Sędziowie rozgrzani jak nigdy dotąd!
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Walka o elektorat szurprawicy, oczywiście że nic z tego nie będzie, choćby nie wiem jak się starał i nawijał o konwencji stambulskiej szurprawica wybierze Bosaka.
Jakby nie patrzeć, Ignac ma rację. I Maria ma rację. I los pytając o Chrzanowskiego ma rację.
Gdzie my jesteśmy, żeby się godzić na zapuszkowanie człowieka na 3-4 lata bez wyroku?
Nawet Zegarka...
I uznawać to za normę?
Btw. co z Wassermannówną jest nie tak?
Z ciekawości, ile za kolegi czasów trwały praktyki w prokuraturze?
Z ciekawości, ile za kolegi czasów trwały praktyki w prokuraturze?
Miesiąc, a dokładnie cztery dni robocze.
O co rozchodzi się Koledze z danym Fritzlem, gdyż nie wiem? Wikipedia kłamliwie szczeka:
"Proces Josefa Fritzla przed sądem przysięgłych w St. Pölten rozpoczął się 16 marca 2009[9]. Fritzl początkowo przyznał się do części zarzutów[10], tj. kazirodztwa, gwałtu i stosowania przemocy, nie przyznał się do zarzutów zabójstwa i zmuszania do niewolnictwa[11].
Drugiego dnia procesu sąd odsłuchał taśmę z zeznaniami córki oskarżonego, Elisabeth. Całość zeznań wynosiła 11 godzin[12]. Następnie Fritzl przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów[13]. 19 marca 2009 zapadł wyrok, w którym sąd uznał Josefa Fritzla za winnego sześciu zarzucanych mu czynów, w tym morderstwa syna. Skazany został na karę dożywotniego pozbawienia wolności"
Od 16 do 19 bm istotnie minęły cztery dni, więc o co chodzi?
https://excathedra.pl/index.php?p=/discussion/9065/ile-trwal-proces-i-areszt-josepha-fritzla
I przechodząc do meritum, jakoś z relatywnie prostą organizacyjnie, dowodowo i procesowo (choć głośną, makabryczną i pewnie obciążającą psychicznie) sprawą Fritzla organy ścigania w rozwiniętym państwie guzdrają się 11 miesięcy przed rozpoczęciem przewodu sądowego (to znacznie lepsze tłumaczenie tego "procesu"). Więc trudno oczekiwać, jak to Kolega w kolejnej sprawie sugeruje, by w potencjalnie wielowątkowych, trudnych organizacyjnie, z wątkami międzynarodowymi sprawach wyrabiać się w 3, a maks. 9 miesięcy. Czy sprawa Nowaka taka jest - potencjalnie tak, a faktycznie to szczegółów nie śledzę, tym bardziej nie znam akt. Jednak co najmniej dziwne jest, że w marcu jeszcze były przesłanki do aresztu, a w kwietniu nagle ich nie ma.
1) Stanowczo potępiam praktykę aresztu wydobywczego
2) Stanowczo potępiam przedłużanie aresztu ponad miarę i w ogóle nadużywanie tymczasowego aresztowania
3) Wiele znamy przypadków, w których kolesi z wielgim hukiem zamykali bez wyroku na wiele miesięcy (wskazani w tym wątku Misiewicz i Chrzanowski, dodam twardego pisowca Marchlewicza z Lotosu), a dziś wiele lat po przeczołganiu tych ludzi nie ma nawet aktu oskarżenia.
Areszt powinien być stosowany w sytuacjach wyjątkowych, bo jest pozbawieniem wolności bez wyroku. Środki wolnościowe takie jak zakaz opuszczania kraju czy obowiązek regularnego zgłaszania się na komendzie, są w większości przypadków wystarczające.
Moje myślenie o aresztowaniu ukształtowała sytuacja, w której pisałem zażalenie na przedłużenie aresztu dla jakiegoś kolesia, który ukradł kobiecie torebkę. Siedział już pół roku i właśnie mu przedłużali o kolejne trzy miechy, a akurat to było Boże Narodzenie. Sporo piany upuściłem, bo generalnie bez wyroku kolo odsiedział tyle, ile powinien dostać w wyroku. Poważne nadużycie przepisów wg mnie.
______________
Żeby ktoś nie zwiał, co do zasady tak. Tu bardziej realnie chyba idzie o możliwości uzgadniania zeznań, matactwa itd.
Oczywiście przykład anegdotyczny to każdy może sypnąć, np. ni mo obawy ucieczki, a koleś zwiewa itd. Albo inny, mniej oczywisty, gdzie koleś był trzymany po prostu do czasu ustalenia jego tożsamości, bo nie zechciał jej podać, a nie miał przy sobie żadnych dokumentów ani nic.
W sprawie Nowaka zastanowienie budzi zwłaszcza to, że jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, sąd w tym samym jednoosobowym składzie jeszcze miesiąc temu uważał, że areszt jest ok. Ale może coś zaszło, poza oczywiście medialnym stwierdzeniem o więźniu politycznym.
Ameryka
FBI włamywało się do niezabezpieczonych komputerów firm w celu usunięcia zagrożenia, wynikającego ze złośliwego oprogramowania, które zainstalowali na urządzeniach hakerzy - wskazał Departament Sprawiedliwości USA.
Operacja, którą popiera sąd federalny, objęła „setki” niechronionych komputerów, z których usunięto szkodliwe oprogramowanie wgrane podczas ataku, za którym - zdaniem Microsoftu - stali chińscy hakerzy znani jako grupa Hafnium.
Jak informowaliśmy na naszym portalu, specjaliści Microsoftu wykryli „wiele exploitów zero-day” używanych do ataków na oprogramowanie Microsoft Exchange Server w ramach ukierunkowanych operacji hakerskich. Podczas wrogich działań wykorzystano luki w celu uzyskania trwałego dostępu do serwerów, co miało ułatwić zewnętrznemu aktorowi wgląd do kont e-mail ofiar oraz umożliwić zainstalowanie na ich urządzeniach złośliwego oprogramowania.
FBI, jak przekazał The Guardian, postanowiło wykorzystać tę samą lukę, by naprawić ją w serwerach, z których dotychczas nie usunięto złośliwego oprogramowania, by zamknąć dostęp do niej hakerom.
„Dzisiejsza eliminacja szkodliwych powłok internetowych, której dokonano za zgodą sądu, świadczy o zaangażowaniu Departamentu Sprawiedliwości w walkę z działalnością hakerską przy użyciu wszystkich dostępnych narzędzi prawnych” - powiedział zastępca prokuratora generalnego USA John C. Demers.
The Guardian zauważa jednak w tym kontekście, że pomimo iż FBI usunęło złośliwe oprogramowanie, to nie naprawiło jednak na trwałe luki leżącej u podstaw włamań, co oznacza że w przyszłości mogą się przytrafiać kolejne ataki, o ile komputery nie zaczną być odpowiednio chronione.
Policja federalna utrzymuje, że „próbuje” powiadomić właścicieli komputerów, których to dotyczy problem, o zagrożeniach i ich eliminacji, drogą mailową.
cyberdefence 24
A tymczasem antypaństwowa dywersja, jakiej dopuścił się Sąd Najwyższy przebodła mnie z zaskoczenia.
Ovaj, w sprawie frankoviciów zapadło już raz kuriozalne tłomaczenie, że trzeba skonzultować jeszcze Rzecznika Praw Dziecka, gdyż to ważne w danej sprawie. No ale, taki to lajf, że bywają cvriosa, gdy sie nie ma odwagi podjąć decyzji.
Wczorej za to ta zbieranina anarchistów i kompradorów postanowiła zapytać trybunał Wujni, czy... w ogóle wolno im wydawać wyroki! Se czegoś takego dotąd ja nie wyobrazić mogłem, tak?
https://archiwum.rp.pl/artykul/1457874-Frankowicze-poczekaja-na-rozstrzygniecie-SN.html
A swojo szoso - jak się lekceważy jedynego specjalistę w dziedzinie, to dobrze się to nie kończy.
No i zastanawialiśmy się czy, w świetle art 50 KW prawo pozwala, czy nie pozwala lazić z ciupagą po górach. Ponieważ w towarzystwie był sędzia zadaliśmy mu to pytanie, o on odpowiedział z poalkoholową szczerością:
"Prawo? Z waszego, praktycznego, punktu widzenia prawem jest to co orzeknie sędzia, a wyższa instancja nie uchyli. A kwestia czy to logiczne wynika z jakiejś normy, czy jest z pępka wydłubane w zasadzie nie ma znaczenia - jako obywatele macie się tej decyzji podporządkować i ch.....! "
I wydaje mi się, ze takie rozumienie prawa przez sędziów zdarza się nie tylko w Polsce.
A oczywiście Ministerstwo Miłości jest zawsze najważniejsze.
Kto w twierdzy wyrósł po co mu ogrody
Kto krew ma w oczach nie zniesie błękitu
Sytość zabije nawykłych do głodu
Myśl upodlona nie dźwignie zaszczytów