Bariera 40% i polski kapitał

Dwie refleksje mnie naszły przy sobocie:

Pierwsza taka, że na razie PiS nie przebije mocno bariery 40% to jest samodzielnej większości parlamentarnej nie wspominając o konstytucyjnej.Przykre to i źle świadczy o rozsądku, a może i morale współobywateli, ale tak jest. To oznacza zaś, że trzeba mozolnie pracować kolejne dwa lata tej kadencji, w żadnym razie nie dopuścić do przedterminowych wyborów i ciułać kolejne procenty. W jasnym scenariuszu zbliży się do 50 %, albo tyle głosów pójdzie na partie poniżej progu, że mniej wystarczy do samodzielnego rządzenia. To jednak również oznacza, że nie można wybrzydzać i co rusz próbować usnąć, a to gowinowców, a to jurkowców, a to ziobrystów czy też innych pojedynczych za karę za brak rewolucyjnego zapału. Oni są i zapewne będą potrzebni choćby dla utrzymania tej niewielkiej większości. Mało tego trzeba się rozglądać za następnymi, w tym penetrować K'15 i PSL bo bez tego większości konstytucyjnej można nie uzyskać nigdy. To też oznacza, że poszerzanie bazy poprzez pewne usamodzielnianie się ośrodka prezydenckiego i związane z tym kłopoty mogą się okazać bardzo przydatne.

Druga refleksja taka, że na duży polski kapitał prywatny nie ma co liczyć, a polski kapitał potrzebny jest pilnie i bardzo dla bezpieczeństwa ekonomicznego, socjalnego i militarnego Polski. Duży polski kapitał prywatny reprezentują Solorz i Maspex, jako przykłady. Skąd są i co reprezentują tłumaczyć tu nie potrzeba. Nie jestem pewien czy to lepszy dla polskich interesów kapitał niż niemiecki, a już z pewnością nie lepszy niż większości wielkich korporacji międzynarodowych. Pozostaje więc kapitał państwowy, czyli wspominana przeze mnie polityka kapitalizmu państwowego realizowana przez Wicepremiera Morawieckiego. To nie jest liberalna polityka wolnorynkowa niestety, ale jest, moim zdaniem, konieczna najpewniej najmniej przez dwie kadencje. W międzyczasie można pomyśleć o upowszechnianiu polskiej własności i organizowaniu polskich oszczędności poprzez fundusze państwowo- obywatelskie czy państwowo-pracownicze.

Reasumując: trzeba głosów i posłów i trzeba kasy kontrolowanej przez rząd.To długi bieg. Głównym problemem będzie konieczność drobnych, często nieładnych, kompromisów zagrażająca zniechęceniem i rozczarowaniem elektoratu, demoralizacją we własnych szeregach i utratą impetu i kierunku zmian. Alternatywa to przyspieszenie i eskalacja konfliktu wewnętrznego i zewnętrznego na wszystkich frontach jednocześnie.To o wybór w tej sprawie toczy się obecnie spór wewnątrz Dobrej Zmiany. A wy co byście wybrali?
Otagowano:

Komentarz

  • Uważam, że low hanging fruit i proste rezerwy to poprawa polityki komunikacyjnej Partii i Rządu.
  • edytowano August 2017
    W tej dziedzinie w Dobrej Zmianie panuje imposybilizm. Każdy kto będzie skutecznie próbował będzie natychmiast posądzany o zdradę i sprzyjanie III RP. Następnie zostanie wyrzucony z hukiem lub bez i nie znajdzie roboty ani w mediach prawackich, ani lewackich, ani platformersko - oportunistycznych. Więc pozwolić sobie mogą na to tylko redaktorzy i komentatorzy bardzo bogaci z domu lub innego powodu i gotowi założyć własne media i dokładać do nich kilka lat.

    Oczywiście żartowałem. Na pewno TVP i WSieci przyjmą każdego zdolnego i uczciwego z otwartymi rękoma.
  • Dobry żart tynfa wart, naści!
    image

    Natomiast tak serio, to cierpię dusznie z tego powodu, że jak była kąpania wyborcza, to przez pół roku Partia Dobrej Zmiany dała radę wytłomaczyć tut. ludożerce co i jak i dlaczego.

    A teraz? Teraz komuch Piotrowski gania sędziów komuchów, a szyszkownik Szyszko pała żądzą wycięcia Puszczy Białowieszczańskiej i nikt nie kwapi się nawet spróbować wytłomaczyć, że te zmiany są Dobre a może nawet Bardzo Dobre.
  • edytowano August 2017
    Widać straszną traumę przeżywają wciąż zasłużeni działacze PiS po podwójnej kampanii wyborczej, w czasie której musieli uważnie słuchać instruktażu bezczelnych młokosów w rodzaju Mastalerka, stosować się do niego i w dodatku byli chyba ze stosowania się rozliczani. Nie no, za takie despekty i brak szacunku to należy się co najmniej dziesięć lat czyśćca politycznego. Kłopot w tym, że wybory bywają częściej. Drugi kłopot taki, że ci młodzieńcy znaleźli sobie już jakieś inne zajęcia i mogą być drożsi do wynajęcia, a na woluntariat, po wywaleniu z hukiem w nagrodę za wydatny udział w zwycięstwie, bym nie liczył. Może jednak znajdą się nowi młodzi i zdolni. Młodzież bywa ufna i ideowa.

    PS: Prawda, prawda - dopiero com wyczytał we wpisie naszego Kolegi w sąsiednim wątku o Rebelece dygresję na temat Szefernakera. Jest podobno be bo karierowicz wstrętny. Co innego jak posłem z dietą, a czasem stanowiskiem ministerialnym zostaje jakiś zasłużony działacz (nazwiska podaję na życzenie). U nich to poświęcenie, a nie ohydna kariera, a już z pewnością żadna tam żądza władzy i ambicja.
  • Rafał napisal(a):
    młodzieńcy znaleźli sobie już jakieś inne zajęcia i mogą być drożsi do wynajęcia, a na woluntariat, po wywaleniu z hukiem w nagrodę za wydatny udział w zwycięstwie, bym nie liczył. Może jednak znajdą się nowi młodzi i zdolni. Młodzież bywa ufna i ideowa.
    Arcyprzezabawne! Gdyż streścił Kolega właśnie potylikę kadrową Januszka, który bodaj ćwierć wieku na tej koncepcji jedzie. Zawsze znajdą się młodzi i zdolni, którzy uwierzą Wodzu, który ich wykorzysta, wyssie soki a skorupę plugawą precz odrzuci.

    W UPR mawiano, że Januszek to taki wuc, co ma potrzebę ograniczonego sukcesu - że, krótko mówiąc, 3% głosów to dość i że więcej nie będzie nigdy, bo gdyby się coś działo to Januszek zawsze znajdzie sposób żeby bohatersko udupić. Mawiano też, że Wielki Manitou to wuc, który również posiada zapotrzebowanie ograniczonego sukcesu, ale jego wyceniano na 30%. No, zabawnie wyszło, bo z tego 30% wyszło 37,5% i przez przypadek zrobiło niezależną większość sejmową.

    Tem niemniej mekanizm ograniczonego sukcesu wiecznie żywy.
  • No mam nadzieję, ze moje zgryźliwe uwagi pozostaną tylko uwagami, a ja się okażę czepliwym zgredem.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.