Dlaczego muszą nas zajebać

2

Komentarz

  • SigmundvonBurak napisal(a):
    posix napisal(a):
    SigmundvonBurak napisal(a):
    Dzisiejsza młodzież z miasta do niczego sie nie nadaje. Jedynie dzieciaki ze wsi jeszcze . To taka ogólna obserwacja mogą być wyjątki. Ile się forumowiczom wydaje ,że płacą rolnicy skoro mowa o groszach? W tego typu pracach trzeba zasuwać. Truskawek nie da się importować,tj będą niesmaczne.No chyba ,że komuś smakują hiszpańskie(przykładowo) Smacznego . I gdzie te bardzo drogie truskawki w przeciętnym sezonie,bez przymrozków? Najtańsze na świecie chyba.W tej chwili są truskawki z polskich szklarni to drogie. No i zagraniczne.
    Do czego się nie nadaje? Do ciężkiej pracy?
    Według mojej obserwacji(rolnika) zdecydowanie tak. Nie wiem czy to kwestia kiepskiej kondycji fizycznej czy też coś innego.
    To masz rację

    ____

    Moim ulubionym owockiem jest agrest. Dawniej zbierałem sobie na działce u rodziny. Obecnie czasami jakaś babcia sprzedaje w sezonie.

    Jest to w istocie swojej najsmaczniejszy owoc.
  • marniok napisal(a):
    Truskawki są przereklamowane. Nie przepadam.
    Apage!
    Albo - oddaj mi! :)
  • Zbiór truskawek to moja zmora z dzieciństwa i wczesnej młodości. Pół godziny nie mogłem wytrzymać w tej pozycji.
    Jedyna rada to zbiór na leżąco z platformy ciągnionej za traktorem. Tak jak się zbiera ogórki
  • Ja zbierałem maliny i jeżyny, ale nie na robotach sezonowych, tylko w sadzie rodziny. ;) W przypadku tych owoców trzeba mieć sokole oko, bo roślinki te mają tendencje do rozrastania się i tworzenia gęstych chruśniaków, w których można przeoczyć owoce. ;) Aha, taki mały offtop odnośnie szparagów - tydzień temu pierwszy raz w życiu spróbowałem tego warzywa. Chciałem to zrobić, bo podobno zdrowe. No i trafiła się okazja - były jako przystawka owinięte w szynkę. ;)
  • Rafał napisal(a):
    Z owocami i warzywami ważniejszy jest problem sezonowości niż techniki zbioru. Z tego co wiem, a wiem co nieco, Zachód idzie w kierunku wydłużania zbioru. To się da robić bardzo uprzemysławiając uprawy, zapewniając stabilne warunki przez dłuższy czas niż naturalny sezon - temperatura, wilgotność, naświetlenie itp. To się daje zrobić w warunkach mocno zmodyfikowanych w stosunku do naturalnych, w więc raczej w zamkniętych halach, wielopiętrowo i w kontrolowanej atmosferze. To dodatkowo daje większe możliwości mechanizacji i wyższe plony. To kosztuje, ale gdy praca staje się bardzo droga lub jej nie da się kupić jest obiecującym wyjściem. Polscy hodowcy mogą też pójść w tym kierunku i zapewne pójdą. Jakakolwiek technikę zastosują jeszcze przez dziesiątki lat będą mieć przewagę kosztową bo nawet droga praca będzie tańsza niż bardzo droga na Zachodzie i niż ziemia i inne istotne składniki kosztu. Na marginesie - dlatego walka o tanią energię w Polsce ma kluczowe znaczenie dla konkurencyjności. Druga tendencja to właśnie automatyzacja, w tym zbioru. W pełną robotyzację nie wierzę. Jeszcze dziesiątki lat nie będzie zapewniać odpowiedniej jakości, a nawet jeśli to będzie droższa niż zbiór ręczny. To wbrew pozorom bardzo skomplikowane - o wiele bardziej niż montaż auta czy produkcja korpusu silnika. Istnieją jednak mniej efektowne, a obiecujące kierunki zmian wspomagające zbiór ręczny i podnoszące jego wydajność.
    Na marginesie, dobry tytuł dla truskawkowego wątku.

    Te różne metody wydłużania zbioru odbijają się mocno na smaku truskawek, stąd nadzieja, że uprawa na skalę przemysłową nie zniszczy upraw w małej skali.
    Poza tym w Polsce też ponoć wydłuża się okres zbioru, choć słyszałem głównie o działaniach pt. wyścig o to kto pierwszy na rynku w tym sezonie. "Doping", który powinien być niedozwolony znajduje się właściwie poza kontrolą. Dlatego z wszelkimi nienaturalnie wcześnie sprzedawanymi owocami określanymi przez sprzedawców jako polskie - zaleca się dużo ostrożności.
  • A to nie jest tak, że sezon się wydłuża poprzez łączenie go z następnym sezonem? Najpierw truskawki, potem maliny, następnie pomidory, gruszki, jabłka. Wozisz brygady z kontenerami i kucharzem od plantacji do plantacji, zależnie od wegetacji?
  • Byłem w lutym na targach Fruit&Logistica w Berlinie - największych w Europie. No i muszę przyznać że te "przemysłowe" truskawki, pomidory i inne są już bardzo smaczne. Technologia idzie do przodu, ale podejrzewam że głównie chodzi o staranność i koszty - ten smak też kosztuje - składniki i czas.

    Przez wydłużanie sezonu rozumiem tu po prostu uprawę poza naturalnymi bez okrywy sezonami. Dobre warunki dla wzrostu i dojrzewania truskawki da się wytworzyć i na Syberii w lutym. Rzecz w tym aby to było opłacalne czyli po rozsądnym koszcie. Główne czynniki potrzebne do wzrostu rośliny to energia - słońce lub inne źródło promieniowania o odpowiednim widmie oraz węgiel w CO2. Potrzebny też azot i tlen , które są w powietrzu i mikroelementy, które można dostarczyć. Potrzebna woda jako substancja tworząca większość biomasy oraz jako nośnik. No i potrzebne podłoże - coś w czym osadzi się system korzeniowy. Może być coś zupełnie jałowego, nawet lepiej takie. Nadaje się torf wysoki czy wełna mineralna. Widziałem ostatnio 24 ha takich szklarni pod pomidory, ogórki, paprykę. Truskawki też tak można.

    Zamiast wozić truskawki z Maroko w lutym można je uprawić na cieple odpadowym z elektrowni czy geotermii blisko rynku zbytu. To będzie robione i decydować będzie koszt ciągniony od pola do stołu.
  • Rafał napisal(a):Zamiast wozić truskawki z Maroko w lutym można je uprawić na cieple odpadowym z elektrowni czy geotermii blisko rynku zbytu. To będzie robione i decydować będzie koszt ciągniony od pola do stołu.
    To jest pomysł jeszcze z epoki Gierka. Przykład realizacji: gospodarstwo ogrodnicze w Ryczywole bazujące na cieple odpadowym z elektrowni Kozienice. Tyle, że tam raczej pomidory i paprykę uprawiają.

    Jest to problematyczne organizacyjnie (weź pan zmuś koncern energetyczny, żeby elektrownię przerobił i udostępnił ciepło odpadowe) i technologicznie (pozyskanie ciepła odpadowego pogarsza sprawność elektryczną elektrowni).
    No i problem skali. Żeby wykorzystać ciepło odpadowe z 1 bloku energetycznego, niechby i 360 MW, trzeba machnąć ładnych kilkanaście - kilkadziesiąt ha pod szkłem. Trzeba być zdolnym do wyłożenia należytej kasy na wybudowanie i utrzymanie takiego obiektu.
  • krzychol66 napisal(a):
    Rafał napisal(a):Zamiast wozić truskawki z Maroko w lutym można je uprawić na cieple odpadowym z elektrowni czy geotermii blisko rynku zbytu. To będzie robione i decydować będzie koszt ciągniony od pola do stołu.
    To jest pomysł jeszcze z epoki Gierka. Przykład realizacji: gospodarstwo ogrodnicze w Ryczywole bazujące na cieple odpadowym z elektrowni Kozienice. Tyle, że tam raczej pomidory i paprykę uprawiają.

    Jest to problematyczne organizacyjnie (weź pan zmuś koncern energetyczny, żeby elektrownię przerobił i udostępnił ciepło odpadowe) i technologicznie (pozyskanie ciepła odpadowego pogarsza sprawność elektryczną elektrowni).
    No i problem skali. Żeby wykorzystać ciepło odpadowe z 1 bloku energetycznego, niechby i 360 MW, trzeba machnąć ładnych kilkanaście - kilkadziesiąt ha pod szkłem. Trzeba być zdolnym do wyłożenia należytej kasy na wybudowanie i utrzymanie takiego obiektu.
    miało tak być pod Opolem, ale przesunęli granice i zakład tera w mieście, i nici z dofinansowania dla produkcji rolnej w mieście.
    miało być 100 lub 70 ha pod szkłem z odpadowym ciepłem i CO2 z komina, prywatny miał na to pomysł i montaż finansowy

    sprawność elektrowni moze trochę straci, ale zyska sprawność układu, czyli więcej uzysku z tony węgla. zależy w jakiej skali liczymy
  • edytowano May 14
    krzychol66 napisal(a):
    To jest pomysł jeszcze z epoki Gierka. Przykład realizacji: gospodarstwo ogrodnicze w Ryczywole bazujące na cieple odpadowym z elektrowni Kozienice.
    Podobnie jest ze szklarniami pod Będzinem, które ogrzewa Elektrownia Łagisza.



    Jest to problematyczne organizacyjnie (weź pan zmuś koncern energetyczny, żeby elektrownię przerobił i udostępnił ciepło odpadowe) i technologicznie (pozyskanie ciepła odpadowego pogarsza sprawność elektryczną elektrowni).
    Parę po turbinie wysyła się do chłodni kominowych celem skroplenia albo na wymienniki wody z Wisły jak w Elektrowni Połaniec. Technicznie żaden problem, porównywalny koszt inwestycyjny, ta sama sprawność.



    No i problem skali. Żeby wykorzystać ciepło odpadowe z 1 bloku energetycznego, niechby i 360 MW, trzeba machnąć ładnych kilkanaście - kilkadziesiąt ha pod szkłem. Trzeba być zdolnym do wyłożenia należytej kasy na wybudowanie i utrzymanie takiego obiektu.
    Chętni na zbudowanie szklarni-giganta pewnie by się znaleźli. Gorzej z instalacją zasilającą w ciepło z elektrowni. W przypadku Łagiszy to jest ~10 kilometrów izolowanych rur o średnicy ~500mm. Peerel inaczej traktował koszta inwestycyjne, więc powstawały elektrociepłownie i sieci zasilające całe osiedla. Teraz nikt normalny tego nie robi, bo podobne inwestycje nie zwracają się nigdy. Szklarnie to jest biznes, a nie mieszkaniówka, więc prawdopodobnie w jakichś szczególnych warunkach (bardzo blisko) będzie się opłacać, tak jak stawianie zakładów produkujących płyty gipsowo-kartonowe za płotem, tuż przy przy elektrownianych magazynach odpadów powstałych po odsiarczaniu spalin.

  • Parę po turbinie wysyła się do chłodni kominowych celem skroplenia albo na wymienniki wody z Wisły jak w Elektrowni Połaniec. Technicznie żaden problem, porównywalny koszt inwestycyjny, ta sama sprawność.
    To nie do końca tak. Chłodnia kominowa bądź Wisła musi zostać, bo trzeba zrobić coś z ciepłem w ciągu lata bądź w warunkach awaryjnych. Wymiennik do szklarni jest kosztem dodatkowym.
    Temperatura skraplania wody w chłodni kominowej to - o ile dobrze pamiętam - 36 st.C. Każdy stopień wyżej to pogarszanie sprawności elektrycznej elektrowni.
    W samej zaś szklarni musi być jakieś awaryjne źródło ciepła. Bo - jeżeli z jakichś powodów - np. braku zapotrzebowania, albo awarii - elektrownia nie pracuje, to całą uprawę szlag trafi.
  • edytowano May 14
    Jasne że to nie jest proste. Jednak w technologiach jest postęp, w różnych dziedzinach jest.
    I jeszcze jedno: skala nie jest tu problemem lecz zaletą. Oszczędności są na koszcie i przesyle energii i najlepiej aby było blisko rynku, a elektrownie zwykle są w pobliżu dużych aglomeracji i dróg transportu. No i ludzie do pracy są.
  • elektrowni nie gasi się (nie wyłancza) jak telewizora. można się dogadać co do terminów i kosztów

    . pod Opolem odległość wynosiła z 3 km

    Największa w Europie szklarnia pod Opolem

    22 listopada 2009 | 00:00

    Mimo dwuletniego poślizgu i kryzysu Gospodarstwo Ogrodnicze T. Mularski zbuduje pod Opolem największą w Europie szklarnię do uprawy pomidorów. Zatrudnienie znajdzie tu ponad tysiąc osób. Szklarnie będą kupować energię i ciepło w Elektrowni Opole.

    Gigantyczne szklarnie mają zająć powierzchnię 100 hektarów w miejscowości Świerkle w gminie Dobrzeń Wielki. - W ciągu dwóch, trzech lat chcemy zakończyć inwestycję - zapowiada Marcin Mularski, współwłaściciel firmy. Mówił tak już dwa lata temu, ale prace się nieco opóźniły, choćby poprzez wykup gruntów od prywatnych właścicieli.

    Koszt przedsięwzięcia to około 250 mln zł, a zatrudnionych tam będzie 1000-1200 osób - dodaje.

    Szklarnie mają być ogrzewane parą wodną, która dziś właściwie jako produkt uboczny przy produkcji energii w Elektrowni Opole wydostaje się do atmosfery. Zgodnie z projektem para dostarczana do szklarni ma być ciepłociągiem (dwie rury, każda o średnicy 90 cm) o długości 2,5 km. Budowa ciepłociągu to z kolei koszt prawie 100 mln zł. Elektrownia ze swej strony przygotuje możliwość pobierania ciepła, trwają też właśnie negocjacje warunków jego zakupu.

    Do uprawy pomidorów potrzeba również dwutlenku węgla, który ogrodnictwo kupuje m.in. w ZAK SA w Kędzierzynie-Koźlu czy Puławach, bo Mularscy mają już w sumie 52 hektarów szklarni w kilku miejscach w Polsce. - Dwutlenek węgla jest szkodliwy dla człowieka, ale do uprawy pomidorów - niezbędny. Zakłady oczyszczają dwutlenek węgla, kompresują, a my kupujemy go w cysternach. To dla zakładów produkt uboczny, a my potrzebujemy go, ponieważ jest niezbędny w procesie fotosyntezy. Podajemy roślinom dwutlenek węgla, a one oddają nam tlen - opisując najkrócej - mówi Mularski.

    Na razie nie ma możliwości technologicznych, by dwutlenek węgla był kupowany od elektrowni. - Obecnie kupujemy dwutlenek węgla od firm, które mają kotły gazowe i potrafią wyłapać i oczyścić dwutlenek. W elektrowni są kotły węglowe, na razie nie ma tam jak pozyskiwać dwutlenku węgla - wyjaśnia nam Mularski.

    Bogdan Tomaszek (były wojewoda z PiS), szef Opolskiego Parku Naukowo-Technologicznego, jest pomysłem szklarni zachwycony. - To inwestycja korzystna w wielu wymiarach. Po pierwsze, daje miejsca pracy. Po drugie, wykorzystywać będzie jako ciepło parę wodną, która dotychczas w elektrowni puszczana jest właściwie w niebo. Po trzecie - szklarnie potrzebują dwutlenku węgla. 100 hektarów upraw pomidorów wykorzysta rocznie około 60 tysięcy ton dwutlenku węgla. To jest około 60 pociągów z cysternami wypełnionymi tym gazem.

    Zakończenie inwestycji uzależnione jest od tego, kiedy inwestor zakupi ostatnie działki pod szklarnie, część z tych działek znajduje się jeszcze w prywatnych rękach.


    grunty zostały scalone,
    dzięki decyzji o poszerzeniu Opola kosztem okolicznych gmin
    poszło się ....

  • Poza tym w Polsce też ponoć wydłuża się okres zbioru, choć słyszałem głównie o działaniach pt. wyścig o to kto pierwszy na rynku w tym sezonie. "Doping", który powinien być niedozwolony znajduje się właściwie poza kontrolą. Dlatego z wszelkimi nienaturalnie wcześnie sprzedawanymi owocami określanymi przez sprzedawców jako polskie - zaleca się dużo ostrożności.

    Ten doping polega na uprawie w szklarni (b. mała skala) i na uprawie przyśpieszonej pod agrowłókniną. Żadnej chemii nie trzeba.
  • Rafał napisal(a):
    Byłem w lutym na targach Fruit&Logistica w Berlinie - największych w Europie. No i muszę przyznać że te "przemysłowe" truskawki, pomidory i inne są już bardzo smaczne. Technologia idzie do przodu, ale podejrzewam że głównie chodzi o staranność i koszty - ten smak też kosztuje - składniki i czas.

    Przez wydłużanie sezonu rozumiem tu po prostu uprawę poza naturalnymi bez okrywy sezonami. Dobre warunki dla wzrostu i dojrzewania truskawki da się wytworzyć i na Syberii w lutym. Rzecz w tym aby to było opłacalne czyli po rozsądnym koszcie. Główne czynniki potrzebne do wzrostu rośliny to energia - słońce lub inne źródło promieniowania o odpowiednim widmie oraz węgiel w CO2. Potrzebny też azot i tlen , które są w powietrzu i mikroelementy, które można dostarczyć. Potrzebna woda jako substancja tworząca większość biomasy oraz jako nośnik. No i potrzebne podłoże - coś w czym osadzi się system korzeniowy. Może być coś zupełnie jałowego, nawet lepiej takie. Nadaje się torf wysoki czy wełna mineralna. Widziałem ostatnio 24 ha takich szklarni pod pomidory, ogórki, paprykę. Truskawki też tak można.

    Zamiast wozić truskawki z Maroko w lutym można je uprawić na cieple odpadowym z elektrowni czy geotermii blisko rynku zbytu. To będzie robione i decydować będzie koszt ciągniony od pola do stołu.
    No guzik prawda. Truskawka na sztucznym podłożu będzie smaczna jak szklarniowe pomidory. Niby pomidor ,ale jednak nie. To ,że na targach były smaczne owoce... poczekam aż będą smaczne w sklepach. Smak pomidorów zabija też dobiór odmian,mają być plenne i trwałe. Szklarniowe malinowe są trochę lepsze ,ale daleko gruntowych. Truskawki jesienią to kwestia przygotowania sadzonek , nie chemii.
  • krzychol66 napisal(a):
    Parę po turbinie wysyła się do chłodni kominowych celem skroplenia albo na wymienniki wody z Wisły jak w Elektrowni Połaniec. Technicznie żaden problem, porównywalny koszt inwestycyjny, ta sama sprawność.
    To nie do końca tak. Chłodnia kominowa bądź Wisła musi zostać, bo trzeba zrobić coś z ciepłem w ciągu lata bądź w warunkach awaryjnych. Wymiennik do szklarni jest kosztem dodatkowym.
    Temperatura skraplania wody w chłodni kominowej to - o ile dobrze pamiętam - 36 st.C. Każdy stopień wyżej to pogarszanie sprawności elektrycznej elektrowni.
    W samej zaś szklarni musi być jakieś awaryjne źródło ciepła. Bo - jeżeli z jakichś powodów - np. braku zapotrzebowania, albo awarii - elektrownia nie pracuje, to całą uprawę szlag trafi.
    Kondensat po chłodni kominowej jest uzdatniany i zamieniany z powrotem w parę o temperaturze kilkuset stopni. Już samo ciepło przemiany fazowej jest bardzo duże, a przecież dalej jeszcze przegrzewamy parę . Kondensat może mieć 20 albo i 100 stopni - właściwie bez znaczenia dla sprawności. Tym bardziej, że owa sprawność jest wprost proporcjonalna do temperatury kondensatu a nie na odwrót. Im wyższa temperatura kondensatu, tym mniejszy wydatek potrzebny na jego ponowne podgrzanie do postaci pary.

    Koszt wymiennikowni razem z pompami i niezbędną infrastrukturą, to naprawdę mały pikuś przy rurociągu zasilającym szklarnię, a to ze względu na jego długość i średnicę.

  • elektrowni nie gasi się (nie wyłancza) jak telewizora. można się dogadać co do terminów i kosztów
    Jest sobie taki bunkier atomowy w Konstancinie - Jeziornie, własność PSE.
    I siedzą sobie w tym bunkrze inżynierowie - operatorzy Krajowej Dyspozycji Mocy.
    Jak taki inżynier zadzwoni do elektrowni i każe włączyć, to się ją włącza. Jak każe wyłączyć, to się wyłącza. Jak każe moc zwiększyć, to się zwiększa. Zmniejszyć - się zmniejsza. Przejść na gotowość na "biegu jałowym" - się przechodzi.
    Oczywiście, to wszystko jest obwarowane umowami, część elektrowni jest przeznaczona do pracy stałej, elektrociepłowni się raczej nie rusza itd... niemniej w warunkach awaryjnych (jakaś linia się przewróciła, jakaś przeciążyła, jakiś blok energetyczny "wypadł" z powodu awarii, konsumenci nagle drastycznie zwiększyli lub zmniejszyli pobór energii, w Niemczech za mocno zawiało albo przestało wiać itd) dyżurny operator ratując system może zażądać wszystkiego od każdego.
    A rośliny wymagają stabilnych warunków cieplnych...
    grunty zostały scalone,
    dzięki decyzji o poszerzeniu Opola kosztem okolicznych gmin
    poszło się ....
    Szkoda. Nie da się tego odwrócić? Znaleźć jakichś specjalnych warunków dla obszaru przeznaczonego pod szklarnie?
  • SigmundvonBurak napisal(a):

    Poza tym w Polsce też ponoć wydłuża się okres zbioru, choć słyszałem głównie o działaniach pt. wyścig o to kto pierwszy na rynku w tym sezonie. "Doping", który powinien być niedozwolony znajduje się właściwie poza kontrolą. Dlatego z wszelkimi nienaturalnie wcześnie sprzedawanymi owocami określanymi przez sprzedawców jako polskie - zaleca się dużo ostrożności.

    Ten doping polega na uprawie w szklarni (b. mała skala) i na uprawie przyśpieszonej pod agrowłókniną. Żadnej chemii nie trzeba.
    Być może nie trzeba, ale można, bo czemu nie, skoro na ręce nikt nie patrzy.

    Również być może poznałem tylko niereprezentatywny wycinek biznesu, czego sobie i innym życzę.
  • @Randolph: Istotna dla sprawności elektrowni jest temperatura pary wodnej w chwili jej kondensacji.
    Ciepło odpadowe elektrowni jest ciepłem, które musisz od tej pary odebrać, aby w niskiej temperaturze ją skroplić.
    Jak już masz skroplony kondensat, to dalsze odbieranie od niego ciepła nie ma sensu. I tak to, co odbierzesz, musisz z powrotem włożyć w piecu - a ani dżula energii elektrycznej od tego wyjętego/włożonego ciepła nie uzyskasz.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Obieg_Rankine’a
  • Też poczekam na dobre szklarniowe w sklepie. Zakładam że smak będzie dobry. Znowu rynek to wymusi jak się technologie upowszechnią i stanieją. Ludzie nie będą kupować niesmacznych jak dostaną smaczne do wyboru. Na bogatym Zachodzie, a więc już i u nas, ludzie idą po jakość a nie taniochę, a jakość to w przypadku warzyw i owoców świeżość, wygląd i smak. Już nie tylko oczy kupują. Podniebienie też i jeszcze trend ku zdrowej żywności. Ja wiem że stereotyp jest taki że szklarniowe, to przemysłowe, chemia i niezdrowe. To jest fakt społeczny i rynkowy, chociaż to mocno wątpliwe a często nieprawda. Często te gruntowe są bardziej zanieczyszczone i szkodliwe. Zobaczymy więc kolejne wojny marketingowe.
  • DMC napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    DMC napisal(a):
    qiz napisal(a):
    Problemem jest postawienie wszystkiego na głowie. No jeszcze rozumiem, że nauczycielki mogą nie chcieć zbierać truskawek (bo prestiż?), ale uczniowie i studenci?
    Godna płaca to oczywistość, no ale te sprawy już Pismo wyjaśnia.
    Kolega na urlopie też zatrudnia się przy zbieraniu truskawek, czy mu tylko brak prestiżu przeszkadza?
    ale przypomnijmy skąd wzięły się dwumiesięczne wakacje latem - dzieci musiały pomagać w gospodarstwach.
    Moi znajomi nauczyciele nie marzą o niczym innym, jak o przejściu na system ośmiogodzinnego czasu pracy z płatnymi nadgodzinami i przywilejami urlopowymi, dotyczącymi reszty klasy robotniczej. Bowiem ta grupa zawodowa sytuuje się w rejonach niższej i średniej klasy roboli w Polsce.
    Jestem już na emeryturze, ale kiedy jeszcze pracowałam, marzyłam o tym, żeby zlikwidowali KN i zatrudniali nauczycieli z Kodeksu Pracy. 8 godzin i do domu. Marzenie, ale nierealne. Ci, którzy plują na nauczycieli i zazdroszczą im, nie mają pojęcia o ich pracy.
  • Jestem na emeryturze gwarantowanej przez KN. Zapomniałam dodać.
  • A ile pensum ma nauczyciel w Szwecji, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i innych krajach UE? Po ilu latach idzie na emeryturę? Jak się ma jego płaca do średniej - rocznie i za godzinę?
  • edytowano May 17
    vigilate napisal(a):
    Jestem na emeryturze gwarantowanej przez KN. Zapomniałam dodać.
    A nie przez RP?!
  • Rafał napisal(a):
    A ile pensum ma nauczyciel w Szwecji, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i innych krajach UE? Po ilu latach idzie na emeryturę? Jak się ma jego płaca do średniej - rocznie i za godzinę?
    A może byś tak poszukał odpowiedzi na te pytania i nam też sprawę wyjaśnił, bo nawet ciekawe ;)
  • edytowano May 17
    vigilate napisal(a):
    Jestem na emeryturze gwarantowanej przez KN. Zapomniałam dodać.
    Może troszkę. Mogłam jeszcze popracować, ale już się nie daje. Dzisiejsza szkoła jest chora, to wykańczalnia ludzi.
  • edytowano May 17
    Cyrylica napisal(a):
    vigilate napisal(a):
    Jestem na emeryturze gwarantowanej przez KN. Zapomniałam dodać.
    Może troszkę. Mogłam jeszcze popracować, ale już się nie daje. Dzisiejsza szkoła jest chora, to wykańczalnia ludzi.
    A to akurat nie ulega wątpliwości
  • edytowano May 18
    Maria napisal(a):
    Rafał napisal(a):
    A ile pensum ma nauczyciel w Szwecji, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i innych krajach UE? Po ilu latach idzie na emeryturę? Jak się ma jego płaca do średniej - rocznie i za godzinę?
    A może byś tak poszukał odpowiedzi na te pytania i nam też sprawę wyjaśnił, bo nawet ciekawe ;)
    Poszukam, ale liczyłem że ktoś wie. Może znajdę chwilę czasu i coś wygooglam. Nie obiecuję. Właśnie zajmuję się wynagrodzeniami managerów bo zacząłem w korporacji negocjacje na temat taryfikatora na Polskę i okolice, czyli dla moich ludzi i siebie.
  • edytowano May 18
    W Polsce 14 godzinne (godzina zegarowa) pensum, to zdecydowanie mniej niż w prawie w całej Europie. Na poziomie gimnazjalnym (ISCED2) obowiązkowy wymiar prowadzenia lekcji to:

    12 godzin w Bułgarii
    12 – 14 w Chorwacji
    14 w Polsce,
    14-18 w Estonii
    16-18 w Rumunii
    17 na Słowenia i w Czechach
    17 – 22 na Węgrzech
    17 – 18 na Słowacji
    18 w Finlandii, Grecji, Danii i Austrii
    19 we Włoszech i na Cyprze
    20 w Niemczech, Danii, Norwegii,
    20 – 23 w Belgii
    21 na Łotwie, w Luksemburgu
    22 na Litwie i we Włoszech
    23 w Szkocji
    25 w Hiszpanii, Irlandii, Portugalii
    26 na Malcie

    Więcej:
    https://oko.press/pensum-wedlug-zalewskiej/
    i tu:
    http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/5B394EDCA941C294C12576480048C3F7/$file/Analiza_ BAS_2009_21.pdf
  • romeck napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Pigwa napisal(a):
    qiz napisal(a):
    Problemem jest postawienie wszystkiego na głowie. No jeszcze rozumiem, że nauczycielki mogą nie chcieć zbierać truskawek (bo prestiż?), ale uczniowie i studenci?
    Godna płaca to oczywistość, no ale te sprawy już Pismo wyjaśnia.
    Uczniowie to nie wiem, ale studenci maja wiele mozliwosci lepszego/latwiejszego zarobku.

    Zbieralam truskawki jako nastolatka, ale bardziej traktowalam to jako przygode, bo zarobek byl symboliczny.
    ja też i potwierdzam - ciężka praca za grosze. Może teraz się coś zmieniło - truskawki są bardzo drogie, więc może grosze zrobiły się nieco większe.
    od 2,5 do 3,0 za koszyczek.
    Ile można zebrać w dzień (10 godzin?)

    Wpis z forum producentów:
    "Pieniądze też nie są dobre - za zebranie kobiałki dostaniemy od 1,5 do 3 złotych." u znajomego rekordzistka zbierala po 240 z pierwszego zbioru pozniej ok 200 liczac po 3 zl to 720-600 zl dniowki no tragedia marna dniowka "

    Z mojego doswiadczenia wynika ,że najlepsi pracownicy zbierają dwa razy tyle co przeciętni. Technologia upraw troche inna niż kilkanaście lat temu, da się zebrać więcej.
  • Nie chce mi się już dyskutować o pracy nauczyciela. Pani Zalewska nie ma o niej pojęcia. Pensum a realna praca - w rzeczywistości dużo ponad 40 godzin w tygodniu. Jestem szczęśliwa, że już nie muszę, ale moje dziecko się w to wpieprzyło. Oczywiście, są tacy, którzy odbębnią lekcje i mają wolne, ale jest dużo takich, którzy pracują nawet po nocach i to na swoim sprzęcie w domu.
  • edytowano May 18
    Cyrylica napisal(a):
    Nie chce mi się już dyskutować o pracy nauczyciela. Pani Zalewska nie ma o niej pojęcia. Pensum a realna praca - w rzeczywistości dużo ponad 40 godzin w tygodniu. Jestem szczęśliwa, że już nie muszę, ale moje dziecko się w to wpieprzyło. Oczywiście, są tacy, którzy odbębnią lekcje i mają wolne, ale jest dużo takich, którzy pracują nawet po nocach i to na swoim sprzęcie w domu.
    O tym jest zalinkowany artykuł.
  • AnnaE napisal(a):
    Cyrylica napisal(a):
    Nie chce mi się już dyskutować o pracy nauczyciela. Pani Zalewska nie ma o niej pojęcia. Pensum a realna praca - w rzeczywistości dużo ponad 40 godzin w tygodniu. Jestem szczęśliwa, że już nie muszę, ale moje dziecko się w to wpieprzyło. Oczywiście, są tacy, którzy odbębnią lekcje i mają wolne, ale jest dużo takich, którzy pracują nawet po nocach i to na swoim sprzęcie w domu.
    On tym jest zalinkowany artykuł.
    "A ile nauczyciele/ki pracują w sumie? Według badania Instytutu Badań Edukacyjnych z lat 2010-11 aż 47 godzin tygodniowo. Tyle czasu – poza samymi “lekcjami” – zajmuje im przygotowanie do zajęć, sprawdzenie testów, wypełnienie sprawozdań, uzupełnianie dokumentacji itp."

    Do tego wycieczki w czasie całkowicie wolnym od pracy, zebrania rodzicielskie, szkolenia, studia podyplomowe (bo wbrew temu, co twierdzi Zalewska, jest duże zagrożenie utratą pracy). I nikomu niepotrzebne papiery. Oczywiście papier, sprzęt, tusz, prąd - za własne pieniądze. To wszystko jest chore. Uwielbiałam swoją pracę, dawała mi dużo satysfakcji. Zaczynałam od pensum 27 godzin tygodniowo i było dobrze. Ale za reformy brali się dyletanci i głąby i mamy to, co mamy.
  • AnnaE napisal(a):
    W Polsce 14 godzinne (godzina zegarowa) pensum, to zdecydowanie mniej niż w prawie w całej Europie. Na poziomie gimnazjalnym (ISCED2) obowiązkowy wymiar prowadzenia lekcji to:

    12 godzin w Bułgarii
    12 – 14 w Chorwacji
    14 w Polsce,
    14-18 w Estonii
    16-18 w Rumunii
    17 na Słowenia i w Czechach
    17 – 22 na Węgrzech
    17 – 18 na Słowacji
    18 w Finlandii, Grecji, Danii i Austrii
    19 we Włoszech i na Cyprze
    20 w Niemczech, Danii, Norwegii,
    20 – 23 w Belgii
    21 na Łotwie, w Luksemburgu
    22 na Litwie i we Włoszech
    23 w Szkocji
    25 w Hiszpanii, Irlandii, Portugalii
    26 na Malcie

    Więcej:
    https://oko.press/pensum-wedlug-zalewskiej/
    i tu:
    http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/5B394EDCA941C294C12576480048C3F7/$file/Analiza_ BAS_2009_21.pdf
    To są jakieś konkrety. Artykuł przeczytam. Oczywiście samo pensum bez elementów korygujących może być mylące. Istotne jest ile w tym okienek i miejsc pracy. Jaka jest organizacja szkoły i generalnie programu czyli ile pracy dodatkowej poza pensum musi nauczyciel poświęcić pracy - na przygotowanie do zajęć, na wkład własny w program, na sprawdzanie, na spotkania i konsultacje, na sprawozdawczość, na zajęcia dodatkowe itd.Istotne też jaką część etatu zwykle wykonuje - jeden, mniej, więcej? No i ile zarabia w stosunku do średniej i innych zawodów, jaki ma wiek emerytalny, jakie dodatkowe obowiązki i przywileje?
    Mimo tego wszystkiego rozrzut pensum w Europie jest szokujący.
  • Więcej danych w zalinkowanym artykule i wynikach badań.
  • Wyrażamy poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii problemów dotykających środowisko LGBTI - napisali ambasadorzy i szefowie przedstawicielstw instytucji międzynarodowych w Polsce w liście z okazji warszawskiej Parady Równości.
    W liście przesłanym w piątek PAP autorzy wyrazili poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii „problemów, jakie dotykają środowisko gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interseksualnych (LGBTI) oraz innych społeczności w Polsce”.
    /.../
    Pod listem podpisali się ambasadorzy: Albanii, Argentyny, Australii, Austrii, Belgii, Bośni i Hercegowiny, Brazylii, Chile, Cypru, Czarnogóry, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Indii, Irlandii, Islandii, Izraela, Japonii, Kanady, Luksemburga, Łotwy, Malty, Meksyku, Niemiec, Norwegii, Nowej Zelandii, Portugalii, Republiki Południowej Afryki, San Marino, Serbii, Słowenii, Stanów Zjednoczonych Ameryki, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, Ukrainy, Urugwaju, Wenezueli, Wielkiej Brytanii, Wietnamu, Włoch, a także Przedstawiciel Generalnego Rządu Flandrii oraz Przedstawiciel Federacji Walonia-Bruksela oraz reprezentanci Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej i Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Polsce, Dyrektor Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, oraz Sekretarz Generalny Wspólnoty Demokracji.
    https://wpolityce.pl/polityka/398695-kuriozalna-inicjatywa-srodowiska-lgbt-ze-wsparciem-ambasadorow-52-dyplomatow-podpisalo-list-do-uczestnikow-tzw-parady-rownosci
  • Serbia - jak widzę - zrozumiała.
  • loslos
    edytowano June 8
    I co - uświadomili?

    Albo Polska będzie Izraelem do kwadratu albo jej nie będzie. Stan ducha Polaków wskazuje niestety raczej na to drugie.

    Przepis na sukces jest prosty: zrobić sobie tabelkę z czynnikami sukcesu Izraela, przemnożyć przez jakieś 10 i po kolei odhaczać. Jak kto powie "ale przecież tak nie można bo...", to już nie piszę co z nim zrobić.
  • peterman napisal(a):
    Serbia - jak widzę - zrozumiała.
    Litwa natomiast zachowała się w porządku.
    Albo ambasadora akurat nie zastali w domu.
  • los napisal(a):
    I co - uświadomili?

    Albo Polska będzie Izraelem do kwadratu albo jej nie będzie. Stan ducha Polaków wskazuje niestety raczej na to drugie.

    Przepis na sukces jest prosty: zrobić sobie tabelkę z czynnikami sukcesu Izraela, przemnożyć przez jakieś 10 i po kolei odhaczać. Jak kto powie "ale przecież tak nie można bo...", to już nie piszę co z nim zrobić.
    Wiadomo, że nie będzie Izraelem i co?
  • Madziarzy, Słowacja, Rumunia, Żmudzini. Warto trzymać ze swoimi.
  • Dyzio_znowu napisal(a):
    los napisal(a):
    I co - uświadomili?

    Albo Polska będzie Izraelem do kwadratu albo jej nie będzie. Stan ducha Polaków wskazuje niestety raczej na to drugie.

    Przepis na sukces jest prosty: zrobić sobie tabelkę z czynnikami sukcesu Izraela, przemnożyć przez jakieś 10 i po kolei odhaczać. Jak kto powie "ale przecież tak nie można bo...", to już nie piszę co z nim zrobić.
    Wiadomo, że nie będzie Izraelem i co?
    Bycie Izraelem nie wystarczy. Trzeba przemnożyć przez 10.
  • edytowano June 8
    Mamy w kraju grupę śmiałych ludzi zdolnych do zuchwałych czynów. Nienawidzą takiej Polski którą ma na sztandarach PiS i zajmują się kradzieżą na wielką skalę z użyciem karuzel vatowskich.
  • edytowano June 8
    Na szczęście to nam nie grozi. Przynajmniej jeśli pozostaniemy Polakami. W ogóle żeby porównywać warunki polskie do izraelskich, Logosy i Etosy to trzeba mieć poziom hard odrealnienia pomnożony przez 10.

    Weźmy warunki geograficzne, odmienną naturę wrogów Izraela, co wymusza inną, bardziej doraźną dyspozycje zbrojną, całkowicie odmienną naturę ideologii zwalczającej to państwo od tej zwalczającej nas, odmienną możliwość poszerzania wpływów na sąsiadów w przypadku Izraela zupełnie nie działający w okolicy "soft power". I tak dalej i tak dalej- setki różnic w samych ogólnych warunkach. A gdybyśmy sięgnęli jeszcze głębiej - znaleźlibyśmy tysiące.

    Należy porzucić mrzonki o "drugim Izraelu". Ten jeden aż nadto wystarczy.
  • MSZ moich marzeń dałby im wszystkim listy odwierzytelniające.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    MSZ moich marzeń dałby im wszystkim listy odwierzytelniające.
    Oraz zachętę na wspólny pod ramię Marsz z Rabiejem i pospółką.
  • Oraz uczestnictwo w after party.
  • Turcja nas też poucza w temacie cyklistycznym? Opary absurdu robią się z lekka duszące.

    Nie wiedziałem, że aż tyle prawdy kryje się w rymowanej mądrości ludowej (przywoływanej też tutaj) nt. dwóch panów turków.
  • natenczas napisal(a):
    Turcja nas też poucza w temacie cyklistycznym? Opary absurdu robią się z lekka duszące.
    Dość zabawne. dwie ostatnie parady w Stambule zostały zakazane ze względów bezpieczeństwa.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.