Breaking Bad

edytowano November 2017 w Kultura
Do tego serialu przymierzałem się długo. Ale jak już zacząłem, wciągnąłem 5 sezonów błyskawicznie, ktoś kiedyś mi tutaj polecał, muszę do tematu wrócić.

Dla tych, którzy nie widzieli, akcja dzieje się w Nowym Meksyku (to ważne, bo serial ma specyficzny klimat), nauczyciel chemii, safanduła taka, dowiaduje się, że ma raka płuc i zostaje mu parę miesięcy życia. Za wszelką cenę chce coś zostawić dzieciom i dość przypadkowo wpada na pomysł produkcji metamfetaminy. I to właściwie tyle, im więcej napiszę tym mniejsza będzie przyjemność oglądania. Jednak czy przyjemność ? Na Wikipedii opis Breaking Bad zaczyna się od " amerykański serial telewizyjny z gatunku komediodramatu kryminalnego", debil to pisał. Jest to serial najdalej położony od komedii jak się da, chociaż pierwsze odcinki mogą sprawiać inne wrażenie. Studium zła.

SPOILER ON, jeżeli ktoś nie oglądał, lepiej niech nie czyta. Rozpieprzył mnie ten serial totalnie. Pierwsze 4 sezony są znakomite, 5 trochę zbyt szybki, posklejany, ale historię trzeba było domknąć, kontynuowania dalej, paroma następnymi sezonami, widzowie by już nie wytrzymali. Zaczęło się robić już zbyt ciężko. Serial jednak uniknął problemu, który był np. w Długu, czyli - niech to już się skończy, mamy dość.

Generalnie, wielki szacun twórcom serialu za pokazanie drogi do piekła, jak tworzy się proces wpadania w spiralę zła. W piątym sezonie jest krótki powrót do początku akcji, kiedy White po raz pierwszy okłamuje żonę, przygotowując historyjkę, układając dialog. Niby taka ot scena, ale jasny sygnał, kiedy zaczyna się ten pierwszy krok. Właściwie cały serial to kolejne etapy pogrążania się. Jedna decyzja rodzi kolejne, właściwie strategia nie zmienia się, ale konieczne kroki robią się coraz bardziej radykalne. Dokładnie tak to działa, na dużo mniejszą skalę możemy to zaobserwować wokół siebie. Serial, wg mnie, ma walor edukacyjny, młodzi ludzie muszą to zobaczyć koniecznie, szczególnie że w przeciwieństwie do innych tego typu produkcji, główny bohater, na początku budzi sympatię, na koniec zostaje jednak wielka pustka. Właśnie pustka, totalny bezsens całego zamieszania, zrujnowane życia setek ludzi. Nikt nie wygrał, wszyscy przegrali, jeden wielki dramat, koszmar.

I bardzo ważne jest też ostatnie zdanie White do żony - zrobiłem to dla siebie, kręciło mnie to, czułem że żyłem. Cała historia, aż do ostatnich scen, niosła jednak przesłanie - do czego jest zdolny zdeterminowany facet, z ukrytym potencjałem. A gówno, wcale nie tak, po prostu, pociągnęło go zło i chęć bycia zajebistym. Srał na rodzinę. Miał wielki kompleks z młodości, który w ten sposób wyleczył. SPOILER OFF

Jest to jeden z najwyżej notowanych seriali w historii, wcale się nie dziwie. Zdecydowanie polecam.

Komentarz

  • Też obejrzałem szybko, podobnie to widzę. A jaki kompleks z młodości bo nie pamiętam?
  • No to następny w kolejce jest "Better Call Saul" - prequel o wcześniejszej karierze Jimmy'ego McGilla. Na razie trzy sezony, ale to jeszcze nie koniec.
  • Nie szkoda czasu na sequel?
  • Przemko napisal(a):
    Też obejrzałem szybko, podobnie to widzę. A jaki kompleks z młodości bo nie pamiętam?
    SPOILER ON. Facet ma 50 lat. Był znakomicie zapowiadającym się chemikiem, założycielem firmy, która osiągnęła miliardowe obroty, z której został na starcie wysiudany (chodziło o romans prawdopodobnie, z żoną wspólnika). Pracuje w szkole, totalnie poniżej kompetencji, dorabia w myjni na szmacie często. Żona ma niego wywalone, absolutnie go zdominowała. I w tym momencie dowiaduje się, że ma raka. Całe życie mu przelatuje przed oczyma, czuje wielką porażkę i co najgorsze, że nie będzie miał czasu na zmienienie czegokolwiek.

    Ale czas jednak dostaje. I co robi - pod mentalną przykrywką dbania o rodzinę, chce zbudować imperium (o tym w 4 sezonie mówi wprost). Stał kiedyś u wrót imperium chemicznego, ale skrewił, drugi raz tego błędu nie chce popełnić. I pomysł jest realizowany. Naprawia to co kiedyś spieprzył. SPOILER OFF.

  • Już sobie przypomniałem, dzięki.
  • edytowano November 2017
    peterman napisal(a):
    No to następny w kolejce jest "Better Call Saul" - prequel o wcześniejszej karierze Jimmy'ego McGilla. Na razie trzy sezony, ale to jeszcze nie koniec.
    Raczej obejrzę. Ale za jakiś czas, muszę odpocząć. Bardzo żałuję, że Breaking Bad nie oglądałem na bieżąco kiedyś. Bo jednak odcinek co tydzień, jeszcze bardziej wciąga. Co będzie dalej ? A tak, po prostu klikam na następny. SPOILER ON. Powiem tak, finał 4 sezonu to jest jedna z nielicznych udanych końcówek seriali (można było nie kręcić dalej). Scena z człowiekiem bez połowy twarzy wbiła w ziemię. SPOILER OFF.
  • Ja se pykam tak po jednym odcinku BB na telefonie, raz na bardzo jakiś czas. Jestem dopiero w połowie drugiego sezonu, tak że :)
  • edytowano November 2017
    W każdym razie, Breaking Bad to serial ze złotych czasów tego typu produkcji (ogólnie chodzi mi o seriale). Dziś jest tego mnóstwo, ale to już nie to. Mindhunter daje radę, ale przy BB to popierdułka. Starger Things mnie nie porwało, fajny klimat dla ludzi, którzy wychowali się w latach '80, cała fabuła to kapiszon (właśnie jest puszczana kontynuacja, ale nie chce mi się). Jest nowy Star Trek, ale po połowie odcinka wyłączyłem, politpoprawność nie do zniesienia. Pojawił się serial na podstawie książki Kinga - Mgła, kiedyś był film, całkiem klimatyczny, dobry materiał na serial, ale kurwa mać, jeżeli od pierwszego odcinka (ba, od pierwszych scen) mi lesbami po oczach dają to won. Gra o Tron robi się smutnie przewidywalna i generalnie czas już zakończyć zabawę, wiadomo że demokracja wygra. Trochę szkoda, bo jednak dobry serial to dobry serial. Tylko ta konwencja jest w stanie przekazać historię np. Waltera White.
  • edytowano November 2017
    Mindhunter OK, Fincher to jednak firma. Startrek faktycznie dodupny, to już lepszy (i bardziej startrekowy) jest The Orville (i to mimo że robi go mega-lewacki śmieszek Seth MacFarlane), Mist też żenada. Ghosted nie da się oglądać, zupełnie nieśmieszne. Przy Inhumans nie wiem, gdzie się chować ze wstydu. To tyle rozczarowań z ostatnich tygodni...

    Za to Stranger Things mięsie podoba, zwłaszcza że to moje czasy :)
  • edytowano November 2017
    peterman napisal(a):
    Za to Stranger Things mięsie podoba, zwłaszcza że to moje czasy :)
    Mnie trochę zniechęciło mięsko, wokół którego się cała akcja kręciła. Tajemniczy stwór po drugiej stronie lustra ? I to już, po zabawie ? Ale ok, generalnie fajnie się to oglądało. Oczekiwałem jednak czegoś więcej.

  • Fabuła zaplanowana chyba na 4 sezony. Świat Upside Down nie zniknął przecież w końcówce pierwszego sezonu, wuj wie co tam sobie jeszcze popyla i przelewa do naszego świata, może stwory, przy których Demogorgon to Pan Pikuś...
  • Stranger Things to moim zdaniem zupelnie nieistotna fabuła osadzona w świecie przeznaczonym dla nas, dorastających w latach 80-tych. Gra na sentyment. Jak komputerowy serial Halt & Catch Fire (który swoją drogą polecam, przyjemnie się ogląda ale to jest dla geeków raczej)

  • Przecież BB skończył się dobrze. WW zarobił hajs dla rodziny Jesse został uwolniony a źli naziści zabici. Natomiast BCS jest moim zdaniem lepszym serialem niż BB. Pokazanie relacji między braćmi McGill doskonałe.
  • peterman napisal(a):
    Fabuła zaplanowana chyba na 4 sezony. Świat Upside Down nie zniknął przecież w końcówce pierwszego sezonu, wuj wie co tam sobie jeszcze popyla i przelewa do naszego świata, może stwory, przy których Demogorgon to Pan Pikuś...
    No bo to jest Pan Pikuś. Lubi czekoladki i koty.
  • los napisal(a):
    peterman napisal(a):
    Fabuła zaplanowana chyba na 4 sezony. Świat Upside Down nie zniknął przecież w końcówce pierwszego sezonu, wuj wie co tam sobie jeszcze popyla i przelewa do naszego świata, może stwory, przy których Demogorgon to Pan Pikuś...
    No bo to jest Pan Pikuś. Lubi czekoladki i koty.
    Przy okazji: kotofani proszeni o zaniechanie lektury 4 odcinka drugiego sezonu. Dla własnego dobra.

  • Waski napisal(a):
    Przecież BB skończył się dobrze. WW zarobił hajs dla rodziny Jesse został uwolniony a źli naziści zabici. Natomiast BCS jest moim zdaniem lepszym serialem niż BB. Pokazanie relacji między braćmi McGill doskonałe.
    SPOILER Kolega żartuje ? Właściwie wszyscy, z którymi Mr. White miał styczność zostali pośrednio lub bezpośrednio przez niego zabici. Ostał się Jesse, który i tak się zaćpa i Soul, który jak sam powiedział, powyżej kierownika sklepu już nie podskoczy (po ewakuacji). A ile osób, kompletnie nie zamieszanych, zginęło ? Mr. White podejmuje nieskończoną ilość logicznych wyborów, które zawsze kończą się źle i determinują jeszcze większą ilość wyborów, które kończą się jeszcze gorzej. Przecież wątek katastrofy lotniczej został po to wpleciony, zakochany po uszy Jesse by się ze swoją lubą zaćpał. Mr. White podjął więc słuszny wybór, wybrał mniejsze zło, w jakiś sposób ratując Jessego. Ale konsekwencją takiego postępowania był odjazd tatusia dziewczyny, który w ramach zemsty na świecie doprowadził do katastrofy lotniczej.

    Dobrze jest też pokazana możliwość ucieczki. Tak, da się. Możesz przepaść, niezależnie co zrobisz. Ale będziesz kompletnie sam, za kontakt z jakimkolwiek człowiekiem będziesz płacił, 10 tys USD za godzinę i to z łaską.

  • Widzę tu jakiś związek z filmem "Adwokat" z Fassbenderem.
  • JORGE napisal(a):
    Waski napisal(a):
    Przecież BB skończył się dobrze. WW zarobił hajs dla rodziny Jesse został uwolniony a źli naziści zabici. Natomiast BCS jest moim zdaniem lepszym serialem niż BB. Pokazanie relacji między braćmi McGill doskonałe.
    SPOILER Kolega żartuje ? Właściwie wszyscy, z którymi Mr. White miał styczność zostali pośrednio lub bezpośrednio przez niego zabici. Ostał się Jesse, który i tak się zaćpa i Soul, który jak sam powiedział, powyżej kierownika sklepu już nie podskoczy (po ewakuacji). A ile osób, kompletnie nie zamieszanych, zginęło ? Mr. White podejmuje nieskończoną ilość logicznych wyborów, które zawsze kończą się źle i determinują jeszcze większą ilość wyborów, które kończą się jeszcze gorzej. Przecież wątek katastrofy lotniczej został po to wpleciony, zakochany po uszy Jesse by się ze swoją lubą zaćpał. Mr. White podjął więc słuszny wybór, wybrał mniejsze zło, w jakiś sposób ratując Jessego. Ale konsekwencją takiego postępowania był odjazd tatusia dziewczyny, który w ramach zemsty na świecie doprowadził do katastrofy lotniczej.

    Dobrze jest też pokazana możliwość ucieczki. Tak, da się. Możesz przepaść, niezależnie co zrobisz. Ale będziesz kompletnie sam, za kontakt z jakimkolwiek człowiekiem będziesz płacił, 10 tys USD za godzinę i to z łaską.

    Nie mówiąc o zabitym przypadkowym dzieciaku, to pamiętam, a trupów przypadkowych było znacznie więcej. Co gorsza - rozpuszczonych w kwasie, znikniętych zupełnie, chyba najgorszy rodzaj śmierci - zniknąć bez śladu, nikt nic nie wie.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Widzę tu jakiś związek z filmem "Adwokat" z Fassbenderem.
    miałem nadzieję na Fassbindera, a tu taka niespodzianka.
    po co kręcą takie krwawe filmy?
  • to film jak "Granica" Nałkowskiej, jedyną ważną decyzją jest przekroczenie granicy zła, potem już wciąg na głębię.


  • Wypłyń na głębię!
  • christoph napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Widzę tu jakiś związek z filmem "Adwokat" z Fassbenderem.
    miałem nadzieję na Fassbindera, a tu taka niespodzianka.
    po co kręcą takie krwawe filmy?
    No, fajne było jak Cameron Diaz obcinała głowę Bratu Pittu i jak wywalili Penelopę Cruz na śmietnik.
  • Jeden z niewielu seriali, na który warto poświęcić czas.
    image
  • dzięki za polecanko
  • co wy wiecie o zabijaniu
    zabił i oprawił który kury?
    albo i króliki?
  • Kury owszem.
  • christoph napisal(a):
    co wy wiecie o zabijaniu
    zabił i oprawił który kury?
    albo i króliki?
    Zabijanie zaczyna się od psa. Albo kota.
  • A niech Was! Wsiąkłam na dobre w Breaking Bad. Umio te Amerykany pisać scenariusze i robić filmy.
  • Umio te Amerykany pisać scenariusze i robić filmy.
    Żydy
  • Przemko napisal(a):
    christoph napisal(a):
    co wy wiecie o zabijaniu
    zabił i oprawił który kury?
    albo i króliki?
    Zabijanie zaczyna się od psa. Albo kota.
    Wez....
  • Przemko napisal(a):
    christoph napisal(a):
    co wy wiecie o zabijaniu
    zabił i oprawił który kury?
    albo i króliki?
    Zabijanie zaczyna się od psa. Albo kota.
    a jaka to religia?
    zabić to wypuścić krew, do końca, do ostatniej kropli.
  • edytowano December 2017
    margerytka napisal(a):
    Przemko napisal(a):
    christoph napisal(a):
    co wy wiecie o zabijaniu
    zabił i oprawił który kury?
    albo i króliki?
    Zabijanie zaczyna się od psa. Albo kota.
    Wez....
    Nu ale rację ma. Jakieś szczury, myszy to szkodniki. Kura, kaczka, świnia nawet byk to zbijany jest dla konsumpcji. Zwierzęta będące towarzyszami człowieka nie zabija się dla celów konsumpcyjnych. To już jest niepotrzebna śmierć. Potem szczebel wyżej to będzie aborcja, eutanazja czyli człowiek. To chodzi o przełamywanie swoich oporów.
  • Chodziło mi o trudność, fizyczną i psychiczną, odebrania życia. Ryba albo kura się nie liczy, prawdziwe poczucie czym jest zabijanie zaczyna się od psa lub kota. Krowę zabić jest bardzo łatwo, podcinasz tętnicę i krowa na stojąco się wykrwawia aż padnie. Zabić świnię jest bardzo trudno, to jest ostry zawodnik, bez problemu odgryzie palce, broni się. Pies/kot ze względu na to że się bronią ORAZ z powodów tego jak je postrzegamy, to są towarzysze ludzi. Ale równie dobrze może to być baranek, miły miękki i pachnący lanoliną podkarmiany od małego. Min. dlatego żydzi mieli taki właśnie obyczaj aby baranka przez pewien czas traktować jak domownika a potem go zjeść.
  • więcej problemów mieliśmy z bykiem niż ze swinią, gabaryty itd., mówię o biciu sposobem gospodarskim (rzeźnik itd) ale to sie nie liczy bo to było konsumcyjne
    z psem miałbym problem, raz że sie broni dwa że to był mój druch, towarzysz zabaw, obrońca i stróż
    koty? hmmm...nie udzielałem się ale wiem że dziadek topił małe, kociło sie tego cała masa, co przezyło a czego kotki nie wyrzuciły lub kocury nie zjadły to dziadek przetrzebiał, zostawiał dwa, reszta szła do ziemi
  • W Breaking Bad przewija się mnóstwo fantastycznych, wyrazistych postaci drugoplanowych, długo by wymieniać. Jedną z nich jest adwokat Mc Gill, który załatwia wszystko i który zmienił nazwisko na żydowskie ( Saul Goodman) żeby łatwiej odnieść sukces :-D. Ta postać jest głównym bohaterem kontynuacji Br.Bad pt. "Better call Saul", z tym, że sequel opowiada o wydarzeniach poprzedzających Breaking bad. Jestem po pierwszym odcinku - zapowiada się pysznie, w stylu czarnej komedii, ale nie ma tu tyle czerni co w Br.Bad., jest dużo humoru.
  • randolph napisal(a):
    Umio te Amerykany pisać scenariusze i robić filmy.
    Żydy
    W tym wypadku - nie. Autorem scenariusza i reżyserem jest Vince Gilligan. Obsada też gojowska.
  • W pierwszej chwili przeczytałem "gejowska" ;-)
  • Goje i geje
    w jednym Holly Woodzie żyli....
  • Na Wikipedii opis Breaking Bad zaczyna się od " amerykański serial telewizyjny z gatunku komediodramatu kryminalnego", debil to pisał. Jest to serial najdalej położony od komedii jak się da, chociaż pierwsze odcinki mogą sprawiać inne wrażenie. Studium zła.
    Najdalej to bym nie rzekł, bo jednak BB bardzo często bywa tragikomedią albo czarną komedią.
    Co nijak nie umniejsza ogólnego tragizmu sytuacji, ba nawet go pogłębia, ale jest to też autentycznie komiczne.
    SPOILER ON, jeżeli ktoś nie oglądał, lepiej niech nie czyta. Rozpieprzył mnie ten serial totalnie. Pierwsze 4 sezony są znakomite, 5 trochę zbyt szybki, posklejany, ale historię trzeba było domknąć, kontynuowania dalej, paroma następnymi sezonami, widzowie by już nie wytrzymali. Zaczęło się robić już zbyt ciężko. Serial jednak uniknął problemu, który był np. w Długu, czyli - niech to już się skończy, mamy dość.
    Prawda. Acz powiem szczerze robię teraz rewatching, bo postanowiłem pokazać serial matce i mimo przyspieszenia lepiej mi się ogląda 5 niż 4. Finał 4 tak uwielbiany przez widzów u mnie zostawił mdły posmak sztuczności.
    Niemniej spokojnie mogliby zamiast dwóch pół sezonów 8 odcinkowych zrobić np. 2 krótsze sezony 10 odcinkowe by dać trochę oddechu.
    I bardzo ważne jest też ostatnie zdanie White do żony - zrobiłem to dla siebie, kręciło mnie to, czułem że żyłem. Cała historia, aż do ostatnich scen, niosła jednak przesłanie - do czego jest zdolny zdeterminowany facet, z ukrytym potencjałem. A gówno, wcale nie tak, po prostu, pociągnęło go zło i chęć bycia zajebistym. Srał na rodzinę. Miał wielki kompleks z młodości, który w ten sposób wyleczył. SPOILER OFF
    Najlepsze jest to, że jak się ogląda po raz drugi, to to wali od razu po oczach, wcale nie tak bardzo subtelnie, ale rytm scenariusza nieco człowieka oszukuje. Ale jest w tym coś takiego jak oglądałem znowu pierwszy sezon - ten człowiek się w ogóle nie zmienił, zmieniła się sytuacja, jego pozycja, relacja do świata, ale nie on sam.
    Nie szkoda czasu na sequel?
    Bywają dobre i złe.
    BCS póki co zbiera bardzo dobre recenzje, acz jeszcze nie widziałem, więc tyle wiem.
    SPOILER ON. Powiem tak, finał 4 sezonu to jest jedna z nielicznych udanych końcówek seriali (można było nie kręcić dalej). Scena z człowiekiem bez połowy twarzy wbiła w ziemię. SPOILER OFF.
    Ha, a u mnie jak pisałem 4 sezon na końcu zrobił się sztuczny nadmiernie. Najlepszy finał miał moim zdaniem 3 sezon. (I nie oczywiście trzeba było kręcić dalej, bo sezon 4 tak jak się skończył nie rozwiązuje nijak tego o czym ten serial jest, a nie jest o starciu Pana Białego z Panem od Kurczaków, to jeno epizod (nadmiernie rozwleczony IMHO).
    Ostał się Jesse, który i tak się zaćpa
    No ja tam nie byłbym takim pesymistą. Wierzę że został buszmenem w Nowej Zelandii.
    Nie mówiąc o zabitym przypadkowym dzieciaku, to pamiętam, a trupów przypadkowych było znacznie więcej. Co gorsza - rozpuszczonych w kwasie, znikniętych zupełnie, chyba najgorszy rodzaj śmierci - zniknąć bez śladu, nikt nic nie wie.
    Znakomity to zresztą kontrast z tym jak Jesse i Walt zaczynali rozpuszczać ludzi.
    Żydy
    No jednakowoż nie (może dlatego takie dobre).Showrunner BB - Jerzy Wincent Gilligan jest Irlandczykiem.

  • Obejrzałem 3 sezony "Better call Saul". Dobry serial, ale zdecydowanie inny niż Breaking Bad. Delikatniejszy, z mniejszą dawką emocji. Ot, życie prawników z równoległą historią mafijną. Ale znowu znakomicie narysowane postacie (parę znanych z BB). I znowu niejednoznaczny główny bohater, którego ludzie zmuszają do wałów i manipulacji. Warto obejrzeć.
  • Też właśnie oglądam "Better call Saul", dobry.
  • Bardzo dobry.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.