Jak rozumieć Papieża Franciszka?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
– uczestnicząc w nich bezpośrednio i dobrowolnie;
– nakazując je, zalecając, pochwalając lub aprobując;
– nie wyjawiając ich lub nie przeszkadzając im, mimo że jesteśmy do tego zobowiązani;
– chroniąc tych, którzy popełniają zło.
KKK 1869 W ten sposób grzech czyni ludzi współwinnymi, wprowadza między nich pożądliwość, przemoc i niesprawiedliwość. Grzechy powodują powstawanie sytuacji społecznych i instytucji przeciwnych dobroci Bożej. "Struktury grzechu" są wyrazem i skutkiem grzechów osobistych. Skłaniają one z kolei ich ofiary do popełniania zła. W znaczeniu analogicznym stanowią one "grzech społeczny" (Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Reconciliatio et paenitentia, 16).
W świeckim wydaniu: "przeciwności losu kształtują charakter".
Lepiej takich rzeczy samodzielnie nie rozważać.
Działalność misyjna zwiększa szanse na zbawienie tego, któremu głosi się Ewangelię. Włączenie do Kościoła przez sakrament chrztu czyni to bardzo fundamentalnie. Na ten sam cel nakierowana jest cała posługa sakramentalna, proklamacja Słowa i działalność duszpasterska Kościoła. Wychowanie do wiary w rodzinie również ma na celu zwiększenie szans na zbawienie wychowanka. Podobnie staranie o zapewnienie godziwego bytu materialnego bliźniemu. Dobrze sprawowana władza i organizacja życia społecznego. Rozwój kultury i zapewnienie dostępu do piękna w otoczeniu. Przykład otoczenia. Etc. Dla jasności: przez "szansę" naturalnie rozumiemy łatwość przyjęcia łaski zbawienia aktem woli, nie jakiś rzut kością.
Siłą rzeczy człowiek pozbawiony tych rzeczy będzie miał szanse mniejsze niż ich beneficjent. A nie zależą one lub nie muszą zależeć od jego woli (co innego - jak i czy w ogóle z nich skorzysta).
Z kolei Pan Bóg może udzielać swoich łask każdemu jak chce, nie musi się to dziać przez ręce ludzi. Mógłby więc, gdyby chciał, w sobie znany sposób zrekompensować szanse/ułatwić zbawienie człowiekowi wykluczonemu tak, by było "po równo". Czy wszakże gwarantuje, że tak zrobi? Jeśli tak, cała wymieniona ludzka działalność na rzecz zbawienia bliźniego ma znaczenie raczej dla czyniącego (jako uczestnictwo w Bożym planie zbawienia) niż dla beneficjenta - bo i tak miałby odgórnie zrekompensowane, gdyby bliźni zawiedli...
Przyszedł mi na myśl ten cytat: (Łk 12, 47-48 BT)
z drugiej mańki wszakże: (2 Kor 8,15 BT)
No, ale katolik prawdy wiary czerpie z nauczania Kościoła, nie z osobistych interpretacji Słowa Bożego. Ja nic wprost o tym nie znam (jest o szansie zbawienia w ogóle odnośnie nieznających Chrystusa, pogan, nieochrzczonych...). Jeżeli ktoś zna nauczanie Kościoła na ten temat - niechaj zapoda.
A 99% to już nie predestynacja.
A życie wieczne to więcej niż życie doczesne.
Nie mam do tego wiedzy ani zdolności, i jeżeli Kościół się nie wypowiedział jednoznacznie i nieomylnie - to raczej mało prawdopodobne bym ja wydedukował akurat tak, jak jest naprawdę.
A po co mi ta wiedza tak naprawdę?
Jedno co, to urodzenie i wychowanie w Polsce, w rodzinie katolickiej, w środowisku znajomych bliskich Kościołowi, itp, Papież Polak, historia, i cała otoczka w której miałem SZCZĘŚCIE egzystować - sprawia że mam wrażenie, iż gdybym odrzucił finalnie Boga, to poza normalną konsekwencją tego faktu w postaci potępienia, doszedłby jeszcze dodatkowy "smaczek" na zasadzie: "miałeś chamie złoty róg".
To raczej przeczucie, a jak wiadomo z przeczuciami różnie bywa, no ale gdzieś mi towarzyszy.
W tym kontekście mocno brzmią mi w uszach słowa: "gdyby w Sodomie działy się cuda... więc ziemi sodomskiej będzie lżej w dzień sądu".
Lepiej znać Chrystusa niż nie znać, niezależnie od akademickich rozważań.
Bo jeszcze można dojść do wniosku że najlepiej to nic nie wiedzieć, bo nikt nie zarzuci niczego osobie kompletnie nieświadomej co i jak - więc wiarę należy tępić, a nie szerzyć. Jak nikt nie będzie znał Ewangelii, nie usłyszy o Chrystusie, itp - to nikt nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, c'nie?
"Jest pewne, że Pan Jezus powtórnie przyjdzie. Nie znamy jedynie czasu, kiedy to się spełni. Jezus ostrzega nas, aby konieczność oczekiwania i czujności nie przerodziła się w zniechęcenie i lekceważenie otrzymanych poleceń."
a więc nieodnoszący się do poruszanych zagadnień.
a fragment 2 Kor 8 ma podtytuł "Dzielenie się dobrami" i koment doń brzmi:
"Kiedy w Palestynie nastała klęska głodu, wspólnoty chrześcijańskie z bogatszych regionów pospieszyły z pomocą Kościołowi jerozolimskiemu (Dz 11,28; 1Kor 16,1-4). Zbiórka zorganizowana na rzecz ubogich w Jerozolimie przypomina o powszechności Kościoła, przez który Bóg realizuje swoje obietnice zjednoczenia wszystkich ludzi. Jezus Chrystus pokonał wszelkie podziały i pojednał tych, którzy są od siebie dalecy, ponieważ, będąc bogatym, stał się w pełni solidarny z ubogimi. Chrześcijanie, naśladując Jego przykład, starają się o równość wszystkich przez dzielenie się posiadanymi darami i dobrami. Co prawda w postawie Koryntian bardzo ważne jest już samo postanowienie i zaangażowanie na rzecz ubogich, jednakże dopiero realizacja postanowienia w pełni otwiera człowieka na Boże dary, pozwala im wzrastać i przynosi owoc usprawiedliwienia (Rz 3,21-31+). Pomoc potrzebującym jest owocem łaski udzielonej przez Jezusa Chrystusa i konkretnym wyrazem zbawczej łaski Boga. Paweł podkreśla, że każdy ma coś do ofiarowania. Wspólnota jerozolimska, która korzysta z pomocy materialnej, ze swej strony dzieli się swoim bogactwem duchowym (2Kor 8,14; 9,14; por. Rz 15,27). Sam dar zależy od indywidualnych możliwości, ale postawa wobec potrzebujących jest miarą autentyczności chrześcijańskiej wiary, ponieważ wiara najpełniej wyraża się w miłości."
Ale nie będę się zakładał
Odmawia jednoznacznego zajęcia stanowiska przy kontynuacji dyplomacji i próby działania ewangelicznego wobec kolejnej inwazji barbarzyńców uzbrojonych w broń masowej zagłady.
Jezus potrafił mówić tyle ile chciał aby adresat usłyszał właściwą odpowiedź. Na przykład gdy uwięziono Jana Chrzciciela jego uczniowie przyszli do Jezusa z zapytaniem odnośnie Jego mesjaństwa. Kazał im w odpowiedzi zacytować chyba fragment Starego Testamentu - chromi chodzą, ślepi wzrok odzyskują itp. Ale fragment pierwotny mówił jeszcze o więźniach wychodzących na wolność. Tego w wiadomości już nie było - Jezus chyba nie chciał dawać Janowi fałszywej nadziei na uwolnienie ale dał mu odpowiedź, że nadszedł prawdziwy Mesjasz, którego zapowiadał.
Na przestrzeni wieków Europa była wielokrotnie zagrożona najazdami rozmaitych barbarzyńców, Mongołów, Turków, hitlerowców etc. i jakoś Papieże nie chowali glowy w piasek, a przecież skutki ich najazdów były całkowicie porównywalne do taktycznego użycia broni atomowej, które polega na uderzeniach punktowych stosunkowo niewielkimi ładunkami.
I to jest coś do czego się czepiam: biskup powinien być nie tylko bardziej święty niż ja, biskup powinien być też mądrzejszy. Powinien być pasterzem a dla pasterza jest strasznym grzechem, jeśli wywiedzie owce na manowce, można powiedzieć wręcz, że jest niepotrzebny. Julkizm to manowce.