Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Natomiast Star Trek jest bardzo spójny. W SF nie lubię, kiedy wymyślane są bzdury i nielogiczności. Tutaj wszystko będzie kiedyś możliwe, kwestia rozwoju technologii. Ba, serial był inspiracją do pewnych kierunków naukowych, ale o tym już ktoś pisał.
Kluczowe pytanie w tej dyskusji, ty ogólnie lubisz SF ? A jak tak to co ci się podobało ?
Postawa przeszłościowa jest logiczna, druga to akt desperacji. Obie kompletnie nie leżą w mojej mentalności, dlatego się frustruję. Jakby nie było dla mnie świata, starym żyć nie chcę, a nowy nic mi nie daje, gardzę nim chyba nawet ?
Ok, nie mam już z tym problemu. Po prostu nie będę oglądał ...
Już miałem wymieniać SF, które mi się podobało, ale doszłem do wniosku, że gatunek nie ma tu wielkiego znaczenia. Gdy jest dobry scenariusz i reżyseria, to wszystko się da oglądać.
Natomiast chyba tak faktycznie jest, że nie było naprawdę dobrych filmów SF, czyli takich, które poruszały jakieś naprawdę ważne tematy i zadawały naprawdę ważne pytania i jeszcze jakieś odpowiedzi podsuwały. Raczej jest tak, że kosmiczny sztafaż ma za zadanie przykrycie słabizn w ważnych obszarach kina.
Generalnie wysokie oceny mają u mnie filmy ważne i dobre kino rozrywkowe (szeroko pojęte) i fakt - żadnego filmu SF nie uważam za ważny.
Gwiezdnewojnytainfantylnabajdazadajetukłam
khem.
Ale serio - mylisz się co do Star Treka. W sumie nawet nie to, co wymieniłeś się w nim liczy najbardziej, tu zresztą jakość zmienna, nikt nie każe katować się standardami z lat 60-tych (ja nie dałem rady, liczę "swojego" ST od TNG de facto). Zresztą sam piszesz: A ST właśnie tym się zajmował i to go wyróżniało. Bodaj żaden odcinek nie był pustą akcyjką. Każdy kładł na warsztat jakieś mniej lub bardziej doniosłe ale ciekawe zagwozdki, często etyczne. Jeśli w fabule ni stąd, ni z owąd pojawia się para lesbijek, a jest to częste, to zapewne taką właśnie modą.
1. Metropolis (1927)
2. Zakazana planeta (1953)
3. Odyseja kosmiczna (1968)
4. Planeta małp (1968)
5. The Man Who Fell to Earth (1976)
6. Alien (1979)
7. The Thing (1982)
8. Terminator (1984)
9. RoboCop (1987)
10. They Live (1988)
11. Głębia (1989)
12. Starship Troopers (1997)
13. Matrix (1999)
14. Eternal Sunshine Of The Spotless Mind (2004)
15. Anihilacja (2018)
Nie za wiele
Nie, że nie wiadomo jakie arcydzieła, ale skoro na liście są takie twory jak „The Thing”, „Głębia” czy „RoboCop”, to tym bardziej mogą być i te wymienione przeze mnie. A skoro jest Verhoeven, to i coś Cronenberga mogłoby się pojawić. Są jeszcze inne, które lubię, ale raczej nie mieszczą się w ogólnie pojętej „wartościowości” – lubię je za styl, obrazki czy tzw. klimat.
To już prędzej buty siedmiomilowe z epoki innych bajek wynajdą. Jako dziecko też krótko wierzyłem w te buty i czarodziejów, ale wyrosłem.
Tak na boku to wydaje mi się, że właśnie bałwochwalstwo techniki, mentalne i praktyczne w sensie otoczenia gadżetami, jest jednym z głównych powodów odejścia od religii. Jakby tak popatrzeć to może SF i ta cała technologiczna ideologia za tym się kryjąca jest groźniejsza niż te różne obyczajowe ekscesy. One mają się szansę znudzić i nawet da się wyobrazić wajchę w drugą stronę, bo ludzie jednak widzą, że to zmierza do absurdu. A technologia jest taką przyjemną cichą obietnicą dla każdego, głosem który mówi "wszystko będzie kiedyś możliwe", "będziecie jako bogowie".
Dodałbym też "Ludzkie dzieci" i "12 małp". A "Park Jurajski" był chyba jednak większym przełomem technicznym niż GW. Tam jeszcze jednak wszystko z tektury, a tu dinozaury jak żywe. Tak samo dałbym "Incepcję" za szaleństwo wizualne. No i śmiałem się na "Powrocie do przyszłości".
A jednak coś się doda! Diabelski wynalazek (1958). Jak można zapomnieć o Zemanie.
A jak wspomniałem Zemana, to oczywiście Jutro wstanę rano i oparzę się herbatą (1977). Najlepsza komedia o podróży w czasie, Powrót to przyszłości w porównaniu jest nudny i nieśmieszny.
„Alien” to ARCYDZIEŁO.
No, ulżyło. Musiałem to napisać.
A w Terminatorze występuje trójka ludzi (Kyle Reese, Sarah Connor i John Connor, który się nie pojawia) i jeden robot. Reszta to epizody. Co w tym zagadkowego?
Pisałem i nich tutaj:
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/938557,star-trek-nieznany
Star trek cechuje się komunizmem umożliwionym przez perpetuum mobile.
Dalej: inna budowa statków (omlet i 2 rurki na widelcach)
Dalej - brak konfliktów w załodze (większych, nie znaczy to że nie ma scysji)
Spore ograniczenia tzw dramy są. Ograniczenia, z którymi walczyli scenarzyści.
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/943057,gwiezdna-wedrowka-w-xx-wieku-star-trek
Gdy Roddenberry umarł, bardziej nowocześni lewacy zaczęli urządzać jego uniwersum.
A potem przyszły obleśne korpoludki pokroju Abramsa i Kurtzmana.