Wakacje / podróże / wyprawy

edytowano August 3 w Forum ogólne
Napisałem - trochę obiecałem, że opiszę swoją wyprawę ale nie napisałem kiedy...

Zasadniczo poszedłem na Jasną Górę ( miałem bardzo ważną intencję - nie ukrywam ).
Nie zamierzam się rozpisywać większość drogi po prostu się modliłem.

Szedłem z Warszawy a w zasadzie na moją prośbę znajomy wyrzucił mnie na granicę Warszawy.
Dużo nie wziąłem na wyprawę nawet nie miałem namiotu w nocy spałem zakładając drugą bluzę, przykrywałem się kapokiem i na to rzucałem ucięta długą trawą z łąki. Jak padał deszcz to było słabo tak po prawdzie. noce po prostu były ciężkie i przeważnie wstawałem już o 4:00. Pod koniec to szedłem spać o 22:00. Nie zabrałem ze sobą pieniędzy.
Nie odmówiłem w sumie nigdy nikomu jedzenia i wydawało mi się, że nie będzie to jakiś straszny problem, pewnie co druga osoba da. Otóż tak nie jest ale o tym potem.

Szedłem po S8 a potem krajową 91.
Startując w środę doszedłem do Mszczonowa. Następnego dnia do Rawy Mazowieckiej. Kolejny dzień Tomaszów Mazowiecki. Dalej Piotrków Trybunalski gdzie spałem ukryty w trawie z 1km od centrum miasta. Na koniec spałem przed Radomskiem i wreszcie kapkę przed Częstochową. W Częstochowie byłem we wtorek powiedziałem Matce Boskiej wszystkie moje intencje, przyjąłem Ciało Chrystusa i odebrał mnie mój przyjaciel który pojawił się gdzieś koło 18:00. chwile się pomodlił na jasnej Górze i pojechaliśmy znaleźć miejsce gdzieś w lesie *po drodze* coby pojeść i wypić. Potem rano do Warszawy bo Kolega pracował tego dnia.

Co istotne. Większość ludzi nie da nawet kromki chleba. W zasadzie albo ktoś daje dużo albo nic. Ja prosiłem zawsze o cokolwiek. Raz w Radomskiem jedyny raz miałem naprawdę ochotę na herbatę ( w zasadzie przez całą wyprawę piłem wodę, w sumie wypiłem trzy ( może cztery ? ) herbatę. No i prosiłem herbatę, i chyba trafiłem na wyjątkowego gnoja bo dostałem taką odpowiedź jakbym domagał się nie wiadomo czego. Autentycznie gdybym spotkał tego dziada dzień później w ciemnej uliczce to bym go strzelił w pysk.

Raz jedyny nocowałem na plebanii. W Rawe Mazowieckiej - tak to zawsze na dziko. Były tam dwa kościoły kaplica i taki spory kościół. ponieważ Rawa ma taki dostęp do miasta, że pieszy tam jest z dyskryminowany to ja chyba musiałem tam co najmniej nadrobić 10-15 km. I dotarłem strasznie późno do tego miasta. Uparłem się a trzeba było sobie odpuścić. No ale byłem naprawdę wykończony i pomyślałem, że dobra może mnie przyjmą w Kościele jak powiem, że jestem pielgrzymem. Otóż w kaplicy dostałem taką odpowiedź - Przeor o wszystkim decyduje, będzie jutro zapraszamy jutro. Dziękuję za nic to jeszcze ostatnia szansa ten duży kościół. Od ręki mnie tam przyjęli i zostałem ugoszczony po królewsku i nie żartuję. Zaniosłem ich intencję na Jasną Górę i jeszcze im potem przelałem kapkę drobnych na konto. Naprawdę niech im Pan Bóg pobłogosławi, było już wtedy późno i mnie poratowali.
następnego dnia szedłem zjadłszy u nich bardzo obfite śniadanie. Do syta i to była mądra decyzja, w ogóle potem już się nauczyłem, że jak dają coś nad wyraz to brać w ślepo. tego dnia rozmawiałem chyba z największą liczbą ludzi i poza jedną parą która dała mi swoją ostatnią bułkę to nie dostałem nic. To był piątek i ta bułka okazał się być z mięsem. Więc no cóż czekała do soboty. Zjadłem tego dnia poza obfitym śniadaniem suchą bułkę i byłem naprawdę zmęczony. Miałem taką myśl, że jak jutro nikt mi nie da nic do jedzenia to chyba zacznę przeklinać ludzi. Z jednej strony jest o tym, że strzepnąć proch z butów i że będzie gorzej niż sodomie, i gomorze a z drugiej Jezus zabronił przeklinać aby ogień pochłoną miasto. To tak z pamięci ale olałem ostatecznie - Ci którzy nic mi nie dali do jedzenia nie ukrywam ich los jest dla mnie kompletnie obojętny. Jednak każdego kto dał mi cokolwiek - wypominałem. Pytając po prostu prosiłem o jedzenie. Nie usprawiedliwiałem się szczytnym celem żem pielgrzym, bo czy trzeba mieć jakiś szczytny cel prosząc o jedzenie? Ci którzy dawali i tak dopytali.
No więc w Tomaszowie Mazowieckim dostałem sporo jedzenia. Potem jeszcze przed Piotrkowem zostałem niesamowicie ugoszczony przez wdowę. Jej intencję za syna zaniosłem na Jasną Górę. W Piotrkowie Trybunalskim zastałą mnie niedziela. O 6:00 brałem udział w Mszy Świętej, był to zespół klasztoru Bernardynów, czy jakoś tak.
Ten kościół zrobił na mnie dość spore wrażenie. Cała miejscowość Piotrków Trybunalski - bardzo mi się podobała i była najładniejszą miejscowością z tych które mijałem.
Potem jeszcze przed Radomskiem dostałem od totalnie zajaranego zielskiem gościa bardzo dużo jedzenia. nie chciał intencji bo był *ateistą* więc doszedł jako intencja za nawrócenie i taką zaniosłem na Jasną Górę. Naprawdę potrzebowałem tego jedzenia wtedy. Zabezpieczył mi bezpieczną podróż do końca i jestem mu za to bardzo wdzięczny.

Na Jasnej Górze część jedzenia którego już nie potrzebowałem dałem jakiemuś bezdomnemu. Który był prze-szczęśliwy, w zasadzie zaczął już jeść przy mnie więc raczej nie wyrzucił tego co dostał.
poza tym sam zostałem poczęstowany herbatą i bułką ze smalcem ( Jejku jakie to było wszystko smaczne ) przez Panią Poetkę Kompozytorkę i co tam jeszcze ;-)). Bardzo miło się rozmawiało w każdym razie.

Organizm się chyba z tydzień regenerował.
A pierwsze cztery dni to jadłem i spałem.
Pojutrze jadę nad morze. I to będzie już znacznie spokojniejszy wypoczynek. Mam takie dwie fajne techniczne książki do doczytania.

Aha - ludzie którzy odmówili mi czegokolwiek do jedzenia - patrząc na domy nie byli biedni. W zasadzie to chyba więcej biedy widziałem w miastach niż w tych wioskach które mijałem. Tak oceniając powierzchownie.
Otagowano:
«1

Komentarz

  • edytowano August 3
    .
  • edytowano August 3
    Gratulacje. Każdy powinien tak pójść.
    Czasy się zmieniają. Ja wyruszyłem sam na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy w wieku 19 lat w roku 1991.
    W lipcu obie moje siostry wyjechały za granicę do Taize, ja znalazłem się w domu sam, jednego dnia wpadłem na pomysł a drugiego byłem w trasie. Wziąłem w plecak tylko (zamiarując codzienną przepierkę) 2 pary gaci, dwie koszulki, śpiwór, śpiewnik pielgrzymkowy, różaniec i kapelusik z kolekcją znaczków z różnych pielgrzymek.
    W sumie potem działy się potem niesamowite (przynajmniej dla mnie) rzeczy i wyszłaby z tego za długa opowieść. Może się kiedyś zbiorę , żeby to napisać. Ale chyba wyszłaby książka.
  • A cusz to za pomys udaweć bidnego iszby potym ludzi osomdzeć?

    "- Ci którzy nic mi nie dali do jedzenia nie ukrywam ich los jest dla mnie kompletnie obojętny. "

    Takosz i poganie czynio. Wdziemczne so tym co jejim dajo i złe na tych co nie dajo.
  • Gnębą napisal(a):
    A cusz to za pomys udaweć bidnego iszby potym ludzi osomdzeć?

    "- Ci którzy nic mi nie dali do jedzenia nie ukrywam ich los jest dla mnie kompletnie obojętny. "

    Takosz i poganie czynio. Wdziemczne so tym co jejim dajo i złe na tych co nie dajo.
    tak rzecze nasza gorzka religia
  • która dała mi swoją ostatnią bułkę to nie dostałem nic. To był piątek i ta bułka okazał się być z mięsem. Więc no cóż czekała do soboty.
    z wątku obok:
    romeck napisal(a):
    jakby tak pozbierać bokotematy postne z czwórforuma, od FF począwszy, to chyba naj-naj-naj-ciągnięty bokotemat i temat! :)

    otóż taka pielgrzymka znosi piatkowy post (tego rodzaju utrudnienie w "zdobyciu" jedzenia)
    mało tego - żywienie się w zakładowej stołówce znosi piatkowy post, podróż do innej diecezji znosi piatkowy post! (oczywiście, kiedy dziś do kościółka w diecezji gliwickiej mam 7 km, a do najdalszego kościółka diecezji katowickiej ze 107 km wydaje się to być idiotyzmem, ale to z dawnych czasów)

    Otóż nałożenie dyscypliny postnej (jedzeniowej) nie może odbywać się kosztem zdrowia (życia) duszyczki!
    To jest post od tego co jest (w nadmiarze, "pod ręką")

    A gdyby kolega zasłabł przy drodze do tej soboty właśnie z powodu nie zjedzenia bułki z wieprzowiną? I nie natknął się na kolegę Dobry Samarytanin, tylko sami nie-bliźni? I nie dotarł do celu podróży?
    To grzechem właśnie byłoby nie zjedzenie - akurat w tym przypadku - manny z Nieba! (serio)

    :)

  • podziwiam!
    zazdroszczę samozaparcia
    sam bym tak chciał...
  • O tym że żywienie się w zakładowej stołówce znosi post to nie wiedzialem. Dzięki za informację @romeck
    Pisałem o tym w wątku obok.
  • Gnębą napisal(a):
    A cusz to za pomys udaweć bidnego iszby potym ludzi osomdzeć?

    "- Ci którzy nic mi nie dali do jedzenia nie ukrywam ich los jest dla mnie kompletnie obojętny. "

    Takosz i poganie czynio. Wdziemczne so tym co jejim dajo i złe na tych co nie dajo.
    Posix nie jest zły. Podkreślał, że miał pokusę, aby im złorzeczyć, ale ją pokonał, więc finalnie ci, którzy mu nic nie dali, mają takie samo miejsce w jego sercu, jak ci, których on nigdy nie spotkał. A więc zapewne miłuje ich miłością bliźniego. A ci, którzy dali, mają jeszcze jego wielką wdzięczność. Żaden ze mnie teolog, ale intuicja podpowiada mi, że tu wszystko jest koszerne.
  • Gnębą napisal(a):
    A cusz to za pomys udaweć bidnego iszby potym ludzi osomdzeć?

    "- Ci którzy nic mi nie dali do jedzenia nie ukrywam ich los jest dla mnie kompletnie obojętny. "

    Takosz i poganie czynio. Wdziemczne so tym co jejim dajo i złe na tych co nie dajo.
    Ano wystawiłem podstępnie na próbę. I jak już byłem zmęczony i głodny to byłem jako ten poganin. ;-)


    ________________________


    Tego z postem nie wiedziałem. Dobrze wiedzieć,
  • edytowano August 4
    Podziwiam szczególnie owo "nie zabranie torby i pieniędzy" i zdanie się na "to co dają". Wciąż tak nie potrafię.
    Dobry z Kolegi człowiek i chrześcijanin.
    +++
    PS: Znam przeora (gwardiana) Bernardynów w Piotrowie Trybunalskim. Wspaniały człowiek i duszpasterz. Udzielał ślubu mojej córce. Przyjaciel moich przyjaciół i nasz kolega. Warto zaglądać tam gdzie on akurat jest. Czego się dotknie duszpastersko zamienia się w złoto. Wiele razy mu to następcy współbracia rozwalali, czasem go brzydko usuwali. Nigdy nie złorzeczy i się nie załamuje. Strzepuje pył z sandałów i robi to ca Pan Bóg mu wyznaczył.
  • edytowano August 4
    Ja z klerykalnych zabudowań to nocowałem przy parafii w Szewnej koło Ostrowca, odmówili mi noclegu oo. oblaci na Św. Krzyżu, natomiast przyjęli franciszkanie w Chęcinach. Poza tym zawsze udawało się tak zagadać, że lądowałem u zwykłych ludzi w najgorszym razie w stodole na sianie (ale zdarzało się i po domach). Prośba o jedzenie- skuteczność prawie 100%. Ale pierwszego dnia zanim odważyłem się żebrać minęło kilka godzin. Tylko trzeba wiedzieć kogo pytać tzn. podejście socjologiczno-psychologiczne. Do tego od razu trąbiłem głośno, że idę w pielgrzymce na Jasną Górę.
    Najważniejsza jest gadka. jak masz gadane to nie zginiesz na pielgrzymim szlaku. Taż, pamiętam, że ludzie mi córki swoje oddawać chcieli za żony! Siła mógłbym figlów napłatać gdyby nie stałość hołubionej cnoty.
    Trzeba się śmiało przywitać "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!", potem się przedstawić , a potem trąbić o swoim celu.
    To były czasy biedy, nie miałem konta w banku, ni karty a pieniędzy wziąłem tylko na powrót do Kraśnika.
    I te pieniądze wytrząsłem w stodole pod Kielcami.
    Przysporzyło mi to kłopotów w samej Częstochowie, gdzie poczułem pustkę, samotność w tłumie i nawet złość na siebie. Ale modliłem się mimo wszystko choć szło opornie i skończyło się tym , że tego samego dnia wieczorem zatrudnili mnie w herbaciarni a potem w Domu Pielgrzyma. Potem jeździłem tam w kolejne wakacje do pracy i byłem klasztornym zaopatrzeniowcem, kierowcą pojazdu FSO Lublin, z czego jestem bardzo dumny
  • Mój Tato, siedząc w sowieckim więzieniu w Mińsku Białoruskim przysiągł Matce Bożej, że jeśli przeżyje, pójdzie pieszo na Jasną Górę. Przeżył, po wojnie studiował, założył rodzinę, pracował, czas mijał. Poszedł samotnie na Jasna Górę dopiero przed 70-tką, kiedy miał już słabe serce i słabe nogi, bo wszędzie jeździł samochodem. Przed pielgrzymką robił bladym świtem długie wędrówki na wzmocnienie nóg. Wziął pieniądze, jakieś konserwy do plecaka. Sąsiad odwiózł Tatę 10 km. od naszego domu, żeby nieodłączny Burek (nasz wilczur) za nim nie pobiegł. Konserwy oddał ludziom, bo były za ciężkie, nocował po wsiach i raz na wiejskiej plebanii, gdzie odbył spowiedź życia. Szedł bocznymi drogami, polami. Wspominał, że gdy nogi odmawiały posłuszeństwa, prosił Matkę Bożą o siły i siły wracały. Raz, nad ranem, spotkał grupkę pijanych chłopaków bluzgających najgorszymi słowami. Powiedział im, że jest pielgrzymem i serce go boli gdy słyszy jaki gnój wylewa się z ich ust. Poszemrali i odeszli. A my, w domu, modliliśmy się, żeby Tato nie skończył życia gdzieś w polu, na drodze. ( - To byłaby piękna śmierć- mówił). Wrócił przeszczęśliwy.
  • Zastanawiające jest, dlaczego w katolickim kraju osoby zamożne (posiadające domostwa) odmawiały pomocy. Rozmawiałem kiedyś z pewnym buddystą, który przebył kilkusetkilometrową pielgrzymkę wyłącznie prostracjami (to zajęło wiele miesięcy). Okoliczna ludność w kraju o średnim dochodzie 100 zielonych żywiła go i obdarowywała pieniędzmi. Na koniec podróży zebrał kilka tysięcy dolarów, za które ufundował jakąś buddyjską "kapliczkę".

    Nie sądzę, że to kwestia religii. Być może im zamożniejsze społeczeństwo, tym mniej chętniej się dzieli.
  • edytowano August 4
    Tak właśnie jest. Im kto bogatszy temu trudniej się podzielić. Chociaż wtedy , w Ożarowie kiedy po wielkich oporach pierwszy raz spytałem o jedzenie, to pan powiedział "ja panu nie dam ale niech pan idzie do tego domu (pokazał bogata kamienice) Tu jest taka dentystka i ona na pewno panu pomoże". No to zapukałem i ona rzeczywiście od razu dała mi obiad jakby to była zwykła sprawa.
  • trep napisal(a):
    Zastanawiające jest, dlaczego w katolickim kraju osoby zamożne (posiadające domostwa) odmawiały pomocy. Rozmawiałem kiedyś z pewnym buddystą, który przebył kilkusetkilometrową pielgrzymkę wyłącznie prostracjami (to zajęło wiele miesięcy). Okoliczna ludność w kraju o średnim dochodzie 100 zielonych żywiła go i obdarowywała pieniędzmi. Na koniec podróży zebrał kilka tysięcy dolarów, za które ufundował jakąś buddyjską "kapliczkę".
    Widocznie miał super gadkę to i wrócił bogaty z pielgrzymki ;)

  • edytowano August 4
    To nie bogactwo tylko stan dążenia do i zachowania bogactwa tak działa na ludzi.
    Nie bieda, ale stan akceptacji niezamożności i nie ścigania się o bogactwo ulepsza ludzi.
  • extraneus napisal(a):
    To nie bogactwo tylko stan dążenia do i zachowania bogactwa tak działa na ludzi.
    Nie bieda, ale stan akceptacji niezamożności i nie ścigania się o bogactwo ulepsza ludzi.
    +10
  • Niemniej "trudniej bogatemu do nieba niż wielbłądowi przez ucho igielne" (nie cytat tylko sens z pamięci). U bogatych i zamożnych w Polsce to jeszcze trujący i diabelski wpływ korwinizmu.
  • edytowano August 4
    marniok napisal(a):
    O tym że żywienie się w zakładowej stołówce znosi post to nie wiedzialem. Dzięki za informację @romeck
    Pisałem o tym w wątku obok.
    Aczkolwiek warto tylko obgryźć tego pierożka z mięsem, a swe poświęcenie ofiarować za coś istotnego.
    Wszak nie każdego stać na posixowską podróż życia, zwłaszcza gdy "dobrze już było".
  • extraneus napisal(a):
    To nie bogactwo tylko stan dążenia do i zachowania bogactwa tak działa na ludzi.
    Nie bieda, ale stan akceptacji niezamożności i nie ścigania się o bogactwo ulepsza ludzi.
    Ks. Andrzej Grefkowicz z Magdalenki powiedział kiedyś że przywiązanie może dotyczyć nie tylko tych bogactw które się ma ale i tych, których się nie ma, ale bardzo pożąda.
  • @Posix, dziękuję. Bardzo inspirujące na przyszłość.

    Za ludzi, których życie kręci się nazbyt wokół troski o sprawy materialne (zarówno bogatych zatroskanyvh o obronę statusu, jak i biednych aspirujących) modlić się należałoby. W rozgrywce o sprawy ostateczne jest to wielka przeszkoda.
  • edytowano August 5
    Co do pielgrzymek to mam doświadczenie tylko z Camino w Portugalii i Hiszpanii. W Polsce niestety nie byłem. Może kiedyś się uda. Model Camino jest rewelacyjny, ale jest potrzebna infrastruktura w postaci oznakowanych szlaków nie po ruchliwej szosie oraz tanich noclegów. To jest model na małe grupy ale elastyczny i na cały rok na okrągło. Dało by się zrobić w parafiach, ochotniczej straży pożarnej, szkołach itd ale to jest przedsięwzięcie dla charyzmatycznych społeczników. Ja chętnie bym się dołączył. Marzy mi się taki model wypoczynku i rekolekcji dla młodzieży, rodzin i grup parafialnych. Po drodze masa zabytków sakralnych, sanktuariów, pamiątek narodowych i krajobrazów.

    Jak zdrowie żony pozwoli to na 15 sierpnia wybierzemy się do Gietrzwałdu na 2-3 dni.
  • @Posix: Bardzo dziękuję za Kolegi świadectwo.
  • edytowano August 5
    natenczas napisal(a):
    @Posix, dziękuję. Bardzo inspirujące na przyszłość.

    Za ludzi, których życie kręci się nazbyt wokół troski o sprawy materialne (zarówno bogatych zatroskanyvh o obronę statusu, jak i biednych aspirujących) modlić się należałoby. W rozgrywce o sprawy ostateczne jest to wielka przeszkoda.
    Liturgia słowa z ostatniej niedzieli na czasie i jak najbardziej Waści opinia z nią jest zgodna.
    A zwłaszcza:
    Koh 1, 2; 2, 21-23
    Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością.
    Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.

    I z Ewangelii:
    ...Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?”...
    (Łk 12,20)
  • Ja to prawdę rzekłszy nie ogarniam Ewangelii z ostatniej niedzieli. No jak to komu przypadnie? Tym niech się już trapi sąd rejonowy w postanowieniu o stwierdzeniu nabycia spadku - pewnie będze to nieutulona w żalu wdowa i dziatki. A ja - mam problem z głowy i udaję się ciupasem na Cmentarz Wilanowski.
  • edytowano August 5
    Ma Kolega słuszność. I to Jezus mówi - nie jemu przypadnie coś co, jak sam mówił ten gość, sobie przygotował. Nowe spichrze i używanie. Arcybiskup Ryś nawet list odpowiedni na wczoraj był przygotował. Znowu odczytali zamiast homilii. Dość pokrętne to było bo list był z różnymi inicjatywami i prośbami ale jednak też tłumaczenie Ewangelii z niedzieli. Tak więc nie wiadomo czy był listem czy homilią i czy można homilię korespondencyjnie głosić. Jednak tłumaczenie Arcybiskupa było w porzo. Wyjaśniał między innymi czemu ów bogacz gupi był. Ano nie tylko dlatego że jak ten indyk (a może kogut) myślał o niedzieli a mu w sobotę łeb ucięli. Też dlatego że ino o bogactwach tego świata pamiętał a nie o skarbach w niebie. Tam się spichrzy, ziarna i złota jak wiadomo nie zabierze. O te zaś nie zadbał. No po trzecie gupi był bo tylko o sobie pomyślał aby sobie poużywać a o innych ani słowa, o Panu Bogu nie wspominając.
  • Koh 1, 2; 2, 21-23
    To także jest marność.
    A szysko i tak kączy sie marnacjo marnegusz czasu na marnem forumnie.

  • A skoro wszytko i tak marność, to napijmy się !


    Herbaty rzecz jasna. Sierpień przecie.
  • Wzruszyła mnie ta opowieść. Nie mogę uwierzyć, że są ludzie, którzy są w stanie odmówić komuś kromki chleba. Może mają jakieś przykre doświadczenia? Matka mojej koleżanki ma 89 lat. Stała przed domem jakiś rok temu. Podeszła do niej kobieta, powiedziała, że jest opiekunką starszych ludzi i poprosiła o kromkę chleba, bo jest bardzo głodna. Babcia ją zaprosiła do domu, wpuściła do pokoju i poszła szykować kanapki. Kiedy wróciła, tamta się szybko pożegnała, bo się jej coś przypomniało. Potem okazało się, że kiedy jej nie było, oszustka obskoczyła jej szafki i ukradła nędzne grosze, które kobieta składała na centralne ogrzewanie, bo marzła okropnie. Pewnie takich oszustów nie ma zbyt wielu, ale jednak są. Kobieta nigdy już się nie nabierze na głodnego.
    +++ za Ciebie, posix. Dziękuję.
  • Nu, znany cygański numer, "na szklankę wody".
  • Ja tylko sobie pozwolę dorzucić, że coraz modniejsza robi się żebroturystyka, więc może w Kolegę po prostu trafiły konsekwencje wcześniejszych proszących... A swoją drogą słyszałam kiedyś o taki projekcie zrobienia stacji takich jak na drodze do Santiago, ale chyba uznano, że to by się nie opłaciło (w sensie, że w ciągu roku nie byłoby zbyt wielu chętnych do takiego pielgrzymowania).
  • xff napisal(a):
    Ja tylko sobie pozwolę dorzucić, że coraz modniejsza robi się żebroturystyka, więc może w Kolegę po prostu trafiły konsekwencje wcześniejszych proszących...
    Nualesz kiedysz ktuś tukej poczyta isz ludzie udajo bidnych, bo se umyśleli pielgrzymać o proszonem chlebie, to tysz potę sie zniekenci.

    Bo czemusz inwestać wew pszebierańca kiedysz so prawdziwe bidne na tem ziemskiem globusie?

  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A ja - mam problem z głowy i udaję się ciupasem na Cmentarz Wilanowski.
    O, żesz, a ja zamierzam do jakegoś Nieba się dostać. Via, czyściec, niestety, ma się rozumieć.

  • Maria napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A ja - mam problem z głowy i udaję się ciupasem na Cmentarz Wilanowski.
    O, żesz, a ja zamierzam do jakegoś Nieba się dostać. Via, czyściec, niestety, ma się rozumieć.

    Bon voyage!

    Proszę przysyłać pocztówki na Cmentarz Wilanowski.
  • Sze postaram. Z ładnemi anielicami ofkors!
  • Dwa tygodnie podróżowałem po Polsce bez grosza przy duszy. Podróż nad morze i z powrotem. Autostop i z buta. Spałem na przystankach, w stogu siana, pod drzewem. Miałem tylko śpiwór. Ludzie się dzielą, w Warszawie pewna młoda dama dał mi 2 zł - starczyło na mleko i chleb, ale to był pyszny obiad. Jedliśmy też niedojrzale jabłka i kukurydzę. Rolnicy sporo dawali ale coś w zamian trzeba było zrobić. Niektórzy kierowcy dawali swoje posiłki. Jeden facet na odchodne obdzielił nas wędlinami, był zaopatrzeniowcem sklepów mięsnych.
    Niestety to nie była pielgrzymka ani nawet "podróż do źródeł". Taki głupi czas młodości churnej i durnej.
  • Gnębą napisal(a):
    xff napisal(a):
    Ja tylko sobie pozwolę dorzucić, że coraz modniejsza robi się żebroturystyka, więc może w Kolegę po prostu trafiły konsekwencje wcześniejszych proszących...
    Nualesz kiedysz ktuś tukej poczyta isz ludzie udajo bidnych, bo se umyśleli pielgrzymać o proszonem chlebie, to tysz potę sie zniekenci.

    Bo czemusz inwestać wew pszebierańca kiedysz so prawdziwe bidne na tem ziemskiem globusie?

    Bogatemu trudniej wyciągnąć rękę w geście proszalnym po kromkę chleba. Musi wygrać wojnę ze sobą.
    Jednak nie powinien brać niczego więcej, a zwłaszcza gdy stwierdzi czyjś niedostatek.
  • edytowano August 18
    AnnaE napisal(a):
    Bogatemu trudniej wyciągnąć rękę w geście proszalnym po kromkę chleba. Musi wygrać wojnę ze sobą.
    W dalszem ciomgu somdze isz ktusz ma niek nie udawa isz nie ma.

    Czeba staweć wew prawdzie swegusz stanu, a nie robieć pszebieranki.

    I cusz zes tegusz isz udaweć trudno? Mie to pszypomina zabawe "ktusz pierszy najdzie na ulicy czy kobitki iszby jegusz pocełowały". Tysz czeba sie pszemuc.
  • Niech więc Kolezenstwo samo się ruszy z kanapy do Częstochowy. Może być z kasą i Bentleyem z kierowcą z tylu.
  • edytowano August 18
    PS: Pochwalę się, a co? Wczoraj wróciłem z Gietrzwałdu. Nie pieszo tylko Audi Q5. Ale chętnie bym poszedł znowu na Camino i spał w sali wieloosobowej za 5 Euro choć stać mnie na 50, a nawet 100. Co za brednie z tym rzekomym udawaniem kogo innego?
  • Rafał napisal(a):
    Co za brednie z tym rzekomym udawaniem kogo innego?
    Sposzczegam zasadniczo rużnice kiedysz Kulega spa za swoje pińć choć mukby za pińdziesiomt (i dejmy na to reszte czylisz 45 dawa bidnem ludzią), a kiedysz ktuś zaposiadywa pińć (albosz pińdziesiomt) nualesz żebra iszby deć jemusz te pińć, bo "bidny".
  • Na czym zbudował Iran poważaniem na w świecie?
    Na pomocy socjalnej dla pielgrzymów i rodzin w potrzebie.
    Zawsze można się dołożyć do domu pielgrzyma. Noo chyba że wybudowany że środków UE
  • On się oddaje w ręce obcych ludzi i ich dobrą lub zla wolę wierząc w dobrą bo tak Pan czynić każe. Naraża się na niedojadanie i spanie na ziemi pod gołym niebem. Te 5 czy 10 złotych to tylko mało ważny szczegół.
  • To Iran ma wogle szacun na świecie?
    Myślałem, że tylko tam, gdzie sponsorował Hezbollah.
  • edytowano August 18
    No sporo jest krajów gdzie działa Hezbollah. Na razie w Europie to chyba islamski sponsoring opanowali Saudowie.
  • Rafał napisal(a):
    On się oddaje w ręce obcych ludzi i ich dobrą lub zla wolę wierząc w dobrą bo tak Pan czynić każe.
    Dziesz Pan każe udaweć bidnego kiedysz sie zaposiadywa piniendze? No dziesz? Pszeca szyskie udawanie to faryceis.
  • Rafał napisal(a):
    No sporo jest krajów gdzie działa Hezbollah. Na razie w Europie to chyba islamski sponsoring opanowali Saudowie.
    Także samo opiekę nad pielgrzymami w Mekce.
  • edytowano August 18
    No Mekke mają u siebie. Z tą opieką to różnie bywa. Czasem się kilkudziesięciu stratuje.
  • Taaa, co ciekawe są to zazwyczaj delegacje z Iranu, najchętniej rządowe.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.