Setka Rozuma

Krótko o założeniach cyklu:
- zaczynamy od początku XVII wieku
- 2-3 najlepsze utwory z dekady (czyli jak się uda dociągnąć do 2000 r. będzie "setka Rozuma"

Komentarz

  • - szeroko pojęta muzyka poważna / klasyczna,
    - wybór raczej subiektywny, bez ciśnienia na wyczerpanie tematu, bardziej jako zagajenie dyskusji
    - robię to trochę na spontanie, nie mam z góry ułożonej listy.
  • "Orfeusz" Monteverdiego (1607, Mantua).
    "Orfeusz" nie jest ani pierwszym znanym dziełem Monteverdiego, ani pierwszą operą. Nie jest nawet pierwszą operą, która przetrwała.
    Ale jest pierwszą operą, która dzisiaj - po ponad 400 latach - broni się jako pełnowartościowe, znakomite dzieło. Ma niezłe, nieprzegadane libretto, przystępną jak na tamte czasy długość (zależnie od wykonania 1,5-2 godzin), ładne melodie, rozmaitość środków muzycznych, wspaniałą, barwną, dla nas bardzo egzotyczną instrumentację.
    Ma też - czego większość oper niestety nie ma - znakomicie rozłożone proporcje między wyrazem dramatycznym i muzycznym. Czyli nie jest tak, że dla korzyści muzycznych poświęcono przekaz teatralny (jak np. w później operze neapolitańskiej), ani że dla korzyści teatralnych nie postarano się o muzykę (jak w operach Glucka).
    Jeśli chcecie zacząć słuchać świeckiego Monteverdiego - nie ma lepszego utworu. Cykle madrygałów - z racji tego czym jest madrygał - mogą być dla początkujących słuchaczy dość monotonne.

    Czasy I dekady XVII wieku są względnie - czyli jak na tamte czasy - spokojne. Polacy właśnie utracili w Moskwie I Dymitra, co oczywiście zmagań nie kończy. W Hiszpanii i Austrii panują Habsburgowie, w Anglii od niedawna Karol I Stuart, a we Francji (już trochę) dłużej pierwszy Burbon. Włochy są podzielone na liczne kraje, w Mantui panuje światły ród Gonzagów.

  • II. Monteverdi, Nieszpory maryjne (Mantua, 1610).
    Ostatnio polecałem od czego zacząć świeckiego Monteverdiego, a dzisiaj Monteverdi kościelny. Nieszpory są niewątpliwie najlepszym dziełem kościelnym, jakie w tamtej dekadzie powstało. Są też świetnym przeglądem - w czasie ok. 90-100 minut - najważniejszych ówczesnych stylów muzyki kościelnej, czyli mamy i fragmenty chorałowe, i polifoniczne, i "stile moderno" nawiązujące do nowej muzyki Gabrieliego. Świetne melodie, znakomita instrumentacja i wreszcie to, co u Monteverdiego szczególne - balans. O ile w operze był to balans między słowem a dźwiękiem, tu jest to balans między przejrzystością nowego stylu, a kunsztowną polifonią poprzedniego. Nie ma za to ani "krzykliwości" niektórych utworów polichóralnych, ani przesadnego skomplikowania charakterystycznego dla późnych dzieł renesansowych, Gesualda, Lassa czy Byrda.

  • III. Mikołaj Zieleński, Offertoria et Communiones (1611, Wenecja)

    Nasz XVII wiek był bardziej udany niż XVIII wiek, nie tylko w historii ogólnej, ale też w historii muzyki - czyli na odwrót niż na zachodzie.
    A zaczął się tenże wiek dla muzyki polskiej w Wenecji, gdzie ów zbiór został opublikowany.
    Czy jest *lepszy* od Monteverdiego, Gabrieliego czy później Schütza? Może nie, ale raczej nie jest gorszy, przynajmniej nie od całości, jak każdemu zdarzają się utwory średnie, dobre i bardzo dobre. W każdym razie zbiór ustępuje zachodnim utworom z tego czasu tylko w jednym - dziś jest prawie kompletnie zapomniany. Trudno to usłyszeć na żywo, wybór płytowy też jest ograniczony. Film, który załączam to też oczywiście tylko wybór.

  • edytowano March 4
    IV. Carlo Gesualdo, Responsoria na Wielki Tydzień (Venosa, 1611).
    Idziemy chronologicznie do przodu, ale w stylu się cofamy. Nowoczesny, polichóralny styl Monteverdiego, Zieleńskiego, czy Gabrieliego*, związany z bazyliką w Wenecji i dworami północnych Włoch (oraz... Polski, gdzie Zygmunt III sprowadzał włoskich muzyków), nie był wtedy jedyny. W Rzymie czy Hiszpanii ciągle rozwijano "soborową" polifonię, w północnej Europie ciągle tworzono w stylu późnej polifonii flamandzkiej. Dzieła te najczęściej ustępują XVI-wiecznym oryginałom, więc je pomijam.
    Warto jednak wspomnieć o należącym do tego "starego" stylu, ale bardzo oryginalnym Gesualdzie. Bardzo zmanierowana ta polifonia, niepokojąca harmonicznie i trudna w odbiorze. Ale na Wielki Tydzień właśnie taka pasuje jak mało która.
    Gesualdo miał też fascynującą biografię, ze zwrotnym momentem przyłapania żony z kochankiem in flagranti. Należałby mu się jakiś dobry, biograficzny film, zamiast tego pseudodokumentu Wernera Herzoga.

    * nie będzie Gabrieliego w cyklu, mimo że często jest wspominany, z dwóch względów:
    - najważniejsze dzieło powstało w 1597, a cykl mamy od 1600,
    - nie ma w necie całości np. cyklu z 1615 w znośnym wykonaniu, a bez sensu dawać do cyklu utwory kilkuminutowe.
  • V. Girolamo Frescobaldi, Toccate e partite d'intavolatura di cimbalo, libro primo (Rzym, 1615)
    Podałem tytuł włoski, po polsku przejdzie po prostu jako "pierwsza księga toccat na instrument klawiszowy". Muzyka ciągle jest mało znana, a godna polecenia. Frescobaldiego cenię wiele wyżej niż współczesnych mu porównywalnych twórców północnych, czy to wirginalistów angielskich, czy Sweelincka. Przewyższa ich zdolnością tworzenia ładnych melodii, które nie dają się zdominować w gąszczu polifonii. Jednocześnie zazwyczaj utwory - zwłaszcza właśnie toccaty - są pełne dramatycznego wyrazu, jak późne madrygały Monteverdiego. Nie ma już wątpliwości, że to muzyka barokowa, z właściwym patosem, uczuciem, emocjonalnością. Frescobaldi czasowo wyprzedza też wszystkich klawesynistów francuskich - to oni uczyli się od niego, zwłaszcza Froberger, który jeszcze w cyklu pewnie się pojawi.
    Rok 1615 jest jeszcze względnie spokojny, nawet Rzeczpospolita nie toczy w tym czasie żadnej wojny. Wielkie zmagania, która wkrótce spustoszą i Polskę, i Europę jeszcze nie nadeszły. Cervantes właśnie wydał II tom "Don Kichota", Rubens namalował "Wenus w lustrze", a we Francji zmarła w wieku 62 lat Małgorzata de Valois, szerzej znana jako "królowa Margot".

  • E, już myślałem, że Kolega zaprasza, a tu takie tam mambo dżambo.
    I jeszcze nawet nie mogę wpisać Giant Steps Coltrane'a ani Take Five Brubecka.
    Trudno, niech będzie Etiuda Leworucyjna!
  • Czystą nie wiem czy mam w barku, ale zbłąkanego Forumowicza jakoś tam bym ugościł ;)
  • Ja tu tylko poczytać :)
  • peterman napisal(a):
    Ja tu tylko poczytać :)
    W rękopisie? ;-)

    Ech, ładnie to tak trollować Koledze poważny i kulturalny wątek?
  • Późny start. Hildegarda się nie łapie.
  • edytowano March 4
    .
  • Najstarsze napoje to są z końca XVII wieku.
  • @rozum

    zacne!
    Gesualdo wyróżniłbym Sacrarum cantionum quinque vocibus Liber primus 1603 a Frescobaldi - Fiori Musicali 1635 i dodałbym Monteverdiego - L'incoronazione di Poppea 1643

    powrzucam coś
  • edytowano March 4
    trep napisal(a):
    Późny start. Hildegarda się nie łapie.
    sporo rzeczy się nie łapie

    od Hildy przez ars subtilior po Ecce beatam lucem et al., w tym Gabrieli
  • Fascynujące jest to,że czytając to na telefonie wykonuję kilka gestów na ekranie i z kolumn płynie muzyka . I to nie w kiepskiej youtubowej jakości. Wszystko na wyciągnięcie palca.
  • edytowano March 4
    Próbuję coś przekleić z fejsa i mi tnie posty w połowie ... :(
  • trep napisal(a):
    Późny start. Hildegarda się nie łapie.
    Nie łapie się, bo ze średniowiecza to ciężko zebrać po 2-3 utwory z dekady. Nie "świetne" utwory - jakiekolwiek. I dwa, to kompletna egzotyka. Od Monteverdiego mamy jakąś łązcność ze "standardową" klasyką.

    Nie wykluczam kiedyś rozszerzenia wątku np. o renesans, ale wcześniej - wątpię, przynajmneij w tej formie.
  • Dziękuję za wątek- Kolega mnie chyba telepatycznie rozczytał!

    Kilka dni temu pomyślałem sobie, iż warto by bardziej zagłębić się w muzykę klasyczna i w tym celu zapytać się o repertuar jakiegoś miłośnika - najlepiej wlasnie Kolegę Rozuma na forumku.

  • Amen!
    Też dziękuję
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Próbuję coś przekleić z fejsa i mi tnie posty w połowie ... :(
    Posty tnie na emotikonkach, niektóre mają skróty klawiszowe odpowiadające jakimś znakom specjalnym tego forumka i ucina. Jedna z metod to wklejenie tekstu do notatnika tak żeby wyleciało wszystko co nie jest tekstem pisanym ale nie zawsze pomaga, trzeba cierpliwie usuwać emotikony.
  • Ech, poczciwe "Fistaszki"... taki hamerykański komiks, znaczy. Była tam taka scenka jak to dzieciaki (& pies, ma się rozumieć) leżą sobie na trawie, oglądają przepływające obłoki i komentują, z czym im się kojarzą ich kształty. Ach, ach, ę, ą: jeden widzi "Męczeństwo świętego Piotra" Caravaggia, inny "Pocałunek" Rodina, tylko tak jakby od lewej strony bardziej... a jeden chłopczyk mruczy:
    - Chciałem powiedzieć że widzę tam świnkę i konika, ale chyba zrezygnuję...

    :D

    Tak mi się jakoś skojarzyło. ;)
  • edytowano March 5
    Edit: przepraszam, miał być XVII wiek - a to ja się nie znam:)
  • Rachmaninow miał dostęp do wehikułu czasu?
  • trep napisal(a):
    Rachmaninow miał dostęp do wehikułu czasu?
    Nie, ale zorientowałem się sam, bez pomocy Kolegi.
  • edytowano March 5
    TecumSeh napisal(a):
    Edit: przepraszam, miał być XVII wiek - a to ja się nie znam:)
    Rozmawia dwóch Hipsterów

    - Lata 60-te, to była muzyka! Nie to dziadostwo, co mamy teraz.

    - Masz rację - Hendricks, Joplin, Beatlesi , Stonesi...

    - No tak, ale ja miałem na myśli lata 60-te XIX wieku...
  • Podpisywem sie szystkiemy ręcamy pod tem konsztruktywnem womtkiem. Ostatnię czasę dyszkursy polityczni ino mie denerwywajo, a znowusz syfonie albosz insze mniłe bżdonkenia - uspokajajo.
  • MarianoX napisal(a):
    TecumSeh napisal(a):
    Edit: przepraszam, miał być XVII wiek - a to ja się nie znam:)
    Rozmawia dwóch Hipsterów

    - Lata 60-te, to była muzyka! Nie to dziadostwo, co mamy teraz.

    - Masz rację - Hendricks, Joplin, Beatlesi , Stonesi...

    - No tak, ale ja miałem na myśli lata 60-te XIX wieku...
    Haha ja tak Żonie mówię.
    - posłuchamy czegoś z lat 80.
    - Queen, Jackson?
    - Nie, Mozart.

    Jak ktoś chce coś wrzucić nawet nie w temacie epoki, nie widzę przeszkód, przecież moje wpisy od tego nie znikną. A czemu sam daję chronologicznie? No mam powody :)

    Otóż w książkach o historii muzyki, nawet tych najlepszych, zauważyłem, że jest mocna tendencja do omawiania kompozytora po kompozytorze. Poniekąd jest to zrozumiałe, chcemy na szybko niezbędne informacje o Bachu i bach, wszystko na miejscu. Tylko że historia muzyki tak się nie działa...

    Weźmy np. Mozarta i Haydna. Zazwyczaj najpierw omawia się Haydna, bo starszy. I dostajemy w książce kolejno informacje o dajmy na to Symfonii pożegnalnej, symfoniach paryskich, symfoniach londyńskich i Stworzeniu świata. Kończymy, Haydn umiera w okupowanym Wiedniu. I dopiero potem jazda z Mozartem, omawiamy kolejno cudowne dziecko obwożone przez Europę, "małą" symfonię g-moll, Don Giovanniego, Requiem.

    A jak to było *naprawdę* po kolei?
    - cudowne dziecko obwożone przez Europę (początek lat 1760.)
    - Symfonia pożegnalna Haydna (1772)
    - "mała" symfonia g-moll Mozarta (1773)
    - symfonie paryskie Haydna (1785-86)
    - don Giovanni (1787)
    - Requiem Mozarta (1791), niedokończone i umiera w trakcie
    - symfonie londyńskie Haydna (1791-95)
    - Stworzenie świata Haydna (1799)

    Oczywiście wybór tych utworów dałem przykładowy, ale celowo zestawiłem tu zwłaszcza Symfonię pożegnalną i "małą g-moll", każdy kto je zna dostrzeże podobieństwo, a wręcz inspirację. Dzieli je, co nieprzypadkowe, zaledwie ok. rok. W przeciętnej książce dzieli je większość twórczości Haydna i dzieciństwo Mozarta, chyba że ktoś wprost zrobi odnośnik.
    A i tak dałem dla prostego przykładu 30 lat z XVIII wieku, z których pamięta się dwóch klasyków, jak wejdziemy w XIX wiek to wypaczenie wyjdzie jeszcze większe.
  • I też czemu zacząłem od XVII wieku? Raz, że tak wskazuje chronologia. Ale nadto jego muzykę uważam za najbardziej niedocenianą.

    Kogo kojarzymy z barokiem w sztukach wizualnych? Berniniego, Borrominiego, Caravaggia, Rubensa, Velazqueza, van Dycka, Vermeera, Rembrandta. Nie uważając się za znawcę sztuki innej niż muzyka tych wymienię bez problemu z pamięci. A kogo wykształcony, ale nie koneser, wymieni z muzyki baroku? Bez wahania: Bach, Handel, Vivaldi.
    Jak sprawdzimy, kiedy żyli i tworzyli wymienieni wyżej twórcy sztuki wizualnej, to wszyscy bez wyjątku w XVII wieku. A barokowa trójeczka muzyczna w XVIII, jak Bach i Handel się rodzili to Rubens nie żył już od 45 lat.
  • A Thomasa Tallisa można wrzucić?
  • Michał5 napisal(a):
    A Thomasa Tallisa można wrzucić?
    Jeszcze raz: to jest forum dyskusyjne, czyli każdy użytkownik może coś napisać, wrzucić. Nie mam z tym żadnego problemu.
    Natomiast sam będę wrzucał w porządku chronologicznym, wybrane przez siebie, z krótkim wprowadzeniem, po prostu.

    A Tallis to bardzo ciekawy kompozytor, a poza Anglią raczej niedoceniany. Ja lubię zwłaszcza jego "Lamentacje Jeremiasza".
  • Berek napisal(a):
    Ech, poczciwe "Fistaszki"... taki hamerykański komiks, znaczy. Była tam taka scenka jak to dzieciaki (& pies, ma się rozumieć) leżą sobie na trawie, oglądają przepływające obłoki i komentują, z czym im się kojarzą ich kształty. Ach, ach, ę, ą: jeden widzi "Męczeństwo świętego Piotra" Caravaggia, inny "Pocałunek" Rodina, tylko tak jakby od lewej strony bardziej... a jeden chłopczyk mruczy:
    - Chciałem powiedzieć że widzę tam świnkę i konika, ale chyba zrezygnuję...

    :D

    Tak mi się jakoś skojarzyło. ;)
    Szczegóły trochę inne, ale to chyba to:

    image
  • :D

    Niektórzy ludzie są geniuszami.
  • No to niech zabrzmi.
    Jako skromniutkiej chorzystce, szczególnie bliskie
  • i dla Autrora wątku
  • edytowano March 17
    VI. Samuel Scheidt, Ludi Musici (Hamburg, 1621)
    Wkraczamy wreszcie do Niemiec i w lata 20. Kompozytor ten jest dziś praktycznie zupełnie zapomniany. A nieoceniony Manfred Bukofzer wymieniał go jeszcze jako jednego z 4 "wielkich S" niemieckiego baroku - oprócz niego Sweelincka, Schütza i Hermanna Scheina. Nie ukrywam, że kiedy pierwszy raz ten zestaw przeczytałem, a słuchałem muzyki także niemieckiego baroku od wielu lat, mocno mnie zaskoczył, bo tylko jednego muzykę kojarzyłem, jednego nazwisko - a dwu wcale (Scheina i Scheidta).
    Zbiór "Ludi Musici" zawiera głównie utwory taneczne, właśnie ludowe z ówczesnych Niemiec. Różnica między sztuką "wysoką" a "powszechną" nie była wtedy, zwłaszcza z muzyce instrumentalnej, tak wyraźna. Przy takiej zapewne i podobnej muzyce bawili się Prażanie za "króla zimowego", którego rok wcześniej cesarskie wojska pogoniły po słynnej bitwie pod Białą Górą.
    Wojnę trzydziestoletnią wymieniam nie tylko dla czysto historycznego kontekstu. Obawiam się bowiem, że spustoszenie Niemiec opóźniło tam rozwój muzyki o jakieś pół wieku.

  • edytowano March 17
    Chciał dać Schütza, ale Kolega ubiegł.
    I dobrze, bo zacny z niego protestant.
    A skoro wojna trzydziestoletnia. Pierwsza wojna totalna w Europie.
    To i nswixko mało znane.
    Johannes Nucius
    Polecam z kilku względówimage
    https://www.amazon.com/Nucius-Sacred-Motets-Alsfelder-Vokalensemble/dp/B01N384BMZ
  • @MarianoX,

    Myślałem na tym problemem trochę, bo parę osób na forumkach i nie tylko mnie już pytało "od czego zacząć". I tu jest pewien problem, bo najprościej im powiedzieć "ja zacząłem od ...". Tylko że to dla wielu ludzi może być zupełnie nieadekwatne a to z dwóch względów. Jeden oczywisty i subiektywny, po prostu to, że mnie się coś spodobało, to nie znaczy, że komuś innemu się spodoba. Zapewne z symfonii Beethovena większość melomanów wskaże na IX jako ulubioną, ja lubię ją najmniej z całego cyklu. Większość osób pewnie woli muzykę romantyczną, która przemawia do uczuć, a nie klasyczną, która przemawia do intelektu, ja wolę klasyczną.
    A drugi jest obiektywny i dotyczy nie tylko muzyki. Kiedyś sięgaliśmy po to, co było. Jakieś kasety, które były w domu, repertuar radia, w moim przypadku dość obszerny na owe czasy, ale i tak przecież ograniczony zasób płytowy wojewódzkiej biblioteki w Krakowie. Internet, który miałem parę lat później (od 2003 r.) też był inny niż dziś.
    Dziś jest wszystko i to na wyciągnięcie ręki. Na yt jest muzyka wystarczającej jakości dla przyjemnego się z nią zapoznania, jasne, cd na dobrym odtwarzaczu da jeszcze lepsze brzmienie, ale to z yt nie jest złe.
    Więc ja sięgałem, po to, co było i co mnie potencjalnie interesowało. Po wysokim wyniku w olimpiadzie i bez dalszych planów zawodowych w tym temacie nie miałem żadnego "ciśnienia" na poznanie wszystkiego obiektywnie. I po kolejne rzeczy sięgałem czasem dlatego, że te, którymi interesowałem się najpierw po prostu się już wyczerpywały.
  • Tenebrae Choir

    Tak podrzzucam :)
  • edytowano June 18
    VII. Dario Castello, Sonate Concertate in Stil Moderno, Libro II (Wenecja, 1629)

    Już z tytułu widać, że nie są to pierwsze sonaty w dziejach, a nawet pierwsze tego kompozytora. Jednak jak na sonaty są bardzo wczesne. W XIX wiecznych opracowaniach można przeczytać, że pierwsze sonaty pisali Biber i Corelli (koniec XVII wieku), jak widać nie. A czym jest sonata? Na przestrzeni wieków dalibyśmy różne definicje, sonaty Beethovena mają inną budowę, skład instrumentalny i brzmią inaczej niż sonaty Corellego. Ale wspólne cechy są - utwór ma być instrumentalny, zasadniczo na niewielki skład, ma być podzielny na części i każda część ma ze względów muzycznych przypisane miejsce. Nie możemy zamienić kolejności, bo to będzie źle brzmiało. Jak w suicie tanecznej czy balecie zamienimy kolejność to nic się nie stanie, Grieg i Czajkowski w skróconych wersjach dzieł scenicznych dają inną kolejność. Schemat sonaty to w zasadzie najkrótsze wytłumaczenie większości tzw. muzyki klasycznej, poważnej.

    ... czyli co ten Castello jakaś archiwistyka, pierwsze sonaty wygrzebane z XVII wiecznego lamusa, żeby historyk zobaczył sobie rozwój formy? Zdecydowanie nie. Nie polecam sonat Castella dlatego, że są stare, ale dlatego że są bardzo dobre. W późniejszych sonatach nie będziemy mieli ani tej świeżości i bogactwa melodii z czasów przedtonalnych, ani tego bogactwa barwy tamtych instrumentów, efektów echa i dźwiękowego splendoru tamtej Wenecji. Ten sam świat usłyszymy u Monteverdiego, a tu słyszymy go ubranego w pierwociny formy sonatowej i w wydaniu czysto instrumentalnym.

    Tamten świat nie będzie trwał wiecznie. Wenecja politycznie utraci na znaczeniu przez rozwój "atlantyckich" potęg morskich, a muzycznie przez Habsburgów, którzy z Neapolu i Wiednia uczynią nowe muzyczne centra. W latach 20. XVII wieku ciągle jeszcze Wenecja jest szczęśliwa, ale nie jest beztroska. Mimo iż nie przelewają się tam wojska Mansfelda i Wallensteina, to od skutków wojny trzydziestoletniej nikt nie jest wolny. Wojny skutkują m. in. roznoszeniem zaraz. Dżuma, która pod koniec lat 20. wybucha w Lombardii, opisana w "Narzeczonych" Manzoniego, dotrze także do Wenecji. Dario Castello umarł na tę zarazę w 1631 r. w wieku ledwie 29 lat.



    To wykonanie jest najpełniejsze z dostępnych na yt, niestety skład instrumentalny ograniczyli prawie wyłącznie do skrzypiec, co w tak wczesnej muzyce zawsze jest trochę fantazją wykonawcy, jak zerkniemy do nut to jest najczęściej tylko pierwszy i drugi głos, bez oznaczenia instrumentu. Zachęcam do poszukania poszczególnych sonat też w innych wykonaniach.

    Dziękuję @trep i @christoph za motywacyjne przypomnienie :)
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    trep napisal(a):
    Późny start. Hildegarda się nie łapie.
    Nie łapie się, bo ze średniowiecza to ciężko zebrać po 2-3 utwory z dekady. Nie "świetne" utwory - jakiekolwiek. I dwa, to kompletna egzotyka. Od Monteverdiego mamy jakąś łązcność ze "standardową" klasyką.

    Nie wykluczam kiedyś rozszerzenia wątku np. o renesans, ale wcześniej - wątpię, przynajmneij w tej formie.
    Średniowiecze to najwspanialsza epoka w historii muzyki. Ogromna różnorodność ośrodków, stylów, instrumentarium, wielka rozpiętość tematyki i przeznaczenia utworów. Niezmierzony repertuar, powstający w ciągu 1000 lat - i co najważniejsze, zanotowany.
    To właśnie wówczas wykształciła się muzyka europejska, z jej teorią, notacją, instrumentarium i z najbardziej specyficzną cechą tej muzyki, jaką jest wielogłosowość. Pod względem liczby arcydzieł średniowiecze przewyższa każdą kolejną epokę.
  • Przyznam, że choć kocham muzykę średniowieczną (szczególnie włoska odmianę ars subtilior), to jednak byłbym sceptyczny co do ostatniego zdania.
  • Sam Graduał to ogromna liczba arcydzieł muzycznych, a przecież to tylko wąski wycinek twórczości chorałowej
  • Kwestia subiektywna, ja uważam, że muzyka rozwijała się, była coraz lepsza do końca XVIII wieku. Potem od romantyzmu był zjazd.
    Dlatego klasycyzm uważam za najlepszą epokę, był na szczycie. Lepszy od baroku, ten lepszy od renesansu, a ten od średniowiecza. Natomiast epok dawnych nigdy nie ganię, bo każda z nich była najlepsza w swoim czasie, nic przed nimi nie było tak dobre.

    Z romantyzmem jest na odwrót. Lubię niektórych kompozytorów muzyki romantycznej, ale była gorsza od klasycyzmu. No i lepsza od muzyki XX wieku. Ale nie była już najlepszym co powstało do tej pory. Dlatego często ją krytykuję.

    Jeżeli Koleżanka ma ochotę założyć własny cykl o muzyce średniowiecznej, to chętnie poczytam i posłucham, zapewne zresztą nie tylko ja.
  • VIII. Girolamo Frescobaldi, Arie musicali (Florencja, 1630)
    Kończymy coraz bardziej ponure lata 20. Europa jest niespokojna, wojna Habsburgów z niemieckimi wasalami coraz bardziej rozlewa się na Europę. W lipcu 1630 r. Gustaw Adolf przepływa przez Bałtyk i w okolicach Szczecina rozpoczyna marsz w głąb Rzeszy.
    Włochy pozostają jednak na uboczu tych wydarzeń, zwłaszcza te środkowe, w tym Toskania z Florencją.
    Co do wrzuconej na grupce na fejsie muzyki Hermanna Scheidta jeden z forumowiczów, nie wiem czy bardziej przewrotnie czy szczerze, wyraził się, że to "całkiem ładny pop" czy coś takiego. Nie traktuję tego jako obelgę wobec takiej muzyki, ludzie zawsze śpiewali, cieszyli się, mieli własne "piosenki" mniej skomplikowane niż współczesna muzyka religijna czy bardziej ambitna. Nie znaczy to, że muzycznie było to gorsze, nie zawsze muzyka bardziej złożona jest lepsza.
    Zbiór Frescobaldiego uważam za chyba najciekawszy świecki zbiór miniatur wokalnych z wczesnego baroku (a może i z całego baroku). Charakterystyczna dla Frescobaldiego swoboda, rozmaitość środków wyrazu, nietrzymanie się formalnych schematów tworzy różnorodny zbiór, którego dobrze się słucha nawet przy dłuższym kontakcie. Niektóre wesołe, niektóre smutne, jedne szybsze, inne w umiarkowanym tempie. Czy lepsze niż późne madrygały Monteverdiego, lepsze niż opery Landiego czy Cacciniego? Lepszość trudno oceniać w muzyce, mnie się tego słucha przyjemniej.

    https://www.youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_laR5g37imO01ycP9qKuwf2YJ8wXOalJbQ
  • Piękno muzyki.
    Lat temu sporo będąc na Węgrzech zaszłam do skromnej, wiejskiej czadry, z gronem chyba stałych bywalców, co to chwilę temu wrócili z roboty w polu i przyszli na stakan wina. Nagle z ławy podniósł się gościu ok. 50 letni, wziął do rąk skrzypce i zaczął grać. Było to coś niesamowitego. Karczma z podziwem słuchała, a on grał i grał tak pięknie, że dreszcz przechodził. Wielki, wielki artysta. Spytam siedzącą obok młodą Madziarkę ( gadka po rusku, bo i oni uczyli się tego jęz. obowiązkowo), kto to jest ten wiejski grajek.
    Uśmiechnęła się. - To nasz miejscowy artysta, tu urodzony. Przyjechał na urlop, w odwiedziny do swoich, z Wiednia, gdzie jest znanym skrzypkiem, profesorem konserwatorium. A dla nas po prostu swojakiem.
    Na zakończenie profesor - chłop zagrał ognistego czardasza. Do dziś mam go w uszach i często nucę.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.