Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
https://www.tapatalk.com/groups/pismejker/viewtopic.php?p=203754#p203754
Film trwa prawie trzy godziny. Są tam ujęcia wszystkich pór roku, rozmaitych krajobrazów, rozmaitych rodzajów pogody i chyba wszystkich rodzajów prac gospodarskich. Natomiast uderzyło mnie, że w tym filmie o temacie jakby nie było religijnym w zasadzie w ogóle nie ma Kościoła. Nikt tam też nie przystępuje do sakramentów. Bohater jedzie do wojska z zamiarem odmówienia przysięgi i świadomością, jaki go może czekać koniec, ale nie przychodzi mu do głowy, żeby przedtem pójść do spowiedzi. W kościele widać go tylko raz jak tam zamiata.
W całym tym długim filmie są tylko cztery sceny z księżmi, to znaczy z miejscowym księdzem i biskupem, i są oni na jego drodze właściwie tylko zawadą. Biskup każe mu służyć ojczyźnie i być posłusznym władzy. Miejscowy ksiądz też go zniechęca, a w końcowej scenie w więzieniu już całkiem przechodzi na stronę adwokata Franza, który jest w tym filmie kimś w rodzaju postaci Kusiciela ("podpisz papier i jesteś wolny")
Jest też taka znacząca scena z żoną Franza, która wchodzi do kościoła, ale tylko klęka na progu, a potem odwraca się i ucieka.
Albo inna znacząca scena: już po uwięzieniu Franza procesja Bożego Ciała, a żona z dziećmi stoi z dala, poza rozśpiewaną wspólnotą Kościoła, która ją odrzuca. Ksiądz wprawdzie podchodzi z życzliwą miną i chyba chce to jakoś załagodzić, ale kończy się to jednak tym, że matka zabiera dzieci i pospiesznie odchodzi.
A na samym początku, jeszcze zanim Franz się zdecydował, malarz odnawiający kościół mówi mu, że tutaj tworzy się czcicieli Chrystusa a nie naśladowców. Dlatego on maluje takiego Chrystusa dobrego do adoracji, ale może kiedyś jak będzie miał odwagę namaluje prawdziwego. No więc w Kościele prawdziwego Chrystusa nie ma.
Jakbym miał teraz podsumować przekaz, jaki z tego filmu idzie progowo i podprogowo to byłoby to coś takiego: jak chcesz naśladować Chrystusa, to nie licz na Kościół. Popatrz na los Franza. Gdyby był posłusznym synem Kościoła, to by nigdy nie zaszedł tam gdzie zaszedł. Nie są też ci potrzebne sakramenty, wystarczy że wierzysz, że Bóg jest z tobą (żona nawet wypowiada takie zdanie: "Mamy Jego i to wystarczy").
Malick potrzebował na ten przekaz trzech godzin. Ale ja to już słyszałem wcześniej w krótszej wersji: "Wierzę w Boga, a nie w Kościół" albo "Modlić można się wszędzie, na polu albo w lesie, więc nie potrzeba mi do tego kościoła". Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy faktycznie z niektórymi pasterzami jest problem, jest to postawa bardzo popularna.
Nie wykluczam, że jestem uprzedzony i coś do mnie nie dotarło, ale sam Malick się o to uprzedzenie postarał, gdy na samym początku, gdzieś tak po 20 minutach, dał bardzo długą jak na niego scenę gadaną, w której miejscowy wójt za całe zło świata obwinia obcych rasowo imigrantów, którzy się roją na ulicach i tylko patrzą co by tu zagrabić. Nie wiem, czy to miała być parodia jakichś tekstów Trumpa, ale o ile znam historię to jednak Austria a tym bardziej austriacka wieś nie miała w tamtym czasie problemu z napływającymi imigrantami, więc Malickowi chodziło chyba tylko o to, żeby w ten dość toporny sposób zaznaczyć, że kto nie lubi imigrantów jest faszystą i marzy o Hitlerze.
The municipality of Sankt Radegund at first refused to put his name on the local war memorial and a pension for his widow was not approved until 1950.
Jägerstätter was criticized by his countrymen, especially by those who had served in the military, for failing in his duty as a husband and father.
Film nie daje podstaw do tego by sądzić, że główny bohater jest poza Kościołem czy w kontrze do niego, ale jak niejeden święty czy błogosławiony Franz wychodzi przed szereg w cnotach i heroizmie – w tym sensie istotnie bardziej stając się naśladowcą Chrystusa niż tylko wyznawcą. A bo to takich połajanek nie było w historii Kościoła; że wokół, w samym Kościele, prawie same groby pobielane, faryzeusze czy właśnie wyznawcy, a naśladowcy i sprawiedliwi nieliczni? I żeby to jeszcze była jakaś kłamliwa, artystowska hiperbola, tymczasem istotnie tak w tym wypadku było – cała katolicka wioska heil Hitler, tylko Jägerstätter się znarowił.
Scena z procesją jest już przecież po wspólnotowym wykluczeniu. Dzieci Jägerstätterów podchodzą z matką do innych, reszta się krzywi i pod nosem sroży, no to matka je w końcu zabiera. Nieprawdopodobne.
Kolega Tomek ma jakieś kliniczne czy też talmudyczne wyobrażenie filmu religijnego i mam wrażenie, że widząc dwa słowa obok siebie (Malick, katolicyzm) optymistycznie założył, że „Ukryte życie” nakręcone zostało według godzin liturgicznych czy z brewiarzem w ręku. Przy takim maksymalizmie oczekiwań istotnie można się rozczarować. Jeszcze niby nie satanizm, ale już "pomodlę się w gaiku, Kościół niepotrzebny". Ale ten kościół (i Kościół) tam jest i widać, że ma swoje miejsce w życiu tej społeczności, a że główną i chwalebną rolę odegrał w tej historii Jägerstätter, a nie katolicka wspólnota czy Kościół instytucjonalny, no to cóż. Tak było.
Kolega Tomek zadał sobie pracę domową i ją wykonał. Brawo. Nie powiem, żebym był przesadnie zaskoczony.
Ja się zgadzam, że był to czas, w którym austriacki kościół jako taki nie sprostał próbie, ale Malick to jeszcze wyostrzył. Przekaz jest jasny: Kościół jest dobry dla wyznawców (jak mówi malarz), a kto chce naśladować Chrystusa musi nie zważać na to, co mu mówią pasterze Kościoła i może się obyć bez sakramentów.
A ten taki od czapy monolog wójta o imigrantach jak Kolega odebrał? Miałoby to jeszcze jakiś sens, gdyby ten wójt zgodnie z historycznym prawdopodobieństwem pojechał po Żydach, ale zamiast tego są jacyś abstrakcyjni imigranci. Przecież to wprost włącza się w propagandę "kto przeciw imigrantom, ten faszysta".
Może to wstyd, ale dopiero teraz doczytałem, kim była ta George Eliot (naprawdę Mary Evans), autorka cytatu który jest pointą całego filmu i z którego Malick wziął tytuł. https://pl.wikipedia.org/wiki/George_Eliot
Mogę Malicka o różne rzeczy podejrzewać, ale nie o to, że cytat na pointę wziął sobie tak jakoś przypadkowo i w ogóle nie interesowało go to, kto jest pod nim podpisany. Ani kontekst kultury i symbolika, bo przecież kiedy o "ukrytym życiu" mówi agnostyczka zafascynowana jakąś dziwaczną religią ludzkości (Comte https://pl.wikipedia.org/wiki/Auguste_Comte#Poglądy), to ma to całkiem inny sens niż dla katolika.
https://jimandnancyforest.com/2008/09/jagerstatter/
https://en.wikipedia.org/wiki/Pacem_in_terris
Film najwyraźniej bierze na warsztat kwestię ważną, sytuację KKK 1790. Tym większa szkoda, że z tego, co tu czytam, jawi się nudnym do imentu. No i poddano wyżej w wątpliwość prawidłowość tego, co film przekazuje (a przynajmniej - jak bywa odbierany).
Ja znowu nie znam się i nie wiem, bo nie jestem historykiem doktryny Kościoła tylko mądralą internetową, ale nie wydaje mi się, żeby w tamtym czasie w Polsce katolicy uważali, że jak im władza coś każe to nie ma problemu z wykonaniem, bo to najwyżej ona będzie miała grzech.
A teraz jeszcze dodatkowo znalazłem i przeczytałem napisy angielskie dla niesłyszących, bo oprócz tłumaczenia nietłumaczonych w filmie tekstów niemieckich dokładnie opisują to, co się dzieje na ekranie. No i okazuje się, że tam w tym więzieniu, w którym siedzi Franz jest jeszcze jedna scena z księdzem. Właściwie taka migawka korytarza więziennego, gdzie tego księdza można przeoczyć, bo stoi przy drzwiach jednej z cel i coś mruczy po niemiecku Według napisów: "- Everything OK?. Do you want to talk? [priest visiting prisoners]"
Ja przy oglądaniu chyba uznałem "podprogowo", że to ktoś z obsługi szwargocze i że księży tam do więźniów nie dopuszczano. No bo gdyby dopuszczano to przecież byłoby niemożliwe, żeby Franz nie chciał w ogóle rozmawiać z księdzem albo żeby się nie wyspowiadał. Ale jak już podkreślałem: sakramenty są z tego filmu wycięte całkowicie. Do zera.
A przecież wtedy nauka Kościoła była chyba taka sama jak teraz - że sakramenty mają swoją moc niezależnie czy ksiądz jest strachliwy a biskup miejsca jest ostrożnym oportunistą. Zawsze wydawało mi się, że katolik właśnie w nich może szukać pomocy, gdy zawodzi "ludzka pomoc" pasterzy. Ludzie Kościoła mogą być słabi i grzeszni, ale właśnie to, że w Kościele są sakramenty sprawia, że zło nie może nad nim całkiem zapanować.
Toteż insynuacje Kolegi Motesa, że ja mam "talmudyczne wyobrażenie filmu religijnego" i chciałbym rzekomo żeby to był sfilmowany brewiarz, tylko tą zero jedynkową sytuację dodatkowo podkreślają wbrew intencjom Kolegi. Bo między sfilmowanym brewiarzem a zerem jest naprawę sporo innych możliwości. Zwłaszcza w trzygodzinnym filmie, w którym ostatecznie okazuje się, że odczucie piękna natury (naprawdę długo i pięknie filmowanej) jest dla naszego ducha bez porównania ważniejsze niż jakieś tam sakramenty, dla których nie udało się znaleźć miejsca nawet w jednej kilkusekundowej przebitce.
Wątku z księżmi i biskupem nie ruszam. Uważam, że zarzuty w tej materii są w ogóle od czapy, Malick niczego nie podostrzył, a powojenny cytat z biskupa wskazuje, że istotnie był natarczywy właśnie w tej argumentacji: Ty tu, Franz, sobie cichutko przycupnij w kąciku, o rodzinie pomyśl, głupot nie rób. Tak jak w filmie. W ogóle jakoś nie spędza mi snu z powiek, że od biskupa i księdza nie bije blask. Może za dużo forumka czytam, nie wiem. Kiedyś to też tak miałem, że jak w filmie nie było posągowego księdza, to z miejsca ogarniał mnie niepokój i obniżałem ocenę o pięć stopni, ale mi przeszło.
Dobra, nie ma w filmie sakramentów. Tak, to pewnie ślad heterodoksji Malicka. Już? Lepiej? Zadowolony? Może sobie kolega postawić trzy z plusem. Trójkę za sakramenty, a plus za imigrantów. Imigranci to było coś, co zwróciło moją uwagę podczas seansu. Odebrałem to jako wtręt anachroniczny i prawdopodobnie „publicystyczny”, ale że film ma trzy godziny, a to był właśnie tylko wtręt, to przymknąłem na to oko. A może to za to postawiłem 9 na Filmwebie, a nie 10? Już nie pamiętam. Tak, wtręt w „Parku Jurajskim” był gorszy.
Malick nie nakręcił w filmu w pełnej łączności z Kościołem, ale bardziej przez niedopowiedzenie niż przez przeinaczenie. Ile takich dzieł na dobrym poziomie i w pełnej łączności powstało w ostatnich 50 latach? Wystarczy jedna ręka do policzenia? Moim zdaniem „Ukryte życie” jest i tak w większej łączności niż większość obecnie powstających ruchomych obrazków, stąd też – i pewnie dlatego, że sposób obrazowania i opowiadania podeszły – wzbudził on aprobatę u paru forumowiczów (wliczam drugie forum), w tym moją. Ano niestety, mało szczelajo i nie robią salto mortale, więc rzeczywiście mógłby kolega zacząć ziewać podczas seansu, a może nawet usnąłby przez ten deficyt bodźców. Nie, nie, to akurat nieporozumienie wynikające z niezrozumienia postawy kol. Tomka. Kolega Tomek nie zajmował się żadnym odbieraniem ani oglądaniem filmu, on sobie zadał pracę domową: Udowodnić, że „Ukryte życie” to satanismus bądź herezja. A jak jest praca domowa, to trzeba ją wykonać, nie ma zmiłuj. Można też zerżnąć z internetów, ale tym razem kolega Tomek się przyłożył. Potrzebował aż dwóch seansów, żeby znaleźć elementy satanismusa w „Ukrytym życiu”. Postawiłem mu za to trzy z plusem. Teraz myślę, że za dużo, ale niech ma za starania!
Ogólnie lubię filmy (i tak samo książki), które nie udają, że są czymś innym niż są. Jeśli prosta komedia nie udaje, że jest czymś więcej niż prostą komedią wolę ją bardziej od nadętego filmu, który aspiruje bez podstaw do nie wiadomo czego.
No ale wypiszę kilka filmów które chyba startują w podobnej konkurencji co film Malicka.
Wbrew insynuacjom Kolegi Motesa jaki to ze mnie zajadły inkwizytor bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie Ewangelia według Mateusza Pasoliniego, chociaż Pasolini był lewak i pedał. Podobał mi się Andriej Rublow, ale oglądałem dawno i chyba nie wszystko załapałem, więc dobrze byłoby gdybym raz jeszcze obejrzał (ale kompletnie nie podobało mi się Ofiarowanie, dla mnie było właśnie nadęte). Bardzo lubię Tam gdzie rosną poziomki, chociaż od strony religijnej to bardziej problemy protestantów a nie katolików :-) No ale wydaje mi się, że Bergman niczego tam nie udawał. I może jeszcze To wspaniałe życie Capry. Film prosty, bajkowy, nawet dzieci zrozumieją, bez silenia się na jakąś wielką duchowość czy teologię - ale do mnie trafia. W konkurencji popularnego kina religijnego na pewno w czołówce.