgorsze co można zrobić i do czego Zły nakłania to ten krzyż odrzucać i mieć nieustannie pretensję.
Wielka dzietność ludu w dawnych czasach w dużej mierze wymuszał brak ówczesnego NFZ i 500+.
już kiedyś tu pisałem - jak zdziwiony byłem datami na szkockich nagrobkach z XIX i XVII wieku:
albo 90 lat albo 5-10-15, 20 jeszcze dla poborowych,
ale jak nie zginął z choroby albo wojny do dożywał Szkot osiemdziesątki czy dziewięćdziesiątki, stąd taka mała* średnia życia, z ogromu śmierci wśród dzieci i młodzieży*
(*mała/ogromu wg dzisiejszego postrzegania)
ad jedynaków:
mam w rodzinie i kuzynów jedynaków i wielobraciosióstraków - patologia jest w wychowaniu, nie w ilości dzieci,
votum separatum wobec ms.wygnańca (rozumiemm, że w dużej części skrót myśłowy)
Nigdy nie byłem, więc nie wiem czy to zadupie
Nigdy nie byłem, więc nie wiem czy to zadupie
Grubo ;-)
o!!!!
Tak to prawda że może się zdarzyć wielodzietna patologia. Jeszcze częściej zdarzają się osoby samotne czy małżeństwa bezdzietne wspaniale wpisujące się w większe wspólnoty i będące ich skarbem. Najbliższym przykładem są osoby konsekrowane.
ciekawe tabelki z GUS.pdf i strona www z pdf
np. strona 23
1990 <-> 2017
ilość obywateli (dzieci) do lat 14
25 % <-> 15 %
a w przedziale 15 - 64 lata jest taka sama (w tym 18 - 44 lata również podobna)
na str. 54
mediana wieku matek przy urodzeniu pierwszego wieku
od roku 2010 - 27 - 28 lat (!)
przez całe dekady wcześnie to było 22,5 - 24 lata
itd itd
suma summarum
przyrostu "ni ma i ni nie byndzie". tabelka ze strony 55 oraz dzietności ze strony 76 (dzietność na poziomie 1,4 dobiła do poziomu z lat 2008-2010, czyli "pisoskiej"
(ciekawostka (negatywna)) - urodzenia pozamałżeńskie to juz 27 %!!!