Polityka PiS vs aktywna rodzina

500+
Wskaźnik zatrudnienia (15-64 lata) wg BAEL
dla kobiet:
2013 - 53,4%
2014 - 55,2%
2015 - 56,6%
2016 - 58,1%
2017 - 59,5%

Wiek emerytalny 60/65
Średni wiek dezaktywizacji zawodowej:
2013 - 61,3
2014 - 62,2
2015 - 61,3
2016 - 61,8
2017 - 63,2

Dane GUS

Komentarz

  • A tak w zasadzie: wysoki poziom zatrudnienia kobiet to zjawisko cywilizacyjnie pozytywne czy wręcz odwrotnie?
  • loslos
    edytowano April 24
    Pozytywne. Do początków XX wieku dom był przedsiębiorstwem pod kierunkiem kobiety noszącej zaszczytny tytuł "pani domu", potem stał się hotelem albo więzieniem. Nie należy trzymać ludzi w więzieniu bez wyroku.
  • Oba porównałbym raczej ze wskaźnikami bezrobocia :)
  • los napisal(a):
    Pozytywne. Do początków XX wieku dom był przedsiębiorstwem pod kierunkiem kobiety noszącej zaszczytny tytuł "pani domu", potem stał się hotelem albo więzieniem. Nie należy trzymać ludzi w więzieniu bez wyroku.
    bo pani siedząca w domu z cudzą matką albo dziećmi za pieniądze jest w pracy, z własną matką lub dziećmi za friko to pani w więzieniu lub hotelu. Brawo.

  • Szczerze mówiąc nie zrozumiałem. Dałoby się po polsku?
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Oba porównałbym raczej ze wskaźnikami bezrobocia :)
    Jasne. Tylko że powyższe zestawienie nie ma pokazywać korelacji. Ma falsyfikować tezę, że powyższe programy muszą koniecznie prowadzić do dezaktywizacji zawodowej. Nie muszą.
  • los napisal(a):
    Szczerze mówiąc nie zrozumiałem. Dałoby się po polsku?
    Chodzi o to, że kobieta wychowująca cudze dzieci zwiększa poziom zatrudnienia, a kobieta wychowująca własne dzieci, nie zwiększa. Ale to bardziej problem metodologiczny niż merytoryczny.
  • Ale jak to się to ma do kufy nędzy do mojego wpisu?

    Dla porządku - od zawsze gardziłem i nadal gardzę wszelkimi statystykami, zestawieniami i formalnymi opisami. Nigdy mnie nie interesował papier, zawsze stan rzeczy.
  • KazioToJa napisal(a):
    los napisal(a):
    Pozytywne. Do początków XX wieku dom był przedsiębiorstwem pod kierunkiem kobiety noszącej zaszczytny tytuł "pani domu", potem stał się hotelem albo więzieniem. Nie należy trzymać ludzi w więzieniu bez wyroku.
    bo pani siedząca w domu z cudzą matką albo dziećmi za pieniądze jest w pracy, z własną matką lub dziećmi za friko to pani w więzieniu lub hotelu. Brawo.

    los napisal(a):
    Szczerze mówiąc nie zrozumiałem. Dałoby się po polsku?
    To raczej Twój wpis jest niejasny, Losie ;)
    Ja odczytałam, że potępiasz zrobienie z domu więzienia lub hotelu. Kazio bardziej dosłownie - że pochwalasz ucieczkę z tegoż domu-więzienia.
    Więc się wytłumacz.
    Jeśli to interpretacja Kazia jest poprawna, mogę Ci wytłumaczyć, co "poeta miał na myśli."
  • los napisal(a):
    Pozytywne. Do początków XX wieku dom był przedsiębiorstwem pod kierunkiem kobiety noszącej zaszczytny tytuł "pani domu", potem stał się hotelem albo więzieniem. Nie należy trzymać ludzi w więzieniu bez wyroku.
    Co za bzdura
  • Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.

    Dziś albo wszyscy znikają rano i wracają na noc (hotel) albo małżonka niańczy dzieci, sprząta i gotuje obiady dla pana domu z czasach stając się coraz bardziej służącą a coraz mniej panią domu i partnerką męża. A kiedy dzieci idą do szkoły zostaje z pustką. Nasze czasy nie traktują rodziny dobrze.
  • Czyli "praca czyni wolnym". Spytam małżonkę która kilka lat nie pracowała czy żyła w hotelu czy w więzieniu.
  • Kilka lat OK. A całe życie? Nie jest łatwo kobiecie wrócić do firmy.
  • raste napisal(a):
    Czyli "praca czyni wolnym". Spytam małżonkę która kilka lat nie pracowała czy żyła w hotelu czy w więzieniu.
    YMMNight!
  • los napisal(a):
    Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.

    Dziś albo wszyscy znikają rano i wracają na noc (hotel) albo małżonka niańczy dzieci, sprząta i gotuje obiady dla pana domu z czasach stając się coraz bardziej służącą a coraz mniej panią domu i partnerką męża. A kiedy dzieci idą do szkoły zostaje z pustką. Nasze czasy nie traktują rodziny dobrze.
    A - to jeszcze interpretacja trzecia, pośrednia. Zgadzasz się, że "normalne" były dawniejsze czasy, ale równocześnie popierasz pracę zawodową kobiet. OK.

    Ale i w tych dawniejszych czasach i obecnie cała armia kobiet zajmowała się dziećmi, osobami starymi, chorymi itp. Ktoś przecież musi. Kiedyś była to służba, częściej rodzina wielopokoleniowa.
    Kazio słusznie zauważa, że absurdem jest powierzanie własnych dzieci (niedołężnych rodziców) obcym kobietom z równoczesnym zatrudnianiem się do opieki nad cudzymi dziećmi. Nie każda wszak kobieta będzie pracowała w firmie, większość (nie znam statystyk, zastrzegam) pracuje w dużo mniej ciekawych miejscach pracy.
    A po pracy i tak muszą odrobić cały więzienny kierat.:(
  • edytowano April 25
    Moja Małżonka po krótkim dwuletnim epizodzie zawodowym pracowała 11 lat w domu. W 2001 roku firma w której pracowała wcześniej już nie istniała, więc zaczynała karierę zawodową od początku, równolegle robiąc studia zaoczne. Dziś jest głównym specjalistą i zarabia niewiele mniej ode mnie, który nie miałem żadnej przerwy.
  • Maria napisal(a):
    A - to jeszcze interpretacja trzecia, pośrednia. Zgadzasz się, że "normalne" były dawniejsze czasy, ale równocześnie popierasz pracę zawodową kobiet.
    Na miłość Boską, przez całą historię kobiety pracowały ciężej niż mężczyźni! Nie dajmy się prowadzić za nos durnym statystykom. Idzie tylko o to, że przez lata praca domowa straciła na wyrafinowaniu i godności.

  • los napisal(a):
    Maria napisal(a):
    A - to jeszcze interpretacja trzecia, pośrednia. Zgadzasz się, że "normalne" były dawniejsze czasy, ale równocześnie popierasz pracę zawodową kobiet.
    Na miłość Boską, przez całą historię kobiety pracowały ciężej niż mężczyźni! Nie dajmy się prowadzić za nos durnym statystykom.

    Idzie tylko o to, że przez lata praca domowa straciła na wyrafinowaniu i godności.

    Aaa, to teraz wszystko jasne (w temacie osssohodzi...)
  • los napisal(a):
    Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.
    A czy to nie jest wizja pracy z cyklu "stare, dobre czasy"?
    Ilu procent dotyczyła taka wizja życia jak opisana powyżej? Pewnie kilku. Wystarczyło, że doczytałem do momentu "służba" ;-) Przecież robotnicy i rolnicy też kiedyś mieli więcej dzieci niż teraz.
  • edytowano April 25
    los napisal(a):
    Maria napisal(a):
    A - to jeszcze interpretacja trzecia, pośrednia. Zgadzasz się, że "normalne" były dawniejsze czasy, ale równocześnie popierasz pracę zawodową kobiet.
    Na miłość Boską, przez całą historię kobiety pracowały ciężej niż mężczyźni! Nie dajmy się prowadzić za nos durnym statystykom. Idzie tylko o to, że przez lata praca domowa straciła na wyrafinowaniu i godności.

    Ależ ja się w tym punkcie całkowicie z Tobą zgadzam. Również w pełni popieram opinię, że obecne czasy nie traktują rodziny dobrze - a nawet mocniej - z pełną premedytacją rozwalają rodzinę. Kompletnie zatem nie rozumiem, co chcesz tu udowodnić?
    I o jakich durnych statystykach mówisz?

  • edytowano April 25
    los napisal(a):
    Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.

    Ja rozumiem, że wszyscy czujemy się duchowo spadkobiercami szlachty Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale tak się składa, że większość populacji to jednak byli chłopi i na skutek naszej historii większość obecnej populacji to ich potomkowie. I tam raczej służba i rezydenci to nie była norma.
    Żona zasuwała w polu równo z mężem, a w chwilach wolnych gotowała i sprzątała dom. dzieci małe pod opieką (pra)dziadków, większe pasały gęsi lub krowy. Albo chodziły do dworu pracować.
  • do dwora
    albo na pole

    pracować ;)
  • christoph napisal(a):
    do dwora
    albo na pole

    pracować ;)
    Poprawiłem, dziękuję,
  • Gorlias_Fitzgorgon napisal(a):
    los napisal(a):
    Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.

    Ja rozumiem, że wszyscy czujemy się duchowo spadkobiercami szlachty Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale tak się składa, że większość populacji to jednak byli chłopi i na skutek naszej historii większość obecnej populacji to ich potomkowie. I tam raczej służba i rezydenci to nie była norma.
    Żona zasuwała w polu równo z mężem, a w chwilach wolnych gotowała i sprzątała dom. dzieci małe pod opieką (pra)dziadków, większe pasały gęsi lub krowy. Albo chodziły do dworu pracować.
    Otóż to. ;-)
  • loslos
    edytowano April 25
    Gorlias_Fitzgorgon napisal(a):
    Ja rozumiem, że wszyscy czujemy się duchowo spadkobiercami szlachty Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale tak się składa, że większość populacji to jednak byli chłopi i na skutek naszej historii większość obecnej populacji to ich potomkowie. I tam raczej służba i rezydenci to nie była norma.
    Różnica między dworem a chłopską chatą nie była wielka. Byli parobkowie, byli komornicy, relatywna pozycja baby była nawet mocniejsza niż pani ze dwora.

    Różnica polega na tym, że pani domu zarządzała całą tą hałastrą, która się tam gromadziła. Dziś tylko obsługuje.
  • nurrrmalnie matriarchat!
    tak też był w Gieschwaldzie czy na NIkischschacht, baba rządziła, chłop szedł na 12 godzin do roboty albo pod ziemię, ojcem sie dzieci straszyło
  • edytowano April 25
    U mnie w domu jest jak w XIX wieku. Nie narzekam. Ponawalać się mogę na forum i porządzić w robocie. Czasem i w robocie się ponawalam. Potem w domu spokojniejszy i pokorniejszy jestem.
  • Na Slunsku zona górnika oprócz zajmowania sie licznym drobiazgiem prowadziła spore gospodarstwo rolno-ogrodnicze. Dzus ta funkcja zredukowała się do wyprawienia dzieci do szkoły, posprzątania domu i ugotowania obiadu. Dominuje pustka, którą trzeba czymś wypełnić. Dobrze jeśli jest to działalność społeczna, gorzej jeśli telewizor. Jestem wrogiem siedzenia przez panie w domy, jeśli nie ma to jakiejś.sensownej podbudowy.
  • christoph napisal(a):
    do dwora
    albo na pole

    pracować ;)
    Pracować to: w polu, na pole to się idzie tam gdzie błędnie ;) mówicie "na dwór" bo to znaczy chodzić po dachu... po co?
  • los napisal(a):
    Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.

    Dziś albo wszyscy znikają rano i wracają na noc (hotel) albo małżonka niańczy dzieci, sprząta i gotuje obiady dla pana domu z czasach stając się coraz bardziej służącą a coraz mniej panią domu i partnerką męża. A kiedy dzieci idą do szkoły zostaje z pustką. Nasze czasy nie traktują rodziny dobrze.
    Jak to dobrze, że dzięki nieuchronnym procesom dziejowym nie już pań, slużby, jaśniepaniczów i rezydentów. Wszyscy już leżą w #dółzwapnem
  • Gorlias_Fitzgorgon napisal(a):
    los napisal(a):
    Po prostu - w czasach normalnych w domu było kilkoro dzieci, służba, rodzina, niekiedy rezydenci, zachodzili domokrążcy lub rzemieślnicy a wszystko to podporządkowane było pani domu, więc jej praca tak bardzo się nie różniła od pracy męża w polu czy w kantorku.

    Ja rozumiem, że wszyscy czujemy się duchowo spadkobiercami szlachty Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale tak się składa, że większość populacji to jednak byli chłopi i na skutek naszej historii większość obecnej populacji to ich potomkowie. I tam raczej służba i rezydenci to nie była norma.
    Żona zasuwała w polu równo z mężem, a w chwilach wolnych gotowała i sprzątała dom. dzieci małe pod opieką (pra)dziadków, większe pasały gęsi lub krowy. Albo chodziły do dworu pracować.
    Nie inaczej. Byliśmy niewolnikami we własnym kraju.
  • Doprawdy ciekawi, skoro wszystkie kobiety to były zarządczynie małych lub średnich przedsiębiorstw, to kim one zarządzały? A może w Starych Dobrych Czasach trve szlachty i nieróżniącego się od niej chłopstwa (to naprawdę padło w tym wątku, wow) proporcja kobiet do mężczyzn była 1:10? Dziś jest 106:100, może to jest problem?
    Tak się kończy, jak ktoś ma w dupie statystyki, a interesuje go trve stan rzeczy.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.