1920 i mój Dziadek

Mój dwudziestoparoletni Dziadek Józef z małej wioseczki k. Jarosławia ruszył wraz z innymi Polakami na wojnę 1920 roku. Walczył dzielnie, przeżył ale trafił do bolszewickiej niewoli. Jeńcy trzymani pod gołym niebem cierpieli z ran, chorób i bolszewickich tortur, na czele z wymyślną torturą głodu. Kiedy doszło do wymiany jeńców, ostatniego dnia rzucono biedakom jakieś ochłapy mięsa. Wielu po zjedzeniu tego zmarło w boleściach. Perfidia bolszewików wydała owoce. Dziadek zdał sobie sprawę, że po tylu dniach głodówki takie jedzenie to pewna śmierć - i postanowił wytrzymać. Udało mu się wrócić do domu, do młodej żony i małego synka Władzia.
Wycieńczony głodem i ciężko schorowany zmarł po kilku miesiącach. Moja Mama urodziła się już po Jego śmierci. Babcia owdowiała w wieku 22 lat i przez całe życie już się z nikim innym nie związała.
Dziadek też był Żołnierzem Rzeczpospolitej. Nie oficerem, nie jakąś ważną figurą o jakiej układa się bohaterskie poematy i wygłasza mowy - a zwykłym polskim chłopem. Szarą piechotą, która w pierwszym szeregu podąża na bój.
Cześć Jego Pamięci! Cześć Pamięci tysięcy bezimiennych.
+

Komentarz

  • Cześć Jego pamięci! +++
  • W 1920 mój cioteczny dziadek Gieniu uciekł z domu, by walczyć, miał niecałe 16 lat.
    Prababcia się zamartwiała, bo to był pierwszy, ukochany syn, ale wrócił z wojny żywy.
  • edytowano August 2017
    Mój dziadek - rocznik 1900 - swą karierę żołnierską rozpoczął w 1916 r. jako szeregowiec 2 PP Leg. W 1920 walczył pod Berezyną. W odwrocie nocnym, zasnął w trakcie marszu i nad ranem obudził się sam w szczerym polu, widząc konia w galopie z kozakiem na grzbiecie, w pozycji sugerującej zamiar posiekania szablą leżącego. Kozakowi się nie udało, ale dziadek trafił do sowieckiej niewoli, z której oczywiście natychmiast uciekł. Przedzierając się do swoich, znalazł schronienie u dobrych ludzi pod Sławutą, a podreperowawszy nadwątlone siły, pieszkom wrócił do Ojczyzny, już po bolszewickiej klęsce. Jego starszy brat - emigrant amerykański, wrócił z Hallerem.

    Wszyscy oni - włościaństwo szczere, wychowane m.in. na prenumerowanych przez ojca gazetkach Stapińskiego i ks. Stojałowskiego.
  • loslos
    edytowano August 2017
    Brat babci (to się chyba dziadek wujeczny nazywa) zajmował się w Legionach najnowszą technologią - był łącznościowcem radiowym i przede wszystkim telefonicznym. Bardzo mi się jego opowieści przydały, kiedym odsługiwał rok życiorysu w komunie 65 lat później na praktyczne identycznym sprzęcie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.