co z ta dieta?

24

Komentarz

  • edytowano September 2018
    Widziałem piwo z ostropestem, ale można i sam ostropest pić?
  • kulawy_greg napisal(a):
    piwo z ostropestem
    Gdzie? Kiedy?
  • Trza by najpierw Kolegę grega spytać czy pił czy tylko widział.
  • Wypiłbym bez paczenia. Lubię take experymenty, a ostropest plamisty chroni wątrobę przed szkodliwym działaniem alkoholu.
  • Dwa w jednym
  • Bez sęsu. Narażać wątrobę na szkodliwe działanie alkoholu a potem ja przed tym chronić.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    kulawy_greg napisal(a):
    piwo z ostropestem
    Gdzie? Kiedy?
    Piłem raz, widziałem w wielu sklepach w Krakowie
    image
  • edytowano September 2018
    Odnośnie diety, jestem po wycięciu migdałków i wlasnie pozwolono mi zjeść pierwszy posiłek od 24h: jogurt
  • Spożyje cos w intencji Kolegi
  • edytowano September 2018
    kulawy_greg napisal(a):
    Widziałem piwo z ostropestem, ale można i sam ostropest pić?
    A kto zabroni pić sam ostropest?
    Można, jako na przykład napar.
    Detox potrzebny jest nie tylko po zatruciu alkoholem. Kto został zmuszony chorobami do leczenia różnymi "zajzajerami", ten wie.
    Do picia ziół można się przyzwyczaić, zwłaszcza gdy odczuwa się, że łagodzą niemiłe dolegliwości. Sylimarol jest z ostropestu.
    Yerba mate też miodem nie jest, a ludziska sączą namiętnie.

    ;))
  • Rafał napisal(a):
    Trza by najpierw Kolegę grega spytać czy pił czy tylko widział.
    moze zobaczyl jak juz wypil;)
  • edytowano September 2018
    kulawy_greg napisal(a):
    Odnośnie diety, jestem po wycięciu migdałków i wlasnie pozwolono mi zjeść pierwszy posiłek od 24h: jogurt
    Bardzo Ci wspolczuje...ale to chyba nietypowa operacja w tym wieku?
    w sumie to operacje sa najlepszym sposobem na detox i zeszczuplenie. przedszkolanka mojej corki, zawsze b. korpulentna, tak sie wlasnie odchudzila.
    No ale tobie nie trza diet:)
    chyba ze na przytluszczenie... :D
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A ja pem Tut. Zbiorowości, że mnie strasznie dał do myślenia doktór Peterson. Bo on powiada tak: Istotna jest kwestia, co ci chopie szkodzi. I stąd ta dieta radykalnie wykluczająca. Jest mi po niej dobrze, ale z ciekawym haczykiem - raz wypiłem puszeczkę piwa imbirowego i umierałem przez miesiąc.

    Może więc jest tak, że to jest najważniejsza kwestia - ustal co ci osobiście szkodzi i tego właśnie unikaj.

    Powiada, że na to rozwiązanie wpadła przypadkiem jego córeczka, która od małego cierpiała na dwie rzeczy - depresję i artretyzm, obie w stopniu mega. I okazało się, że to jest autoimmunologiczne oraz że odstawienie dosłownie wszystkiego - poza wołowiną i wodą - pomogło.

    Peterson mówi zaś, że przez pewien czas jadł wyłącznie mięso i zieleninę w rodzaju jarmużu i ogórków. I poprawiło mu się. Ale jeszcze się bardziej poprawiło, jak rzucił zieleninę.

    Tu się kryją jakieś tajemnice.
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ojtam, nayprzednieyszą dietę ma dr Peterson, który pożywa wyłącznie wołowinę i sól, a popija wodą.
    Peterson wyglada jakby w ogole nic nie jadl...
  • Oj tak, tak. Potwierdzam. Ludziska pijo takie świństwa, że brzuch boli na samo myśl. Na ten przykład - piwo...
    A potem ...

    Z pitnych ziółek, Panie, to moja osoba docenia czeską Beherovkę na ten przykład. I parzyć ich nie czeba. I nigdy mojej osobie wątroba po nich nie wysiadła.
    Bardzo zacne ziółka to są.
  • Maria napisal(a):
    Oj tak, tak. Potwierdzam. Ludziska pijo takie świństwa, że brzuch boli na samo myśl. Na ten przykład - piwo...
    A potem ...

    Z pitnych ziółek, Panie, to moja osoba docenia czeską Beherovkę na ten przykład. I parzyć ich nie czeba. I nigdy mojej osobie wątroba po nich nie wysiadła.
    Bardzo zacne ziółka to są.
    ja lubie szarlotke na bazie zubroweczki:)
  • Tyż dobrze :)
  • edytowano September 2018
    MarianoX napisal(a):
    AnnaE napisal(a):
    To czystek, ostropest czy bonifraterskie mieszanki ziołowe nie wystarczą?
    Dietowałam się jakieś 20 lat temu.
    Katorga i strata czasu. Tak, czasu przede wszystkim. Dałam sobie spokój, gdy stwierdziłam, że żarcie i zakazy żarcia zawładnęły mną całkowicie. Nie da się tak żyć.
    Przerzuciłam się na ziółka. Tak też można oczyścić organizm.

    Chętnie usłyszę, jakie ziółka bonifraterskie polecasz (ostropest już zażywam)
    Zależy na co.
    Mają gotowe mieszanki i wyciągi z ziół.
    Herbatka oczyszczająca:
    https://e-zielarnia.eu/herbaty-owocowo-ziolowe/468-herbatka-oczyszczajaca-.html



    Tu link do apteki internetowej:
    https://e-zielarnia.eu/20_o-bonifratrzy

    Ja obecnie piję czystek, morwę białą i ostropest.
  • AnnaE napisal(a):Yerba mate też miodem nie jest, a ludziska sączą namiętnie.

    ;))
    No, np ja;) piję namiętnie od kilku lat, głównie w pracy. Zastępuje kawę, przyśpiesza metabolizm i w przeciwieństwie do kawy nie zauważyłem żadnych skutków ubocznych.
    Do smaku człowiek przyzwyczaja się ok 2 tyg ( ja tak miałem z klasyczną yerbą) a po ok miesiącu zaczyna ją lubić:)
    Polecam yerba mate green https://www.yerbamarket.com/pol_m_Yerba-mate_Yerba-Mate-Green-124.html#close_popup

    To taka lepsza mate, raz że delikatniejsza w smaku, dwa że mało pyłu i łodyg. Ludzie pijący ją jako pierwszą yerbę mówili że dobra:)
    Są z różnymi dodatkami, z miętą, żeń-szeniem itp czyli w różnych smakach:)

  • edytowano September 2018
    Na głodniaka w ogóle nie ma picia. Nie zjesz- to cię ścina w zombi po trzech kieliszkach. Natomiast na weselu jedząc ( i koniecznie dużo tańcząc- taniec sprzyja pozbywaniu się alkoholu z organizmu- koniecznie tańczyć, powiadam! Możesz spokojnie wypić wtedy 1,5 litra wódki i bimberku i funkcjonować na stałym rauszyku.
    Warunek: dużo tańczyć!
  • Tańczyć żeby pić, pić żeby tańczyć. Błędne koło


  • edytowano September 2018
    kulawy_greg napisal(a):
    Tańczyć żeby pić, pić żeby tańczyć. Błędne koło


    Nie tylko. Jeszcze trzeba jeść!
    I nie błędne koło tylko wesele.
    Może rozsądniej byłoby nie jeść, nie pić i nie tańczyć jednak nie przypominałoby to wesela.
  • edytowano September 2018
    Dyzio_znowu napisal(a):
    kulawy_greg napisal(a):
    Tańczyć żeby pić, pić żeby tańczyć. Błędne koło


    Nie tylko. Jeszcze trzeba jeść!
    I nie błędne koło tylko wesele.
    Może rozsądniej byłoby nie jeść, nie pić i nie tańczyć jednak nie przypominałoby to wesela.
    Nie jedz, nie pij, nie tańcz, tylko się baw!

    :)
  • edytowano September 2018
    @balbina
    Pierwsze wrażenie córki z diety Dąbrowskiej: Po 2 tygodniach minus 6 kg, lepszy wygląd i samopoczucie. Ona oczywiście ma niedosyt, bo chciałaby więcej. Teraz spadek wagi się zatrzymał podobno, ale to się zdarza w każdej diecie. Spadek nigdy nie jest liniowy. Cała kuracja to 6 tygodni. Jeszcze tydzień ostro, a potem 3 tygodnie wychodzenia z diety. Jej plan jest bardzo ambitny - jeszcze 15 kilo. Moim zdaniem za dużo, nierealnie i niezdrowo, ale jeszcze 5 kilo jest w zasięgu a 10 prawdopodobne. Zobaczymy jaki będzie efekt końcowy i jak wytrwa potem.
    Aha i oczywiście chodzi też o oczyszczenie organizmu. To trzeba powtarzać, ale chyba nieco inaczej. Będzie mieć wskazówki.
  • balbina napisal(a):
    Peterson wyglada jakby w ogole nic nie jadl...
    Zeznaje że bez tę wołowinę musiał garniaki wymienić.
  • AnnaE napisal(a):
    Dyzio_znowu napisal(a):
    kulawy_greg napisal(a):
    Tańczyć żeby pić, pić żeby tańczyć. Błędne koło


    Nie tylko. Jeszcze trzeba jeść!
    I nie błędne koło tylko wesele.
    Może rozsądniej byłoby nie jeść, nie pić i nie tańczyć jednak nie przypominałoby to wesela.
    Nie jedz, nie pij, nie tańcz, tylko się baw!

    :)
    Bawię to się choćby teraz a na weselu trza zaszaleć a nie się "bawić"
  • Rafał napisal(a):
    @balbina


    Tak, to zacne efekty.
    Dla mnie wyzwaniem bedzie utrzymanie "czystosci". Bo clean eat to w Niemcach trudna rzecz o tyle, ze tutejsza kuchnia nie istnieje bez sosu. Tak jak do ciasta Niemiec musi miec bita smietane (podawana jak sos, obok ciasta; nawet do kruchego ze sliwkami!) tak do dan, niezaleznie jarskich czy vege a nawet miesnych musi byc sos!

    Ja sie do tego tak przyzwyczailam, ze jak jestem w Polsce to mi "czegos" brakuje. Powoli nauczylam sie robic sosy na bazie warzyw (np. pyszny sos pomidorowo-paprykowy, gdzie papryka zageszcza i nie trzeba juz ani maki ani nawet smietany, choc ja lubie). W ogole Niemcy uwielbiaja smietane.

    Nawet w mojej ulubionej kuchni Yotama Ottolenghi, gdzie w sosach dominuje jogurt (bo to bliskowschodnie) to jednak zawsze jest duzo oliwy. I zuwazylam, ze nawet jak jem juz o wiele mniej miesa, to jednak te dodatki, oliwa/smietana, robia swoje.

    Frutarianie w wogole jedza surowe. Ale dla mnie jest nie do pomyslenia jedzenie surowego kiedy winter is coming...

    na to moga sobie pozwolic tylko osoby mlode...
  • Ja też coraz bardziej skłaniam się do jedzenia sezonowego i lokalnego. Znaczy zimą w Polsce kuchnia śródziemnomorska nie wydaje się najzdrowsza. Podobnie schabowy i golonka latem. Fajnie czasem zjeść owoc egzotyczny, ale dostępność wszystkiego cały rok na okrągło to przesada i do tego chyba niezdrowa.
  • Sprzeciw Wysoki Sądzie.

    Schabowy i golonka są daniami uniwersalnymi, trzeba tylko znać właściwe stosowanie. Golonka na śniadanie o 8:00 - jeśli się wie, że wchodzi człowiek na zakład przemysłowy z którego nie wyjdzie do wieczora i który nie posiada sklepu/stołówki dostępnej dla gości (przypadek klasyczny w latach 90-tych) - pozwalała cieszyć się sytością i dobrym humorem przez cały dzień.
  • edytowano September 2018
    Robiłem różne oczyszczania organizmu ale nigdy nie zmieniałem diety zbyt mocno. W zasadzie tylko powoli systematycznie zrezygnowałem na ile się da ze słodzenia cukrem i jedzenia słodyczy.

    A jeszcze jedno. Przestałem popijać jedząc. To był bardzo zły nawyk.
  • edytowano September 2018
    posix napisal(a):
    W zasadzie tylko powoli systematycznie zrezygnowałem na ile się da ze słodzenia cukrem i jedzenia słodyczy.
    Bardzo dobry nawyk.
    Podstawowy. Przeddietowy bym powiedział i podkreślił. A nawet naddietowy. :)
    Mój syn1 zrezygnował z cukru CAŁKOWICIE (w sensie - białego, dodawanego; w sensie2 - tak w 97,5 %)
    *za cukier uważam również syropy glukozowe, fruktozowe.

    posix napisal(a):
    A jeszcze jedno. Przestałem popijać jedząc. To był bardzo zły nawyk.
    A to mit trochę...
    Trzeba by całkowicie zrezygnować z zup na przyklad, z sosów itd itp.
    Świeży (dobry) chleb to w 50 % woda. Jeśli jem czerstwy, tygodniowy i lekko popijam to... w buzi mam 50 %, czyli tak-jak-bym-nie-popijał! :)
  • romeck napisal(a):
    posix napisal(a):
    W zasadzie tylko powoli systematycznie zrezygnowałem na ile się da ze słodzenia cukrem i jedzenia słodyczy.
    Bardzo dobry nawyk.
    Podstawowy. Przeddietowy bym powiedział i podkreślił. A nawet naddietowy. :)
    Mój syn1 zrezygnował z cukru CAŁKOWICIE (w sensie - białego, dodawanego; w sensie2 - tak w 97,5 %)
    *za cukier uważam również syropy glukozowe, fruktozowe.
    posix napisal(a):
    A jeszcze jedno. Przestałem popijać jedząc. To był bardzo zły nawyk.
    A to mit trochę...
    Trzeba by całkowicie zrezygnować z zup na przyklad, z sosów itd itp.
    Świeży (dobry) chleb to w 50 % woda. Jeśli jem czerstwy, tygodniowy i lekko popijam to... w buzi mam 50 %, czyli tak-jak-bym-nie-popijał! :)
    Mnie to tak ktoś tłumaczył, że po prostu organizm potrzebuje więcej czasu żeby przetrawić jak się zapija herbatą śniadanie.

    Z zup nie zrezygnowałbym ;-)
  • edytowano September 2018
    @balbina Drugi meldunek z diety Dąbrowskiej:

    Wynik córki po 3 tygodniach, z tego drugi na wyjeździe stacjonarnie i pod kontrolą specjalistów, to minus 8 kg i znacznie lepsze samopoczucie. Pomyliłem się z tym wychodzeniem z diety. Ma przed sobą jeszcze 3 tygodnie i potem kolejne 6 wychodzenia, a nie 3 do 3. Najgorsze jest to że każe mi pójść w swoje ślady. Jest uparta więc pewnie się nie wykręcę.
  • Rafał napisal(a):
    @balbina Drugi meldunek z diety Dąbrowskiej:

    Wynik córki po 3 tygodniach, z tego drugi na wyjeździe stacjonarnie i pod kontrolą specjalistów, to minus 8 kg i znacznie lepsze samopoczucie. Pomyliłem się z tym wychodzeniem z diety. Ma przed sobą jeszcze 3 tygodnie i potem kolejne 6 wychodzenia, a nie 3 do 3. Najgorsze jest to że każe mi pójść w swoje ślady. Jest uparta więc pewnie się nie wykręcę.
    slowo klucz: wychodzenie z diety. to najwieksza pulapka i mysle, ze dlatego dr Dabrowska daje na TO 3 tygodnie. Bo tak naprawde nie powinnismy z diety wychodzic. zadaniem diety jest Zmiana Nawykow.
    Dlatego tak boimy sie diety: bo w tym i w tym czasie Nie Powinnismy jesc tego i tego. Tymczasem dobra dieta to taka, ktora ...trwa. Moze nie w stu procentach ale jednak.

    Ja np. stukam teraz znad talerzyka z pysznym jablecznikiem. moge juz generalnie zyc bez slodyczy ale zadna dieta nie zmienila mojego rodzinnego/chlopskiego "atawizmu" pt. : nie ma niedzieli bez ciasta. chocby mi sie nawet tak wydawalo, to nie ryzykuje: przekraczajac prog domu po powrocie z sumy czuje, ze MUSZE miec ciasto.

    Natomiast te kilkanascie diet, ktore uprawialam w ostatniej dekadzie trwale zmienilo dwie rzeczy: mieso gora 2x w tygodniu i codziennie, ale to codziennie Jarzyny. Bez jarzyn mnie nie ma.

    Wiem tez juz o sobie, ze w zimie przestawiam sie z diety srodziemnomorskiej na polska/niemiecka, czyli ...habsburska. Ale nie jest juz tak, ze na wiosne mam do zrzucenia 10 kg. Wszelkie pyzy, nalesniczki inne pampuchy dozuje sobie z umiarem. Gora sa zdecydowanie zupy (bez zasmazek i zatrzepywan maczno-smietanowych) i gorace dania z jarzyn.
    Przestawilam sie tez na sosy jarzynowe, bezmaczne. i to tez jest mega pomocne.

    corci gratuluje i zycze dalszych sukcesow!

    Facit: czyli jednak dieta Dabrowskiej;)
  • @Posix

    ja nie potrafie jesc bez picia:(
  • @Balbina, ale z diety Dąbrowskiej musisz wyjść, bo ona jest z założenia na niedoborach.
    Ale co do zasady masz rację.
  • TecumSeh napisal(a):
    @Balbina, ale z diety Dąbrowskiej musisz wyjść, bo ona jest z założenia na niedoborach.
    Ale co do zasady masz rację.
    tak, z kazdej diety musimy wyjsc - ale przemienieni.
    zwrocilam tylko uwage na ten myk jaki kryje sie w samym wyrazeniu: wyjsc z diety. i wrocic do starych nawykow. no wlasnie nie do starych tylko do nowych:)
  • jesli kto ma na celu zredukowanie wagi na stale, to zadna dieta sama nie pomoze
  • Nie mam silnej woli, żeby stosować jakąś dietę. Może bym nie musiała nawet o niej myśleć, gdybym nie jadła w nocy. Mogę sobie w dzień naobiecywać, a w nocy wszystko bierze w łeb. Najpyszniejsze są wtedy słodkości, a jeśli trzeba, to i kromka chleba ze smalcem to pycha. Jak nie ma słodyczy, to dobry i dżem. Albo dwa lody. :(
  • Kiedy mieszkałem sam jadłem zazwyczaj jeden posiłek dziennie. Obiadowy lub nie, zależnie od sytuacji, w ilości takiej, żeby nie być po nim głodnym. Nie stosowałem żadnych dietetycznych wzorców, typu -- warzywa tak, makaron nie. Słodycze jak najbardziej, na przykład w okresach upału przez cały dzień tylko lody bakaliowe lub z dodatkiem czekolady. Również jak najbardziej jedzenie nocne, bezpośrednio przed snem. Ale chyba najważniejsze jest, że jadłem mało i rzadko. Często ssało mnie w dołku i bywałem naprawdę głodny. Z drugiej strony, w terenie z łatwością i bez specjalnego przygotowania pokonywałem pieszo dziesiątki kilometrów.

    Od dwóch lat mieszkam z mamą. Początkowa próba spożywania, jak mama, 3 posiłków dziennie, zakończyła się częstymi niedomogami układu trawiennego. Dlatego po paru miesiącach zaprotestowałem i od tamtej pory jem dwa razy dziennie. Żadnej diety, jem po prostu to, co akurat do zjedzenia jest. Niemniej po dwóch latach u mamy, większość spodni, które miałem musiałem wyrzucić bo już na mnie nie wchodzą. Ale jak kolegom wspominam, że zaczynam tyć, to się ze mnie serdecznie śmieją, i rzucają uwagi typu, że póki żyję nigdy ich nie dogonię. Ssanie w dołku i uczucie głodu całkowicie zniknęły. Chodzę znacznie mniej. Parę tygodni temu była potrzeba i dzięki Bogu udało mi się przejść około 10 kilometrów, ale do dzisiaj bolą mnie stopy.

    Kończąc wypada jakoś porównać wymienione sytuacje. Jeżeli chodzi o mnie to wolę ssanie w dołku i uczucie głodu od tej aktualnej sytej ociężałości. Ssało, ssało ... aż nadeszła pora posiłku i przestało i następnego dnia znowu to samo -- moim zdaniem da się z tym żyć. Natomiast teraz niepokoi mnie, że tak niewielki dystans (10 km) spowodował długotrwałe dolegliwości stóp. Wcześniej nigdy tego nie było. O innych, przykrych objawach sytości i bezruchu nawet nie wspomnę :)
  • @Krtek

    Nie wiem jak czesto pokonujesz 10 km. ale jesli nie robisz tego systematycznie to chyba normalne, ze stopy sie buntuja.
    ja tez wole uczucie niedosytu niz sytosci. Prawda jest tez taka, ze jem czesto z...nudow. Choc nudze sie rzadko…
    Kolego jakbym ja z mama mieszkala, to… lepiej nie mowic;)
  • krtek00857 napisal(a):
    Parę tygodni temu była potrzeba i dzięki Bogu udało mi się przejść około 10 kilometrów, ale do dzisiaj bolą mnie stopy.
    A czy przypadkiem nie badałeś się w kierunku boreliozy?
  • krtek00857 napisal(a):
    jak kolegom wspominam, że zaczynam tyć, to się ze mnie serdecznie śmieją
    Nie dziwię im się :D

  • Tycie to jest moja pasja.
    Zawsze byłem chudy, nie szczupły ale chudy. Więc te luźne w pasie gacie, zapinanie paska na ostatnią dziurkę albo dorabianie dziurek w pasku, wiecznie zimne stopy, nos i uszy mimo grubych skarpet i czapki w zimie, koszule wiszące jak na wieszaku, marynarki sterczace na ramionach to była moja codzienność.
    Od zeszłego roku jestem właścicielem prawie 80 kg masy ciała i jestem szczęśliwy.
    Ta opona na brzuchu to jest coś!, już nie muszę szczycić się jakimś kaloryferem na brzuchu ale mam porządny bojler. I twarz okrągła, klata "urosła", barki szersze. No, jest moc!
    Na tą zimę planuje dobić do 80 kg.
    Tak że tycie to jest to!
  • marniok napisal(a):
    wiecznie zimne stopy, nos i uszy mimo grubych skarpet i czapki w zimie, koszule wiszące jak na wieszaku, marynarki sterczace na ramionach to była moja codzienność.
    Od zeszłego roku jestem właścicielem prawie 80 kg masy ciała i jestem szczęśliwy.
    Czyli co? już nie jest koledze zimnow uszy nos i stopy? Wydawało mi się że to kwestia krążenia, a na to podobno otyłość nie pomaga. Czy może wychodował kolega tłuszcz na nosie i uszach?

  • Brzost napisal(a):
    krtek00857 napisal(a):
    Parę tygodni temu była potrzeba i dzięki Bogu udało mi się przejść około 10 kilometrów, ale do dzisiaj bolą mnie stopy.
    A czy przypadkiem nie badałeś się w kierunku boreliozy?
    Forumowy znachoryzm jak najbardziej, cieszę się Brzoście, że nie jestem w tym sam.

    Ale, jako leśny ludek, czy zdajesz sobie sprawę z wiarygodności (lub jej braku) najpopularniejszych testów na borelkę i w jaki sposób ją najwiarygodniej zdiagnozować przy dawnym zakażeniu?
  • kulawy_greg napisal(a):
    marniok napisal(a):
    wiecznie zimne stopy, nos i uszy mimo grubych skarpet i czapki w zimie, koszule wiszące jak na wieszaku, marynarki sterczace na ramionach to była moja codzienność.
    Od zeszłego roku jestem właścicielem prawie 80 kg masy ciała i jestem szczęśliwy.
    Czyli co? już nie jest koledze zimnow uszy nos i stopy? Wydawało mi się że to kwestia krążenia, a na to podobno otyłość nie pomaga. Czy może wychodował kolega tłuszcz na nosie i uszach?

    Wiadomka że kwestia krążenia ale pisze o
    całościowym odczuciu. I jest zdecydowana poprawa.
  • Przez prawie pięć lat nie jadła praktycznie nic poza owocami i twierdzi, że jej ekstremalna dieta sprawia, że czuje się jak „na haju”. Architekt wnętrz, Tina Stokłosa, pochodzi z Warszawy. Po raz pierwszy wypróbowała dietę frutariańską w grudniu 2013 roku. 39-latka od razu zauważyła pozytywne efekty, ale uznała, że w domu pokusa jest zbyt duża, by wytrwać na diecie. Dlatego 3 lata temu postanowiła przenieść się na Bali, aby odkryć bardziej egzotyczne owoce i w pełni przejść na frutarianizm.

    Świry:
    https://www.fakt.pl/kobieta/moda-i-uroda/tina-stoklosa-i-simon-beun-frutarianie-z-bali/98p2b1d#slajd-1
  • ethanol napisal(a):
    Przez prawie pięć lat nie jadła praktycznie nic poza owocami i twierdzi, że jej ekstremalna dieta sprawia, że czuje się jak „na haju”. Architekt wnętrz, Tina Stokłosa, pochodzi z Warszawy. Po raz pierwszy wypróbowała dietę frutariańską w grudniu 2013 roku. 39-latka od razu zauważyła pozytywne efekty, ale uznała, że w domu pokusa jest zbyt duża, by wytrwać na diecie. Dlatego 3 lata temu postanowiła przenieść się na Bali, aby odkryć bardziej egzotyczne owoce i w pełni przejść na frutarianizm.

    Świry:
    https://www.fakt.pl/kobieta/moda-i-uroda/tina-stoklosa-i-simon-beun-frutarianie-z-bali/98p2b1d#slajd-1
    zauwazylam, ze wspolnym mianownikiem wszelkiej masci swirow jest wlasnie "unoszenie sie 30 cm. nad ziemia". ale powiedz takiemu, ze niektorzy katolicy (np. Teresa z Avila, ktorej swieto obchodzimy za tydzien) robili to bez jedzenia owocow…

    faktem jest tez, ze wiele osob szuka w diecie ratunku przed chorobami smierteknymi (najczesciej oczywiscie rak). tez bym pewnie tak zrobila. byloby ciekawe poznac statystyki na ile to jest pomocne...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.