O miłości trzy ustępy

edytowano December 2019 w Forum ogólne

"Bóg spojrzał na świat wstrząsany lękiem i natychmiast zadziałał: z miłością pociąga go ku sobie, wzywa swą łaską, trzyma umiłowaniem i przywiązuje uczuciem.

A więc ziemię pogrążoną w nieprawościach karze i obmywa wodami potopu, Noego nazywa ojcem nowego wieku, przemawia do niego serdecznie, dopuszcza go do przyjaźni ze sobą, łaskawie poucza o tym, co ma czynić, i pełen dobroci pociesza co do przyszłości. Bóg nie tylko to mu nakazał, ale i współdziałając z Noem, zamknął w arce potomstwo całego świata. Miłość płynąca z przestawania z Bogiem miała przezwyciężyć bojaźń sługi względem Pana, a wspólna troska zachować to, co ocalił wspólny wysiłek.

Następnie Bóg powołuje Abrahama spośród pogan, nadaje mu imię, czyni go ojcem wierzących, towarzyszy mu w drodze i zachowuje wśród obcych, wzbogaca go posiadłościami, wynosi zwycięstwami, zobowiązuje się uczynionymi mu obietnicami, uwalnia od przeciwności, wyróżnia, przybywając doń w gościnę, wsławia nie oczekiwanym już potomkiem. Pan obsypał Abrahama tyloma darami, aby pociągnięty tak wielką słodyczą Bożej miłości, nauczył się Boga kochać, a nie lękać, czcić Go w miłości, a nie w bojaźni.

Potem Bóg uciekającego Jakuba pociesza we śnie, powracającego nakłania do walki i z nim się mocuje, aby miłował Tego, który się z nim zmagał, a nie lękał się Go.

Również i do Mojżesza Pan się odzywa i rozmawia z nim jak miłujący ojciec, i powołuje go na wyswobodziciela swego ludu.

Wszystkie wspomniane tu sprawy rozpaliły w sercach ludzkich płomień miłości Bożej i upoiły ich uczucia tą miłością, która była dla nich jakby otwartą raną ducha, dzięki czemu zapragnęli ujrzeć Boga oczyma ciała.

Cały świat nie ogarnie Boga, a jakżeby mogło ogarnąć Go niezdolne wejrzenie ludzkie? Ale prawo miłości nie patrzy na to, co będzie, ani na to, co powinno lub co mogłoby być. Miłość nie jest wyrachowana, nie rozumuje, nie zna miary. Miłość nie zniechęca się niemożliwością ani nie słabnie w przeciwnościach.

Miłość spala człowieka, jeśli nie pochwyci on upragnionego celu, i dlatego idzie on za jej porywem, a nie tam, gdzie powinien. Miłość rodzi pragnienie, rozpala się pożądaniem i namiętnie zmierza ku temu, czego jeszcze nie posiada. I cóż więcej można dodać?

Miłość musi ujrzeć to, co miłuje, dlatego święci za nic poczytywali sobie swoje zasługi, gdyby nie mieli oglądać Pana. Tak więc miłość spragniona oglądania Boga, chociaż nie rozumuje, to jednak kieruje się ku Bogu.

Dlatego Mojżesz ośmielił się powiedzieć do Pana: "Jeśli więc znalazłem łaskę w Twoich oczach, ukaż mi swoje oblicze". Dlatego też inny jeszcze sługa Pana powiedział: "Okaż Twe oblicze". Podobnie i poganie, mimo że błądzili, to jednak rzeźbili posągi bóstw, ponieważ pragnęli mieć przed oczyma to, co czcili.".

Św. Piotr Chryzolog

"Pierwszy rodzaj zamieszkania - albo lepiej obecności Bożej, bo nie ma jeszcze zamieszkania - wymaga od tego, w czym Bóg jest obecny, pozostawania w boskiej wiedzy, mocy oraz zależności od boskiego Bytu, co jest wspólne wszelkiemu stworzeniu. Byt boski i byt stworzony pozostają tu w całkowitym rozdzieleniu, a jednostronna zależność bytu od Boga nie oznacza właściwego pozostawania jednego w drugim, a zatem również zamieszkania. Zamieszkanie bowiem wymaga, aby obie strony miały byt wewnętrzny, to znaczy wewnętrznie siebie obejmujący, który może w siebie przyjąć byt drugi, i , bez naruszenia odrębności przyjmowanego jak i przyjmującego, utworzyć nową jedność bytu. Dotyczy to wyłącznie bytu duchowego: jedynie to, co samo jest duchowe, pozostaje w sobie i może inne - także duchowe - w siebie przyjąć, co stanowi prawdziwe zamieszkanie.

Pewne elementy tak rozumianego zamieszkania spotykamy w obecności Boga przez łaskę. Kto podlega boskiemu Bytowi, boskiej wiedzy i mocy, nie w sposób nieświadomy i wbrew swej woli, ale z pełnym oddania tak, ten bierze w siebie Boga, a jego byt zostaje przeniknięty Bytem Bożym. To przeniknięcie nie jest całkowite, zależy od gotowości przyjmującego. Aby się stać całkowicie przenikniętą Bytem Bożym - a na tym opiera się doskonałe zjednoczenie w miłości - dusza musi być wolna od jakiegokolwiek innego bytu, wolna od wszystkich innych stworzeń i od samej siebie, jak to dobitnie przedstawił św. Jan. Miłość w swym najdoskonalszym wypełnieniu chce być jednym w wolnym, wzajemnym oddaniu; na tym polega wewnątrztrynitarne życie Boże.

Do tego wypełnienia wznosi się pożądająca miłość stworzona (amor) oraz zniża miłosierna miłość Boga (caritas). Tam, gdzie się te dwie miłości spotykają, może się stopniowo dopełnić zjednoczenie: oczywiście kosztem tego, co zjednoczeniu stoi jeszcze na przeszkodzie i w takiej mierze, w jakiej to zostaje usunięte. Jak wiemy, dokonuje się to poprzez ciemną noc - czynną i bierną".

Św. Teresa Benedykta od Krzyża

"Nasze refleksje o istocie miłości, początkowo raczej filozoficzne, przywiodły nas, przez dynamikę wewnętrzną, aż do wiary biblijnej. Na początku zostało postawione zagadnienie, czy różne, a nawet przeciwstawne znaczenia słowa miłość mają na myśli jakąś głęboką jedność, czy raczej powinny pozostawać rozdzielone. Przede wszystkim jednak wynikła kwestia, czy przesłanie o miłości ogłoszone nam przez Pismo Święte i Tradycję Kościoła miałoby coś wspólnego z powszechnym doświadczeniem ludzkiej miłości, czy wręcz przeciwstawiałoby się jemu. W tym względzie natrafiliśmy na dwa fundamentalne słowa: eros jako określenie miłości "ziemskiej" i agape jako wyrażenie oznaczające miłość opartą na wierze i przez nią kształtowaną. Obydwa pojęcia są często przeciwstawiane jako miłość "wstępująca" i miłość "zstępująca". Są także inne podobne klasyfikacje, jak na przykład rozróżnienie pomiędzy miłością posesywną i miłością ofiarną (amor concupiscentiae - amor benevolentiae), do którego czasami bywa dołączona jeszcze miłość interesowna.

W dyskusji filozoficznej i teologicznej te rozróżnienia często były zradykalizowane aż do autentycznego przeciwstawienia: typowo chrześcijańską byłaby miłość zstępująca, ofiarna, właśnie agape; kultura zaś niechrześcijańska, przede wszystkim grecka charakteryzowałaby się miłością wstępującą, pożądliwą i posesywną, czyli erosem. Chcąc doprowadzić do ostateczności to przeciwstawienie istota chrześcijaństwa byłaby oderwana od podstawowych relacji życiowych ludzkiego istnienia i stanowiłaby dla siebie odrębny świat, który mógłby być uważany jako godny podziwu, ale całkowicie odcięty od całości ludzkiej egzystencji. W rzeczywistości eros i agape - miłość wstępująca i miłość zstępująca - nie dają się nigdy całkowicie oddzielić jedna od drugiej. Im bardziej obydwie, niewątpliwie w różnych wymiarach, znajdują właściwą jedność w jedynej rzeczywistości miłości, tym bardziej spełnia się prawdziwa natura miłości w ogóle. Także jeżeli eros początkowo jest przede wszystkim pożądający, wstępujący - fascynacja ze względu na wielką obietnicę szczęścia - w zbliżeniu się potem do drugiego będzie stawiał coraz mniej pytań o siebie samego, będzie coraz bardziej szukał szczęścia drugiej osoby, będzie się o nią coraz bardziej troszczył, będzie się poświęcał i pragnął "być dla" niej. W ten sposób włącza się w niego moment agape; w przeciwnym razie eros upada i traci swoją własną naturę. Z drugiej strony, człowiek nie może żyć wyłącznie w miłości oblatywnej, zstępującej. Nie może zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce dawać miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Oczywiście, człowiek może - jak mówi nam Chrystus - stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (por. J 7, 37-38). Lecz, aby stać się takim źródłem, sam musi pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus, z którego przebitego serca wypływa miłość samego Boga (por. J 19, 34)".

Benedykt XVI

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.