Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Analiza jedynej nagranej walki.
Wniosek jest taki, że gość był świetny.
Prawdopodobnie walcząc dzisiaj ze swoimi ówczesnymi umiejętnościami przeciwko mistrzom MMA przegrałby, lecz tylko dlatego, że technika walki poszła mocno do przodu. Ale gdyby żył dzisiaj, posiadałby te umiejętności i byłby najlepszy.
Powszechna opinia fachowców jest taka, że wtedy był po prostu najlepszy.
Ale marzenia o równej walce z zawodnikami wagi ciężkiej proponuję zarzucić, dzisiaj MMA to nie Dawid i Goliat, tylko zestandaryzowane, kontrolowane środowisko. Poza tym pan Li ponoć był ateistą, ale nie za to go kochamy
Było już o popularyzacji (karate w miasteczku powiatowym - szał!). Ale jeszcze ważniejsze to popchnięcie sztuk walki w kierunku starcia we wszystkich strefach (dystans, klincz, parter) i przyjęcie zachodniej metodyki treningu, minimalizacja wschodniej duchowej otoczki.
Jest więc ceniony nie tylko jako aktor, ale również jako praktyk i wizjoner sztuk walki wyprzedzający w pewnych aspektach swoją epokę.
* Poniżej: Savate sztuka walki o której pisane świadectwa są starsze, niż te, które traktują o...chińsikim kung fu/wu schu.
W UFC Chabiba Nurmagomiedowa też ceni się wyżej, niż Janka "Polską Siłę".
Co do MMA to faktycznie jest to zestandaryzowane, ale to dlatego, że istnieją w tej dyscyplinie sztywne zasady, (choć bardziej liberalne, niż w pięściarstwie). Być może (nie wiem tego) w walce "kto wygra" szybkość i celność (brutalność) uderzeń niweluje nieco przewagę wagi? Jakiś cios w oko, w krocze, w szyję? Brak ograniczenia klatką?Oglądałem jakiś filmik, gdzie były wymieniane właśnie walki uliczne Brusliego i wygrał je wszystkie (wciąż nie wiadomo, na wiele opowieści były prawdziwe).
https://youtube.com/watch?v=5uO0wsEUBN0
- Czy Brusli był dobry na ówczesne czasy?
- Był świetny. Stworzył swój styl jako połączenie różnych stylów, ale mówił, żeby w ogóle do stylu się nie przywiązywać. Goście, co do niego przyjeżdżali się uczyć, mówili, że czegoś takiego nigdy nie widzieli.
- Jak dalekie od prawdy będzie stwierdzenie, że był ówcześnie najlepszy?
- Nie da się tego stwierdzić z pewnością, ale prawdopodobnie niedalekie. Ci, co mieli ego na właściwym miejscu przyjeżdżali się uczyć. Mistrzowie innych stylów wyzywani na pojedynek odmawiali, twierdząc, że Brusli nie ma stylu. Dzisiaj go krytykują i nigdy nie przyznają się, że byli gorsi.
W wykładzie padały jeszcze różne nazwiska wypowiadane na taki sposób, jakby chodziło o Einsteina, Wałęsę czy Trumpa - tj. o bardzo sławnych ludzi, ale żadne z nich jakoś mi nic nie mówiło, więc ich tutaj nie przytoczę.
Ja już mam opinię od osoby, która się zna i nie dała powodu, by jej nie ufać, więc mam swoje zdanie.
Ale wy tej osoby nie znacie, to dalej jesteście w kropce.
A czy to ma jakieś znaczenie? Nie sądzę!
A szyderstwo Tarantino trafia w punkt. Gadka, pomiaukiwanie, "kocia zwinność" - i mniej filmowe pierdut. Bo może Tarantino nie zna się zbytnio na sztukach walki ale na szołbiznesowej sztuce robienia widowni w wała to się chyba zna.
Nie ubliżając krewnemu Kolegi to jednak szołlbiznesowy magik może oszukać nawet uczciwego specjalistę. Właśnie dlatego, że ten specjalista traktuje to, co widzi jako uczciwe. To znana sprawa, że różni iluzjoniści od zginania łyżeczek mówią, że najłatwiej nabrać profesora fizyki. Bo on ma wdrukowane, że to jest zasadniczo uczciwa sprawa, jak doświadczenie w jego laboratorium.
Oczywiście sceniczna choreografia walk rządzi się innymi prawami. Tam chodzi o dramaturgię i estetykę ku rozrywce, zatem jak najbardziej jest to właściwie miejsce dla dozy pozerstwa - to robią aktorzy w końcu.
Ja nie twierdzę, że Brusli był kompletną lipą, bo na pewno nie. Dobry iluzjonista też musi mieć paluszki wyćwiczone jak cholera. Ale łyżeczki jednak naprawdę wzrokiem nie gnie. Brusli nigdy nie stoczył prawdziwej walki obserwowanej na żywo przez specjalistów, którzy nie byli jego kumplami, ludźmi biznesowo zainteresowanymi itp. Chociaż byłoby to przecież bardzo dobrą reklamą.
Przypadek? Nie sądzę.
Projekt jego życia - serial Kung Fu - został mu odebrany, a główną rolę zagrał David Carradine.
Łatwiej da się zabić jednym pchnięciem.
1. Jeżeli Bruce Lee deklarował się być mistrzem sztuk walki, zarzut polega na tym, iż jest to jego kłamstwo.
2. Bruce Lee nie deklarował tego, natomiast z pomocą osób trzecich rozsiewał takie plotki. Plotki kłamliwe.
W przypadku pierwszym, by wykazać prawdziwość zarzutu, trzeba by podać konkretne fakty przeczące jego mistrzostwu. To będzie trudne, skoro nie wiemy o jego ewentualnych walkach i jak sobie w nich radził poza owym jednym sparringiem.
W przypadku drugim obok trudności powyższej pojawia się druga: trzeba też stawiając zarzut wykazać, iż istotnie Bruce Lee celowo zlecał prokurowanie takich plotek.
Jeśli konkretnych faktów na poparcie takich zarzutów brak - nie należy tych zarzutów stawiać, bo to bezpodstawne uderzanie w czyjeś dobre imię.
Jeśli nie zachodzi ani 1 ani 2, nadal jest możliwe, że ktoś konfabuluje na temat Bruce'a, jednak ani on sam ani z jego przyzwolenia, ergo zarzut nie byłby skierowany przeciwko niemu, czyli należałoby się od persony Bruce'a odczepić.