Co teraz czytacie i co polecacie?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Dlatego napisałem, że to wyzwanie, a nie jakaś gierka (nawet bardzo fajna)
Do roboty we front ofisie też trzeba mieć predyspozycje.
Mnie to tak rozbawiło, że postanowiłem jeździć i gadać z tymi ludźmi. Ojojoj, słabe to strasznie. Ale dało mi mnóstwo informacji co z nimi trzeba robić (jako pracodawca).
A propos tego i jednocześnie wątku obok, to wydaje się, że zastąpienie w szkole prześmiesznego przedmiotu nazwanego "podstawami przedsiębiorczości" solidnym doradztwem zawodowym mogłoby wiele zmienić na lepsze.
Kilkanaście lat temu na podstawach algorytmów na studiach liczyliśmy miejsca zerowe funkcji kwadratowej też w sposób przybliżony :-)
"Football Manager Stole My Life: 20 Years of Beautiful Obsession"
Ale sama gra przykleiła się do rzeczywistości niejako od drugiej strony, stając się dzięki społeczności twórców narzędziem analitycznym i bazą danych dla poszukiwaczy talentów zatrudnionych w klubach.
Z tego co wiem w innych przedmiotach podobnie ,czy we wszystkich nie wiem.
Czy ma to związek ? Zapewne jakiś tak.
Więcej o maturach na przestrzeni lat
https://historia.org.pl/2020/08/22/matura-z-historii-malo-chetnych-i-slabe-wyniki-co-zrobic-by-bylo-lepiej-raport-2005-2020/?fbclid=IwAR3ZW866ti_QcCUO-hplkKYVRCkDuFqU6CQFsjIus9UYyPOy9dM3AsOATCE
Generalnie książka toksyczna, choć dobrze napisana.
Piękna biografia, którą córka napisała o matce własnej. Masia urodziła się w Wilnie, w skromnej rodzinie. Od 13 roku życia pracowała w branży krawieckiej. Wyszła za mąż jakoś tak szczęśliwie-nieszczęśliwie.
Co w książce jest najbardziej niesamowite, to opis życia niższej (?) klasy średniej w Wilnie. Bardzo skromne życie, pełne pracy i wyrzeczeń. Nie chcę za bardzo spojlerować, bo dzieją się rzeczy ciekawe, ale największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak ta kobieta ściśle mówiąc wyrzekała się siebie, żeby nieść swój krzyż, Nigdzie tam nie pada to sformułowanie, ale daje się to wyczytać z całości.
Ciekawe jest, że przyjacielem rodziny jest wielki wileński fotografik Jan Bułhak, który jednak kręci sie w tle jakby bez sensu. Pojawia się też gen. Emil Fieldorf, który ma zaszczyt zostać zięciem tytułowej bohaterki.
Autorka gdzieś tam pisze, że nie ma głowy do opisów przyrody, za co przeprasza. Paradoksalnie, przyroda jest jednak jako-tako opisana, natomiast zupełnie brakuje mi Wilna, w którym akcja niby to się dzieje, ale w sumie nic w tej książce wileńskiego. Jakiż kontrast z lwowskimi wspomnieniami Witolda Szolgini "Dom pod żelaznym lwem" (poleca się takoż), po którego lekturze stanowczo zapragnąłem obejrzeć tamt. kościół bernardynów przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Wrażenie robi koniec książki, który jest niejako dyalogiem pomiędzy matką -- twardą chrześcijanką, która wierzy wbrew nadziei, a córką, która zamiast poważnymi rzeczami zajmuje się jakimiś politycznymi posiadówkami i generalnie jest wolnomyślicielką.
Interesująca byłaby lektura tej książki pod kątem dyskursu feministycznego i w ogóle rozważań nt. modelu rodziny dziś i w ów czas. Gdyby komu brakowało weny, służę pomocą naukową: https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2020/03/the-nuclear-family-was-a-mistake/605536/
Na moje oko, Masia Kobylińska dość ściśle wypełnia przesłanki "heroiczności cnót", mówiąc w skrócie, jest taką świecką świętą, o której nikt by się nie dowiedział, gdyby nie ta córka co o niej książkę napisała i jej prawnuk, kol. Brzost, który kazał mi ją przeczytać podczas ostatniej popijawy.
W sekrecie, ale tak tylko między nami, zdradzę, że jak zamknąłem książkę, to dyskretnie uroniłem łezkę.