Legia v. Ktoś tam skądś - JORGE proszony o komentarz
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Ale do Bońka i Kuleszy mam pretensje. Pierwszy wsadził na siodło Brzęczka, drugi Czesia, znając ich ograniczenia. Tak się nie robi. To co wydarzyło się później, zarówno dobre, jak i złe, było konsekwencją tych nietrafionych wyborów. Czego niby Kulesza się spodziewał ? Wszyscy doskonale wiedzieli kim jest Michniewicz i jaki styl miały jego drużyny. Wszystko przebiegło zgodnie z optymalnym planem, pozostał zaś jeden, wielki niesmak, ale dupa pana prezesa uchroniona.
A jaka jest w tym względzie wiara ezoteryki trve wiedzy o zarządzaniu to nie wiem, może i tam "robi się co musi".
PZPN w osobie prezesa, pod naciskiem różnych kręgów towarzyskich i chyba biznesowych zwolnił selekcjonera z przyczyn pozasportowych (przepraszam, ale otoczkę pełną frazesów i pseudofachowego piłkarskiego języka stawiam niżej niż pogadanki tow. Tuska Donalda), stawiając się znowu w sytuacji niewiele lepszej niż jego poprzednik po zwolnieniu J.Brzęczka. To "niewiele" to tylko przypadkowy timing, gdy akurat po dużej imprezie kubeł z odpadkami jest nieco bardziej wypełniony i jest jakaś szansa, że wygrzebie się z niego kogoś bardziej kompetentnego niż osławiony Portugalczyk. Ale nadal będzie do grzebanie w odpadkach z powodu doraźnej i nieplanowanej potrzeby. Kryteria sportowe przy wyborze będą niżej niż powinny. Wyżej zaś obrotność agentów kandydatów i pozasportowe oczekiwania związku (w odniesieniu do grup towarzyskich i biznesowych), czyli bardziej prozaicznie - święty spokój i dobry PR.
O spodziewanym biciu piany przy użyciu słów kluczowych typu "projekt", "plan gry", "strategia tego i owego nawet szkoda wspominać.
Ale to dopiero początek kłopotów. Kulesza raczej nie odważy się na zatrudnienie trenera który będzie mu pasował osobiście. Czyli przede wszystkim z naszego, słowiańskiego kręgu kulturowego. I nie tylko chodzi o kwestie językowe. Coś czuje, że zagra pod publiczkę (jak to Czarek) i sięgnie po znane zachodnie nazwisko. I kompletnie nie będzie się dogadywać. Co przełoży się na reprezentację, oczywiście negatywnie. Już by było lepiej, gdyby wykazał się konsekwencją, ale to nie w jego stylu, nie na tym poziomie, on się źle czuje w obecnej roli (to po co się pchał i korumpował pół Polski ?). Jesteśmy skazani na nieustanne zamieszanie, nic z tego nie wyjdzie.
Nawet w tych "druzgodzących" dla Michniewicza sondażach na zamówienie jego przeciwników był solidny odsetek głosów za pozostawieniem. Ile osób naprawdę chce dymisji Michniewicza to się nigdy nie dowiemy, ale znamy już to forumowe "nikt", "nic", "wszystko", znaczy to tyle co kilkadziesiąt procent.
A jak jakiś piłkarz ma ochotę sam decydować, kto ma być trenerem, to napiszę po raz kolejny - następny mecz reprezentacji powinien zobaczyć z kanapy przed telewizorem.
Najlepsze jest to, że sam dostrzegasz, że bez Michniewicza wcale nie będzie lepiej, będzie gorzej. Tylko twoim zdaniem "oni muszą", moim zdaniem nic nie muszą, mają wolną wolę. Sami wybierają reprezentację, w której następny trener zamiast na wynikach skupi się na PR i obłaskawianiu pismaków i ewentualnie jakichś podstarzałych gwiazd piłki.
My - w sensie naród, powszechna postawa.
I to bardzo źle, bo powinniśmy budować na sukcesie. Może nie takim pięknym jakbyśmy chcieli, ale wymiernym, znaczącym sukcesie. Tak się buduje coś na dłużej.
Tak jest w każdej innej dziedzinie w Polsce. My mamy potencjał, ale nie mamy instytucji, dzięki którym bylibyśmy go w stanie wykorzystać.
W duże gry sportowe, biznesowe czy polityczne nie mamy szans we frontalnym starciu z dużymi graczami. Jesteśmy w stanie wygrać tylko brzydko, naginając reguły.
Ale my wolimy, nie, lepiej pięknie przegrać, niż brzydko wygrać. Co skazuje nas na pułapkę średniego rozwoju i kult cargo zachodnich instytucji i "thought leadership".
Pierwsza przyczyna jest oczywista, więc może zacznę od drugiej..
W siatkówce specjalizował się w tym Fabian Drzyzga i oglądał MŚ z trybun (a jak go wyłapała kamera i puścili go na telebimie, pokazał palec).
Według nowego rankingu drużyn narodowych FIFA, reprezentacja Polski uplasowała się na 22. miejscu (1560 punktów). Jest to awans o 4 pozycje, poprzednio nasza kadra zajmowała 26. lokatę.
Ja mam gówna serdecznie dość. W każdym aspekcie życia w Polsce.
Nie. Trzeba być obcokrajowcem - Benhauer był średnio fajny, albo w ogóle niefajny, a zdobywszy 1pkt na turnieju i ostatnie miejsce w grupie, utrzymał posadę. Więc fajność nie jest kluczowa, chyba że sam status zagraniczniaka wystarczy do niej.
Ależ oni chcą osiągać cele, tylko nie wychodzi. A jak wychodzi, to okazuje się że atmosfera zła - tak było i za Brzęczka i za Michniewicza, i trzeba zmienić trenera.
Nawiasem mówiąc ja trochę tę decyzję rozumiem - klient, czyli kibic, narzeka, sponsorzy odchodzą, więc trzeba próbować ten trend odwrócić. Wynik jest dla klienta drugorzędny, albo inaczej - sam wynik nie zapewnia zadowolenia klienta jak się okazuje.
Jednak cała ta "afera premiowa" to ewidentna wyciągnięta z głębokiej...czeluści wrzutka podobnie jak niegdysiejsza "afera biletowa" Błaszczykowskiego czy jeszcze starsza "afera kubkowa" (gorące kubki Knorra z czasów Engela).
To namolnie powtarzalne medialne cwelenie Polaków w ramach pedagogiki wstydu i cyniczna gra na uwalenie trenera.
Pamiętacie takie lansowane niegdyś przez ZiS-owców hasło: "rządzi PiS, a Polakom wstyd"?
Podczas Mundialu pompowali analogiczną narrację "Polska wychodzi z grupy*, a Polakom wstyd"
*Po raz pierwszy od...36-lat przegrywając jedynie z jakimiś niszowymi reprezentacjami pożeraczy płazów i pasterzy bydła.
Ano nie. W koszykówce jest system obrony strefowej, gdzie zawodnicy nie mają przydzielonych bezpośrednio grajków do krycia, a każdy ma swoją cześć boiska. Zasadniczo obrońca nie może dać się minąć, bo wtedy strefa może pękać. Dlatego trzeba zostawić miejsce zawodnikom z piłką, nie być za blisko, co naraża na rzut z dystansu. I tak się dzieje, na strefę najlepszym sposobem jest trafianie z dystansu. I jest jakaś analogia do tego co zaproponował Michniewicz w obronie. Działało nieźle. (chociaż oczywiście, w piłce nożnej nie ma obrony 1-1, takiej jak w koszykówce, tam zawsze kryje się swój rejon boiska).
Dodam tylko, że w NBA, obrona strefowa jest zakazana. Zabijała koszykówkę.
- Coś dużo za 3 rzucają - mówię - czyżby zrezygnowali z zakazu strefy?
- Oo! To już dawno.
Czy to zabiło koszykówkę? Nie sądzę.
Oczywiście bardziej miarodajne byłoby porównanie do czasu sprzed zakazu, ale nie chce mi się szukać.
A gusta są różne. W tenisie np. byli zawodnicy specjalizujący się w grze na mączce i w grze na trawie (serwis-wolej). W dekadzie lat 90 połowa turniejów wielkiego szlema została wygrana przez takich właśnie graczy. Włodarze kazali wyprodukować znacznie szybszą mączkę i znacznie wolniejszą trawę i teraz nie ma już wielkiej różnicy. Efektem tego nie ma już zawodników biegających do siatki. Wszyscy grają taki sam tenis. W dekadzie 2010 nie było już żadnego zwycięzcy żadnego spośród 40 turniejów wielkoszlemowych, grającego serwis-wolej. Dla mnie to zabiło dyscyplinę. Straciłem przyjemność oglądania. Ale tenis ma się świetnie.