Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Oglądam też komedie, horrory, filmy gangsterskie, obyczajowe, polityczne... Ale nie mieszam systemów walutowych :-) Miałem przy Malicku wypisać Ojca chrzestnego albo Dzień świstaka? Czy to miałoby sens?
Tylko dwie minutki – na więcej tt nie pozwala.
Oczywiście jeśli ktoś za jeden z najlepszych ostatnio oglądanych filmów uważa Batmana (no offence) to w tym filmie za batmobil robi tylko widoczny na filmie motor.
Co do samego filmu to muszę przyznać, że koncepcja, iż powstał z poduszczenia szatana:
"Terencjuszu! Nakręć film na pozór katowicki, ale wiesz, koniecznie bez przyjmowania sakramentów. Możesz stworzyć apoteozę błogosławionego Franciszka, ale w taki sposób, żeby fajnokatolicy myśleli sobie: >wiara tak, ale poza Kościołem<. Uczynię cię wtedy bogatym".
Na załączonym filmie jest scena pierwszego spotkania protagonistów. Jest ona bliźniacza ze sceną poznania mojego z KM. Ja siedziałem na domówce w ogródku. Ona weszła. Ja spojrzałem na nią. Ona już wiedziała. Ja zresztą też."
Na tym nasze podobieństwa się kończą. Oglądając film mogłem tylko podziwiać Franciszka, jego niezłomną wiarę w obliczu pewnej śmierci, postawę twardą jak skała. Serce mi truchlało, gdy widziałem, jakim jestem przy nim karłem moralnym, i to teraz, po nawróceniu (bo przed - to w ogóle szkoda gadać). Moje życie jeszcze się nie skończyło, ale gdy się zastanawiałem, jak ja zachowałbym się (w przyszłości) w mniej groźnych sytuacjach, gdzie nie leżałoby na szali moje życie a tylko jakieś znaczące pogorszenie wygody, nie mam pewności, że zdałbym egzamin. Cały film był dla mnie przeżyciem głęboko religijnym, ewangelizującym, eschatologicznym.
Jego wartość podwyższa jeszcze perfekcyjna wprost realizacja. Wiadomo, jak koleś podchodzi do sprawy zdjęć, aktorstwa. Postprodukcja trwała trzy lata, co sprawiło, że grający Piłata Bruno Ganz nie doczekał nawet premiery swojego ostatniego filmu (wspaniała rola). Film jest ilustrowany piękną muzyką, w dużej mierze nieoryginalną. Można powiedzieć, że jest ucztą duchową.
Na koniec dodam, że Pana Boga jedna nawrócona dusza cieszy bardziej niż 99 sprawiedliwych. Mnie tak samo (to znaczy oczywiście nie tak samo, gdyż jestem tylko nędznikiem, ale tak samo). Serce moje się raduje za każdym razem, gdy pojawia się jakiś sygnał u osoby ze światowego show businessu (rozpoczął się właśnie przewód beatyfikacyjny aktorki Clare Crockett – ale na filmwebie nie ma jej żadnego filmu a na imdb jest jeden), że się nawróciła lub choć zmiękczyła swoje serce na łaskę nawrócenia. Autentycznie się wzruszam czytając teksty Marka Hollisa czy Nicka Cave’a. Raduje mnie samo słowo Jezus w tekście piosenki jakiejś gwiazdy (jeśli nie użyte w kontekście lekceważącym lub bluźnierczym), zwłaszcza, że na przykład imiennikowi bohatera omawianego filmu podczas przemówienia w parlamencie europejskim udało się uniknąć wymienienia tego Imienia. Uznaję to za akt odwagi, pamiętając w jakich środowiskach obracają się ci biedni ludzie. Może jeszcze dzisiaj nie zostają oni wzorowymi katolikami – gdyby dziś zmarli pewnie nie byliby wynoszeni na ołtarze. Ale to daje szansę, że do śmierci albo tuż przed nią zbliżą się do Pana Boga.
Pamiętam przy tym ewangeliczną zasadę, że kto nie przeciw nam, ten z nami, więc raduję się, gdy sylwetkę błogosławionego przybliża w piękny i godny sposób nawet taki gość, jak Mallick, co nie tylko czytał Heideggera ale chyba nawet i pracę doktorską spłodził na jego temat?
Przestawiłem chyba w sposób pełny moje przemyślenia związane z tym tytułem, to teraz się wyłanczam z wszelkich dalszych polemik.
Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!
Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła.
Badałem jak umiałem najlepiej, więc może jednak byłem inkwizytorem, bo inkwizytor to ten co bada. Nic na to nie poradzę, że dla mnie trzygodzinny film prezentujący się jako katolicki, choćby ze względu na temat, w którym nie ma absolutnie żadnego śladu po życiu sakramentalnym, nawet wzmianki, że coś takiego jak sakramenty istnieje, to jest właśnie co najmniej "pozór zła". A pominięcie księdza Reinischa też znaczące.
Z poduszczeń szatana bym sobie nie robił szydery. Chyba że ktoś uważa, że szatan posługuje się wyłącznie takimi ludźmi jak Nergal, pedały z Hollywood czy jacyś popieprzeni okultyści wykrzykujący Ave satan! I wystarczy trzymać się od tego z daleka, żeby być bezpiecznym.
Przepraszam Kolegę, ale nie mogłem się powstrzymać. Big Lebowski to też jeden z moich ulubionych filmów. Ale to całkiem inna konkurencja.
No nie. Takiego świata nie było i nie będzie. Jeżeli dzisiejsi twórcy uważają mnie za idiotę to ich prawo. Ale moje jest takie, żeby powiedzieć im pa pa. Zdecydowanie nie polecam. Ani serialu, ani kanału.
Dobra, ale wracając do Dude'a. Jest sobie gość w wypierdzianych gaciach i szlafroku, który raz siedzi w kręgielni, a raz szuka nowego dywanu, bo stary mu zaszczali chyba (już dokładnie nie pamiętam). Po wypowiedziach, również tych na drugim forumku, wnoszę, że upodobanie do dziełka braci Coenów może nie ma wymiaru konfesyjnego – chociaż powstało, a jakże, coś takiego jako dudeizm – ale wykracza poza spostrzeżenie „fajna komedia”. Co wam się w tym tak podoba? Postawa abnegata? Wywalone, pardon, jajca na wszystko? Wy przecież tacy nie jesteście. No chyba że to taki ewangeliczny wzór, tak jak to jest w tej quasi-religii dudeizmu, czyli że doskonałości chrys... tzn. dudeicznej osiągnąć się co prawda nie da, bo gdzie nam maluczkim do tego, ale jakoś dążyć do niej warto.
No bo innego wytłumaczenia takiego lubienia nie widzę. Tu musi być motyw egzystencjalny, bo w to, że tak polubiliście „Big Lebowskiego” za pewną satyrę – nie pierwszą i nie ostatnią taką – i że delektujecie się intertekstualnością kina Coenów, ich nawiązaniami do amerykańskiej kultury i swoich wcześniejszych filmów, to nie uwierzę. Bez przesady.Tu musi chodzić o Dude'a. A może o autentyzm? Skoro jest to film o niczym, to wiadomo, że niczego nie udaje.
@trep pewnie nie odpowie, bo wydaje się bliższy ewa... tzn. dudeicznej doskonałości i pewnie ma na to wywalone, ale @Tomek wydaje się bardziej przejmować tym, co się tutaj dzieje.
https://www.tapatalk.com/groups/pismejker/viewtopic.php?p=167194#p167194
PS. Zabieram się za "Inherent vice", dzięki za polecankę.