Skąd się bierze nasza wiedza



Więc dla tych osób, dla których sam fakt jest bezwartościowy (myślących samodzielnie zachęcam do przeczytania dalszej części po samodzielnym obejrzeniu i przemyśleniu)



od razu, co macie myśleć: człowiek nie ma wrodzonych idei kuli i sześcianu, a nabywa je z doświadczenia zmysłowego, z faktów, które obserwuje. Nic dziwnego, że wymieniony w filmie Leibnitz, filozof racjonalistyczny (aprioryczny) i niechętny empiryzmowi zakładał na odwrót.
Otagowano:
«1

Komentarz

  • Filmiku jeszcze nie oglądałem, ale umówmy się, że nie ma czegoś takiego jak kula czy sześcian. To są abstrakcje, wymyślone z nudów przez starożytnych Greków, więc jak normalny człowiek miałby je mieć wrodzone. Każdy ma wrodzone mnóstwo ciekawej wiedzy, ale nie nt. rzeczy które nie istnieją i nie mają bezpośredniego związku z przetrwaniem.
  • edytowano June 22
    Nie byłem pewny, ale zakładałem prawidłowo..
    Czyli nasza wiedza bierze się z doświadczenia konkretnego zmysłu lub kilku na raz. W sumie logiczne:)

    Natomiast właśnie przyszło mi do głowy, że nie może być inaczej.
    Wyobraźcie sobie że kamienie (jakiekolwiek) z samego faktu istnienia emitują dźwięk. Nagle ktoś nam odblokował coś w uszach i odtąd będziemy słyszeć kamienie. Ale jeszcze o tym nie wiemy, i ktoś nas wprowadza do pomieszczenia gdzie leży kamień (ale dla niepoznaki i inne rzeczy) i pyta czy jesteśmy w stanie określić co emituje ten dźwięk.

    No nie ma opcji byśmy byli w stanie. Choć kamień widzieliśmy i rozpoznamy go także dotykiem.
  • Jak Kolega ma problem, żeby włączyć filmik (co rozumiem, w pociągu, biurze itd.), to na ile przejrzałem dość rzetelnie i wyczerpująco https://plato.stanford.edu/entries/molyneux-problem/, a naprawdę krótko tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Problem_Molyneuxa
  • @Tecum, przykład zacny, ale nie do końca o to chodzi.

    Tu chodzi o to, że jedną właściwość (kształt) zdrowy człowiek może poznać różnymi zmysłami. I pytanie jest, czy człowiek pozbawiony jednego z tych zmysłów z automatu pozna, że to ta sama właściwość poznawana innym, nowym dla niego zmysłem.
    Więc przykład z kamieniami byłby o tyle adekwatny, o ile założylibyśmy, że kształt, kolor czy coś postrzegalnego innymi zmysłami jest nierozłącznie powiązane z dźwiękiem.
  • edytowano June 22
    No dobra, przykład może nie był doskonały - ale z grubsza chodzi o to że ciężko by jeden zmysł z automatu "przetransferować" na inny.

    Może lepszy przykład byłby z muzyką. Muzykę słyszymy, ale jak się stanie obok odpowiednio mocnego głośnika to pewne dźwięki nie tylko słyszymy ale i czujemy - nie wiem jak to nazwać, ale na pewno nie każde wrażenie odbieramy uszami. Powiedzmy że czujemy wibracje.

    Trochę podobny efekt jest przy strzelaniu z kompensatorem - nikt nie lubi stać w bezpośrednim sąsiedztwie strzelca, i wcale nie o uszy chodzi (bo każdy ma słuchawki).

    Sądzę że ciężko byłoby rozpoznać muzykę po wrażeniu jakie robi na nas gdy stoimy przy mocnym głośniku - i w zasadzie podobnie będzie z innymi, może bardziej trafnymi przykladami.

    Zastanawiam się czy znajdzie się przykład odwrotny - że da się? Nawet jeśli byłby wyjątkiem od reguły?
  • Tak z dźwiękiem to dobry przykład, polecam przejść się na jakiś koncert organowy do starego kościoła (koncert, bo na mszach organiści raczej nie szaleją z dynamiką).
    Dźwięk jest drganiem materii (powietrza), więc nic dziwnego, że przy odpowiednim natężeniu to odczuwamy.
  • Zastanawiałem się przez chwilę nad kulą, a potem pomyślałem o kole. Bo koło jest dwuwymiarową kulą, a kula trójwymiarowym kołem. No i idealne koło może każdy zobaczyć spoglądając w niebo na słońce. Myślę, że to z takich obserwacji wynikła idea koła. Czyli koło to jest coś czego nie można ani dotknąć, ani usłyszeć. Można je jedynie zobaczyć. Oczywiście materialne pseudodwuwymiarowe koła, czyli bardzo cienkie walce, osoba niewidoma może rozpoznawać, ale w żadnym razie nie można tu już mówić o idei wrodzonej. Zresztą nawet wśród ludzi widzących jest tak, że o kole dowiadują się dopiero w szkole, czyli ci, którzy wcześniej zauważyli idealnie kolisty kształt słońca, mówią sobie "aha, to jest koło", a pozostali mają teraz szansę to zauważyć.

    Krótko mówiąc nie wierzę w idee wrodzone. Wiedza jest w znakomitej większości przekazywana nam przez starszych, a jej ostoją jest nie pamięć lecz język.
  • Nu, obejrzałem tę filmozę i ze zdumieniem stwierdzam, że okazało się iż mózg potrzebuje trochę czasu, żeby ogarnąć iż nagle docierające do niego informacje o natężeniu i częstotliwości promieniowania elektromagnetycznego to w istocie informacje o świecie, które można przetworzyć i uporządkować oraz potraktować jako wartościowe dane, wskazujące jak żyć.

    Bardzo to ciekawe, nie przeczę.

    Tam na koniec była taka uwaga, że informacje z różnych zmysłów docierają do muzgó różnymi ścieżkami i że w związku z tym nie są ze sobą powiązane. Ale już św. Tomasz twierdził, że są powiązane, a aparatus wiążący dane zmysłowe w harmonijny splot, nazywa się zmysł wspólny. Z tego co pan Ukrainiec zapodał, wynika że dany zmysł wspólny potrzebuje kilku dni, żeby ogarnąć, o co chodzi w tym nagłym zalewie sygnałów nt. promieniowania elektromagnetycznego.

    I jeszcze jedna fajna herstoria od Jordanu Petersonu. Ovaj, wzrok to zmysł barzo skomplikowany. I złożony. I wogle, szybciej postrzegamy czy dana rzecz jest dla nas korzystna czy niekorzystna, zanim wogle musk się włączy i zacznie ten temat rozważać w sposób racjonalno-intelektualny. A niektóre sygnały idą zupełnie innymi ścieżkami i musk nawet o nich nie dowiaduje się, gdyż problemy są załatwiane na niższych szczeblach struktury partyjnej.

    Przykładowo, istnieje taka ślepota, w której oczęta nawet działają, ale musk nie odbiera sygnałów od nich. Mimo to, jak się takiemu ślepemu okaże konterfekt osoby rozgniewanej, to robi mu się smutno, a jak osoby uśmiechniętej -- wesoło. Ale dalej twierdzi, że nic nie widzi, bo też nic nie widzi. Tyle że widzi, ale nie ma świadomości tego faktu.

    Albo taki Karol Darwin, ten to miał ciekawą przygodę. Polazł do zoo i udał się do terrarium z kobrą. I jak się zbliżył, to ta na niego skoczyła, a ten -- odskoczył. Poczem podumał, zaraz zaraz. Jestem człowieniem oświetlonym, żyję w erze pary i elektryczności, a więc mój rozum rozumuje poprawnie, że między mną a oną kobrą jest twarde szkło, którego kobra obliczem swoim nie przebije, tak? Tak. No to jeszcze raz zbliżę się -- i zbliżył się, i kobra skoczyła, i on odskoczył. I tak, wysoki sądzie, trzynaśnie razy. Wniosek? Świat postrzegamy przede wszystkim jako narzędzia i przeszkody, a nie jako fakty. Ba, nawet jeśli sobie fakty uświadomimy, to procesy w tle są i tak silniejsze, i wiedzą swoje, i robią swoje, zanim się musk wogle połapie ocb.

    A, i jeszcze jeden fajny experymant okazujący wiedzę wrodzoną. Ovaj, jeśli dziecię niewinne położy się na stole i każe mu raczkoważ na drugi stół po szybie, to dziecię na szybę nie wejdzie, o nie. Gdyż widzi, że tam zguba niechybna na nie czeka, w przepaści iakowejś. A zaś tego, że jest tam szyba nie ogarnia, gdyż to dziecię niewinne i wogle maleńkie. Natomiast kaczuszka, mimo że równie niewinna, a nawet mniejsza, nie ma problemu z takim przejściem, gdyż w jej wiedzy wrodzonej absolutnie OK jest być nad przepaścią, podobno myśli że to może być woda i że to generalnie w przetrwaniu kaczątek nie szkodzi. Może stąd się wzion ten filmik, w którem wszystkie kaczuszki powpadały do burzowca. Gdyż w normalnym świecie nie ma burzowców i jak się kaczątka miały miliony lat o nim uczyć, a?
  • Ale wszystko to odruchy, instynkty. Tak samo jak widzimy, słyszymy, reagujemy, to jest instynkt. Dziecko ssie cycka, nikt mu nie mówi "tak to rób", to jest odruch. Boli, to płacze itd. Za przeproszeniem, sikania też nikt nie uczy, dopiero obsłużyć muszlę już tak.
    To samo jest w tych bardziej zaawansowanych eksperymentach jak Darwina z kobrą i dzieckiem na szkle.

    A ja pisałem o wiedzy (patrz tytuł wątku), tu pojęciach stereometrycznych, czyli matematycznych. Nie mamy ich wrodzonych, tylko zbieramy doświadczenia nasze i przodków.
  • Oczy są częścią mózgu, więc o jakich ścieżkach mówi Peterson?
  • edytowano June 23
    Niejako w temacie poznawczym z dziedziny psychologii, a konkretnie teorii emocji

    Sytuacja: człowiek zobaczywszy niedźwiedzia zaczyna uciekać.

    image

    Kolejność jest zapewne taka:

    1. Zauważenie bodźca - niedźwiedzia.
    2. Doznanie odczucie strachu
    3. Pojawienie się zmiany zachowania: przyspieszenie bicia serca i ucieczka

    Otóż nie!:

    Teoria Jamesa-Langego z końca XIX w. proponuje inną kolejność występowania tych czynników:

    najpierw zauważony zostaje bodziec (np. niedźwiedź);
    to spostrzeżenie powoduje zmiany somatyczne (przyspieszone bicie serca) i behawioralne (ucieczka);
    zmiany somatyczne i behawioralne są interpretowane przez podmiot jako emocja (strach).

    Oznacza to, że według tej teorii, nie uciekam, bo boję się niedźwiedzia, lecz boję się niedźwiedzia, ponieważ uciekam.
  • ...kolejne ciekawe pytanie to, skąd się biorą myśli w głowie?
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Nu, obejrzałem tę filmozę i ze zdumieniem stwierdzam, że okazało się iż mózg potrzebuje trochę czasu, żeby ogarnąć iż nagle docierające do niego informacje o natężeniu i częstotliwości promieniowania elektromagnetycznego to w istocie informacje o świecie, które można przetworzyć i uporządkować oraz potraktować jako wartościowe dane, wskazujące jak żyć.

    Bardzo to ciekawe, nie przeczę.

    Tam na koniec była taka uwaga, że informacje z różnych zmysłów docierają do muzgó różnymi ścieżkami i że w związku z tym nie są ze sobą powiązane. Ale już św. Tomasz twierdził, że są powiązane, a aparatus wiążący dane zmysłowe w harmonijny splot, nazywa się zmysł wspólny. Z tego co pan Ukrainiec zapodał, wynika że dany zmysł wspólny potrzebuje kilku dni, żeby ogarnąć, o co chodzi w tym nagłym zalewie sygnałów nt. promieniowania elektromagnetycznego.

    I jeszcze jedna fajna herstoria od Jordanu Petersonu. Ovaj, wzrok to zmysł barzo skomplikowany. I złożony. I wogle, szybciej postrzegamy czy dana rzecz jest dla nas korzystna czy niekorzystna, zanim wogle musk się włączy i zacznie ten temat rozważać w sposób racjonalno-intelektualny. A niektóre sygnały idą zupełnie innymi ścieżkami i musk nawet o nich nie dowiaduje się, gdyż problemy są załatwiane na niższych szczeblach struktury partyjnej.

    Przykładowo, istnieje taka ślepota, w której oczęta nawet działają, ale musk nie odbiera sygnałów od nich. Mimo to, jak się takiemu ślepemu okaże konterfekt osoby rozgniewanej, to robi mu się smutno, a jak osoby uśmiechniętej -- wesoło. Ale dalej twierdzi, że nic nie widzi, bo też nic nie widzi. Tyle że widzi, ale nie ma świadomości tego faktu.

    Albo taki Karol Darwin, ten to miał ciekawą przygodę. Polazł do zoo i udał się do terrarium z kobrą. I jak się zbliżył, to ta na niego skoczyła, a ten -- odskoczył. Poczem podumał, zaraz zaraz. Jestem człowieniem oświetlonym, żyję w erze pary i elektryczności, a więc mój rozum rozumuje poprawnie, że między mną a oną kobrą jest twarde szkło, którego kobra obliczem swoim nie przebije, tak? Tak. No to jeszcze raz zbliżę się -- i zbliżył się, i kobra skoczyła, i on odskoczył. I tak, wysoki sądzie, trzynaśnie razy. Wniosek? Świat postrzegamy przede wszystkim jako narzędzia i przeszkody, a nie jako fakty. Ba, nawet jeśli sobie fakty uświadomimy, to procesy w tle są i tak silniejsze, i wiedzą swoje, i robią swoje, zanim się musk wogle połapie ocb.

    A, i jeszcze jeden fajny experymant okazujący wiedzę wrodzoną. Ovaj, jeśli dziecię niewinne położy się na stole i każe mu raczkoważ na drugi stół po szybie, to dziecię na szybę nie wejdzie, o nie. Gdyż widzi, że tam zguba niechybna na nie czeka, w przepaści iakowejś. A zaś tego, że jest tam szyba nie ogarnia, gdyż to dziecię niewinne i wogle maleńkie. Natomiast kaczuszka, mimo że równie niewinna, a nawet mniejsza, nie ma problemu z takim przejściem, gdyż w jej wiedzy wrodzonej absolutnie OK jest być nad przepaścią, podobno myśli że to może być woda i że to generalnie w przetrwaniu kaczątek nie szkodzi. Może stąd się wzion ten filmik, w którem wszystkie kaczuszki powpadały do burzowca. Gdyż w normalnym świecie nie ma burzowców i jak się kaczątka miały miliony lat o nim uczyć, a?
    Raz ja jakiś czas - ja wiem? na miesiąć? - zdarza się taki text i dlań warto czytować forumki. Dzięki Szturmowcze.
  • Psy mają tak samo z wchodzeniem na mosty, muszą się nauczyć że to bezpieczne.
  • Taaa? A ja raz nawet z radarem żem widział. To już chyba nauczone beli?
  • Konie mają tak z przechodzeniem przez bramki.
  • Przemko napisal(a):
    Psy mają tak samo z wchodzeniem na mosty, muszą się nauczyć że to bezpieczne.
    ...tam mosty, schody, dywany kratki ściekowe itp.
    Do 8 tyg życia powinien być zaznajomiony z 6 rodzajami podłoża wtedy zaznajamianie się z innymi "dziwactwami" typu mosty, kratki idzie łatwiej.
  • edytowano June 23
    Schody ruchome, nie spotkałem się żeby się moje bały zwykłych, dywanów też nie, kratki ściekowe tak (chyba to samo co ze schodami ruchomymi - niepewnie pod łapami), no i winda ale to jasne.
  • Kuba_ napisal(a):
    Oczy są częścią mózgu, więc o jakich ścieżkach mówi Peterson?
    No, jedna ścieżka prowadzi sygnał do świadomości -- widzisz i wiesz że widzisz. A druga, gdzieś do pnia mózgu czy innego miejsca zawiadującego emocjami. Trochę się boisz, ale nie wiesz czemu. Bo ci właśnie pokazali rozgniewane oblicze, ale go nie widzisz.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Ale wszystko to odruchy, instynkty. Tak samo jak widzimy, słyszymy, reagujemy, to jest instynkt. Dziecko ssie cycka, nikt mu nie mówi "tak to rób", to jest odruch. Boli, to płacze itd. Za przeproszeniem, sikania też nikt nie uczy, dopiero obsłużyć muszlę już tak.
    To samo jest w tych bardziej zaawansowanych eksperymentach jak Darwina z kobrą i dzieckiem na szkle.

    A ja pisałem o wiedzy (patrz tytuł wątku), tu pojęciach stereometrycznych, czyli matematycznych. Nie mamy ich wrodzonych, tylko zbieramy doświadczenia nasze i przodków.
    Odruchy, instynkty to jest to samo co wiedza wrodzona.

    Nayprzedniey podobał mi się experyment, który okazał, że człowień szybciej i bardziej boi się fotogramu węża niż pistoletu. Nawet taki, co węża w życiu nie widział, a pistolet owszem.

    Pewnie że są to sprawy proste, nie mamy takich zasobów żeby jak larwa węgorza wykluta w Morzu Sargassowym wiedzieć że ma płynąć w górę Wisły, a potem jeszcze czołgać się po piasku do Jeziorka Czerniakowskiego. To są dopiero tajemnice!
  • Nie jest, to kompletne rozmywanie pojęcia wiedzy.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Kuba_ napisal(a):
    Oczy są częścią mózgu, więc o jakich ścieżkach mówi Peterson?
    No, jedna ścieżka prowadzi sygnał do świadomości -- widzisz i wiesz że widzisz. A druga, gdzieś do pnia mózgu czy innego miejsca zawiadującego emocjami. Trochę się boisz, ale nie wiesz czemu. Bo ci właśnie pokazali rozgniewane oblicze, ale go nie widzisz.
    ...ależ widzisz, ale nie wiesz

    nie masz wiedzy, wiedzy, że widzisz
  • Filioquist napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Kuba_ napisal(a):
    Oczy są częścią mózgu, więc o jakich ścieżkach mówi Peterson?
    No, jedna ścieżka prowadzi sygnał do świadomości -- widzisz i wiesz że widzisz. A druga, gdzieś do pnia mózgu czy innego miejsca zawiadującego emocjami. Trochę się boisz, ale nie wiesz czemu. Bo ci właśnie pokazali rozgniewane oblicze, ale go nie widzisz.
    ...ależ widzisz, ale nie wiesz

    nie masz wiedzy, wiedzy, że widzisz
    Czyż to nie słodkie?
  • Mechanizm szybkiego czytania również polega na ominięciu przez informacje ośrodka świadomego czytania i wrzucenia tego co oko widzi bezpośrednio do mózgu. W efekcie odpowiadasz na pytania dotyczące tekstu który czytałeś ale nie masz przyjemności z jego przeczytania. Szybkoczytacze twierdzą ze to zabija jakąkolwiek przyjemność z czytania.
  • Przemko napisal(a):
    Mechanizm szybkiego czytania również polega na ominięciu przez informacje ośrodka świadomego czytania i wrzucenia tego co oko widzi bezpośrednio do mózgu. W efekcie odpowiadasz na pytania dotyczące tekstu który czytałeś ale nie masz przyjemności z jego przeczytania. Szybkoczytacze twierdzą ze to zabija jakąkolwiek przyjemność z czytania.
    Niesamowite! Czegoś takiego nie spodziewałem się.
  • Przemko napisal(a):
    Mechanizm szybkiego czytania również polega na ominięciu przez informacje ośrodka świadomego czytania i wrzucenia tego co oko widzi bezpośrednio do mózgu. W efekcie odpowiadasz na pytania dotyczące tekstu który czytałeś ale nie masz przyjemności z jego przeczytania. Szybkoczytacze twierdzą ze to zabija jakąkolwiek przyjemność z czytania.
    Nie twierdzą.
  • Moi twierdzili, że z czasem. Też uczyłem się szybko czytać ale byłem na etapie euforii, a potem wypadłem z tego rytmu i już tak szybko z pominięciem świadomości nie umiem.
  • 200 stron na godzinę może być? Dużo przyjemniej czyta się fotograficznie niż słowo po słowie. Ludzki wzrok nie jest dostosowany do obserwacji linijka po linijce, człowiek patrzy spiralnie - najpierw w centrum a potem wokół i tak należy czytać.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Filioquist napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Kuba_ napisal(a):
    Oczy są częścią mózgu, więc o jakich ścieżkach mówi Peterson?
    No, jedna ścieżka prowadzi sygnał do świadomości -- widzisz i wiesz że widzisz. A druga, gdzieś do pnia mózgu czy innego miejsca zawiadującego emocjami. Trochę się boisz, ale nie wiesz czemu. Bo ci właśnie pokazali rozgniewane oblicze, ale go nie widzisz.
    ...ależ widzisz, ale nie wiesz

    nie masz wiedzy, wiedzy, że widzisz
    Czyż to nie słodkie?
    Mnie zasię urzekła historia na odwrót. Pacjent w wyniku skomplikowanych zabiegów neurologicznych traci ok 20% pola widzenia w skrajnych obszarach z lewej i prawej strony (ryzyko wkalkulowane w zabieg). I potem, niczem osławiony anegdotą koń z Wielkiej Pardubickiej - nie widzi przeszkód.
    Tzn. widzi, ale nie dostrzega różnicy w polu widzenia przed i po. Funkcjonuje również tak, jakby nic nie zmieniło się.
  • los napisal(a):
    200 stron na godzinę może być? Dużo przyjemniej czyta się fotograficznie niż słowo po słowie. Ludzki wzrok nie jest dostosowany do obserwacji linijka po linijce, człowiek patrzy spiralnie - najpierw w centrum a potem wokół i tak należy czytać.
    Strona stronie nierówna, to nie jest znormalizowana miara. Ale nawet to nie jest jest takie istotne.
    Ważne jest pytanie, co chcemy z tego czytania osiągnąć. Jak najwięcej informacji w możliwie krótkim czasie? To czytajmy szybko. Przyjemność z obcowania z wielką literaturą? Tu szybkie czytanie ją zabije.
  • los napisal(a):
    200 stron na godzinę może być? Dużo przyjemniej czyta się fotograficznie niż słowo po słowie. Ludzki wzrok nie jest dostosowany do obserwacji linijka po linijce, człowiek patrzy spiralnie - najpierw w centrum a potem wokół i tak należy czytać.
    Żeby chociaż po linijce, uczą nas słowo po słowie.
  • loslos
    edytowano June 24
    Czytanie to gwałcenie oczu. Jak patrzy człowiek/zwierzę? Najpierw identyfikuje się ruch i obraca tak głowę, by był on w centrum widzenia. Potem analizowane jest jest otoczenie centrum - zawsze ruchem spiralnym, w lewo lub w prawo w zależności od lewo- lub prawo-oczności.

    A jak czytamy? Przebiegamy ciasno upchane linijki - od lewa do prawa lub prawa do lewa i od góry do dołu. Czytamy od prawa do lewa lub od lewa do prawa niezależnie od prawo- lub lewo-oczności ale w zależności od alfabetu.

    Jak się ogląda obrazy? Najpierw identyfikujemy brak ruchu, więc uspokojeni (nie zje nas obraz ani nie ucieknie) spoglądamy na środek i potem tradycyjnie spiralnie. Możemy koncentrować wzrok na detalach, możemy wracać do środka i wybranych obszarów - aż zbiór różnokolorowych plam przekształci się w damę z łasiczką lub bitwę pod Grunwaldem.

    Należy czytać tak samo jak się ogląda obrazy - najpierw spojrzeć w środek tekstu, potem na akapity i inne wyróżnienia graficzne aż zbiór literek zamieni się we fragment Pana Tadeusza lub Biblii. Można swobodnie wracać do fragmentów już przeczytanych. Gwarantuję wam, że takie czytanie będzie szybsze, mniej męczące, przyjemniejsze i dokładniejsze niż to, którego was uczono w szkole. W szkole zresztą nie jest tak źle - w książeczkach dla dzieci literki i odstępy między słowami są duże. Problem się zaczyna, jak trafimy na książkę dla dorosłych.
  • los napisal(a):
    Należy czytać tak samo jak się ogląda obrazy - najpierw spojrzeć w środek tekstu, potem na akapity i inne wyróżnienia graficzne aż zbiór literek zamieni się we fragment Pana Tadeusza lub Biblii. Można swobodnie wracać do fragmentów już przeczytanych. Gwarantuję wam, że takie czytanie będzie szybsze, mniej męczące, przyjemniejsze i dokładniejsze niż to, którego was uczono w szkole. W szkole zresztą nie jest tak źle - w książeczkach dla dzieci literki i odstępy między słowami są duże. Problem się zaczyna, jak trafimy na książkę dla dorosłych.
    Serio? Myślałem, że jak coś się pisze sekwencyjnie, toji także samo czytać należy, gdyż ktoś te słowa, zdania, myśli, umieścił w kolejności nie dla czczej hecy. Chyba.
  • @los
    A gdzie można poczytać jak nauczyć się takiego czytania?
  • Na kursach. Ja się uczyłem jakieś 50 lat temu, więc moja wiedza co do szkół może być ciut nieaktualna.
  • edytowano June 24
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    Należy czytać tak samo jak się ogląda obrazy - najpierw spojrzeć w środek tekstu, potem na akapity i inne wyróżnienia graficzne aż zbiór literek zamieni się we fragment Pana Tadeusza lub Biblii. Można swobodnie wracać do fragmentów już przeczytanych. Gwarantuję wam, że takie czytanie będzie szybsze, mniej męczące, przyjemniejsze i dokładniejsze niż to, którego was uczono w szkole. W szkole zresztą nie jest tak źle - w książeczkach dla dzieci literki i odstępy między słowami są duże. Problem się zaczyna, jak trafimy na książkę dla dorosłych.
    Serio? Myślałem, że jak coś się pisze sekwencyjnie, toji także samo czytać należy, gdyż ktoś te słowa, zdania, myśli, umieścił w kolejności nie dla czczej hecy. Chyba.
    Tradycyjne szybkie czytanie to wędrówka wzrokiem środkiem strony od góry do dołu, mózg łyka na raz całe linie, akapity. Dochodzi się do tego ćwiczeniami ze wskaźnikiem, najpierw po kilka wyrazów na raz, coraz więcej itd. To co los opisał to już bardziej czytanie fotograficzne. Trzeba nauczyć wzrok skakać nie po każdym wyrazie (a w obrębie wyrazu po każdej literze) ale co kilka wyrazów, to jest zupełnie wykonalne dla przeciętnego człowieka, na studiach mieliśmy kurs i literalnie wszyscy poprawili szybkość czytania i jednocześnie zwiększyli poziom zapamiętanych treści. Wszyscy też zdali egzamin z mnemotechnik, do zapamiętania było 40 losowych liczb na przykład.

    Po prostu na kurs szybkiego czytania trzeba pójść, dobra szkoła szybkiego czytania ma też kursy mnemotechniczne.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    Należy czytać tak samo jak się ogląda obrazy - najpierw spojrzeć w środek tekstu, potem na akapity i inne wyróżnienia graficzne aż zbiór literek zamieni się we fragment Pana Tadeusza lub Biblii. Można swobodnie wracać do fragmentów już przeczytanych. Gwarantuję wam, że takie czytanie będzie szybsze, mniej męczące, przyjemniejsze i dokładniejsze niż to, którego was uczono w szkole. W szkole zresztą nie jest tak źle - w książeczkach dla dzieci literki i odstępy między słowami są duże. Problem się zaczyna, jak trafimy na książkę dla dorosłych.
    Serio? Myślałem, że jak coś się pisze sekwencyjnie, toji także samo czytać należy, gdyż ktoś te słowa, zdania, myśli, umieścił w kolejności nie dla czczej hecy. Chyba.
    Ależ obraz Ledy z łabędziem (tfu na zoofilię!) też obrazuje pewien porządek, który nie jest spiralny. Ale to spiralne spojrzenie najlepiej pozwala ten porządek odcyfrować. Paczcie na tę pornografię!

    image
  • koham was!
  • MarianoX napisal(a):
    Oznacza to, że według tej teorii, nie uciekam, bo boję się niedźwiedzia, lecz boję się niedźwiedzia, ponieważ uciekam.
    Sądzę że wątpię - nektórzy są tak sparaliżowani strachem, że im wiąże nogi i nie uciekają. Wg tej teorii powinni się nie bać.
  • edytowano June 24
    TecumSeh napisal(a):
    MarianoX napisal(a):
    Oznacza to, że według tej teorii, nie uciekam, bo boję się niedźwiedzia, lecz boję się niedźwiedzia, ponieważ uciekam.
    Sądzę że wątpię - nektórzy są tak sparaliżowani strachem, że im wiąże nogi i nie uciekają. Wg tej teorii powinni się nie bać.
    Może to kwestia osobnicza, ale podczas np. oglądania horrorów i scen jump-scare, najpierw się podskakuje na siedzeniu, a dopiero potem odczuwa strach. Innych doświadczeń tego typu nie mam, bo przed niedźwiedziem nie uciekałem.
  • Klasyczna historia sztuki wsparta optyką naucza że obrazy ogląda się od lewej do prawej, co wielokrotnie wykorzystywali malarze renesansu i baroku.
  • Sarmata1.2 napisal(a):
    Klasyczna historia sztuki wsparta optyką naucza że obrazy ogląda się od lewej do prawej, co wielokrotnie wykorzystywali malarze renesansu i baroku.
    Tzn jak piszemy
    Ciekawe jak z tym je u chińczyków czy arabów
  • edytowano June 25
    No właśnie nie miałem gdzie tego wkleić:
    a jest to niesamowicie ciekawe (sorry Rozum za OFFa), bo tłumaczy walkę o słowo wybór i aborcja oraz że ma to być lekarz.
    Druga, też arcyciekawa pozycja to czyli uporządkowanie mojej wiedzy odnośnie eksperymentu Milgrama, gdzie około 20 minuty jest coś, co mocno zmieniło moje postrzeganie otoczenia.
    Drobna uwaga losie, Twoje zastrzeżenia, co do poprawności doboru próby, w świetle tego wystąpienia, są bardzo wątpliwe.
  • edytowano June 25
    christoph napisal(a):
    Sarmata1.2 napisal(a):
    Klasyczna historia sztuki wsparta optyką naucza że obrazy ogląda się od lewej do prawej, co wielokrotnie wykorzystywali malarze renesansu i baroku.
    Tzn jak piszemy
    Ciekawe jak z tym je u chińczyków czy arabów
    U Chińczyków jest z góry na dół, obrazy mają kilka warstw, poziomów, opowiadają historie. Nie uważam się za eksperta w dziedzinie chińskiego malarstwa, opieram się na spostrzeżeniu w W. Scott Morton, Charlton M. Lewis, Chiny - historia i kultura.

    @Ms, nie obrażam się za offy, offy zbudowały najlepsze wątki FF :)
  • A u Arabów to zasadniczo tradycyjne malarstwo niczego nie przedstawia, najwyżej rośliny, trudno chyba powiedzieć, od której strony je oglądać.
  • Sarmata1.2 napisal(a):
    Klasyczna historia sztuki wsparta optyką naucza że obrazy ogląda się od lewej do prawej, co wielokrotnie wykorzystywali malarze renesansu i baroku.
    Przyjmuję to ze spokojną rezerwą, gdyż przecie w owych czasach nikt nie umiał czytać.

    To się za to dobrze sprawdza w komiksach, które trzeba czytać, które zawsze coś opowiadają i w których czas płynie w sposób bardzo skomplikowany. I rzeczywiście, z komiksami japońskimi i izraelskimi jest ten problem, że trzeba robić lustrzane odbicia wielu obrazków, żeby dało się cokolwiek zrozumieć.

    Bardzo dobrze rozkminia to klasyczny komiks nt sztuki komiksu:

    image
  • Japończycy prawie zawsze piszą od lewej do prawej.
  • edytowano June 25
    Ale w komiksach trzymają się dawnego układu, czyli z góry na dół i od prawej do lewej. Tzn tak idzie tekst w dymkach, a sam układ strony jest bardziej od prawej do lewej, i potem z góry na dół, ale nie ściśle - przykład:
    image
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.