Jest odbicie demograficzne- dane styczeń-wrzesień- efekt 500+
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Sytuacja diametralnie zmienia się kiedy przychodzą na świat dzieci.
Oto wpis z fejsa mojej koleżanki, trochę ponad rok po urodzeniu dziecka:
"Był bigos, gołąbki, pierogi, placki ziemniaczane, ogórkowa i kotleta też, oczywiście nie zabrakło. Były długie przegadane godziny u boku przyjaciółki o byciu i nie byciu, o tym i o tamtym.
Były tomy przeczytanych bajek na babcinych kolanach, moc przytulańców od dziadków, szaleństwa z wujkami i ciociami, walki o zabawki z kuzynkami. Ale przede wszystkim uderzeniowa dawki miłości dla Jaśka od całej rodzinki, której wartość jest nie do opisania.
A teraz .... znów... daleko, daleko na obcej ziemi, czekamy do następnego razu.
Emigracjo... czy jesteś tego warta????"
Ja pracuję w korpo, o których to korpo wiele złego można powiedzieć i będzie to prawda, ale wielkim plusem jest stabilność dochodów i zatrudnienia. A to powoduje, że mamy naprawdę bardzo dużo ludzi, którzy wracają z emigracji - właśnie z dziećmi. Bo chcą mieć dzieci Polaków a nie Angoli czy Irlandczyków.
Gdzieś parę dni temu czytałem, nie pamiętam już gdzie, ale chyba to był komentarz do filmiku jednego Angola, który przyjechał tutaj z rodziną i jego córka mówi świetnie po polsku, a on tak sobie. Komentarz był: a teraz wyobraźcie sobie jak się czują nasi rodacy, których dzieci się tam urodziły.
Ktoś inny odpisał: właśnie dlatego wróciłem do Polski. Nie chcę kiedyś stanąć przed dylematem powrotu do kraju a dziecko mi powie: "Dad, I know how you feel but I am British".
Także tego.
Skala powrotów to może jeszcze nie setki tysięcy czy miliony ale jest.
Druga rzecz - wracają ci najlepsi. Nie tylko na tyle dobrze wykfalifikowani, że sobie znajdą tu pracę, ale przede wszystkim tacy, którym zależy.
Bo wcale nie jest tak że wyjechali ci, co Polskę w dupie mają (spotkałem się z takimi opiniami). Wyjechali ci, co albo tu nie mieli pracy, albo dobrej pracy, albo zarobków takich by sobie kupić mieszkanie, nawet na kredyt.
No, jesli takie kwiatki będziemy zostawiać, to nieprędko tu masowo wrócą.
Na marginesie: Polska atrakcyjna, z której Polacy będą dumni, nie musi się bać napływu Ukraińców, Wietnamczyków czy nawet niemuzułmańskich przybyszów z Bliskiego Wschodu czy Afryki. Nawet jeśli nie będą się asymilować szybko to będą kraj pobytu, jego kulturę i tradycje szanować,a obyczaju i prawa nie łamać. Wydaje się, że ci przybysze w starej UE gardzą nią i jej obyczajami. Są one dla nich nieatrakcyjne i oni są ciałem obcym -pasożytami z wyboru i przekonania.
I tu mam pewien zgrzyt, że niby brakuje nam ludzi, niby "potrzeba" nam Ukraińców czy Wietnamczyków - a Polacy z Kazachstanu, Syberii, itp to co?
Jeśli dobra zmiana się tym nie zajmie - to już nikt. Przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.
A nic nie słychać w tomacie.
Jedyne co Dobra Zmiana potrafi, to urządzić uroczysty podwieczorek dla nowoprzybyłych, a ze jest świadoma własnego niezgulstwa, nie chce masowo zapraszać rodaków ze wschodu, żeby z tego nie powstał większy smród. Co nie przeszkadza jej czczo gadać jak by to było wspaniale repatriować na szeroka skale.
No też się nasłuchałem, jak to w Szfecji szef to człowiek, a nie tyran.
Wiadomo, dobrze nie jest ale już pomalutku zmieniają podejście. Ludzi mało a fachowca że świeca szukać. Zapewne czasu potrzeba jeszcze sporo ale nadzieja jest.
W Polsce tak się dzieje że częściej tyranami są prywatni przedsiębiorcy "rodzinni" i kierownicy w państwowych korporacjach oraz urzędach, a ludźmi ich odpowiedniki w krwiożerczych korporacjach zagranicznych. Korpoludki też są częściej pomysłowe i aktywne niż szanujący tradycję mieszkańcy prowincji i lud wielkomiejski prosty.
http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1095595,mamy-wiecej-dzieci-ale-do-rekordu-wciaz-bardzo-daleko.html
Wyż demograficzny był w latach 1978-1986 (w przybliżeniu, nie zerkam na dokładne dane w tym momencie). Jeśli to pokolenie skończy ze średnią dzieci poniżej 2 - to następne tego nie nadrobi, bo po prostu ich za mało.
A to że skończy to praktycznie pewne - raz że początek tego wyżu właśnie wkracza w 40tkę, dwa że dużo wyjechało, trzy że lwia część małżeństw ma maksymalnie dwójkę dzieci, no i całkiem spory odsetek albo żyje samotnie albo ma problemy z poczęciem i urodzeniem dzieci.
Obserwuję u kilku znajomych małżeństw ciekawe zjawisko - jest jedno dziecko, chcą drugie ale się nie da. A ja myślałem że jak jest jedno, to kolejne to kwestia chcę-nie chcę. No chyba że to pierwsze to były już cuda na kiju żeby się udało.
Ale nie - są ludzie co nie mieli żadnych problemów z pierwszym dzieckiem, a z drugim jest tak duży problem że póki co mimo leczenia się po prostu nie udaje.
Inna sprawa że kumpel co miał nie mieć dzieci w ogóle, ma trzech synów:) Ale to niestety rzadkość.
Gdzie indziej widzę plusy dodatnie - naprawdę olbrzymia większość rodzin wielodzietnych jakie znam to chrześcijanie. A dokładnie - katolicy. I to całkiem dobrze radzących sobie zawodowo, materialnie, itp.
Druga sprawa: trucizny w żywności, wodzie i powietrzu.
Katolicy wierni nauczaniu Kościoła nie mają problemów przynajmniej z pkt 1.