fatum<br>Beata Szydło w wypadku!
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
A zdrada jest polskim sportem narodowym.
/Bez pytajnika, bo to tylko zwrócenie uwagi./
/edit: na pewno nie PBSz/
Więcej obrazków nt. jak BOR powinien prowadzić VIP-a na https://twitter.com/kontrowersje
W praktyce nadwiślańskiej, ulica na której doszło do zdarzenia mieści półtorej auta osobowego na jednym pasie. Więc jeśli kolumna rządowa zganiała na krawężniki normalny ruch, to te wszystkie O2, O1 i V miały wybór jechać gęsiego jak za panią matką lub wcale.
Pamiętam stan '89 roku, nie wiem czy dobrze pamiętam, bo byłem bardzo młodym człowiekiem. Ale chyba wydawało się nam wszystkim, że oto my Polacy jesteśmy w centrum uwagi świata. To od nas zaczął się upadek komuny, to my postawiliśmy się Solidarnością, na skalę nie występującą gdzie indziej, to my mieliśmy wielkiego papieża, to Lech Wałęsa był symbolem wolności na świecie itd. Zachwyciliśmy się pozorami i dumni byliśmy z tego jak nas oceniają. Słowem wygraliśmy. Ale w czym ? Bardzo szybko przyszło rozczarowanie, bo okazało się, że za tym wielkim szumem nie poszło nic. Naprawdę nie trzeba było całej machiny pedagogiki wstydu, żeby nas Polaków w kompleksy wpędzić. Wystarczyło popatrzeć na swoje życie - a gdzie tu zwycięstwo ?
Nie znajduję żadnych przesłanek, konkretów które by wskazywały, że jesteśmy w czymkolwiek lepsi. Nauczyliśmy się do perfekcji wykorzystywać przykłady małych zwycięstw, odczarowywać porażki, zwalać wszystko na uwarunkowania i milion różnych czynników, które spowodowały, że od wieków właściwie jesteśmy w czarnej dupie. Oczywiście jakieś to argumenty są, bardzo możliwe, że inny naród w takich okolicznościach by nie przetrwał, ale sorki, to że żyjemy nie jest dowodem, że jesteśmy lepsi.
Chcę wygranych wojen, chcę silnej, na skalę światową, polskiej gospodarki, chcę wielkich polskich wynalazków, chcę latać w kosmos, zagrażać bronią nuklearną itp. Chcę wygrywać. Z wielkim szacunkiem do historii, pokazaliśmy niesamowity hart ducha, żadna ofiara nie poszła na marne wg mnie, ale inaf. W nowożytnym świecie nie wygraliśmy niczego.
Wbrew pozorom, mimo że tego nie widać, zdecydowana większość rodaków, nawet tych z wielkim kompleksem uważa, że jak coś to my damy radę. Gdzieś to siedzi w głowach. Ale jak co ? Jak przyjdą po mnie to ich zjem ? To tak w dzisiejszym świecie nie działa już. My nie potrafimy przez ćwierć wieku państwa zbudować, a bez tego zapomnijmy o czymkolwiek. Bo nam, kurwy, przeszkadzają ? No błagam. Uświadomienie sobie, że się mylimy to nie porażka, to oświecenie. Zdanie sobie sprawy, że jesteśmy słabi i w czym jesteśmy słabi to pierwszy krok w stronę potęgi, szczególnie jak za tym idzie modyfikacja i realne działania. Trwanie w przekonaniu o swojej zajebistości (mimo braku odzwierciedlenia w miernikach tej zajebistości) to trwanie w iluzji, nie pójdziemy w niczym do przodu, ani o milimetr.
Dodał od razu, że to zepchnięcie w tym wypadku (prędkość i z boku) spowodowałaby tylko zadrapania, bo nie chodzi o to by staranować, ale się "nie przejmować". Ale wozy miały jechać dalej.
Gdzie ten raj wspaniałych ludzi?
Bo nie ulega wątpliwości, że:
i - oczywiście zupełnie przypadkowo - kierowca wyszedł bez szwanku
ciekawy ten kierowca, rozbił się po pijanemu w Ruskiej Budzie, kiedy wyraźnie nudził się jako szofer Bula, z dala od stolycy
Masz kompleksy? Ja nie.
Ciekawy jestem jak zostanie oceniony okres III RP. Szczególnie jeżeli znowu nas rozjadą. No przecież wszystko szło w dobrym kierunku, byliśmy w NATO, byliśmy w UE, poziom życia wzrósł, żyło się dobrze, a wręcz znakomicie, szczególnie biorąc pod uwagę PRL. No walec historii jechał tak jak jechał. A my już widzimy, że w sprawach zasadniczych praktycznie wszystko idzie nie tak. Zachłyśnięty swoją unikalną rolą w świecie naród zakończył walkę kiedy na dobrą sprawę trzeba ją było na poważnie zacząć (piszę tu o roku '89).
Tu nie chodzi o kompleksy. A może inaczej, właśnie zależy mi, żeby pozbyć się zarówno kompleksu niższości, jak i wyższości. Zapomnijmy o swojej historii, o misji, szczególnie w kontekście mitów i wyobrażenia samych o sobie (wg mnie nie do końca prawdziwych). Trochę na zasadzie, jestem nikim, ale będę wielki, niczym przysłowiowa amerykańska droga do sukcesu - od pucybuta do milionera. Pucybut wcale nie musi mieć kompleksów. Musi mieć determinację, wolę i plan.
Ile więc dajemy sobie czasu, żeby cała nasza wschodnia granica stała się granicą polsko-rosyjską ? 10 lat ? Bo to nie będzie postępowało błyskawicznie. Jak będzie wyglądała wtedy Europa w zachodniej części ? I nie chodzi tu o żadnych imigrantów czy islam, tąpnięcie gospodarcze jest bardzo możliwe, to wszystko działa już na wariackich papierach od dawna, szczególnie biorąc pod uwagę efekt motyla, cały świat jest powiązany gospodarczo globalnie. Załamanie gdzieś może spowodować lawinę. Może tak, może nie, trzeba to brać pod uwagę, świat jest wyjątkowo niestabilny.
10 lat, co uda nam się zrobić przez 10 lat ? Może 15 ? Trzeba napieprzać do przodu jak najszybciej, zbroić się na potęgę, nawiązywać partnerskie stosunki obronne z kim się da, tak jakby NATO miało nie być (jak będzie to tylko dobra nasza). Przestawiać przemysł (jaki kurwa przemysł !!!) na zbrojeniówkę, nie wiem, nie znam się, ale czasu bardzo mało mamy. Potrzebujemy pieniędzy, potężnych pieniędzy.
Przesadzam ? Gdybym 10 lat temu napisał, że Krym będzie rosyjski, że świat oleje Ukrainę (przecież oddali atomówki za ochronę !), że Europa oszaleje i rozpłacze się na widok nic nie znaczącej ilości muslimów, większość uznała by mnie za wariata, sam bym się uznał. Ale to już się zaczęło i się nie zatrzyma, nigdy w historii się nie zatrzymywało.
W jakim punkcie my jesteśmy ? Na rozjechanie. Znowu.
Takim wypadki się nie zdarzają. Podobno oni po naszej stronie.
Kaczyński (L), Duda, Macierewicz, Szydło - tu wypadków cała seria.
Ale zastanawia mnie co innego - to przecież inteligentni, doświadczeni ludzie. Już po wypadku Kaczyńskiego można było być pewnym że coś tu mocno śmierdzi, a po wypadku Dudy ostatni niedowiarkowie powinni mieć pewność.
Tymczasem mam wrażenie że "nic się nie stało".
BOR - niby coś tam się dzieje, ale tego czegoś powinno dawno nie być.
Lataliśmy ruskimi samolotami, nadal jeździmy niemieckimi limuzynami.
Komorowski robi sobie remont w pałacu prezydenckim.
Takie tam przemyślenia...
na strazy czyich interesow Stoja panowie Glinski i Morawiecki to juz wiemy.
i mysle, ze to wiele wyjasnia.
A jeśli nie może to pytanie co może i dlaczego, oraz pytane czy sam jest zbałamucony, czy też świadomie płaci cenę.
Pytania mnożą się jak króliki.
Islandia i Węgry zrobiły dla siebie dużo więcej kosztem międzynarodowych instytucji finansowych, trudno mi uwierzyć że u nas się nie da skoro u nich się dało.
Nic mi nie wiadomo o tym, by ktoś niezależny kontrolował pana Mateusza.
A Mateusz "Spreada przełóż"? No nic nie wiadomo, podobno ma nas wyciągnąć z "pułapki średniego rozwoju". Ale jak? Może po drodze ma nas zamelinować na stałe w pułapce "niskiego rozwoju"?
PS jeśli chłopak nie wbił się pod samochód PBS, to czemu kierowca wylądował na drzewie?
A problemy z nauką są nie mniejsze niż z górnictwem.