Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Zgadzam się z Kolegą, że to może znaczyć tylko tyle, że dominikanie się nudzili, a ktoś tam znowu chciał się pochwalić, że zna Heideggera. Powtarzam, że ja jestem za cienki, żeby stwierdzić czy to naciągane czy nie. Może ten tytuł wzięty z kart tarota to też tylko takie nieistotne "posymbolizowanie" Malicka. No ale w każdym razie ta jego "duchowość" jednoznaczna nie jest i wygląda na to, że każdy z tego worka może wyciągnąć co chce. Może dla niektórych takie stada symboli i mglistość to zaleta. Ale wolałbym mieć jakieś gwarancje zanim się w tą mgłę zapuszczę. A przynajmniej kompas.
Na "obejrzyj i sam sobie oceń" jestem za słaby - i w sensie odczytywania tych wszystkich symboli i nawet w sensie znajomości teologii katolickiej. Łatwo tu mógłbym zostać nabrany i nawet mógłbym nie zauważyć kiedy 3/4 katolicyzmu w wersji Malicka nagle przechodzi w tych symbolach w jakąś herezję. OK. Obejrzę, żeby nie było, że młócę powietrze. Ale przyjrzę się szczególnie uważnie temu, co Kolega napisał:
Z drugiej strony nie zależy mi byście ciś obejrzeli. Chcecie - to skorzystacie z rekomendacji. Nie chcecie - nie skorzystacie. Na nie zawsze korzystam, ale rzadko się wtedy rozpisuję, że mnie rekomendacja nie przekonała.
---
Swoją drogą, co bardziej zaszkodziło ludzkości – wykłady ze slajdami i arcydzieła z długimi ujęciami, czy zmyślne opowieści, które można łyknąć bez popity? Bo na te pierwsze ludzkość jest ponoć impregnowana, a zmyślnych opowieści spragniona. Kolega Tomek niepokoi się o herezje Malicka, a ja jestem przekonany, że taki „Park Jurajski” więcej złego uczynił.
No tak, dobrze, czytacie, „Park Jurajski”. I nie chodzi o to, że prezentuje świat areligijny. To robi większość ruchomych obrazków, co też można dwojako interpretować. Z jednej strony niby pokazują współczesny świat taki, jaki jest (nie do końca prawda, bo niektórym nadal zdarza się modlić czy chodzić np. do kościoła), z drugiej kreują ten świat – świat bez Boga – przez jego filmową normalizację. Ale czasami trzeba też trochę nacharać na wiarę, najlepiej dyskretnie, można wręcz powiedzieć – podprogowo. I tu wracamy do „Parku Jurajskiego”, który szczególnie słynie ze sceny pojawienia się tyranozaura. Zanim jednak ta mrożąca krew w żyłach scena nabierze impetu i przejdzie w moment kulminacyjny nasz prehistoryczny przyjaciel zjada pewnego jegomościa. Jest to najnędzniejsza, najżałośniejsza i najbardziej gówniana postać w całym filmie (to nawet nie jest czarny charakter, nawet na to nie zasługiwała) – jest to tak gówniana postać, że zdecydowano się pokazać samą konsumpcję, chociaż docelowym odbiorcą jest młodszy widz. Widać uznano, że zjedzenie tak nędznej, rozdygotanej kreatury nawet dzieci nie przerazi zanadto. Ginie ów osobnik na sraczu, odmawiając Zdrowaś Maryjo. Ktoś może powie: i cóż tego? Może się nawet ucieszy, że jakiś bardziej religijny akcent się pojawił niż zwyczajowe „oh my God”. Dziecko czy nastolatek pewnie też nie uzewnętrznią precyzyjnie w słowach po seansie, że coś tutaj zaszło. To epizod przecież. Ale na tym cała sztuka polega. I te kamyczki wrzucane do ogródka (z tego i wielu innych, nieheretyckich filmów) w końcu tworzą właściwą mozaikę nowoczesnego człowieka, w którym powstaje szczególny obraz świata: jest rzeczywistość ludzi gównianych, nędznych kreatur, które się modlą, a których modlitwy nie mają żadnej mocy sprawczej, i jest świat ludzi odważnych, pierwszoplanowych, takich np. jak Dżef Goldblum z jego efekciarską teorią chaosu. Jest świat tego, co żałosne (tam jest religia); i tego, co fajne. Na starszych może słabiej zadziała – a i tego nie jestem pewien, może jestem zanadto uprzejmy dla ludzi z dowodem osobistym – ale w młodszych zasiewa się w ten sposób, prawie że podprogowo, awersję do wiary.
Sam byłem lepiony z tego w latach 90. Nie z Malicków i innych.
Taki stereotyp: pazerny prawnik, który przypomina sobie o Panu Bogu dopiero wtedy kiedy ma do Niego nagły interes :-)
Ja podejrzewam, że za tą sceną nie krył się zamysł przekazu. Taki przekaz nie musi być intencją twórców. Po prostu w dziele ujawnia się, co w nich tkwi. Przekaz filmu jest w takim razie mimowolny. Tak to się rozsiewa. Na poziomie świadomych decyzji w tym wypadku podejrzewam raczej płyciznę mentalną w rodzaju "Hm. Jak by tu ukomicznić? Hm... Niech klepie zdrowaśki! O, super!"
Niektórzy zdają się nie kumać czaczy z tymi filmami i srożą się na myśl o Heideggerze, kiedy nowego człowieka lepi się bez udziału Heideggera. Kiedyś na którymś forumku, chyba jeszcze na rebe, niektórzy się dziwili, że serialik „Wikingowie” zraził mnie jakoś po czterech odcinkach. W pierwszym czy drugim jest atak wikingów na klasztor. Chowają się te pasibrzuchy, tj. mnisi, pod ławami i w beczkach, łypiąc oczami z przestrachem we wszystkie strony. Wikingowie ich wyrzynają, a widz jest z tego bardzo rad, a nawet jeśli nie jest rad, to w ogóle im nie współczuje, bo jak tu współczuć takim tłustym, paskudnym, tchórzliwym szczurom? Natomiast dwa odcinki dalej wikingowie w tym samym celu składają wizytę w meczecie i tam stają prawie że z rozdziawionymi gębami z podziwu, tak godnie i zacnie zaprezentowali im się bowiem rozmodleni muzułmanie. Czy na logikę coś nie bangla? Wszystko bangla. Bo istotnie mógł istnieć klasztor z tchórzliwymi pasibrzuchami i meczet z godnymi muzułmanami, ale przecież nie po to tworzy się takie dwie sceny. Z tym typem z filmu Spielberga to samo. Niby tak, oczywiście, racja, człowiek w chwili zagrożenia próbuje uciec do Boga – wszystko da się logicznie wyjaśnić – no ale do Boga ucieka tam jednak tylko jedna postać, chociaż zagrożonych jest wiele. W „Wikingach” opisany wyżej manewr pewnie był przemyślany i celowy, w „Parku Jurajskim” możliwe, że to już po prostu taki zachodniacki odruch (postprotestancki? bo przecież ów osobnik użył słów pozdrowienia anielskiego), jak Rydygier napisał.
Nie trzeba Malicka i Heideggera. Wystarczy smaczna, popkulturowa strawa.
https://www.tapatalk.com/groups/pismejker/z-cyklu-hollywood-bezinteresownie-jedzie-po-katoli-t8599.html
Drzewo życia 54M
Cienka czerwona linia 98M
Podróż do nowej ziemi 30M
Serenity 38M (klapa finansowa)
Fountain 15M (katastrowa, bo budżet 30)
Sunshine 32M
Mroczne miasto 27M
Gone with the Wind
Avatar
Titanic
Star Wars
Avengers: Endgame
The Sound of Music
E.T. the Extra-Terrestrial
The Ten Commandments (!)
Doctor Zhivago
Star Wars: The Force Awakens
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_highest-grossing_films
To byłyby z grubsza filmy o najwyższej donośności. Teraz pytanie - co mianowicie doniosły?
https://www.imdb.com/list/ls053826112/
Prawdopodobnie wydawało ci się, że żaden film Malicka nie może być kasowy, gdyż to nie są filmy do piwa i chipsów a tylko filmy do piwa i chipsów mogą być kasowe.
Spytany przeze mnie o filmy, które uważasz za najbliższe "arcydziełu", wymieniłeś te naście filmów. Przyjąłem, że filmy najbliższe arcydziełu muszą być "dobre". Dalej już tylko porównanie pudełek.
Również definicja słowa "doniosły" tak sobie mi leży.
Słownikowa to:
mający wielkie znaczenie, odgrywający istotną rolę
Wszystkie filmy z rodziny avengersów leżą na przeciwległym biegunie doniosłości. Avatar mógłby nie istnieć. O titaniku pisać to nawet mi szkoda klawiatury (a kupiłem sobie niezłą). Utożsamianie doniosłości z kasowością na pewno nie przyszłoby mi do głowy, jako byłemu łodzianinowi.
Otóż w moim rodzinnym mieście mieszkał sobie niejaki Szaja Rosenblatt
https://pl.wikipedia.org/wiki/Szaja_Rosenblatt
"Przedsiębiorstwo szybko się rozrastało, produkując tanie tkaniny bawełniane. Po przejęciu w 1888 zakładów Braci Trilling i Izydora Datinera, przedsiębiorstwo to zostało przekształcone w Spółkę Akcyjną Wyrobów Bawełnianych Szai Rosenblatta w 1892 i dysponowało dużym terenem przemysłowym o powierzchni 7,6 hektara pomiędzy ulicami Długą, Karola, Pańską i Radwańską (obecnie Stefanowskiego, Żwirki, Żeromskiego i Radwańska). Na przełomie XIX i XX wieku spółka ta posiadała tkalnię, przędzalnię, bielnik, farbiarnię z apreturownią oraz magazyny.
...
Tkaniny produkowane przez tę spółkę były tanie i niskiej jakości, co stało się źródłem gwarowego określenia charakterystycznego dla Łodzi: „siajowe” tzn. niskiej jakości, kiepskie."
Tak i dla mnie wszystkie te awenżesry daje się opisać tym jednym (regionalnym) przymiotnikiem.
Akurat tymi cyferkami bym się przejmował najmniej o ile w ogóle. Z filmami dziś jest jak z książkami. Niby prawie nikt książek dziś nie czyta a pirackich kopii lata od cholery i jak to policzyć. Tak samo filmy. W kinach i na różnych platformach płatnych Malicka mało albo wcale, ale piraci mają w ciągłej ofercie :-)
I wcale też nie są one niskiej jakości. Przy nich pracują rzemieślnicy najwyższej klasy: obraz, dźwięk, efekty... Aktorzy też bardzo dobrzy. One są tylko bezbrzeżnie głupie.
Jak już się trzymać porównań tekstylnych to mnie się to kojarzy z niektórymi pokazami mody. Wychodzi modelka w kiecce. Kiecka znakomicie skrojona, pasuje na nią idealnie. Krawiec mistrz. Materiał też na pewno najwyższej jakości. Perfekcyjnie dobrane dodatki. Tylko że z tak ubraną kobietą wstydziłbym się gdzieś pokazać.
Listy filmów najlepszych nie podjąłem się podać, zaś co do najdonioślejszych - to będą m. in. te, które podałem dziś. Zatem nie zrozumiałeś mnie. Jaki film jest bardziej doniosły, czyli mający wielkie znaczenie i odgrywający istotną rolę dla ogółu ludzi? Film o głębokim, wartościowym przekazie, który obejrzała garstka osób czy film o przekazie miałkim, który obejrzały wielkie rzesze? Odpowiadam: ten, którego przekaz odcisnął bardziej znaczące piętno na ludzkości. Czyli zazwyczaj ten, który ze swoim przekazem dotarł do liczniejszej audiencji (ale patrz wyżej o uproszczeniu).
To kryterium nie ma nic wspólnego z jakością przekazu/treści ani też z moimi preferencjami. Trzy odrębne kwestie, trzy odrębne listy filmów.
Oczywiście, możemy też mówić o filmie dobrym w tym sensie, iż skutecznie dostarczył on dobry przekaz wielu ludziom. A zatem tak pojęty dobry film jest to hit o mądrym, dobrym przekazie. Oby takie powstawały, ale z jakiegoś względu walory czyniące z filmu hit rzadko idą w parze z walorami, które czynią jego przekaz dobrym.
Może chodzi o to, co się tam „donosi” – czy to coś jakościowego, czy coś oblepiającego, niebudującego, byle jakiego czy po prostu dla przyjemności. A to akurat nieprawda. Tandeta jest ponoć w tych produkcjach coraz większa, i nie chodzi tylko o zdanie osób nieoglądających tych filmów. Ta formuła się już wyczerpuje – mówię teraz konkretnie o szmirach Marvela.
To gówienko niżej to, zdaje się, crème de la crème szmirowatości formalnej tych tworów (to chyba z jednego z ostatnich filmów tego „uniwersum”). To są już standardy nigeryjskiego kina akcji.
Tym bardziej nie wnioskowałbym o jakości całej tego typu produkcji. Nie śledzę co się dzieje w tym segmencie, ale już nawet w komentarzach może Kolega przeczytać, że to wyjątkowa wpadka i usprawiedliwiana zamieszaniem w produkcji spowodowanym przez COVID. Gdyby to była norma nikt by tych 12 sekund nie wycinał żeby sprowokować oburzanko.
I w takim razie na co oni wydają za każdym razem jakieś 100 baniek albo więcej? Szwagier w kasie kradnie?
Z genialną rolą Trintignana?
Słowo doniosły musi mieć inne znaczenie. Choćby to, które wkleiłem.
A jaka jest lista (wystarczy 5 ale może być więcej) najlepszych wg ciebie filmów? Filmów o największej jakości (ignorujemy całkowicie kwestię wpływów).