Fajny film dzisiaj widziaaaaa...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Czas, Szanowni, albo nosić maseczki i okulary, albo ćwiczyć się w tzw minie indianina.
Wszyscy znamy i lubimy gatunek sztuki pt. "trailer lepszy od swojej filmozy", ale "czołówka lepsza od filmozy" to jeszcze chyba nie bełło, nawet "Biały delfin Um" do tego nie należał.
Podivejte!
A poza czołówką? Pff, tfurcy osiem godzin mieli, żeby zmontować jakąś akcję. No i owszem, są walki, są momenty, ba nawet jeden tak pedalski że trzeba przesuwać do przodu filmozę. Ale po tych ośmiu godzinach nie mamy w cale wielgiego finału, w którym wszyscy wszystkim ślą życzenia i żyją długo i szczęśliwie.
Przeciwnie, na końcu jest taki dość wujowaty klifhangar, który pozostawił mnie ze szczęką co prawda opadniętą, ale do ziewanka.
Szkoda czasu y atłasu. Drugiej serii nie zaczynałem nawet (1) bo się poczułem oszukany, że nie było fajnale grendaj, (2) fanbaza szczekała, że dużo gorsza ta seria.
Przy okazji ciekawostka - sezon 1, 2 i 3 napisali zupełnie inni ludzie. Żadne nazwisko nie powtarza się w dwóch różnych seriach. Jest to zjawisko niecodzienne, potwierdzające jeno że serial nie ma wytyczonego przystanku końcowego.
Menora w czołówce jest? Jest.
Parytet BLM/LGBTQ+ w obsadzie zachowany? Zachowany.
Czegóż chcieć więcej od serialu?
Jeśli jeszcze postać eksponujaca własną religijność okazuje się psycholem, to w ogóle miód-malina....
Na koniec Shadow Moon [spoiler] okazał się półbogiem. Z potencjałem na awans do panteonu.
Pfff, ale ściema!
To u Dukaja, w "Innych pieśniach" było trzykroć lepiej, gdyż pod koniec gławnyj bagatyr okazał się zwykłym człowieniem, który wszelako dzięki swym przewagom i wogle, poprowadził wszystkich ziemskich bogów do walki p-ko kosmonautom. I to było godnościowe.
To co wyżej Los pisze, to są tzw. seriale, gdzie każdy odcinek jest oddzielną całością. Taki serial z końcem to się chyba teraz nazywa miniserial.
Jezus z Nazaretu
Duma i uprzedzenie
Na południe od Brazos.
O! Polacy też takie seriale robili.
SOS chociażby.
A także seriale ekranizacje powieści. Sporo tego było, np. Lalka.
Nuale pisarzy takiego formatu nie ma w branży wielu.
a) Istniejo seriale, w których każda seria ma od początku do końca przemyślane wszystko i godnościowe finale grande na kącu. Przykładowo -- Billions, Der Last Kingdom
b) Istniejo i take, które są przemyślane wogle od początku do końca, z założeniem na pedzmy jedną (Zero Zero Zero) albo i czy serie (Dark)
c) A so i take, dzie całą serię można obeźrzeć, nie ma finała grandiego i wogle szlag trafia spokojnego konsumenta treści rozrywkowej (Hamerykańscy bogowie)
Przemyślane od początku do końca były tylko angielskie miniseriale z lat 70-tych w rodzaju Tinker Taylor i Smiley's People, to były właściwie filmy fabularne podzielone na odcinki.
PS. Przetłumaczenie Last Kingdom jako Upadek Królestwa to arcydzieło sztuki translatorskiej i znak czasów - dziennikarze nieznający polskiego, tłumacze nieznający angielskiego...
Der Last Kingdom jest dobrym egzemplum, gdyż powstało na kanwie cyklu powieści, z których każdy tomik miał jakiś tam wstęp, następnie rozwinięcie, zakączenie i spis treści.
Amerykanin patrzy na plakat "Obcy ósmy pasażer Nostromo"
-- Ty, co to za filmoza, mój polski przyjacielu?
-- Alien.
-- Aha. A ten? -- i wskazuje na plakat "Obcy decydujące starcie"
-- Aliens.
-- Wmordeczkie, skomplikowany u was język, nie ma co!
Phantasm przetłumaczono jako Mordercze Kuleczki.