Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
https://pl.wikipedia.org/wiki/Doktor_Paj-Chi-Wo
W kwestii Jakóba Obligacji, Wikipedyja również śpieszy z oświetleniem:
https://pl.wikipedia.org/wiki/James_Bond A nie nie, gdyż słusznie zważa Kolega, iż rola Wielgiego Czirokeza jest istotnie więtszą we Drodze smoczusia aniżeli we Wejsćiu jego. Tem niemniej Chuck rzucił Brusikowi: "Włóż mundur i choćpan na padok, a?" Tak było. Żeby ten smok, niby, raczył wnijść.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Doktor_Paj-Chi-Wo
W kwestii Jakóba Obligacji, Wikipedyja również śpieszy z oświetleniem:
https://pl.wikipedia.org/wiki/James_Bond A nie nie, gdyż słusznie zważa Kolega, iż rola Wielgiego Czirokeza jest istotnie więtszą we Drodze smoczusia aniżeli we Wejsćiu jego. Tem niemniej Chuck rzucił Brusikowi: "Włóż mundur i choćpan na padok, a?" Tak było. Żeby ten smok, niby, raczył wnijść.
Kapitał kulturowy pozwala mi guglanie po Łajce, ale sens, jaki nadał Kolega tym swoim napomknięciom dalej pozostaje dla mnie niezgłębiony.
A jeśli chodzi o Czaka to czy Kolega nie pomylił Czaka z tym panem, który nie jest Czakiem
Y porównanie ze sceną roztwierającą:
Przy czym oczywiście nie mam racji, gdyż Wejście jest filmozą o dekadę starszą od Akademii, więc inspiracja mogła w jedną iść tylko stronę. Zaprzeczam iakoby. Czak miał rólkę znacznie mniejszą, a w napisach niewymienioną z nazwiska.
A może i nie miał jej, a tylko necikowi żartownisie nabrali mnie? Wujwi!
A tak w ogóle to w "Wejściu" zagrał też:
tadaaam!!!
A co do Pana Kleksa jakże bym chciała, żeby nową wersję wyreżyserował David Lynch B-)
Mądrzejszy opowiada, jak to po obejrzeniu filmu parę razy zapisał się na karate. Pierwszy trening miał być w jakieś szkole po drugiej stronie miasta. Przyszedł, na boisku szkolnym stali jacyś ludzie, w grupkach i sami - w szkole to nie dziwi. W pewnym momencie z jakiś tam drzwi wyszedł taki trochę starszy chłopak i zawołał "kto na karate to do mnie". I wtedy ruszyli wszyscy. Chłopak zaoponował - "ale tylko ci na karate". No i tłum zadziałał, jak to się czasami zdarza, jednakowo - najpierw wszyscy przystanęli a potem znowu ruszyli wszyscy. Sala gimnastyczna była zapełniona, co nieco utrudniało trening, potem musiało być jakoś rozwiązane przez klub karate, które do tamtej pory był tak kadrowy, że się mieścili na jednej kanapie.
Dziwne? Nie, nagle w PRL, silnym państwie spacyfikowanych Polaków, chłopacy znaleźli źródło mocy - siebie.
Czy są jakieś świadectwa, że ta scena jest prawdziwa czy tylko scenarzysta sobie tak wymyślił?
Bo znane są inne świadectwa, że Lee stoczył ileś tam walk "kto wygra" i wszystkie wygrał. Były to jednak walki uliczne, więc również nie wiadomo, czy świadectwa są prawdziwe.
Kilkadziesiąt lat temu czytałem autobio Polańskiego i coś tam mi się kojarzy, że opisywał go jako niezłego - na pewno nie było takiego fakapu, jak w tej scenie.
BRUCE LEE WSTAJE Z GROBU I WALCZY
reżyseria
Doo-yong Lee
scenariusz
Chee Do Hong / Doo-yong Lee
gatunek
Sztuki walki
produkcja
Hongkong / Korea Południowa
premiera
12 czerwca 1976 (Światowa premiera kinowa)