Lamenty podbiegunowe


W łońskiem miesiącu stuknęła okrągła, setna rocznica bitwy pod Wielkimi Jeziorkami, o czym w naszem patriotycznym Kraju pamiętał mało kto.

Przypomnę, że w marcu 1919 roku, w bardzo północnej Rosji, bolszewikowie idący na Archangielsk przerwali linie obronne aliantów, a dziurę we froncie załatała garść Polaków z Batalionu Murmańczyków.
Nie było łatwo, bo na rzeczone Wielkie Jeziorki trza było drałować w śniegu po pas, termometr wskazywał tridcat’ gradusow, a na miejscu czekała naszych sroga jatka. Trzy dni rżnęli się z Czerwonymi o tę wiochę, kilka razy wydzierali se ją nawzajem z rąk do rąk. Naszych było ledwie 170 chłopa, z czego 20 legło trupem, obok zaś padło kilkudziesięciu ranami okrytych. Ale dali radę, wróg w końcu się cofnął.

Batalion Murmańczyków pamiętany jest dziś u nas (o ile w ogóle jest pamiętany) przez wzgląd na słodką białą misicę, Baśkę Murmańską, przygarniętą jako córka regimentu. Która to misica potem przyjechała wraz z żołnierzami do kraju nad Wisłą, gdzie ją spotkał smutny koniec.
Po Batalionie zostały fajne opowiadania pana porucznika Małaczewskiego, tudzież kilka wierszy. Coś z tego przypomnę, coby upretekstowić (uf, ale mi słówko wyszło!) mą pisaninę w Pionie Kulturalnem niniejszego Szacownego Foruma.


Owóż, coby wejść w nastrój, puszczamy se najpierw klipa o Baśce Murmańskiej z klimatyczną muzą. Oprócz muzy i paru fotek z epoki jest tam wiersz p. Artura Oppmana „Murmańczyk”. Aż skóra cierpnie przy samym wstępniaku:

„Murmański żołnierz jestem
Znaczony krwawym chrzestem
W dwudziestu polach bitwy! […]”




Tera rozluźniamy się kapkie. Pora na tytułowe „Lamenty podbiegunowe” pana kapitana Bogusława Szul-Skjöldkrony, skądinąd szefa sztabu Dowództwa Wojsk Polskich w Północnej Rosji.


„Straśneź to dziwy, Boże apostolski!
Wybrał się legun na obronę Polski,
Chciał bronić kraju nieszczęśliwy legun,
Obronił biegun. […]

Zwiedziłeś, bracie, świata kawał srogi,
W różnych żeś krajach poodbijał nogi,
Ażeś tu przyszedł stare mrozić gnaty
W kraj lodowaty. […]

Tam miast na koniach naród na psach jedzie,
Tam krowim mlekiem dojom sie niedźwiedzie,
Tam wielgoryby rosnom co dwa kroki
I jensze foki. […]

Więc bolszewickie przechytrzaj wybiegi,
Pod Obozierskiem, lub w błotach Onegi,
Marźnij pod Dźwinom, lub moknij do woli
Na moście w Koli.

A gdy już z frontu powrócisz nareszcie,
Nie myśl, że spoczniesz w jakim ludzkim mieście,
Bo cie wpakujom – o Matko anielska –
Do Archangielska. […]”

image

Pan kapitan zaadaptował też do potrzeb chwili krzepiącą piosenkę legionową „Nasza artyleria”, która dzięki niemu zyskała uaktualnione brzmienie:

„Nasza artyleria w Obozierskiej stoi,
Pisze do Lenina, że się go nie boi.

Pisze doń uprzejmie, jak do przyjaciela,
Że mu krasną gwardię do nogi wystrzela.

Pisze do Trockiego, pisze do Lenina,
Że wnet po ich trupach wejdzie do Berlina.”

image


By nie przedłużać, zakończę przepięknym utworem pana porucznika Małaczewskiego „Mogiłom archangielskim i murmańskim”, w którym Żołnierz-Poeta pokłonił się poległym towarzyszom broni:

„Gdzie w łunie zórz północnych
Szronami jodły śnieżą,
Tam moi towarzysze
Pod zmarzłą grudą leżą.

Gdzie ziemię opuszczoną
Mróz lśniącą pleśnią szroni,
Tam moi, hej! Tam moi
Śnią towarzysze broni.

O Polskę od zbóż złotą
Walczyli pod biegunem,
Więc ziemia im moskiewska
Wieczystym jest całunem.

Na groby tych, co nigdy
Już Polski nie zobaczą,
Nikt płakać nie przychodzi,
Jedynie brzozy płaczą.

Miast mów – trzykrotna salwa
Rozległa się echami...
I pozostali martwi,
I na wiek wieków sami.

Imiona świat zapomni,
Czas zrówna mogił kopce
I ślad wszelki po nich
Zaorzą pługi obce.

Więc niechże garść słów polskich,
Jak garść ojczystej ziemi,
Z oddali rzucę do nich
Dłońmi tęskniącymi.

By duszą zmartwychwstali,
Rozpięli skrzydła cudnie
I poszli – płacząc z szczęścia –
Z Północy na Południe.”

image

Komentarz

  • Ależ jaja, niedźwiedź pod opieką kaprala Smorgońskiego!

    Akademia smorgońska, przypomnę, to był zakład tresury w oszmiańskim powiecie, gdzie Cyganie przyuczali niedźwiedzie do pociesznych sztuczek: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/02/04/slynna-na-cala-europe-niedzwiedzia-akademia-oczywiscie-w-polsce/
  • edytowano April 2
    I stąd zacne podsumowanie uczonych wywodów
    "Autor (nie do Ciebie Ignac) jest widocznie absolwentem jakiejś zacnej akademii, chyba smorgonskiej"
    I nie do Ciebie Turoniu też
  • Joj!
  • edytowano April 2
    Dlaczego nikt nie nakręcił o tym filmu?
    Nie potrafimy jeszcze głosić chwały naszym bohaterom na cały świat. Życie rzuciło tfurcom gotowe scenariusze na wspaniałe filmy, a Polacy zmuszani są do oglądania tureckich bzdetów.

    Jestem jeszcze pod wrażeniem filmu "Cienka czerwona linia".
    Nie mam nic przeciwko temu, by o naszych powstało równie wiekopomne dzieło.
  • To trzeba umić.
    Podobno fajny jest film Kurier, ale scena z samolotem zagrzebanym w błocie spaprana. A szkoda, bo to bodaj najbardziej filmowa scena całej II wojny.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ależ jaja, niedźwiedź pod opieką kaprala Smorgońskiego!

    Akademia smorgońska, przypomnę, to był zakład tresury w oszmiańskim powiecie, gdzie Cyganie przyuczali niedźwiedzie do pociesznych sztuczek: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/02/04/slynna-na-cala-europe-niedzwiedzia-akademia-oczywiscie-w-polsce/

    No więc, to jest tak fajna historia, że aż strach sprawdzać, czy prawdziwa, coby se humera nie zepsuć. Małaczewski o kapralu Smorgońskim pisał, niby to jest literatura piękna, ale mię całkowicie przekonuje ów fragment:

    Eugeniusz Małaczewski napisal(a):
    Na niedźwiednika przeznaczono jej kaprala, nazwiskiem Smorgoński. Kapral trudnił się przed wojną rzemiosłem szewieckiem, i Baśka była pierwszym żywym niedźwiedziem, jakiego w życiu na oczy uświadczył. Wybór zaś na niego mianowicie padł stąd, iż adjutant, komponujący rozkazy dla Baonu, zwykł był, jako doktor filozofji, myśleć syntetycznie. W danym wypadku powodował się brzmieniem nazwiska Smorgońskiego, sądząc słusznie, że trudno dla niedźwiednika o nazwisko lepsze.
    Owóż komponuje się to pięknie z mym doświadczeniem własnym. Bo kiedym tzw. zaszczytny obowiązek wobec Ojczyzny odsługiwał, to na naszej kompanii szukali kandydata na kurs płetwonurka-zwiadowcy. I padło na jednego kulegę o nader stosownym nazwisku: Kaczor.
    Nic nie pomogły tłumaczenia samego zainteresowanego: "- Ludzieeee! Ja ku*wa pływać nie umięęę!"
    Szarża zwierzchnia, od kaprala aż po dowódcę brygady, jak to słyszała, to zaraz zaczynała rechotać: "A cóż to za kaczor, co pływać nie umie?"
    No i wysłali go na ten kurs, gdziesik na północne nasze jeziora. Dobrze, że się nie utopił.
  • Ano proszę, czyli miałem rację, że to niezły żart!
  • Na scenariusz doskonały
    =))
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    To trzeba umić.
    Podobno fajny jest film Kurier, ale scena z samolotem zagrzebanym w błocie spaprana. A szkoda, bo to bodaj najbardziej filmowa scena całej II wojny.
    Czy to jakaś prawdziwa historia, czy wymyślona na potrzeby filmu?
  • AnnaE napisal(a):
    Dlaczego nikt nie nakręcił o tym filmu?
    Nie potrafimy jeszcze głosić chwały naszym bohaterom na cały świat. Życie rzuciło tfurcom gotowe scenariusze na wspaniałe filmy, a Polacy zmuszani są do oglądania tureckich bzdetów.

    Jestem jeszcze pod wrażeniem filmu "Cienka czerwona linia".
    Nie mam nic przeciwko temu, by o naszych powstało równie wiekopomne dzieło.

    Tak, materiału do scenariuszy byłaby masa. Tylko chęci u filmowców nie ma.

    W ub. roku mieliśmy piękną rocznicę, następna taka za 100 lat. A tak z 99% rocznicowych książek, filmów, artykułów, sympozjów, konferencji itd. polegało na międleniu w kółko: Rola Józefa Piłsudskiego… Geniusz Józefa Piłsudskiego… Pierwsza Kadrowa Józefa Piłsudskiego… Pierwsza Brygada Józefa Piłsudskiego… Legiony Józefa Piłsudskiego… Dorobek Józefa Piłsudskiego… Józef Piłsudski a [coś tam]… Dzisiejsza młodzież o Józefie Piłsudskim…
    I tak dalej, i tym podobne. Jak już ktoś napomknął o Hallerze i Błękitnej Armii, to robił za wielkiego nonkonformistę.

    Żeby nie było – ja tu nie chcę odnawiać Sporu o Dwie Trumny. Nie sądzę, żeby kolejne kłótnie były Polsce potrzebne. Tylko niech ta chwalba Piłsudskiego i jego legunów nie odbywa się kosztem zamilczania innych inicjatyw, innych formacji, innych patriotów. Przesadne i bezkrytyczne koncentrowanie się na Piłsudskim na dłuższą metę wcale mu się nie przysłuży; kiedyś to się odbije rykoszetem.

    Ja tam mam swoje fascynacje, więc się wtedy zakopałem w temacie pt. polskie wojsko w Rosji 1914-1920. I dzięki temu poznałem niesamowite historie, które zasługują na nowego Sienkiewicza, na polskiego Ksenofonta, i jeszcze na legion polskich Tomów Clancy’ch.
    Dajmy na to ten Batalion Murmańczyków – już sposób jego powstawania, kiedy z odległych krańców Rosji setki Polaków przedzierało się doń, na Północ, przez kraj ogarnięty rewolucją i wojną domową. To o nich pisał pan Antoni Bogusławski, z lapidarnością, która jeży włos na głowie:
    Antoni Bogusławski napisal(a):
    „Wielu nie doszło; raczej: doszło niewielu. Lochy powiatowych czerezwyczajek, mogiły zadeptane przy drogach wiele by o tym powiedzieć mogły.”
    A sami ochotnicy – czy to nie jest temat na epicką opowieść?
    Eugeniusz Małaczewski napisal(a):
    „Był to gatunek rodaków dziwnego nabożeństwa, dopiero przymus wojskowy spolszczył ich na nowo i urabiał na patriotów. Pomiędzy sobą mówili po moskiewsku chętniej niż po polsku. Bardzo często tylko jedno wyznanie wiary katolickiej było ostatnim ogniwem, łączącym ich z polskością. Z tego powodu przezwano ich ogólnie katolikami”.
    Podobnie gdy formowano polskie wojsko na Syberii, zgłaszali się synowie i wnuki zesłańców, rzekomo zrusyfikowani do cna, bo już ani słowa nie umieli po naszemu. Ale mówili z dumą: „Ja iz Poliakow!”. A potem pokazywali, że byli lepszymi Polakami niż wielu urodzonych nad Wisłą, bo mieli tę Polskę w sercu.

    Albo przykład byłych powstańców styczniowych, staruszków już koło 80-ki, co na Sybirze zaciągali się do naszego wojska, bo mieli jeszcze dość sił, by UMRZEĆ ZA POLSKĘ.
    Albo ten żołnierz Legii Cudzoziemskiej, syn znanego literata, co tułał się w kepi po całym świecie, marzył już tylko jednym - żeby umrzeć na ojczystej ziemi. Na Sybirze spotkał polską dywizję, wstąpił do niej, przeżył jej gehennę, Do Polski wracał dookoła świata, by trafić wprost na ofensywę Tuchaczewskiego – więc poszedł znowu walczyć i zginął. Na ojczystej ziemi, tak jak sobie wymarzył.

    Albo tych kilkudziesięciu Wielkopolan, co przyjechali na Syberię do polskiego wojska z… Japonii. Skąd jacyś poznaniacy w Japonii?
    Jak to skąd? Z armii niemieckiej, cesarskiej. Dalej niejasne?
    Owóż przed Wielką Wojną Niemcy miały kolonię w Chinach, nazywało się toto Cingtao. Podczas Pierwszej Światowej uderzyli na nich Japończycy i Brytole, znaczy Ententa. Garnizon imć kajzera bronił się zaciekle, ale w końcu uległ. Jeńców przewieziono do obozów na wyspach japońskich, gdzie spędzili resztę wojny. W 1919 zaczęto ich ewakuować do Europy, a wtedy ci Wielkopolanie dowiedzieli się, że znacznie bliżej, prawie za miedzą, formowane jest polskie wojsko.

    Ma Koleżeństwo całkowitą rację – to są gotowe scenariusze. No ale nasi filmowcy, niestety, wyspecjalizowali się w głupawych komedyjkach.

  • Kuba_ napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    To trzeba umić.
    Podobno fajny jest film Kurier, ale scena z samolotem zagrzebanym w błocie spaprana. A szkoda, bo to bodaj najbardziej filmowa scena całej II wojny.
    Czy to jakaś prawdziwa historia, czy wymyślona na potrzeby filmu?
    Historia jest prawdziwa. Otóż AK miało swoją sieć wywiadu ds. V2. I kiedy Niemcy wystrzeliwali gdzieś V2, to robił się wyścig, kto pierwszy znajdzie wrak - nasi czy Niemcy. Z wraku wymontowywali najciekawsze rzeczy i wysyłali to do Anglii do dalszych badań.

    I otóż kiedyś mieli Angole przysłać samolot po przesyłkę, on wylądował na polanie i zagrzebał się w błocie. Pilot walczy z silnikiem, koła grzęzną, ludzie podkładają pod nie gałęzie, a Niemcy oczywiście pędzą autami, żeby ich dopaść. Start oczywiście w ostatniej chwili, ludziom też udało się pochować. To się nazywało "Operacja Most III", pisał o tym B. Arct w "Polacy w walce z bronią V".

    Ileś lat chodziłem i opowiadałem o tym każdemu kto chciał słuchać, ze szczególnym uwzględnieniem filmowców. :-D
  • Turoń napisal(a):
    Tak, materiału do scenariuszy byłaby masa. Tylko chęci u filmowców nie ma.
    Trzeba wiedzieć, że nakręcenie filmu jest trudne i kosztowne. Bym powiedział, że nie tyle, czy też nie tylko, chęci u filmowców nie ma, ale po prostu nie ma filmowców.

    Była cała seria filmów w założeniu patryotycznych o naszych godnych żołnierzach, ale jakoś żaden nie chciał specjalnie dobrze wyjść. :-/
  • Bo książki się pisze i filmy się kręci tak naprawdę tylko o sobie, dlatego filmowcom najlepiej wychodzą dzieła o rozhisteryzowanych dupkach. Bohaterów nie są w stanie pojąć.
  • !!!!!
    Ale wątek!
    los napisal(a):
    Bo książki się pisze i filmy się kręci tak naprawdę tylko o sobie, dlatego filmowcom najlepiej wychodzą dzieła o rozhisteryzowanych dupkach.
    Bohaterów nie są w stanie pojąć.
  • los napisal(a):
    Bo książki się pisze i filmy się kręci tak naprawdę tylko o sobie, dlatego filmowcom najlepiej wychodzą dzieła o rozhisteryzowanych dupkach. Bohaterów nie są w stanie pojąć.
    Nu, miszczuniem w autoprezentacji jest Koterski Marek, potwierdzam!
  • los napisal(a):
    Bo książki się pisze i filmy się kręci tak naprawdę tylko o sobie, dlatego filmowcom najlepiej wychodzą dzieła o rozhisteryzowanych dupkach...
    I zaćpanych zboczeńcach.
  • Dziwne, że inne nacje dają sobie jakoś radę.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Bym powiedział, że nie tyle, czy też nie tylko, chęci u filmowców nie ma, ale po prostu nie ma filmowców.

    Była cała seria filmów w założeniu patryotycznych o naszych godnych żołnierzach, ale jakoś żaden nie chciał specjalnie dobrze wyjść. :-/
    O! Krótko i w punkt.

    Wiem, że to głupio zabrzmi, ale najlepsze polskie filmy wojenne nakręcono za komuny (tfu!). I nie będę się tutaj zasłaniał „Hubalem” ani „Akcją pod Arsenałem”, od razu pojadę grubo.
    Tacy „Czterej pancerni i pies”, obraz który dziś modnie jest (nomen omen) obsobaczać, trochu za przekaz braterstwa Polaków z Niezwyciężoną Armią Czerwoną, a trochu za kazania sejmowe z początków wojny polsko-jaruzelskiej, co je filipikował tow. pułkownik-literat-redaktor-poseł Janusz „Pancerny Pies” Przymanowski.

    Ale poza tym – był to świetnie zrealizowany serial. Wiadomo, piniądzów na niego nie poskąpili, wojsko do pomocy zagonili, to i sceny batalistyczne wyszły efektownie. Jednakowoż dutki to nie wszyćko, jako rzekł starożytny klasyk, bo i scenariusz był dopracowany na blachę, i gra aktorska na poziomie (porównajmy to z dzisiejszymi drewnianymi deklamacjami, co to udają dialogi!), i muza wpadająca w ucho. A kamerzyści?

    Owóż przed laty wpadłem do kumpla, chciał nas gości filmem uraczyć, jeszcze na VHS. A tu masz babo placek, miał ino „Czterech pancernych”. No „i psa”. Towarzystwo gruchnęło śmiechem, ale co tam, puściliśmy to, tak dla nabiału. Ten odcinek z szarżą „Rudego” przez warszawską Pragę.
    I nagle rechot zamarł nam na uściech, zaczęliśmy patrzeć z uznaniem, jak kamera raz po raz najeżdża na detale walczącego czołgu (wiecie, te manewry, te gąsienice pracowicie mielące gruzowiska itede). Czołg stał się ekranową Postacią, niemal żywą istotą. Amerykańscy filmowcy odkryli takie chwyty chyba dopiero w następnej dekadzie.

    Czyli jak we wstępie.

    PS
    „Kuriera” jeszczem nie oglądał, ale za wczesnej mej młodości miałem zaszczyt rozmawiać z uczestnikiem Trzeciego Mostu.
    Tam sporo miejscowych partyzantów zostało zmobilizowanych, obstawiali lądowisko, bo Niemcy stacjonowali niedaleko. Ten pan mówił, pamiętam, że jak samolot ugrzązł, to w pewnej chwili mieli już odpuścić i spalić maszynę. Załoga sądziła, że doszło do jakiejś awarii (blokady hamulców? coś tam nawet podobno podcinali przy samych kołach, siekierką). Ale miejscowi przekonywali, że to tylko nasze swojskie błocko, i podłożyli ścięte pniaki.
    Tak to o losach Londynu rozstrzygało parę metrów kwadratowych błota i jakieś drewniane klocki, het, gdziesik tam wedle maleńkiej, nikomu nieznanej, małopolskiej wioseczki. ;o)

  • Historia iście filmowa, zwłaszcza z możliwością pokazania wpływu maleńkich trybików na przebieg wojny. A mnie od lat po sercu chodzi jeszcze przebicie do Śródmieścia, zwłaszcza to udane w wykonaniu oddziału "Morro".
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.