Prof. Ryszard Legutko moim fanem

edytowano May 7 w Forum ogólne
jest i już!
Był przez moment, po odwołaniu Giertycha, ministrem Edukacji. Niestety - tylko przez moment. Byłby idealny na ten stolec i, prawdę powiedziawszy, szkoda go do gupiej Wujni. Ale niech tam ;)
Tu w nietypowej roli.

Komentarz

  • Szkoda. I tego szczerze nie rozumiem - zawsze, ale to zawsze jest problem na stanowisku Mistera Edukacji.
    Kto jak nie prof Legutko? I dlaczego nie on?
  • Film bardzo smakowity w warstwie przekazu werbalnego, wizualnego i w pozostałych.
    Dla mię bąba (o.m.), puściłem dalej w obieg.
  • TecumSeh napisal(a):
    Szkoda. I tego szczerze nie rozumiem - zawsze, ale to zawsze jest problem na stanowisku Mistera Edukacji.
    Kto jak nie prof Legutko? I dlaczego nie on?
    Każdy tylko nie on. A dlaczego? Bo właśnie juz widzieliśmy jak ministruje.
  • edytowano May 7
    W sumie psor Hądke też się dobrze zapowiadał... Ten tego.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    TecumSeh napisal(a):
    Szkoda. I tego szczerze nie rozumiem - zawsze, ale to zawsze jest problem na stanowisku Mistera Edukacji.
    Kto jak nie prof Legutko? I dlaczego nie on?
    Każdy tylko nie on. A dlaczego? Bo właśnie juz widzieliśmy jak ministruje.
    A konkretnie?
  • Przez kilka miesięcy jedyne co zrobił to przywrócił w trybie pilnym Gombrowicza, zrobił jakieś niepotrzebne wycieczki do episkopatu i przesunął geometrię do wyższych lat nauki. Jedynym celem tego wszystkiego miało być rytualne odcięcie się od zmian Giertycha bo zerwano koalicję. Antypody tego jak m.zd. powinno się działać w oświacie. Przy Legutce wychodzi też szerszy problem, że co innegoinnego gadac a co innego robić czy zarządzać. To ze facet "super gada" nawet w paru językach niekoniecznie oznacza, że będzie super ministrem, zwłaszcza ze gościa juz wypróbowano. Pomijam tu już, ze obecnie oświata to tylko do matury, uczelnie są pod innym ministerstwem, a w tak rozumianej oswiacie nigdy nie działał.
  • wychodzi też szerszy problem, że co innegoinnego gadac a co innego robić czy zarządzać. To ze facet "super gada" nawet w paru językach niekoniecznie oznacza, że będzie super ministrem
    Jak to mówią: krytyk i eunuch z jednej są parafii. Obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi.
    Do zarządzania trzeba mieć specyficzne talenty i umiejętności. Które niekoniecznie pokrywają się z wiedzą, inteligencją i osiągnięciami naukowymi. Czy prof. Legutko takowe talenty zaposiada, nie wiem. Uważam jednak za przytomną uwagę, żeby nie zakładać z góry ich posiadania na podstawie tylko ładnych wypowiedzi.
  • Ale gada ładnie i dobrze. Nawet jeśli sam nie potrafi dobrze zarządzać można i należy jego gadkę w zarządzaniu wykorzystać. Zarządzanie polega, między innymi, na właściwym wykorzystaniu talentów i umiejętności swoich ludzi.
  • No to dobrze, niech chłop gada w parlamencie. W końcu słowo parlament pochodzi od słowa parler, czyli gadać.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No to dobrze, niech chłop gada w parlamencie. W końcu słowo parlament pochodzi od słowa parler, czyli gadać.
    czy druga część tegoż słowa pochodzi od łacińskiego amentes?
  • Wy też gadacie...
    A na oświacie znacie się, jak każdy obywatel naszej ojczyzny, bo nawet nie rodzic ;)
    Legutko nie miał prawie nic do gadania. W tak krótkim czasie musiał, mocno to podkreślam - musiał - błyskawicznie zatwierdzić opracowaną przez Giertycha podstawę programową. Zatem gadanie o odcięciu się od Giertycha jest właśnie ... gadaniem.

    A Legutko - zanim się rozejrzał i zorientował co jest grane w MEN - resort opuścił, bo Kaczor podał rząd do dymisji. Nie miał zatem szansy na zbudowanie czegokolwiek według własnej wizji. I guzik wiemy o jego umiejętnościach zarządzania. Po nim nastał ciąg idiotek. Bez żadnej wizji. Raczej z antywizją.
    A idiotów mam powyżej uszu, delikatnie mówiąc.


    Autentyk:
    Obecny wiceminister EN chciał wprowadzić jakieś stosunkowo mało rewolucyjne zmiany. Na dzień dobry usłyszał od pani Krysi tonem nieznoszącym sprzeciwu
    - ależ panie ministrze, do tej pory robiliśmy to zupełnie inaczej.
    I, oczywiście, zrobiła to po swojemu. Jak dawniej.
    A pani Krysi nie można wywalić, no i nie ma jej kim zastąpić.
    Ot, bieda :D

    Gdy wchodzi się do takiego molocha, jakim jest ministerstwo, w którym kadra urzędnicza (zobaczcie sobie ile i jakie departamenty są w MEN) jest zasiedziała od lat, to wprowadzanie jakichkolwiek zmian w zarządzaniu wymaga naprawdę starannego przygotowania i zespołu oddanych ludzi. Legutko nie miał ani jednego, ani drugiego. Ani czasu, żeby sobie te sprawy zorganizować.
    Zatem odczepcie się od profesora i nie oceniajcie go przynajmniej w tym aspekcie.
  • Taaa jakoś Gombrowicza zdążył przywrócić - w "giertychoewj" podstawie go nie było, a Legutko dzień czy dwa przed rokiem szkolnym jednak w tej jakże istotnej jak widać dla niego sprawie zdążył tę podstawę zmienić. A na resztę, biedaczek, nie miał czasu, bo Kaczor podał rząd do dymisji (dwa miesiące później, w które to dwa miesiące Legutko co robił?).
  • i nie oceniajcie go przynajmniej w tym aspekcie
    ______________

    Nikt do bycia ministrem, o ile wiem, nie zmusza. Jeśli zdecydował się na bycie ministrem, to zdecydował się być ocenianym.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    A na resztę, biedaczek, nie miał czasu, bo Kaczor podał rząd do dymisji (dwa miesiące później, w które to dwa miesiące Legutko co robił?).
    Od 13 sierpnia 2007 do 16 listopada 2007 zajmował stanowisko ministra edukacji narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

    Powinnam zapytać - jaką resztę?
    Ale nie zapytam.
    Bo najwyraźniej nie masz pojęcia, czym dla ministra i wszystkich pracowników oświaty jest początek i rozruch roku szkolnego.
    Zatem dam se spokój z dalszą wymianą zdań.
  • edytowano May 8
    No właśnie i w ten początek roku, "rozruch" priorytetem dla Legutki było przywrócenie Gombrowicza na listę lektur, żeby w mediach coś sprzedać jako odcięcie się od Giertycha. I jakoś się dało - jak widać z dat, wystarczyło na to dwa tygodnie. O działalności przez pozostałe dwa i pół miesiąca cisza.

    "Jaka reszta" - no właśnie, przecież jedyne czego potrzebowała oświata to obowiązkowe "Ferdydurke".
  • =))
  • Tak mi się skojarzyło.
    Ani chybi, portret prof. Legutki wg kolegi Rozuma:

    Na tapczanie siedzi leń,
    Nic nie robi cały dzień.

    „O, wypraszam to sobie!
    Jak to? Ja nic nie robię?
    A kto siedzi na tapczanie?
    A kto zjadł pierwsze śniadanie?
    A kto dzisiaj pluł i łapał?
    A kto się w głowę podrapał?
    A kto dziś zgubił kalosze?
    O - o! Proszę!”

    Na tapczanie siedzi leń,
    Nic nie robi cały dzień.

    „Przepraszam! A tranu nie piłem?
    A uszu dzisiaj nie myłem?
    A nie urwałem guzika?
    A nie pokazałem języka?
    A nie chodziłem się strzyc?
    To wszystko nazywa się nic?”

    Na tapczanie siedzi leń,
    Nic nie robi cały dzień.

    Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
    Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało,
    Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
    Nie powiedział „dzień dobry”, bo z tym za dużo roboty,
    Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
    Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda.
    Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął,
    Miał położyć się - nie zdążył - zasnął.
    Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził.
    Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.


    Celny, nieprawdaż? Co prawda, zamiast tapczanu tylko "Ferdydurke", ale reszta się zgadza.

    I sorry, to nie szydera. A jeśli nawet, to obiecuję poprawę :\">
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.