Ile trwał proces i areszt Josepha Fritzla?

Sądowy, owszem 4 dni.

Josef Fritzl, aged 73, was arrested on 26 April 2008 on suspicion of serious crimes against family members.[15]
The trial of Josef Fritzl commenced on 16 March 2009
On 19 March 2009, Fritzl was sentenced to life imprisonment without the possibility of parole for 15 years.

https://en.wikipedia.org/wiki/Fritzl_case

Gość siedział w areszcie prawie 11 miesięcy. Jako przykład, że "da się", tak zrobić sprawę, żeby areszt nie trwał więcej jak 3 miesiące, przykład po prostu wyborny.

I tyle, kto to manipuluje w dyskusjach.
«1

Komentarz

  • Kurwens no po sarmacku pozdrawiam Kolegę i proponuję 1999 mg praesupponendum przed każdym posiłkiem.
  • loslos
    edytowano July 2016
    Moim zdaniem tona nie wystarczy. Ale najpierw trzeba zrobić badania na alergię.
  • Wiesz Ignac, ciężko mi uwierzyć, że praktykujący prawnik myślał, że 4 dni trwało od zatrzymania Fritzla do wyroku - tym bardziej prawomocnego...
  • Dumam nad tym i dumam, i wciąż nie mogę zmienić zdania, że sądowy proces Fritzla trwał cztery dni, od wniesienia aktu oskarżenia, do wydania wyroku.

    Jak również nie mogę wyjść z wrażenia.

    Ileż to godzin odpękali w te cztery dni? Pewnie ze 30.

    Ja zaś właśnie skończyłem w pierwszej instancji proces, który trwał, jak sądzę, również około 30 godzin, ale przełożyło się to nie na cztery dni a na cztery lata. Tak, wyrok też jest nieprawomocny.
  • loslos
    edytowano April 15
    Teraz to ja jest pan psoferor z firmy PAN podczas epidemii ale jak pracowałem uczciwie, to do roboty przychodziłem na dziewiątą i siedziałem do siedemnastej czydzieści z przerwą na obiad, często dłużej, czasem do nocy a nawet i przez noc. Jak czegoś nie zrobiłem do końca dnia, to robiłem to dnia następnego i następnego aż skończyłem.

    I kiedyś przeżyłem szok, jak się dowiedziałem, że w niektórych krajach sędziowie też tak pracują.
  • To jak u nas pracują?
  • Skoro przerobili 30h w cztery lata to inaczej.
  • Exspectans napisal(a):
    To jak u nas pracują?
    U nas generalnie pracują tak: Wyznaczają jakieś półtorej-dwie godziny na rozprawę, zapraszają ze dwóch świadków, przesłuchują ich w tym czasie. A potem sędzia patrzy do kajecika, kiedy ma następny wolny termin (za dwa-sześć miesięcy) i wzywa następnych dwóch świadków.
  • Dzielenie rozprawy ze z góry przyjętym założeniem, że będziemy sobie dawkować po 2 świadków nie jest dobre. Natomiast są sytuacje, w polskiej praktyce zapewne nierzadkie, że tak "wyjdzie w praniu", mianowicie świadkowie się nie stawią bo coś tam.
    Albo, znacznie częściej, strona, której coś nie poszło wymyśla kolejne dowody, na które trzeba kolejne rozprawy.
  • edytowano April 15
    Dumam nad tym i dumam, i wciąż nie mogę zmienić zdania, że sądowy proces Fritzla trwał cztery dni, od wniesienia aktu oskarżenia, do wydania wyroku.
    _______________

    Chodzi o to, że oryginalny kontekst (mogę znaleźć na życzenie), w którym Kolega to przywołał był mniej więcej taki: po co robić dłuższy niż 3-miesięczny areszt, jak Fritzla osądzili w 4 dni. No ja nie przeczę, że przewód sądowy trwał 4 dni, ale realia aresztu były takie, że było to 11 miesięcy.
  • I wreszcie, na koniec, liczę, że jak już wszyscy się przestawią na "skomasowane" rozprawy, kolega poczeka 11 miesięcy od wytoczenia powództwa na termin i ten potrwa 2 godziny to napisze tu pean pochwalny, że "proces trwał 2 godziny, da się? da się". Bo coś obawiam się, że z oburzeniem napisze, że prawie rok czekał na termin.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    I wreszcie, na koniec, liczę, że jak już wszyscy się przestawią na "skomasowane" rozprawy, kolega poczeka 11 miesięcy od wytoczenia powództwa na termin i ten potrwa 2 godziny to napisze tu pean pochwalny, że "proces trwał 2 godziny, da się? da się". Bo coś obawiam się, że z oburzeniem napisze, że prawie rok czekał na termin.
    Wicie, czekanie 11 miechów na rozprawę jest owszem oburzające, gdyż to prawie rok. Po roku to już dłużnika może dawno nie być. Zresztą, w tym przypadku, com o nim pisał, to po czterech latach istotnie dłużnika już prawie nie ma, gdyż ma tę, no, restrukturyzację.

    Natomiast ze swej strony od dawna już staram się namawiać sędziów do wyznaczania iluś rozpraw pod rząd i wzywania na każdą z nich po pięciu świadków. I to się bardzo sprawdza -- choć oczywiście jacyś tam świadkowie się wykruszą i trzeba ten cyrk pół roku później powtarzać, tak.

    Mam małą satysfakcję, że takie przygotowanie iluś rozpraw na zaś jest od 2019 r. obowiązkowe.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Dumam nad tym i dumam, i wciąż nie mogę zmienić zdania, że sądowy proces Fritzla trwał cztery dni, od wniesienia aktu oskarżenia, do wydania wyroku.
    _______________

    Chodzi o to, że oryginalny kontekst (mogę znaleźć na życzenie), w którym Kolega to przywołał był mniej więcej taki: po co robić dłuższy niż 3-miesięczny areszt, jak Fritzla osądzili w 4 dni. No ja nie przeczę, że przewód sądowy trwał 4 dni, ale realia aresztu były takie, że było to 11 miesięcy.
    No OK, ale też umówmy się, że tego Fritzla trzymali w pierdlu głównie dla pucu, bo przecież wystarczyłoby mu spokojnie dać zakaz opuszczania Austrii i obowiązek regularnego zgłaszania się na milicji. Ale -- obóżanko ludożerki, a poza tym i tak kolo usiądzie, więc dawać go bez wyroku, najwyżej się potrąci ten rok z wyroku.
  • Tak, ale tego Fritzla to pierwotnie Kolega wyciągnął, nie ja. Nie znam austriackiego kpk, ale na gruncie EKPCz to widać, że ten areszt jest jakiś taki niemodelowy. Było ryzyko, że zwieje? Chyba nie bardzo. Że znowu kogoś przetrzyma w piwnicy? Wątpię. Że nakłoni świadków do fałszywych zeznań? Też pewnie nie.
    I doszła pozakonwencyjna przesłanka "obóżanka ludożerki", a w sprawie ostatnio przywołanej, czyli Sławomira N. też taka występuje - no pewnie gdzieś połowy ludożerki z powodu aresztu i drugiej połowy z jego braku.

    Też uważam, że świadków dobrze jest koncentrować. Oczywiście może zrobić się problem, jak ktoś dostanie przysłowiowego OJ Simpsona i ma 101 świadków zajmujących 41 dni wokandowych, to będzie to kilka miesięcy, przez które inne sprawy - przynajmniej te wymagające terminu - będą leżeć i nie wydarzy się NIC. Ale przyznaję, takie sprawy to ewenement.

    A co do uciekających dłużników to dobrze napisać o zabezpieczenie, w pozwie to nic nie kosztuje, a najwyżej nie uwzględnią.
  • A pytanie laika: nie można pracy sędziów skanbanizować? (I to nie tylko w znaczeniu tablicy)
  • Wszędzie szukałem tego słowa 8->
  • los napisal(a):
    Wszędzie szukałem tego słowa 8->
    Japońskie, trudne słowo ;) ale całkiem fajna matmę do tego dorobili.
  • A nie lepiej to odwołać się patriotycznie do Adamieckiego?
  • Za pierwszym razem przeczytałem "skanibalizować"
  • edytowano May 4
    Ja myślałem, że to od kabana, czyli podlaskiego określenia na wieprza..
  • "skanbanizować


    What is Kanban?

    Kanban is an inventory control system used in just-in-time manufacturing. It was developed by Taiichi Ohno, an industrial engineer at Toyota, and takes its name from the colored cards that track production and order new shipments of parts or materials as they run out. Kanban is the Japanese word for sign, so the kanban system simply means to use visual cues to prompt the action needed to keep a process flowing.

    Kanban to system kontroli zapasów stosowany w produkcji just-in-time. Został opracowany przez Taiichi Ohno, inżyniera przemysłowego Toyoty, a jego nazwa pochodzi od kolorowych kart, które śledzą produkcję i zamawiają nowe dostawy części lub materiałów, gdy się wyczerpią.
    Kanban to japońskie słowo oznaczające znak, więc system kanban oznacza po prostu używanie wizualnych wskazówek do podpowiadania działań potrzebnych do utrzymania ciągłości procesu.
    ms.wygnaniec napisal(a):
    A pytanie laika: nie można pracy sędziów skanbanizować? (I to nie tylko w znaczeniu tablicy)
    ???
    kolorowymi kartonikami? ;)
  • Te takie rozkładane szyldy stojące przed sklepami czy knajpami to też "kanban", ale nie wiem, jak to odnieść do swądów ;)
  • los napisal(a):
    A nie lepiej to odwołać się patriotycznie do Adamieckiego?
    Adamiecki to Gant, tu chodzi nie o ścieżki krytyczne, tylko o obłożenie konkretnej osoby/stanowiska. Polecam historię Cesarskich Ogrodów i Kanbana.

  • romeck napisal(a):

    kolorowymi kartonikami? ;)
    Patrz na ideę, a nie na implementację ;)


  • ms.wygnaniec napisal(a):
    los napisal(a):
    A nie lepiej to odwołać się patriotycznie do Adamieckiego?
    Adamiecki to Gant, tu chodzi nie o ścieżki krytyczne, tylko o obłożenie konkretnej osoby/stanowiska. Polecam historię Cesarskich Ogrodów i Kanbana.

    A da się zarządzać projektami bez Ganta ?
  • Niektórzy próbują. Ani w polskich szpitalach ani w sądach harmonogramowanie nie istnieje.
  • JORGE napisal(a):
    A da się zarządzać projektami bez Ganta ?
    W utrzymaniu Kanban jest bardzo pomocny, we wdrożeniu na poziomie zarządzania zasobami też. On nie zastępuje Ganta, a go uzupełnia.

  • A powiem wam, że całą ta dziedzina związana z zarządzaniem procesami jest fascynująca. Szczególnie przy dzisiejszych narzędziach informatycznych. Dlatego odradzam młodym ludziom zakładania interesów własnych, albo pracę w małych firmach. Idź zobacz jak wygląda praca w dobrze zorganizowanej, dużej firmie, obserwuj, zrozum, bierz udział. Bo bez tego wszystko ci się w życiu rozjedzie.
  • +1
  • edytowano May 4
    No i dlatego jak w Kanbanie, sędzia może pisać uzasadnienie wyroku do max 3 spraw, prowadzić max 3 sprawy oraz przygotowywać się do kolejnych 3. Jak nie ma uzasadnienia, nie dostajesz kolejnej sprawy. Gdyby się to dało jeszcze powiązać z zarobkami, co może być trudne, bo złożoność różna, ale to niech się prawnicy wypowiadają
  • Jakby mi ktoś miał uzależnić wynagrodzenie od Kanbana to bym się zwolnił. Albo grał pod optymalizację wyniku kanbanowego, gdybym zwolnić się nie mógł.
  • Komputer z dobrym programem wszystko zmoże. Ale wcześniej trzeba eksterminować wszystkich sędziów, niektórych publicznie w sposób kwalifikowany, a pewnie i połowę studentów prawa. Opór byłby maksymalny.
  • polmisiek napisal(a):
    Jakby mi ktoś miał uzależnić wynagrodzenie od Kanbana to bym się zwolnił. Albo grał pod optymalizację wyniku kanbanowego, gdybym zwolnić się nie mógł.
    To zależy na jakim stanowisku pracujesz, jak 1st Line, to jest całkiem dobrym narzędziem, jak 2th i wyżej, to jest wymagane dodanie poziomu trudności, a bardzo przydaje się do wykrycia zadań z którymi sobie nie radzisz lub je olewasz, czyli są problematyczne dla Ciebie i powinieneś dostać wsparcie w ich rozwiązaniu (do przypisania do kogoś innego włącznie).

  • edytowano May 4
    Zgoda, ale wynagrodzenie powinno zależeć od managera, a Kanban powinien być tylko narzędziem dla managera. Zbyt ścisłe powiązanie premii/wypłaty z takim suchym narzędziem będzie skutkowało patologiczną optymalizacją pracy u jednych pracowników i frustracją u innych. No chyba, że chodzi o zakłady z powtarzalną i przez to przewidywalną pracą, ale sądy i szpitale mi do tego nie pasują.
  • polmisiek napisal(a):
    Zgoda, ale wynagrodzenie powinno zależeć od managera, a Kanban powinien być tylko narzędziem dla managera. Zbyt ścisłe powiązanie premii/wypłaty z takim suchym narzędziem będzie skutkowało patologiczną optymalizacją pracy u jednych pracowników i frustracją u innych.
    Ale, że co, chodzi o premiowanie za wykonywanie zadań, terminowo, w dobrej jakości, zgodnie z procedurą ? Za to pracownik dostaje wynagrodzenie co miesiąc i to wynika z jego zakresu obowiązków. Istota premii jest inna.
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    No i dlatego jak w Kanbanie, sędzia może pisać uzasadnienie wyroku do max 3 spraw, prowadzić max 3 sprawy oraz przygotowywać się do kolejnych 3. Jak nie ma uzasadnienia, nie dostajesz kolejnej sprawy. Gdyby się to dało jeszcze powiązać z zarobkami, co może być trudne, bo złożoność różna, ale to niech się prawnicy wypowiadają
    Gwarantuję, że wszyscy lub prawie wszyscy sędziowie w Polsce z ogromną radością przyjęliby system, w którym naraz muszą zajmować się jedynie trzema sprawami.
    Efekt uboczny?
    Większość spraw zanim miałaby zaszczyt trafić do sędziego, żeby nie przekroczył limitu trzech spraw na biegu, leżałaby od 30 do 100 lat.

    Czy liczyłem? W pamięci, mogę się pomylić co do szczegółów, ale rząd wielkości będzie właśnie taki.

    Zresztą jak ktoś chce sam policzyć to daję dane wyjściowe.
    Średni wpływ spraw na 1 sędziego dajmy 50 / miesiąc.
    Minimalny czas na załatwienie sprawy zgodnie z procedurami 2,5 miesiąca (podaję w dniach roboczych: 1 na rejestrację sprawy i przedłożenie sędziemu, 1 dla sędziego na zapoznanie się, 1 na wysyłkę dla sekretariatu, 3 tygodnie dla poczty na doręczenie, 2 tygodnie na odpowiedź na pozew, 1 dzień roboczy na zapoznanie się i wyznaczenie rozprawy, 1 dzień na wysyłkę, kolejne 3 tygodnie dla poczty na doręczenie, 1 tydzień przed rozprawą powinna być już przesyłka u adresata, rozprawa 1 dzień roboczy, 1 tydzień dla strony na wniosek o uzas, 2 tygodnie na napisanie uzasadnienia)

    Jeżeli ktoś serio uważa, że sądownictwo uzdrowi zakaz przydzielania sędziom pracy podczas oczekiwania na czynności poczty, to jestem pod wrażeniem. Jeżeli natomiast większość ludzi nie ma absolutnie żadnego pojęcia o procedurach i pracy sądu, to cóż, absolutnie nie jestem zdziwiony.
  • JORGE napisal(a):
    A powiem wam, że całą ta dziedzina związana z zarządzaniem procesami jest fascynująca. Szczególnie przy dzisiejszych narzędziach informatycznych. Dlatego odradzam młodym ludziom zakładania interesów własnych, albo pracę w małych firmach. Idź zobacz jak wygląda praca w dobrze zorganizowanej, dużej firmie, obserwuj, zrozum, bierz udział. Bo bez tego wszystko ci się w życiu rozjedzie.
    Zasadniczo tak, tylko że tu bezsensowny atak (na forum, w realu nie) idzie w ten segment prawniczego świata, który ma organizację - w porównaniu do zdecydowanej większości adwokatów, radców, komorników czy notariuszy - możliwie najlepszą. Nie są przecież rzadkie przykłady adwokatów, którzy zostawali sędziami i nie dawali rady z ilością, szybkim podejmowaniem decyzji i ogarnianiem wewnętrznych procedur. Nie mieli problemu z zachowaniem na sali rozpraw czy znajomością prawa, mieli problem z ilością, której nie mieli w kancelarii. Nie masz ilości, masz kilka spraw, to możesz ogarniać na łapu-capu, przy tej ilości, jaka jest w sądownictwie, nie dawali rady.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Jeżeli ktoś serio uważa, że sądownictwo uzdrowi zakaz przydzielania sędziom pracy podczas oczekiwania na czynności poczty, to jestem pod wrażeniem. Jeżeli natomiast większość ludzi nie ma absolutnie żadnego pojęcia o procedurach i pracy sądu, to cóż, absolutnie nie jestem zdziwiony.
    Jak rozumiem (wnioskowanie), znasz Kanbana, jak ja wewnętrzne procedury pracy Sądu?

  • Założyłem, że wygląda to jak napisałeś czyli: sędzia może pisać uzasadnienie wyroku do max 3 spraw, prowadzić max 3 sprawy oraz przygotowywać się do kolejnych 3. Jak nie ma uzasadnienia, nie dostajesz kolejnej sprawy.

    Jeśli wygląda inaczej, możesz napisać jak.
  • Aha, i to, co napisałem, to nie są żadne "wewnętrzne procedury sądu", tylko jednoznaczne minimalne terminy wynikające z kodeksu postępowania cywilnego - ustawy uchwalonej przez, owszem PRL-owski sejm, ale i w obecnych czasach wielokrotnie nowelizowanej przez sejm obecny, w istotnej części te terminy wynikają z ostatniej dużej nowelizacji z 2019 r.
  • edytowano May 4
    Jeśli natomiast wierzyć wikipedii (polskiej):
    (kanban) Polega na takim organizowaniu procesu wytwórczego, aby każda komórka organizacyjna produkowała dokładnie tyle, ile w danej chwili jest potrzebne.


    Super, tylko że w takim systemie istotny jest "wypływ", a nie, jak w sądzie, "wpływ". Owszem, w firmie możemy sobie założyć, że w danym miesiącu, kwartale, roku, potrzebujemy wyprodukować 500 produktów. I do tego dostosowujemy mikroprocesy na wcześniejszych etapach.
    W sądzie jest tak, że danego miesiąca, kwartału, roku, wpłynie X spraw (nie wiemy ile, można tym sterować na poziomie ustawodawczym, ale w ograniczonym zakresie) i coś z tym trzeba zrobić, "nadać bieg". Punktem wyjścia jest "wpływ", a nie "wypływ". Nie można wstrzymać przyjmowania nowych spraw, jak jeszcze nie pozbyliśmy się starych. W firmie można ograniczyć przyjmowanie nowych zamówień, jak mamy przyjętych już na robotę na trzy kwartały.

    Czy twierdzę, że sądy działają optymalnie, że nic się nie da usprawnić czy poprawić? Nie.
    Czy twierdzę, że "genialne pomysły" przeniesione z sektorów o kompletnie innej specyfice, przyniosłyby gorszy efekt niż obecny? W 90 do 99 na 100 przypadków tak. Być może jednak zaniżyłem ten wskaźnik.
  • 1. Kanban to idea/wzorzec.
    2. Implementacja, to sprawa wdrożenia do konkretnych uwarunkowań.
    3. Na ten przykład, gdy zadanie trafia do: Sekretariat/Poczta/Kurier/itp to zostaje przypisane do kogoś innego, ale nie napiszę specyfikacji bez pomocy obszarowego specjalisty.
    4. Z czego wynikają więzy, dla modelowania, ma wtórne znaczenie.
    PS Kultura pracy Radców jest mi znana, niestety.
  • Idea, wzorzec, implementacja, modelowanie, specyfikacja, "mądre" słowa bez żadnego konkretu.

    Ale przecież w sądzie to tak działa, w dużym skrócie.
    Jeśli sprawa trafia do wydziału, to najpierw jakaś osoba (aktualnie nawet asystent, a może być referendarz albo sędzia) sprawdza braki formalne. Nie ma braków formalnych, to sprawę przypisuje do konkretnego repertorium i idzie do losowania przez ministerialny system. Następnie jest wylosowana i trafia do jakiegoś sędziego / referendarza. Ten podejmuje czynności - czyli jak już opisałem wyżej, zarządza wysłanie pozwu drugiej stronie, oczekujemy na odebranie i ew. ustosunkowanie się itd. W większości sądów, jakie wydziałem każda osoba miała bardzo szczegółowo przydzielone czynności. Z wykonaniem wyglądało różnie.

    Ale zasadniczo niezależnie jak bardzo to wszystko usprawnimy proceduralnie: jeśli na sędziego przypada ok. 50 nowych spraw miesięcznie, to nie ma siły, żeby zajmował się tylko trzema naraz. Przeszkadza temu matematyka na najbardziej podstawowym poziomie, obojętnie jak "mądrego" słowa z teorii zarządzania użyjemy.

    Serio, poniekąd rozumiem przekonanie, że lepiej zajmować się czymś "jednym a dobrze". W życiu, do pewnego stopnia, tak jest. Tylko kompletnie nie wiem, kto zajmie się sprawami, które wpłyną jak każdy z sędziów już będzie miał jakieś minimum wypełnione, będą leżeć i czekać na skargę do Strasburga? Albo czy jak sprawę się wyśle do biegłego, to już można się zająć inną (bo samemu nic się w niej nie zrobi w tym czasie) czy jednak trzeba czekać (ta przecież nie jest skończona) itd.
  • Rozum, jak zacznę pouczać obszarowego specjalistę, będąc kompletnym głupcem w temacie (porównanie wiedzy), to wyjdę na idiotę, czego staram się unikać, więc nie będę modelował procesu.
    Idea Kanban polega na wizualizacji (maksymalnie uproszczonej!) procesów (faz procesów) aby łatwiej zarządzać blokadami i nakładać stosowne (wyznaczone przez specjalistów obszarowych) ograniczenia.
    Czyli (wychodzę na pole minowe, bo nawet nomenklatura sprawia mi problem) nie przydzielamy sędziemu nowej sprawy, gdy ma do napisania 50 uzasadnień wyroków.
    A słowa, których użyłem, mają swoje zakresy znaczeniowe i desygnaty w konkretnych przypadkach użycia (że tak sobie z UML'a skorzystam).
  • Czyli (wychodzę na pole minowe, bo nawet nomenklatura sprawia mi problem) nie przydzielamy sędziemu nowej sprawy, gdy ma do napisania 50 uzasadnień wyroków.
    ________________

    Ależ ja nie mam problemu w tym przypadku z nomenklaturą. Ja świetnie rozumiem, co masz na myśli.
    Ale moje pytanie jest bardzo konkretne - załóżmy, że w danym momencie wszyscy sędziowie mają przekroczone to minimum (50 uzasów, 3 sprawy na biegu, obojętne już, dla uproszczenia kryterium Y). Do sądu wpływa sprawa - co się z nią ma dziać?

    W firmie to sobie owszem, wyobrażam. Jak mamy odpalone już pełne moce przerobowe, to nie przyjmujemy zamówienia. Jak dzwonię do mechanika i ma zajęte wszystkie terminy, to mnie nie umawia, odmawia usługi. Sąd nie może odmówić usługi. W firmie ważny jest efekt - to, co wychodzi. W sądzie (urzędzie, prokuraturze itd.) punktem wyjścia jest wpływ. Każdej sprawie trzeba nadać jakiś bieg.
    Drugi problem jaki widzę to jest porównanie z pracą na taśmie. Na taśmie pracownik jest na jakimś etapie, to już produkt do niego nie wraca. Ze sprawą przydzieloną do sędziego jest tak, że musi (zgodnie z kpc / kpk) podjąć w niej merytoryczne czynności na kilku etapach, a w międzyczasie ona sobie leży w oczekiwaniu na coś (zwrotkę od świadka, opinię od biegłego, termin do zaskarżenia itd.). Dlatego jak ktoś ma 200 spraw "przydzielonych", to np. 170 może gdzieś oczekiwać, a efektywnie do czytania / sądzenia / uzasadnienia w aktualnym momencie może być np. 10, a 20 do podjęcia prostych czynności. 200 na biegu nie równa się 200 uzasadnieniom do napisania "na już".

    PS1. nawiasem mówiąc, centralny system losowania spraw (wprowadzony przez PiS w 2017-18 r.) miał teoretycznie doprowadzić do "racjonalnego rozłożenia" pracy w sądach. Nic nie słyszałem, żeby ilość spraw na biegu wpływała tam na możliwość przydzielenia nowej sprawy... ale jak on dokładnie działa, to już ministerstwo nie ujawnia :)

    PS2. 50 uzasów zazwyczaj jest efektem nieracjonalnej pracy sędziego, albo tego, że po prostu nie pisze w ogóle tych uzasów i mu się zbiera.
  • 1. Kanban to nie panaceum i nie da się go zastosować w każdym przypadku.
    2. Obowiązek przyjęcia sprawy, to problem klasy samolotów i lotniska (jeden z diagramów UML na tej podstawie powstał), więc informatyka ze wsparciem tego świetnie sobie radzi.
    3. Kanban może składać się z kilku 'tablic' dotyczących różnych obszarów (sekretariat/sędzia/poczta/niemampojęciacojeszcze) i różnych poziomów, a dana sprawa znajduje się w obszarze, gdzie jest jej aktywność, w pozostałych albo znika albo otrzymuje status zablokowana/oczekująca. Bo współpraca z pocztą, to nie zakres odpowiedzialności sędziego prawda?
    4. PS2 wskazuje, że taka wizualizacja może być bardzo pomocna.
  • Z Rozumem jest ten problem, że z każdej rozmowy chce zrobić bijatykę, zawsze wykorzysta brak precyzji czy złą terminologię, by wyszydzić rozmówcę. Jest to dokładne zaprzeczenie tego, czego oczekujemy od uczestników forum dyskusyjnego. Jeśli boks - to na żywo, z krwią i sypiącymi się zębami.

    A jeśli w internecie... Praesupponendum głupcze!
  • 2. Nie jestem ekspertem od rynku lotniczego, ale nic mi nie wiadomo, by można było tak po prostu "zgłosić się" na lotnisko i ci mają w każdym czasie obowiązek przyjąć jakąś linię lotniczą i to w nieograniczonym zakresie. Wprost przeciwnie, z tego co wiem o sloty do obsługi jakichś połączeń linie lotnicze płacą i to słono. Nie ma wolnego slotu, to nie można otworzyć połączenia.
    A sprawę do sądu / urzędu / prokuratury można wnieść zawsze, kosztuje to śmieszną cenę albo jest za darmo i co najważniejsze, nie jest w żaden sposób limitowane ilościowo.
  • los napisal(a):
    Z Rozumem jest ten problem, że z każdej rozmowy chce zrobić bijatykę, zawsze wykorzysta brak precyzji czy złą terminologię, by wyszydzić rozmówcę. Jest to dokładne zaprzeczenie tego, czego oczekujemy od uczestników forum dyskusyjnego. Jeśli boks - to na żywo, z krwią i sypiącymi się zębami.

    A jeśli w internecie... Praesupponendum głupcze!
    Nie podobają ci się moje posty, usuń z całym kontem.
    Ja sobie nie mam w tej rozmowie nic do zarzucenia. A tobie sporo - chamstwo, brak wiedzy i złośliwość.
  • Mnie chodziło o lądujące samoloty, czyli: skończona przepustowość naziemnej infrastruktury oraz skończona ilość paliwa w samolocie, gdzie poza zaplanowanym ruchem zdarzają się sytuacje nagłe, które z powodów zewnętrznych więzów muszą zostać obsłużone w bardzo precyzyjnym oknie czasowym.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.