Jak rozumieć Papieża Franciszka?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
bym Cię uściskał i przytulił
https://www.pewresearch.org/fact-tank/2019/08/05/transubstantiation-eucharist-u-s-catholics/
Ja miałem angielski i niemiecki, więc w języku szatana odrobinę się dogadam - w każdym razie jak mnie hitlersyny zaczną obgadywać sądząc że nie rozumiem, to się zdziwią.
No cóż, przedsowoborowi klerycy jak szli do kina i przejście do foteli było na środku, to przyklękali przechodząc. Poczemu z kolei mamy przyklękać przed tabernakulum gdy jest w centralnej osi jeśli w prezbiterium stoją do niego tyłem, nawet w czasie gdy nie było jeszcze przeistoczenia na stole ołtarzowym? Jeśli zaś przeniesie się tabernakulum w kąt to jak Iganc pisze lex orandi, lex credendi. Jedną z zalet rytu dominikańskiego jest to że celebrans nigdy nie staje w osi tabernakulum odwrócony do niego tyłem. Jeśli zaś potrzebuje zwrócić się do ludzi schodzi z osi tabernakulum.
Nie dawali rady rozwalić katolicyzmu ale dali radę wprowadzić sprzeczności i błędy w liturgii i w tekstach mszalnych i to robi robotę.
Naturalnie funkcją łaciny nie jest modlitewne dogadywanie się z Bogiem tylko z ludźmi wszelkich narodów.
Swoją drogą wielu polskich ateistów ma teraz fazę że na Watykanie siedzi teraz diabeł wcielony, który dobro nazywa złem i na odwrót. Jest to i w mediach i rozmowach i prywatnych.
Zabawne są argumenty on Davinci old-sacro kanał TV content, rozumiem, że podobnie jak w innych wątkach jeszcze faza refowania bukszprytu.
Skupienie na tym, co się odbywa, to naturalnie rzecz dobra i pożądana (i najzupełniej dostępna na NOM, może to być kwestia indywidualna - co kogo rozprasza). Jeżeli wszakże ktoś się skupia, ale na uzyskaniu, "cyzelowaniu" lub utrzymaniu jakiegoś konkretnego stanu - paradoks - może być to kosztem sedna. Sednem jest Jezus Chrystus, spotkanie z Nim i Jego łaską, a zatem może okazać się pułapką zamykającą na tę łaskę poleganie tutaj nie na niej, a na pielęgnowaniu tego stanu (więc na sobie, własnej dyspozycji i swoich możliwościach). Mówię "może", bo nie piję do nikogo konkretnie, jeno zauważam taką możliwość.
Nie ukrywam więc, że perspektywa przedstawiona przez kol. PNi wydaje mi się atrakcyjną. Dodajmy też, że nie jest on jedynym przedstawicielem tej perspektywy.
-----------------
* Oczywiście, odnoszę się tu jedynie do płaszczyzny zmysłowej, czyli UX.
+1
Jakby, na stare lata i rozumu mi ubywa, i wola słabnie. Do tego czuję się regularnie gorszony podczas obcowania z wypowiedziami papieża, kard. Marxa, kard. Kaspera i innych arcybiskupów i biskupów (tj. sensu stricte staję się gorszy).
Mimo, że w Starusie uczestniczyłem raz czy dwa razy w życiu, to szczególnie gorszy mnie, gdy widzę zajadłość kleru w zwalczaniu tej formy kultu, gdyż nie widzę w tym zwalczaniu jakiegokolwiek pozytywnego celu i sensu.
Kedyś czytałem świadectwo jakiegoś tradsa nawróconego bodaj na neonizm, który twierdził, że za młodu fascynowała go konstrukcja Starusa, że on taki piękny, ten Starus. A po nawróceniu zobaczył, że to co ważne jest, to światło, które przez tę konstrukcję przechodzi i że to ono ma jakąś tam wartość.
No, słodkie to było, nie mogie zaprzeczyć, panie kochanku.
Ostatnio nawet umniowany kol. Browario pojechał na Fejsiku dosłownie: "Coraz bardziej zastanawiam się nad tym, czy jeśli Franciszek rzeczywiście jest papieżem, to katolicyzm nie jest wówczas jednym wielkim żartem???" I co ja dodać mukbym? Przecie że nic.
Znam ból ten. I świadomość własnej bezradności wobec niego. Niezdolność, lęk, by na poważnie zawierzyć życie woli Boga. Z tą wiedzą o sobie pozostaje wytrwale i wbrew własnej oschłości, "z rozsądku" chwytać się tych łask, które są dosiężne w mojej obecnej kondycji ducha. Staram się to czynić i nie zniechęcać własną opornością, z pozoru nieporuszalną, bo gdzieś pod całą swoją rozlazłością duchową rozumiem, że bez takiej relacji z Chrystusem przepadłem.
Notabene, nie ma co oczekiwać, by w tym stanie ducha jakakolwiek liturgia była wydarzeniem ekscytującym w sensie, w którym ekscytująca być powinna (czyli nie UX).
"(tj. sensu stricte staję się gorszy)"
Może być przeciwnie, jeśli odpowiedzią na takie sytuacje będzie modlitwa w danej intencji. Najtrudniej z tym bywa wobec zgorszeń samym sobą - spirala w rozpacz, gdy temu ulec.
Jerozolima jest matką wszystkich innych kościołów. I tam św. Piotr przekazał swoją sukcesję (po dzisiejszemu: mianował ordynariuszem) św. Jakubowi (apostołowi), a sam - jak pisze ewangelista św. Łukasz - "udał się gdzie indziej" (Dz. 12, 17) (Piotr przybył do Rzymu ok. roku 56.)
°°°
Poza tym, skąd pewność (źródło!) że ryt rzymski zwany potocznie "trydenckim" ma więcej "naturalności" niż NOM? Chciałbym zobaczyć, aby porównać, mszał rzymski z X wieku na przykład. A pierwsze msze były po... aramejsku (1 Kor 16,22) i wiemy o nich tyle: 1 Kor 11, 17-34.
°°°
ad rem
Rozumieć papieża Franciszka należy przez pryzmat historii papiestwa.
Dwa - a nawet gorzej:
Ks. celebrans w Bytomiu wprowadził, lecz zaraz go mądry neotradycyjny lud czytający tylko po rzymsku sprowadził na ziemię, czyli "zabronił", by tak z raz w miesiącu odprawić tzw. mszę polską. Polegało to na tym, że prezbiter przy ołtarzu swoje (mszał), a prosty wiejski lud w ławce swoje (czyli śpiewane po polsku, rymowane - jak chyba wszystkie pieśni - części stałe, po dwie zwrotki (chyba?)). No i
nijakśrednio one sięniepokrywają. Tylko trzy "punkty" były zbieżne: początek mszy, konsekracja (czyli CISZA) i koniec mszy. Ksiądz "szeptał" pod nosem, a "baby" na głos zawodziły (po polsku).Punkty "orientacyjne" wyznaczał dzwonek ministranta*.
* dziś funkcję dzwonków ministranta zredukowano do sygnalizowania: wstać - klęknąć - usiąść; w starusie chodziło o to, w którym miejscu mszy/ mszalika jesteśmy
Potem ta msza odprawiana była raz na 2 tygodnie - tylko tyle udało się środowisku z Ziółkiem wywalczyć.
Z jakiegoś takiego wewnętrznego poczucia oryginalności, potrzeby bycia w mniejszości, byłem na tej pierwszej, jednak na następne już nie jeździliśmy, gdyż one były odprawiane o godzinie 15, kiedy to porządny katolik ma drzemkę poobiednią po obiedzie spożytym w gronie rodzinnym a w okresie letnim zażywa różnej aktywności na świeżym powietrzu.
A drugi raz byłem na mszy rocznicowej. Wszystko było tak samo. Nawet ten sam ksiądz przyjechał.
Opisywałem już parę razy historię z wiernym uczestniczącym w tej mszy, to nie będę się powtarzał - zresztą to banał. Wspomnę tylko, że za każdym z tych dwóch razów na kazanie ksiądz udawał się na oryginalną ambonę.
I teraz tak se myślę: ambona była po to, żeby ludzie słyszeli, co ksiądz tam przynudza. Odkąd wynaleziono elektrycznoś i systemy nagłośnienia chodzenie na ambonę nie ma już sensu, gdyż bez mikrofon i głośniki ludzie słyszą jeszcze lepiej niż z ambony. To tylko kwestia techniczna.
Tu jeszcze wtręt: Pojechaliśmy kedyś na zwykłą poranną niedzielną mszę do archikolegiaty w Tumie Łęczyckim. Tak się złożyło, że akurat niedługo po rozpoczęciu mszy wysiadł prąd. Zza ambonki mało co było słychać, a na samiutkim końcu świątyni, za ołtarzem, symetrycznie, wybudowana była nisza, taka na jednego człowienia. Probosz udał się do tej niszy i zwykłym tonem wygłosił kazanie, a jego mowa była doskonale słyszana w całym kościele. Pamiętam, że nawet on o tej niszy opowiedział (i trochę innych ciekawostek z historii świątyni) - widząc nasz, czyli nieparafian.
Ksiądz ten podeszedł do sprawy praktycznie. Ma mikrofon i głośniki to z nich korzysta, ale jak wysiadają, to udaje się do niszy.
A na starusie u św. Józia odwrotnie - ma mikrofon i głośniki, ale idzie na ambonę, żeby było tradycyjnie.
Wiele razy było pisane, że konserwatys sam w sobie nie jest czymś pozytywnym. Ważne jest, co się konserwuje. I że powinno się konserwować tylko to stare, co jest lepsze od nowego.
A na tym starusie konserwowano gorsze. Po to, by było po staremu.
Kolejna sprawa to język. Było pisane, że nie on jest istotą starusa, tylko obrzęd. Na tych dwóch starusach u św. Józefa porozkładano kserówki z tekstem łacińskim i polskim tłumaczeniem, by wierni mniej więcej kumali oc w danym momencie b. To czemu nie można celebrować po polsku?
Nie mam zamiaru się wymandrzać, gdyż gunwo wiem, ale widzę tu taki właśnie formalis. Formalis jako taki, np. w sztuce, w kinie, z powodów (jak to dzisiaj widzę) głównie szpanerskich mi się kiedyś podobał (tj. dziś widzę, że raczej mi się nie podobał, ale przekonywałem sam siebie, że mi się b. podoba) teraz już stanowi dla mnie cechę negatywną, zwłaszcza, gdy podejrzewam, iż jest on ważniejszy od treści.
"Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare" (Mt 13,52)