Jak rozumieć Papieża Franciszka?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
No i nikt nie powinien utonąć, gdy jest w stanie grzechu śmiertelnego, bo to na pewno nie jest najlepszy moment do zbawienia.
A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: «Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?»
A tak pisze św. Jan:
Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: «Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?»
Pozostali ewangeliści odpuszczają sobie pacyfizm ograniczając się do opisu przykrego zdarzenia, które spotkało niejakiego Malchosa. Przyczyny rezygnacji z obrony Jezusa (i to niezawodnej, dwanaście zastępów aniołów!) są wyłożone detalicznie: ma się wypełnić. Nie ma programowego wyrzekania się przemocy!
A tak na poważnie to może coś w temacie niebiernego oporu mówią niekanoniczne teksty ewangeliczne? Jakieś apokryfy?
Nie wiem, nie znam się, tylko kąbinuje.
Dobrze rozumiem?
A w przypadku tygodniowego dziecka? A takiego, które zabito w łonie matki? Nawet tak mechanicznie i na samym początku - zażytą "na wszelki wypadek" pigułką poronną?
Pytania się mnożą.... Na szczęście to chyba nie jest część depozytu wiary.
Naprawdę Kolega wierzy, że wyabortowane dziecko zostało zabite w najlepszym dla niego momencie? Proszę o jasną odpowiedź (tak, tak, nie, nie), bo chciałbym w ostateczności przynajmniej ogarnąć sposób myślenia Kolegi.
Mnie uczono tylko, że byli prześladowani i godnie przyjmowali męczeństwo. I że Żydzi-żydzi podskakiwali Rzymianom, a Żydzi-chrześcijanie nie. Nie przypominam sobie opowieści, żeby jakiś chrześcijanin jebnął napastnika, który zamierzył się na jego współbraci.
Dziwne że nikt nie przytoczył poniższego fotogramu ze soboru
Czyli zabijanymi dziećmi nie ma się co przejmować, bo dostały to, co dla nich najlepsze, a zaszkodzili sobie jedynie ci, co je zabili. Tylko jak ci zabijający mogli mieć wolną wolę, kiedy to Pan Bóg wybrał ten moment zabicia?
Dla mnie to znowu kalwinizmem śmierdzi. Pan Bóg wszystko ustawia jak figurki na szachownicy. Mnie uczyli, że Pan Bóg pragnie zbawienia wszystkich i daje każdemu do tego potrzebną łaskę, którą człowiek może odtrącić. Po co się modlić o dobrą śmierć, po co prosić Maryję o modlitwę w godzinie śmierci, kiedy z góry wiadomo na pewno, że będzie w najlepszym możliwym momencie?
Z morderstwem jest inaczej. Dlatego modlimy się: Ludzie czynią zło, a potem twierdzą, że "Bóg tak chciał". To nie tak. Bóg dopuszcza do braku wyboru przez człowieka dobra, z szacunku dla ludzkiej wolnej woli, którą nas obdarzył.
Sprawiedliwym jest, by za grzechy zamordowanego grzesznika odpowiedział jego zabójca, bez wyłączenia własnego grzechu śmiertelnego. Jednak największym przymiotem Boga jest Jego Miłosierdzie, możliwe do uzyskania pod określonymi warunkami.
*
"Podstawą tronu Bożego są sprawiedliwość i prawo; przed Nim kroczą łaska i wierność."
Księga Psalmów 89:15 / Biblia Tysiąclecia
Kazanie na Górze Mt 5,21-22
Jednak poprzez KKk nasz Kościół naucza nas: Czy papież zapomniał o KKk?
*
"Podstawą tronu Bożego są sprawiedliwość i prawo; przed Nim kroczą łaska i wierność."
Księga Psalmów 89:15 / Biblia Tysiąclecia
Ale może "każdego" nie znaczy tam "każdego", tylko "każdego, który nie został zamordowany, nie spadła mu na głowę doniczka, nie zabił go nieuważny kierowca itp. itd.". Czyli każdego, który nie umarł nagłą i niespodziewaną śmiercią.
W każdym razie zamęt jest. Więc raczej nie będę wierzył, że to Pan Jezus robi ten zamęt.
Natomiast zdanie: nie jest zdaniem fałszywym. Człowiek zabity, nie został zabrany przez Boga, a raczej został Bogu gwałtem zwrócony.
Nie powinnam wypowiadać się na temat "objawień" nieuznanych przez Kk., więc oceniłam tylko to jedno zdanie.
https://salwowski.net/2020/01/16/czy-objawienia-alicji-lenczewskiej-pochodza-od-boga/
*
"Podstawą tronu Bożego są sprawiedliwość i prawo; przed Nim kroczą łaska i wierność."
Księga Psalmów 89:15 / Biblia Tysiąclecia
No i żeby to tak urządzić Bóg musiałby chyba zanegować wolną wolę tych zabójców. Bo niby skąd kobieta podejmująca decyzję o aborcji miałaby wiedzieć, czy ta "chwila największego zbliżenia" do Boga jej mordowanego dziecka nadejdzie za tydzień czy za dwa tygodnie.
Dla mnie taka wizja to jakiś kalwinizm. Bóg, który wszystko z góry poustawiał jak pionki na szachownicy i w dodatku jeszcze gra sam ze sobą.
No i żeby to tak urządzić Bóg musiałby chyba zanegować wolną wolę tych zabójców. Bo niby skąd kobieta podejmująca decyzję o aborcji miałaby wiedzieć, czy ta "chwila największego zbliżenia" do Boga jej mordowanego dziecka nadejdzie za tydzień czy za dwa tygodnie.
Dla mnie taka wizja to jakiś kalwinizm. Bóg, który wszystko z góry poustawiał jak pionki na szachownicy i w dodatku jeszcze gra sam ze sobą.
Jeszcze raz:
Człowiek zabity, nie został zabrany przez Boga, a raczej został Bogu gwałtem zwrócony.
*
"Podstawą tronu Bożego są sprawiedliwość i prawo; przed Nim kroczą łaska i wierność."
Księga Psalmów 89:15 / Biblia Tysiąclecia
Jeśli Bóg jest:
- wszechmocny,
- wszechwiedzący,
- chcący dla każdego człowieka zbawienia,
- szanujący ludzka wolną wolę,
to wynika mi, że jedyna przeszkoda, jaka może człowieka odgrodzić od zbawienia to jego źle wykorzystana wolna wola. Czy cudza wola może mi odebrać zbawienie? Myślę, że nie. Czy może mi utrudnić osiągnięcie zbawienia? No więc na ten moment nie wiem. Ale jak Kolega myśli, po co się w ogóle modlimy, skoro przecież Bóg wie wszystko i zatroszczył się o wszystko z góry? Bywa zamęt w głowie, gdy mylne, acz pozornie poukładane pojmowanie rzeczywistości ulega naruszeniu. Dysonans poznawczy. Zamęt jest też wtedy, gdy człowiek próbuje sobie akuratnie poukładać w głowie i ogarnąć rozumem sprawy, które rozum w sposób jasny przerastają. W naszych tu rozmowach możemy mieć rację lub się mylić sromotnie, po to jest rozmowa, by wspólnie dochodzić prawdy, na ile się da. Ale jeśli ktoś z własnego rozumienia czyni ostateczne kryterium prawdziwości tego, co słyszy, to ubóstwia swój rozum. Tego się strzeżmy. A dlaczego nie? Wszechwiedzący Bóg wie z góry, co każdy człowiek wybierze w sposób wolny, i z góry uwzględnia to w swoim planie. W jaki sposób ten fakt miałby negować wolność ludzkiej woli?
Nawet nie tyle gryzie mnie, że tak jest, bo skoro Bóg jest Miłością i jest Wszechmocny i Wszechwiedzący, to znaczy, że tak jak jest, jest dobrze, jednak pytanie nie chce wylecieć z mojego móżdżku.
Otóż:
Sporo ludzi "zarzuca" Panu Bogu, że stworzył świat, w którym jest "tyle zła", że w ogóle zło jest dozwolone, dopuszczone, możliwe.
Aby to "tym ludziom" (pytającym) wyjaśnić, mówi się, że Pan Bóg nie chciał mieć robocików. Że zło jest konsekwencją wolnej woli. Że ludzie mogą robić rzeczy dobre i rzeczy złe i czasem wybierają te złe.
Być może to jest błędne tłumaczenie, ale bardzo częste, powtarzane głównie po "naszej stronie". Zapewne spotkałeś się z nim nie raz. Sens tego tłumaczenia jest taki, że świat z wolną wolą (czego implikacją jest istnienie zła) jest lepszy niż bez wolnej woli i bez zła.
Ale skoro podczas tego życia doczesnego, trwającego tyle, co mrugnięcie okiem, w oczach Pana zasłużymy na tyle łaski, by doznać zbawienia, to potem osiągniemy szczęście wieczne. Będziemy żyli w świecie, w którym nie ma zła, w którym nie będziemy mogli (chcieli?) uczynić złych rzeczy. Czyli nie będziemy mieli wolnej woli? Czy też będziemy mieli ale nie będziemy chcieli z niej skorzystać? Czy taki świat będzie gorszy od doczesnego? Raczej nie.
A skoro nie, to dlaczego taki lepszy świat nie jest światem domyślnym, od początku?
Co do pierwszych wieków chrześcijaństwa, to mamy ograniczoną ilość świadectw z epoki, więc wnioskowanie jest oparte na dużej niepewności.
Co do wyjaśniania intencji Boga, poza główną czyli chęcią zbawienia wszystkich ale bez naruszania ich wolnej woli, w kwestiach szczegółowych zalecam cierpliwość, po śmierci stanie się to wszystko zrozumiałe, poczekaj chwilę.
Rzecz w tym, że o ile mi wiadomo Bóg nie oczekuje od nas, byśmy wszystko zrozumieli i ładnie sobie poukładali w głowie. Raczej tego, byśmy ufali i kochali nawet nie rozumiejąc. Dla niewierzącego, albo raczej dla wroga wiary, to pretekst by zakrzyknąć "Ha! Mam was! Wasze wymysły nie tłumaczą tego!". Uczciwy niewierzący być może natomiast szczerze widzi w tym powód swojej niewiary.
Otóż gdyby to, co wiemy objaśniało nam wszystko bez żadnych tajemnic, żadnych pytań bez odpowiedzi - wtedy należałoby się martwić. Bo nie ma żadnego powodu zakładać, iż cała prawda zmieści się człowiekowi w głowie, z kolei mamy objawione coś przeciwnego - że ani oko nie widziało itd.
Katechizm umieszcza te paragrafy w rozdziale o tytule Tajemnica pozornej niemocy Boga: I dalej: To jest też ciekawe, może naprowadzić na właściwie intuicje w omawianych kwestiach:
Późna scholastyka próbowała wykształcić metajęzyk, dziś jednak nikt nie jest w stanie zrozumieć wszystkich tych wszystkich skrótów i subtelności znaczeniowych.
Zawsze mi się wydawało, że "predestynacja" to właśnie takie "uwzględnienie z góry". Kalwin chyba nie negował, że człowiek sobie wybiera co chce, kawa czy herbata, zamordować Jasia czy nie... Ale właśnie chodzi o to, że te wszystkie jego wybory już są uwzględnione z góry. I jeden swoimi wyborami już w planie Bożym jest zapisany do piekła a drugi do nieba.