Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Film nie do wyobrażenia w naszym czazokresie.
Co do zaś wartościowych science fiction, da się ich wymienić więcej niż te. Ja też cenię "Truman show", no i zwróciłbym uwagę na filmy Szulkina, zwłaszcza na "Wojnę światów - następne stulecie", gdzie przewidziano kontrolowany "upadek" komunizmu, a nawet Tuska.
Wracając do Czechów, mają dość specyficzne filmy. Jeśli chodzi o podróże w czasie od naszych południowo-zachodnich sąsiadów to można jeszcze wspomnieć "Panowie, zabiłem Einsteina!".
Nie zgodzę się wszakże z opinią o "Powrocie do przyszłości", gdyż "Jutro wstałem..." to niezły film, ale do dzieła Zemeckisa się nie umywa.
Aha, co do "Truman show" to jak najbardziej science fiction, bo po pierwsze współcześnie takie coś byłoby niemożliwe od strony prawnej, a po drugie nie ma czegoś takiego jak kopuła, w obrębie której można by manipulować pogodą (a tam jest takie coś).
ST to przecież serial telewizyjny z ograniczeniami budżetowymi. Całe te transportery powstały aby nie musieć pokazywać promów lecących na planetę i lądujących. Dalej: obcy różniący się od nas jakimiś kreskami czy tam czymś. Wszystko człekokształtne. Romulanie gadający jak Rzymianie. I zachowujący się. Wszyscy gadają po angielsku i mają podobne pomosty bojowe i rozkład funkcji. Etc i etc. Wszechmocne kosmity.
W tym sensie najnowszy "Prey" jest w sumie opowiedzeniem pierwszego "Predatora" na nowo, tylko z pominięciem komandosów i ze podmianą Arnolda na wieloetniczną dziewczynkę. Przynajmniej ogląda się to dobrze, w przeciwieństwie do potworności zatytułowanej "The Predator".
Wczoraj wynurzając się z wody po snadnym bezdechowym nurze 2min+ max 8m. trochę macając się już z maksymalną wydolnością w głowie mi "grało" gitarowe solo Neila Young'a z filmu Jarmusha "Dead Man", który moim zdaniem jest jednym z najlepszych filmów które widziałam o ile nie najlepszym.
Płynac ku powierzchni z lekko rwącą przeponą w scenerii zatopionych koparek na granicy możliwości, światów na tym etapie zależna od sił poza kontrolą, konkretnie wyporności, powoli zmierzając ku uldze zaczeprnięcia oddechu, niczym filmowy William Blake, ku smieci przez dziwne nieprzyjazne światy.
Film nihilistyczny, zabierający nadzieję ale równocześnie przynoszący rodzaj spokoju i pogodzenia sie z beznadzieją bardzo, bardzo, bardzo ponura metafizyka jak te kopary w zatopionym kamieniołomie k. Jaworzna. Błyskotliwy postmodernistyczny splot poezji Blakea i wierzeń Indian Ameryki Pn.
To jeden z dwóch fimów, który pochłonął mnie całkowcie co ponoć opisuje zjawisko projekcji-identyfikacji w współcześnie opisywane jako imersja.
Późnie j odebrałam o jako hołd dla pokory teraz jakby nałożyć odpowiedni filtr to w sumie film dobrze opisujący teraźniejszość. Niemniej jednak czuję niepokój na samą myśl co ulęgłoby mi się w głowie teraz.
Te dwa obrazy mnie prawdziwie głeboko poruszają cała reszta jeśli wywoła lekki dreszczyk np. Twin Peaks to wszystko.
losu, nie jesteś ;-)
Dominować ilościowo wydają się produkcje poprawne rzemieślniczo, lecz bez wizji, bez włożonego serca, bez żadnej nowatorskiej myśli, bez artystycznego ryzyka, nijakie zlepki zgranych schematów, które nic w mózgu nie ruszają, bo napasł już się mnóstwem tego samego. Papka bez smaku.
Czy znacie filmy z ostatnich dekad, które byłyby odwrotnością powyższego? Tzn. zdecydowanie wadliwe/ułomne, ale jednocześnie z przebłyskami czegoś istotnie intrygującego/fajnego? Nie nijakie plateau średniości i przeciętniactwa, lecz dziwne kombinacje poważnych wad ale i nietuzinkowych zalet.
polecam
Pina
o Pinie Bausch z Wuppertalu
https://www.filmweb.pl/film/Pina-2011-536517
Weźmy gloryfikowanego tu Aliena. No, to jest przecież sprawnie zrobiony thriller w sztafażu SF. Trzyma w napięciu za pierwszym razem i tyle. Lepiej zrobiony produkcyjniak.
Patrzę na te filmy jak na czerwony lakier Mazdy (widziałem też piękny ciemnozielony na mesiu i ostatnio b. oryginalny granatowy na hitlerwagenie). Odbieram je jako świetne lakiery. Przyjemnie się na nie patrzy, ale wartości w sobie nie mają więcej niż lakier metalik.
Prawdziwe arcydzieło musi traktować o rzeczach ważnych, problemach moralnych, musi być wzruszające, budzić emocje, stawiać pytania, podsuwać odpowiedzi, chwytać za serce.
1. Metropolis (1927)
2. Zakazana planeta (1953)
4. Planeta małp (1968)
5. Wojna światów - następne stulecie (1981)
6. RoboCop (1987)
7. They Live (1988)
8. Eternal Sunshine Of The Spotless Mind (2004)
Metropolisa mógłbym skreślić, bo przesłanie jest moim zdaniem durne, ale mogę się mydlić.
A jak z komediami? Też muszą stawiać pytania? A co z samym wykonaniem (ktoś powie rzemiosłem)? Są arcydzieła sztuki złotniczej albo arcydzieła muzyczne, które nie stawiają problemów i pytań, to może i filmy mogą. Są filmy bez pytań, ale takie po których zostają w pamięci obrazy albo sceny. Na rozum banał, ale tak zrobiony, że akurat ten banał się pamięta i nie chce wyjść z głowy. A czasem aktor w średnim filmie potrafi zrobić coś takiego, że się film pamięta z jego powodu. Arcydzieło aktorstwa. Może tak być?
Albo filmy Mallicka? Jak różni reżyserzy szpecjalizują się w różnych gatunkach (wspomniany Corman w horrorze), tak Mallick szpecjalizuje się w arcydziełach. Jest kilka, które każdy człowień musi obejrzeć.
Drzewo życia
Ukryte życie
Cienka czerwona linia
Podróż do nowej ziemi.
Natomiast poza moim osobistym rankingiem... Film dobry powinien w jakiś sposób wzbogacać odbiorców. A to oznacza, że nie tylko musi zawierać pewną wartość w którymś ze swych aspektów, ale też musi skutecznie ją dostarczać jak najszerszemu gronu osób. Potrawa dobrze przyrządzona jest nie tylko zdrowa, ale też strawna i smaczna, aby ludzie chcieli ją jeść i umieli przyswoić to, co zdrowe. Co komu po zdrowej strawie, której nikt nie bierze do ust bo niesmaczna lub zalega na żołądku. Stąd jestem zwolennikiem tezy, iż generalnie należy w filmie łączyć walory przesłania z pociągającą rozrywką (szeroko pojętą, wcale niekoniecznie chodzi o frenetyczną, kolorową akcję (np. mnie takowa odstręcza w ilościach większych, niż śladowe), po prostu człowiek musi otrzymać motywację, by chcieć spędzić z filmem swój wolny czas).