Ankieta - głowne różnice pomiędzy Elitą a Oligarchią to....

potem zezwala się na dyskusje o sędziach, dziennikarzach, bankowcach.

Komentarz

  • Nie ma. Elita czy oligarchia to tylko głowa ciała, którym jest naród a naród w odróżnieniu od organizmu biologicznego głowę sobie wymienia bez problemu. Donek i kamaryla nie mieli żadnych przymiotów z wyjątkiem tego, że byli tak bardzo i zupełnie jak Polacy.
  • edytowano February 10
    Na dyskusję to możemy sobie pozwolić jak uzgodnimy definicje elity i oligarchii. O elitach dyskutowaliśmy tu wiele razy i nawet definicji nie uzgodniliśmy. O oligarchii mniej było więc prosimy.

    Wedle moich intuicji i moich, nie do końca doprecyzowanych, definicji to dwie różne grupy. Elity mogą być oligarchiczne, czy być oligarchią jeśli za główne kryterium elitaryzmu w społeczeństwie uznamy bogactwo i bezpośredni oraz dominujący związek bogactwa z wpływami i władzą. W większości systemów oligarchicznych oligarchia ma wpływy pośrednie w tym wpływ na powoływanie władz i kooptację oraz eliminację z ważnych elit profesjonalnych - medialnych, kulturalnych itd. W III RP nigdy nie mieliśmy wykształconej silnej oligarchii bo III RP rozwijała się jako państwo kolonialne gdzie elity były kształtowane przez obcych, a i miejscowa słaba oligarchia też wykształcała się ze związków z obcymi. W Rosji jest oligarchia ale własna i silna. To zupełnie inna kategoria społeczeństwa i państwa niż III RP. Oligarchia w Rosji żyje w symbiozie z elitami władzy i elitami profesjonalnymi i kulturalnymi. W Rosji raczej władza powołuje do oligarchii niż odwrotnie. Ukraina jest najbliższa systemowi oligarchicznemu.
  • los napisal(a):
    Nie ma. Elita czy oligarchia to tylko głowa ciała, którym jest naród a naród w odróżnieniu od organizmu biologicznego głowę sobie wymienia bez problemu. Donek i kamaryla nie mieli żadnych przymiotów z wyjątkiem tego, że byli tak bardzo i zupełnie jak Polacy.
    Brak zgody.
    Elita powinna mieć merytoryczne lub obiektywne kryteria awansu do niej i kryteria jej opuszczenia (nie musi być dobrowolnego), Oligarchia jest zamknięta, a awans do niej jest dziedziczny lub kooptacyjny, a więc mocno pozamerytoryczny.
    Elity nie można narzucić, a oligarchię i owszem. System III RP jest systemem oligarchicznym w wielu aspektach, a zwłaszcza kluczowych dla działania państwa.
    Obecny spór z sędziami, to próba transformacji oligarchii, która zawłaszczyła sądy w elitę, bo jakiekolwiek zewnętrzne ocenianie działań oligarchii to dla niej śmiertelne zagrożenie (jak dla każdego organizmu pasożytniczego).
    W mojej ocenie, jedną z głównych przyczyn upadku I RP było zdegenerowanie się elit w oligarchię, a próba sanacji zakończyła się tragicznie.


  • loslos
    edytowano February 10
    ms.wygnaniec napisal(a):
    los napisal(a):
    Nie ma. Elita czy oligarchia to tylko głowa ciała, którym jest naród a naród w odróżnieniu od organizmu biologicznego głowę sobie wymienia bez problemu. Donek i kamaryla nie mieli żadnych przymiotów z wyjątkiem tego, że byli tak bardzo i zupełnie jak Polacy.
    Brak zgody.
    Elita powinna mieć merytoryczne lub obiektywne kryteria awansu do niej i kryteria jej opuszczenia (nie musi być dobrowolnego).
    Te kryteria tworzy naród i nikt inny.

    Dziękuję za uwagę.

    Co to w ogóle ta nieszczęsna elita jest? To ludzie obdarzeni szacunkiem bardziej niż inni. "Szacunek" jest słowem, które wyjaśnia wszystko i żadne inne nie jest potrzebne.

    Co to takiego ten szacunek jest? Nie da się go zważyć ani zmierzyć ani zobaczyć ani dotknąć, więc nic nie da się powiedzieć, czego człowiek ze złą wolą bezkarnie nie podważy. Ale chyba się zgodzimy, że szacunek jest taki zabawnym przymiotem, który jest nie w samym delikwencie ale w innych. Nic się w człowieku nie zmienia a może być szanowany albo nieszanowany, to inni go szanują albo nie szanują. Czyli elitę tworzą ci, którzy tą elitą nie są.

    Przez długi czas (a być może nawet teraz) w Polsce najbardziej szanowani byli przestępcy i to oni byli (są?) tą elitą.
  • Tak nie do końca losie, w informatyce kryterium elitarności ma zwykle pochodzenie kompetencyjne, jak jest w prawie? nie mam pojęcia.
    Natomiast jeżeli nie mamy kryteriów przynależności, to można śmiało zakładać iż pozorna elitarność jest faktyczną oligarchią.
    Podobnie jest w medycynie i sporej części nauki. Niekompetentna oligarchia prychnięciami udająca elitę.
  • loslos
    edytowano February 10
    Pieprzyć informatykę i prawo, znaczenie ma tylko zdrowy rozsądek.

    Podoba mi się definicja elity - szacunek czyli coś co jest nie w tobie a w innych. Jesteś elitą, jeśli inni cię szanują. Jeśli Polacy szanują przewalarzy, przewalarze są polską elitą.

    Kiedyś tu promowałem prof. Biniendę jako elitę a jeden z kolegów (pamiętam kto ale nie napiszę) prychnął "nie, on nie jest elitą." Miał rację, dla większości Polaków elitą nie jest elegancki profesor tylko karbowy z kijem.
  • edytowano February 10
    los napisal(a):
    Przez długi czas (a być może nawet teraz) w Polsce najbardziej szanowani byli przestępcy i to oni byli (są?) tą elitą.
    Serio?

    Duphawdy, piehwszy raz słyszę o takej dystrybucji szaconku.

    Raczej bym mówił, że problemem Polski jest generalnie niski poziom szaconku na dzielni.

    Przestępcy można się bać. Można podziwiać w nim to, że jest twardy jak Roman Bratny i nie pęka przed byle problemem w życiu; tak to są cechy pozytywne i godne podziwu. Ale serio, jest ktoś kto na poważnie i w głębi duszy przestępcę szanuje?

    Szaconek, to był totem Udecji. Oni używali go jak kija: Szanuj tego tam, bo profesor, a tego bo elegancki i kulturalny, a już najbardziej kmiocie szanuj Twórców Naszej Wolności: Geremka, Mazowieckiego i kogo tam jeszcze. Aha, i przy okazji szanuj nas, bo się z nimi kolegujemy.

    Potem przyszły czasy, że trzeba było szanować Jaruzela za to, że w trudnej chwili podjął trudną decyzję uratowania Ojczyzny przed warchołami. No ale to się skończyło, gdzieś przy okazji pogrzebu Kiszczaka.

    Natomiast tak serio, to załwarzam, że jest niski zgeneralizowany poziom szaconku na dzielni dla jakiejkolwiek grupy społecznej. Czy to problem? Nie wiem. Osobiście gotów jestem szanować wybitnego adwokata, który potrafi ogarnąć trudną i skomplikowaną transakcję między wieloma podmiotami albo rozkminić trudną sytuację procesową. Ale już takiego, który korzysta z umiejętności kminienia po to, żeby ukraść komuś spółkę? A kijem go!

    Jedyną osobą, która cieszyła się powszechnym szaconkiem był Papież. Ale umarł. Potem mieliśmy kilka dni, kiedy jego Duch rozlał się po Polsce i nieboszczyki wyszły z grobów i przez ten tydzień wyglądali jak ludzie. Tyle że to się skończyło, a ten szaconek okazał się powierzchowny i szybko eroduje (zerodował?).

    Czy dla klechów mam szaconek? Nie, i cierpię z tego powodu. Słowo "biskup" nie budzi we mnie specjalnie pozytywnych skojarzeń, chyba że akurat Atanazy Sznajder albo ten Murzyn. Tak, tych szanuję głęboko; szkoda tylko że brakuje mi szaconku dla własnego ordynariusza. A biskupa Flaszkę -- kto szanuje? Palec pod Budkę!

    O, właśnie, Budka. Szanuję parę osób z najwyższego szczebla partii PiS, tu wymienię Ozyrysa, b. Ministra Obrony i b. Panią Premier. Ale innych? Nu, jeszcze Naimskiego i Jackiewicza może, potem z pamięci już słabo idzie.

    Szanować mogę sędziego, który wydaje sprawiedliwe wyroki i nie jest opieszały. Ale już Trzy Połączone Izby SN Pod Przewodem Pierwszej Prezes? Helloł? W tej Sodomie bodaj czterech sprawiedliwych się znalazło.

    Na szaconek, panie kochanku, trzeba se zasłużyć. I o wiele dla prof. Biniendy mam szaconku po korek, to poza taką codzienną grzecznością, na zasadzie "Dzień dobry panie profesorze" zamiast odpowiedniego "Spieprzaj dziadu!" -- to niewielu innych jestem w stanie wymienić.

    Oczywiście, głębokim szacunkiem darzę tut. Forumkowiczów.
  • O, właśnie!
    Bywszy niedawno na jakiejśtam zakrystii widziałem zwyczajowo widzące portrety obecnych władców, tak?
    Urbi - Rysia i Orbi - Franciszka.
    I tak se pomyślałem, że przed Rysiem wisiał tam Jędraszewski a przez Franciszkiem Benedykt.
    I tak mnie się smutno nieco wtedy zrobiło.
  • los napisal(a):
    Pieprzyć informatykę i prawo, znaczenie ma tylko zdrowy rozsądek.
    W przypadku elit technicznych kryterium jest bardzo proste: ile osób może ci pomóc rozwiązać problem z twojej dziedziny? jak szybko można ciebie zastapić kimś innym i ile tych innych ma być?
    Reszta to didaskalia
    los napisal(a):Podoba mi się definicja elity - szacunek czyli coś co jest nie w tobie a w innych. Jesteś elitą, jeśli inni cię szanują. (..) dla większości Polaków elitą nie jest elegancki profesor tylko karbowy z kijem.
    Oligarchia może poprzez działania administracyjne, lub quasi administracyjne, zablokować proces tworzenia się elit.
    To jest problem, który mamy obecnie, lokalne społeczności (prawników, lekarzy, nauczycieli) z jakiś powodów boją się pozbyć pasożytującej na niej oligarchii. To nie problem szacunku, lecz strachu.

  • Niemniej zgodzę się że z szacunku ludności miejscowej elita się bierze. Trza by nieco o szacunku podywagować w związku z tym że wyżej przestępców za elitę wzięto z powodu rzekomego szacunku jakim byli czy wciąż są darzeni. Otóż nie są bo strach i perwersyjny podziw to nie jest szacunek. Bo szacunek to i owszem podziw ale musi być spełnione kilka warunków. Muszą być osiągnięcia czy czyny wybitne i wyróżniające. Muszą one być własną zasługa a nie przypadkowe. I musi być wysoki poziom moralny czy jak ja rozwijam dobra wola i przyzwoitość. Nawet i one mogą nie wystarczać bo musi być szczególny wysiłek a może i poświęcenie. Jak ludność te okoliczności uzna to szacunkiem obdarza i do elity zalicza. No i dlatego też u nas tak mało szacunku na dzielni. Nie z powodu paskudnego charakteru ludności tylko z powodu rzadkości występowania powodów do szacunku. Są też elity węższe - zawodowe gdzie do oceny osiągnięć i działań potrzebne oprócz zdrowego rozsądku i dobrej woli są bardziej specjalistyczne kwalifikacje i wiedza. I tu, być może, docieramy do sedna polskiego problemu z sędziami, lekarzami, nauczycielami itd, a może i do sedna problemu z naszym barbarzyństwem i zachodnim dorobkiem wieków które los tak często przypomina. Otóż na owym Zachodzie, a może i nie tylko tam, wykształciły się i odtwarzają się elity profesjonalne z autorytetami na czele. I ludność niekompetentna dokonując nieustannie kwalifikowania do elit w zakresie specjalistycznym opiera się na opinii owych autorytetów. U nas to niemożliwe bo mamy w przewadze "AŁtorytety" własnego i agenturalnego autorstwa farbowane, oszukańcze i pochodzące w linii prostej lub bardziej zawiłej ze zdrajców i zbrodniarzy komunistycznych oraz miernych sprzedawczyków.
  • Wicie, o tej moralności, względnie wachowości, ciekawie plecie pan Taleb w swojej nowej książce "Skinhead w kasynie":

    Czy swoje zaufanie do księgowego opierasz na tym, że nie jest złodziejem, czy na tym, że zna się na swojej robocie?

    Otóż na obu tych filarach jednocześnie.

    W zasadzie nie ma różnicy, czy jest złodziejem, czy nieudacznikiem, bo jeśli twój księgowy nie jest dobry moralnie i dobry fachowo, to będziesz miał problemy z księgami.

    Tak więc nie rozdzielałbym tych kwestii zbyt bałdzo.
  • Otóż to. Nie wystarczy być wybitnym fachowcem aby być w elicie, a w niej autorytetem. Problem III RP jest taki że znaczna część fachowców to zwykłe skurwysyny. Jak jest ich większość lub przynajmniej większość wśród ich gremiów kierowniczych to uzurpują sobie prawo do nazywania się elitą i proces tworzenia się prawdziwych elit hamują i blokują jak mogą. Tak jest własnie wśród sędziów, tak jest w większość środowisk uniwersyteckich, artystycznych, medialnych i w wielkiej mierze lekarskich czy nauczycielskich.
    Niestety i na Zachodzie, pomimo owych wielowiekowych tradycji, społeczeństwa schodzą na psy. Może jeszcze w środowiskach naukowych od nauk ścisłych i techniki nie jest tak źle, ale już w naukach humanistycznych, medycynie czy w kulturze i sztuce tragicznie.
  • Nu ni, protestuje przeciw transliteracji "Skinhead w kasynie." Postawić własną skórę - to dobre tłumaczenie "skin in the game."
  • OK elita to kryteria fachowe i moralne poddane dość transparentnej weryfikacji, z drożnymi kanałami awansu i usunięcia, dla aspektów technicznych oraz osiągnięty szacunek dla procesów społecznych.
  • Jak nałcza doktór Peterson, współczesne społeczeństwa Zachodu są najlepsze w historii i najlepsze na świecie w tworzeniu sprawnych hierarchii, gdzie znaczenie ma raczej kompetencja niż przemoc.

    Warto to szanować.

    Z naszej perspektywy: Na pewno jest lepiej niż w Kazachstanie, ale czy lepiej niż w Niemczech? Śmiem wątpić. Jednak musimy jeszcze powalczyć.

    W takiej Rumunii na przykład -- wybrali se prezydenta, który o niczem innem nie bałaka, tylko o zwalczaniu korubcji. W Polszcze podobnie, więc jest nadzieja.
  • Nu ja nie mam takiej wiedzy przekrojowej jak dochtór Peterson i jak Kolega. Nie wiem jak tam z hierarchiami w Chinach czy Indiach bo budowa potęgi idzie im nieźle. Nawet takiej Turcyi czy Arabii Saudyjskiej idzie nieźle chociaż niekoniecznie byśmy chcieli aby i u nas tak były hierarchie budowane.
    Co do korupcji to śmieszy mnie nieco bezkrytyczne powtarzanie jakoby jej na Zachodzie nie było. Naprawdę wystarczy taki niechlujny chociaż założony z wdziękiem kamuflaż aby Kolegę zmylić?
  • edytowano February 10
    Jeżeli chodzi o moje osobiste zdanie, to różnica jest w sposobie oddziaływania na resztę: elita
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    Przez długi czas (a być może nawet teraz) w Polsce najbardziej szanowani byli przestępcy i to oni byli (są?) tą elitą.
    Serio?

    Duphawdy, piehwszy raz słyszę o takej dystrybucji szaconku.

    Raczej bym mówił, że problemem Polski jest generalnie niski poziom szaconku na dzielni.

    Przestępcy można się bać. Można podziwiać w nim to, że jest twardy jak Roman Bratny i nie pęka przed byle problemem w życiu; tak to są cechy pozytywne i godne podziwu. Ale serio, jest ktoś kto na poważnie i w głębi duszy przestępcę szanuje?(...)
    Nu niestety w drugiej połowie lat 90-tych wśród c(w)elebrytów była moda na wychwalanie przestępców. Najdalej w tym poszedł chyba Lubaszenko Olaf, który w paru wywiadach, nie tylko się takimi znajomościami chwalił ale i o mafiozach wypowiadał z wielką estymą.
    Tę "bandytomanię" pierwszy obśmiał Machulski w "Kilerze".
  • allium napisal(a):
    Nu niestety w drugiej połowie lat 90-tych wśród c(w)elebrytów była moda na wychwalanie przestępców. Najdalej w tym poszedł chyba Lubaszenko Olaf, który w paru wywiadach, nie tylko się takimi znajomościami chwalił ale i o mafiozach wypowiadał z wielką estymą.
    Tę "bandytomanię" pierwszy obśmiał Machulski w "Kilerze".
    Nu dopsz. Cwelebryta Olaf tak postępował. To jest jeden element z trzydziestomilijonowego zbioru. Nawet jeśli znajdziemy dziesięcioosobowe milieu, które tak nadawało, to wciąż mało na sądy ogólne.
  • edytowano February 10
    Rafał napisal(a):
    Nu ja nie mam takiej wiedzy przekrojowej jak dochtór Peterson i jak Kolega. Nie wiem jak tam z hierarchiami w Chinach czy Indiach bo budowa potęgi idzie im nieźle. Nawet takiej Turcyi czy Arabii Saudyjskiej idzie nieźle chociaż niekoniecznie byśmy chcieli aby i u nas tak były hierarchie budowane.
    Co do korupcji to śmieszy mnie nieco bezkrytyczne powtarzanie jakoby jej na Zachodzie nie było. Naprawdę wystarczy taki niechlujny chociaż założony z wdziękiem kamuflaż aby Kolegę zmylić?
    Serio, gdzieś napisałem, że na Zachodzie nie ma korubcji? Duphawdy, przykłada co mnie Kolega większe kwantyfikatory niż gotów jestem unieść.

    Nadto, mój kolega od lat wysługuje się Szfedom i, powiada, że ichni nepotyzm i zatwardzenie drabin awansu jest przy naszym jak ciężarówka przy rowerze. Ale mają wdzięczy kamuflaż, Szfecja-dyskrecja!
  • edytowano February 10
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    allium napisal(a):
    Nu niestety w drugiej połowie lat 90-tych wśród c(w)elebrytów była moda na wychwalanie przestępców. Najdalej w tym poszedł chyba Lubaszenko Olaf, który w paru wywiadach, nie tylko się takimi znajomościami chwalił ale i o mafiozach wypowiadał z wielką estymą.
    Tę "bandytomanię" pierwszy obśmiał Machulski w "Kilerze".
    Nu dopsz. Cwelebryta Olaf tak postępował. To jest jeden element z trzydziestomilijonowego zbioru. Nawet jeśli znajdziemy dziesięcioosobowe milieu, które tak nadawało, to wciąż mało na sądy ogólne.
    Wzmiankowany Cośtambyrya to tylko najbardziej (wg mnie) jaskrawy przykład. W takim samym duchu wypowiadało się sporo ludzi ze świecznika (głownie show biznesowego): Pasikowski, Linda, Piwowski, Miszczak, Socha itp. Naprawdę sporo tego było.
    Slogan "Pierwszy milion trzeba ukraść" bardzo wiele osób traktowało dosłownie. Do tego stopnia, że zabierając się za prowadzenie jakiejś działalności dobrze było znać ludzi, zajmujących się windykacją należności w sposób szybszy i skuteczniejszy niż państwowe organa.
    Lata 90-te XXw to był Polsce naprawdę przepaskudny czas demoralizacji. Cześć jej owoców szczęśliwie zginęło cześć pożywamy do dziś
  • allium napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    allium napisal(a):
    Nu niestety w drugiej połowie lat 90-tych wśród c(w)elebrytów była moda na wychwalanie przestępców. Najdalej w tym poszedł chyba Lubaszenko Olaf, który w paru wywiadach, nie tylko się takimi znajomościami chwalił ale i o mafiozach wypowiadał z wielką estymą.
    Tę "bandytomanię" pierwszy obśmiał Machulski w "Kilerze".
    Nu dopsz. Cwelebryta Olaf tak postępował. To jest jeden element z trzydziestomilijonowego zbioru. Nawet jeśli znajdziemy dziesięcioosobowe milieu, które tak nadawało, to wciąż mało na sądy ogólne.
    Wzmiankowany Cośtambyrya to tylko najbardziej (wg mnie) jaskrawy przykład. W takim samym duchu wypowiadało się sporo ludzi ze świecznika (głownie show biznesowego): Pasikowski, Linda, Piwowski, Miszczak, Socha itp. Naprawdę sporo tego było.
    No dopsz, dopsz; wciąż jezdo ograniczone milieu, które zawsześmy uważali za wredne mendy i nigdyśmy za wiele szaconku nie mieli.

    Taki Piwowski -- wszyscy go za Rejs lubieli, a na mendę awansował, jak wyszło że stukał na Herberta.

    O, do Herberta miałem ja większy szacon niż do Masy czy Kiełbasy. A Kolega?
  • Kto to jest "Socha" to nawet nie wiem.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Albo Miszczak.
    Tego to akurat warto znać, bo ma spory udział w formatowaniu znacznej części populacji tutejszej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Miszczak
  • loslos
    edytowano February 10
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Albo Miszczak.
    A to źle. Jedna z ważniejszych osób w Polsce. Ważniejszy niż Michnik.
  • Karolina Lewicka napisal(a):
    PiS jest na wojnie z elitami. Czyli z kim? Z tymi, którzy dobrze sobie radzą, odnieśli sukces. Dorobili się majątku lub cieszą się uznaniem.
    Elita czyli ludzie, którzy cieszą się uznaniem. Elitarność jest w umysłach tych, którzy tą elitą nie są.

  • PiS jest na wojnie z pasożytniczą oligarchią, problem polega na tym, że ludność zamieszkująca tereny pomiędzy Bugiem i Odrą nie chce wytworzyć elit.
  • Bycie oligarchią jest twoją cechą, jesteś oligarchą lub nie w zależności od tego, co jest w tobie. Elita jesteś lub nie w zależności od tego, co jest w innych, co inni o tobie myślą.
  • Celebrytyzm to nie elitarność.
  • Ciekawie o elicie prawił prof. André Novaque. Ovaj, poruszał, że słowo "elita" pochodzi od fhąsuskiego słowa "élire", czyli "wybierać". I że w związku spożywczym elitariusze (nb ciekawe, że nie ma żadnego słowa na "członka elity", trzeba wykuwać w pocie czoła) to są "des élus", "wybrani". Nu, a kto jeich wybrał, zapytowuje przytomnie il psoferore. Nu jak kto, Ruskie i masoni, taka jeich mać!

    Kol. los prezentuje podejście bardziej demokratyczne co do danych "wyborów" elity, ale tako rzecze Novaque:

  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Celebrytyzm to nie elitarność.
    Celebrytyzm to tylko jeden z rodzajów elitarności. Są też elity z cienia, o których mówi się najwyżej szeptem ale które się bardzo poważa.

    Czy my nie odlecieliśmy trochę w kosmos z tą dyskusją? To ja wrócę na Ziemię.

    Skoro twierdzimy, że "Polsce brakuje elit", to mamy na myśli coś konkretnego i przyziemnego (choć ciągle duchowego) a nie abstrakcyjną wzniosłość. Skoro dostrzegamy brak czegoś, musi być to obiekt namacalny, którego brak jest dokuczliwy i konkretny, brak wzniosłości jest trudniejszy do postrzeżenia i opisania.

    Mówiąc najkrócej - elita są to panowie (mogą być panie), którzy mogą się wykazać takim przymiotem: jest sobie grupka osób, podchodzi do niej jakiś pan i mówi: Widzicie te łopaty? Niech każdy łapie za jedną i tu kopie. Jeżeli ludzie posłuchają polecenia, ten pan zaiste przynadleżał do elity. Nic nie mówimy o niczyich myślach, interesują nas tylko działania. Ten eksperyment możemy nazwać losowym testem elitarności.

    Elitą w wojsku będzie kapral a w Polsce lat 90-tych gangster. Krystyna Janda ma dużo większe szanse bycia zaliczoną do elity niż Wiesław Binienda.
  • OK, ale chyba uznajemy, że istnieją cnoty i to w sposób obiektywny. Jak nazwać grupę ludzi, którzy cnót mają więcej i mają je silniej rozwinięte niż reszta? Jeśli to są cnoty moralne - to można świętymi, a jak by się chciało szersze określenie?
  • Słowa są wieloznaczne, kolegom wyrzekającym na brak elit chyba bardziej szło o niedobór panów zdolnych skłonić publikę do pochylenia się nad rowem z łopatą w dłoniach niż na niedobór cnót.
  • E cheba raczej o niedobór cnót wśród tych panów skłaniających publikę.
  • A dokładniej - niewielką podatność publiki na prośby treści: Byłby pan uprzejmy ująć tę łopatę i kopać rów?

    Chytaj łopate i zapierdalaj! - przekonuje bardziej.
  • edytowano February 12
    Kłerde, kulega Los poruszył temat kaprali i karbowych, a ja akurat rano w tramwaju słuchałem podcastu z byłym komando-foką który został zawodowym motywatorem czy kimś takim.

    I tego pana karbowym w żadnym wypadku nazwać się nie da, chociaż jego głównym zadaniem było właśnie sprawienie, żeby grupa ludzi robiła co do nich należy. To tylko żołnierz, trochę celebryta, ale w Polsce nigdy nie słyszałem, żeby ktoś się zbliżył do tego poziomu świadomości w zarządzaniu ludźmi. W Ameryce to mainstream, a w Polsce mamy łysego od paczkomatów co to nie chciał wypłacać pensji i półmózga który dorobił się na reklamach w stylu "UWAGA WYGRAŁEŚ IPHONE'A, KLIKNIJ".
  • Tu ten podcast gdyby się komuś nudziło (sam słyszałem jakies 30%, bo trawmaj dojechał): https://player.fm/series/the-portal/ep-6-jocko-willink
  • Świadomość jak świadomość. Pan Jocko to apologeta nudnej, żmudnej, systematycznej, roboty, tyrania. Autorytet buduje na tym co wypracował.
    Zaryzykowalabym twierdzenie, że elitę od oligarchii odróżnia etos pracy w tym pracy nad sobą oraz pewna dyscyplina w konsumpcji.
  • edytowano February 12
    Dzieki Łyzeczka
    Kiedyś Stomma pisał o paryskiej profesurze w cerowanych krawatach od Hermesa.
    Nie rozumiałem tego zdania, teraz już tak
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    elitę od oligarchii odróżnia etos pracy w tym pracy nad sobą oraz pewna dyscyplina w konsumpcji.
    OOO, zapamietać , bo samemu bez korzeni się rosło

  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    elitę od oligarchii odróżnia etos pracy w tym pracy nad sobą oraz pewna dyscyplina w konsumpcji.
    No jakby niepaczeć to definicja jak w pysk strzelił o mnie.
  • marniok napisal(a):
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    elitę od oligarchii odróżnia etos pracy w tym pracy nad sobą oraz pewna dyscyplina w konsumpcji.
    No jakby niepaczeć to definicja jak w pysk strzelił o mnie.
    kolega taki zdysyplinowany? szacun
  • Nieno to cały czas trwa. 2 do przodu 3 do tyłu znowu parę do przodu. Ślimacza wznosząca.
  • edytowano February 17
    J.M. Bocheński napisal(a):
    Autentyczna elita to tyle co ogół najwybitniejszych ludzi w danym społeczeństwie, najwybitniejszych pod względem charakteru, wiedzy, inteligencji, zdolności twórczych itd. W tym znaczeniu elita jest przeciwieństwem ludu. Najważniejszym dzisiaj zabobonem odnoszącym się do elity jest przekonanie, że jest ona niepotrzebna albo nawet szkodliwa dla społeczeństwa, że wiec należy wszelką elitę niszczyć i nie dopuszczać do jej tworzenia. Tak np. w wielu szkołach w Stanach Zjednoczonych nie wolno dawać uczniom złych stopni przy egzaminach, aby “nie dawać przywilejów” zdolniejszym dzieciom. Zwolennicy tego zabobonu mówią też zwykle wiele o tym, jak elita wyzyskuje lud itd. Powinno być rzeczą jasną, że chodzi o zabobon. Uleganie mu, pociąga za sobą groźne skutki dla społeczeństwa. Jest tak dlatego, że dobrobyt, postęp a nieraz i samo życie społeczeństwa zależy od tego, czy potrafiło ono wytworzyć dobrą elitę. Społeczeństwo bez elity skazane jest na skostnienie i rychłą śmierć.

    Główną przyczyną powstania tego zabobonu jest - obok naturalnej ludziom zazdrości - inny, przeciwny poniekąd zabobon, którego istotą jest uważanie za elitę ludzi, wyróżniających się wyłącznie pochodzeniem od rodziców bogatych albo wpływowych, a więc należących do arystokracji albo do “nomenklatury” urzędniczej. Tego rodzaju kasty nie mają nic wspólnego z autentyczną elitą - mają zarazem tendencję do zamykania się w sobie. Ich istnienie i ich pretensje do wyższości są odczuwane przez innych jako niesprawiedliwość - i stąd rodzi się niechęć do każdej, nawet autentycznej elity.

    Z elitą związany jest wreszcie trzeci zabobon, niezależny w zasadzie od dwóch pierwszych - a mianowicie mniemanie, że członkowie elity nie powinni być lepiej opłacani niż inni. Poprawna postawa jest odwrotnością tego zabobonu: społeczeństwo, które chce mieć dobrą elitę, musi zachęcać ludzi do wejścia do niej, m.in. przez nadzieję lepszych zarobków. Nic nie opłaca się lepiej niż taka polityka.
    http://100-zabobonow.blogspot.com/2008/04/elita.html?m=1
  • A widział kto teatr Tv o x, Bocheńskim?
  • edytowano February 18
    los napisal(a):
    A widział kto teatr Tv o x, Bocheńskim?
    Oglądałem z wypiekami na policzkach!
    =

    1. z założenia - byliśmy w teatrze... więc kartonowe tła mi nie przeszkadzały
    2. (nie znam się)
    3. paskudztwo (charakterycazja); faktycznie można bylo na końcu dać innego aktora, co jest oczywistością w czy w teatrze czy w filmie, czasem nawet trzy osoby grają tę samą postać
    4. yes! yes! yes!
    5. ciekawe... (i na FB mamy jedną wspólną znajomą, aktorkę :) ) image
    5. aktor Sławomir Orzechowski już w serialu Ojciec Mateusz grał biskupa i bardzo mi nie pasował,; tutaj - nie wiem - średnio-dobrze?, ale może przez jego mocne skojarzenie z serialowymi tasiemcami z tv
    6. wstyd sie przyznać, ale w zasadzie nie znam bohatera, takie pobieżna, wiedza, bardziej wikipedyczna...
    7. a nawet wydaje mi się, że każda szersza scena była po ta właśnie, by zakończyć ją jakimś bąmotem; tak odebrałem teatr: sceny rowiniete z kilkunastu cytatów "z Bocheńskiego".

    :)
  • Bocheński to książę
    Nie do końca rozumię
    I do końca podziwiam
  • edytowano February 18
    A jego definicja elity bez zarzutu. Cenne rozróżnienie między elitą a kastą (jakby przewidział sędziowski coming out). Niestety mało praktyczna ta definicja bo nieostra. No i rzeczywiście w stylu książęcym. Nie ma w niej istotnego elementu - kto ocenia, kto zalicza do elity. Jest za to rozróżnienie między elitą a ludem z pewnym nieukrywanym sceptycyzmem wobec ludu. Tak więc przy całym szacunku dla osoby muszę stwierdzić że nie wyszła poza swoje klasowe, arystokratyczne czy też elitarne ograniczenie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.