Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Z Weroniką jest inaczej gdzieś tam mnie "metafizyczne smyra" ale bez sząłu
Kiedyś nawet dyskutujac o tym filmie, bynajmnej nie w DKF, doszliśmy do wniosku, że w szaroburym beznadziejnym Krakowie lat '90 był to jakaś delikatna jaskółka przemian. Akcentujaca, nie wiem, delikatną strunę która łaczyła naszą utyraną komuną rzeczywistośc ze światem własciwym.
Chciałam tu poczynić uwagę, że zaden ze mnie kinoman, tym bardziej krytyk, w kinie bywam tylko i wyłacznie kierując się pewną konwencją towarzyską wspólnego spędzania czasu. Odnoszę się do tego co mi sie do oczu przykleiło i jak to odbieram osobiście.
Sztuka użytkowa w dobrym tego słowa znaczeniu, jak archi tektura, kuchnia , nawet obrazy i inne wytwory plastyczne.
jestem raczej młośnik , dyletant , niz znawca i przeprowadzający rozbiór czy sekcję
Można się pogubic w tych smocxych tytułach.
Powiedziałbym, że film – tak jak powieść czy opowiadanie – ma przede wszystkim dobrze opowiadać lub przedstawiać pewną zmyśloną czy opartą na faktach historię, co nie jest jednak prawdą, bo ze względu na materię, jaką się posługuje, może być czasami bardziej „kontemplacyjny” niż narracyjny (taki jest dla mnie np. wspominany tu „Andriej Rublow”). Czasami jedno łączy się z drugim. W każdym razie jedno i drugie osiąga kadrami (zdjęciami), grą aktorską i prowadzeniem aktorów, dźwiękami, dalej słowami. Przesłanie czy ważkie pytania mogą wyjść pomiędzy, naturalnie, w ramach opowiadanej historii (czy tego, co zostało podane do „kontemplacji”). W literaturze podobnie.
---
Zasadniczo, tak jak Rydygier, mam całkiem wyśrubowane wymogi co do „arcydzielności” – i musi być rezonans, a to oznacza, że „arcydzieło” u mnie to jednak dość osobista kategoria. Jaki rezonans może być w filmie o potworze? Od niepokojów metafizycznych mam inne filmy, zatem o co biega z tym „Obcym”? Być może zasklepiły się we mnie odczucia z pierwszego seansu i za każdym kolejnym razem na nowo odżywają, prowadząc od marzenia przez koszmar do ulgi. Marzenie o poznaniu nieznanego – a kosmos, dalej niepoznany bezpośrednio, to całkiem wdzięczne środowisko filmowe do poruszania tych marzycielskich strun – później koszmar, kiedy ludzka ciekawość przekracza granice tego, co właściwe, na końcu zaś ulga, kiedy Ripley kładzie tego cholernego kota do kapsuły i nagrywa znużonym głosem swoje krótkie sprawozdanie z wypadków. Wszystko znane, ale na nowo przeżywane, tak dobrze zostało to bowiem opowiedziane i przedstawione, przekraczając ciężarem o mile „Bloby” i inne „Planety wampirów”, skąd „Alien” czerpie rodowód.
Ale musi być rezonans. Dla większości będzie to po prostu dobry film i tyle. Bywa. Dla mnie to filmowa esencja tego, co popychało ludzi od zamierzchłych czasów do dzielenia się opowieściami. Nie jakieś założone przesłanie, ale właśnie chęć posłuchania o nieznanym, nieraz budzącym marzenie, nieraz strach. Że trochę eskapistyczne? Może, nawet bardzo być może, że to mnie pociąga w tym filmie (oddzielnie od naszych współczesnych problemów i odlot w jakąś odległą przyszłość), ale nie jest też tak, że to jest całkiem pozbawione treści. A co do warunków powstawania, tj. „produkcyjności”, to chyba mam do tego jakąś słabość, bo za jedną z największych polskich powieści uważam tę, którą autor publikował w odcinkach w gazecie.
Widocznie Kolega trep też lubi bajki z superbohaterami :-)
- Podróże międzyplanetarne na planetę, na której jest życie, jest niemożliwa.
- Prawdopodobieństwo, że lot komercyjny na inną planetę jest dochodowy jest bliskie zeru.
- Sytuacja w której zwierzę wybija prawie wszystkich ludzi - członków załogi - jest niezwykle mało prawdopodobna.
Pozostałych absurdów mogę nie pamiętać, gdyż film ostatni raz widziałem ze 40 lat temu.
Zresztą film poza straszeniem widza nie ma żadnej wartości. No, niektórzy mogli uznać ówczesną Weaver za atrakcyjną. Zdaje się, że bez stanika występowała?
PS Ale „Ukryte życie” jest wspaniałe.
Jakim gatunkiem filmowym okaże się z punktu widzenia eschatologicznego ludzka egzystencja w przypadku ogromnej rzeszy naszych bliźnich?
Najśmieszniejsze zaś było, że główny bohater biegał tam za superpoważnego najlepszego szpecjalistę a za organizację pracy zabrał się dzień przed operacją i to wieczorem.
No, ale ponoć w filmie nie oto.
No bo przecież nie żadnej "rzeszy naszych bliźnich", tylko nas po prostu. Chyba że Kolega dostał znak z góry w sprawie zaklepanego wybraństwa, to wtedy przepraszam.