Sztuka, która zaginęła: dysputa scholastyczna

loslos
edytowano June 5 w Forum ogólne
We wczesnym okresie rozwoju dysputa naukowa nie miała sformalizowanego charakteru, pod koniec w XVI wieku niektóre jej elementy dla nas już będą wyglądać groteskowo. Z dysputy scholastycznej wywodzą się zarówno sposób prowadzenia procesu sądowego jak debata oksfordzka.

Dysputę prowadził mistrz zwany z łacińska magistrem, tezę proponował defendens a próbował ją obalić arguens. Strony przemawiały na zmianę, głosu udzielał mistrz, jako pierwszy mówił defendens, na koniec debatę podsumowywał mistrz. Dopuszczalne były pytania i uwagi z sali i uwagi ad vocem - wtedy głosu udzielał przemawiający ale nie miał takiego obowiązku. Mistrz miał prawo w dowolnym momencie przerwać każdemu dyskutantowi i skomentować.

Posługiwano się logiką modalną: każda teza była uznana za prawdziwą, fałszywą lub prawdopodobną. Argumentem ostatecznym były Ewangelie; listy, Dzieje Apostolskie, Stary Testament i pisma Arystotelesa miały niższą rangę. Nie akcentowano specjalnie odwołań do empirii choć jej nie zaprzeczano. Na każdą tezę dyskutanta jego oponent odpowiadał: concedo, nego albo distinguo czyli zgadzam się, nie zgadzam się albo rozróżniam, po czem następowało uzasadnienie wypowiedzi. Najciekawiej oczywiście było po distinguo, kiedy dyskutant próbował analizować tezę oponenta pokazując, że miesza on pojęcia.

I komu to przeszkadzało?

Komentarz

  • edytowano June 5
    Renesans, Oświecenie, Romantyzm ;) bo obecny postmodernizm, to kolejne popłuczyny po tamtych konceptach.
    A przeca o wiele łatwiej krzyknąć 'czuję się urażony', niż mozolnie poznawać sztukę retoryki.
  • Argumentem ostatecznym były Ewangelie; listy, Dzieje Apostolskie, Stary Testament i pisma Arystotelesa miały niższą rangę.
    Czyli dysputa scholastyczna z definicji nie nadawała sie do innych dziedzin niż teologia, ewentualnie filozofia?
    Pytam bo w tym widzę przyczynę dla której się tak bardzo rozwinęła oraz dlaczego obecnie została "zapomniana".
  • loslos
    edytowano June 5
    Dla przykładu:

    Defendens: Missa Tridentina to samo centrum naszej cywilizacji.

    W tym momencie jest to teza prawdziwa, bo jeszcze nikt jej nie zaprzeczył. Ale już zaraz...

    Arguens: Nego, Missa Tridentina nie jest samym centrum naszej cywilizacji.

    Już teza defendensa spada na poziom "prawdopodobne", bo została sformułowana kontrteza i nikt jej nie zaprzeczył. Defendens nie może oczywiście odpowiedzieć "nego", bo zrobiłby się sketch Moty Pythona: yes, it is, no, it isn't, yes, it is, więc odpowiada "distinguo" i po kolei wyjaśnia, co to takiego centrum, co to jest cywilizacja, jak wygląda cywilizacja nasza, co to jest Missa Tridentina i dlaczego to akurat ona jest tym centrum. I na to arguens też musi coś odpowiedzieć.

    Nie wiem jak wam ale mnie się to bardzo podoba.
  • wojtek napisal(a):
    Argumentem ostatecznym były Ewangelie; listy, Dzieje Apostolskie, Stary Testament i pisma Arystotelesa miały niższą rangę.
    Czyli dysputa scholastyczna z definicji nie nadawała sie do innych dziedzin niż teologia, ewentualnie filozofia?
    Eee... bo się zawiesiłem, to wprowadzało naturalne ograniczenie spekulacji, czyli świat materialny nie może być w sprzeczności z Objawieniem, które go stworzyło. To właśnie scholastyka przyczyniła się do nieprawdopodobnego rozwoju Nauki, bo porządkowała argumentację (patrz źródłosłów) i sposób prowadzenia sporów. Drugim fundamentem, już ery nowożytnej, były dla mnie prace Poppera, ale nie te o społeczeństwie, tylko o logice odkrycia naukowego.
    Dla mnie jeden z fundamentów, to przejście do dalszego etapu dyskusji, pomimo braku zgody na obecnym etapie.
    Odrzucenie scholastyki spowodowało kocopoły w typie: Koń jaki jest, każdy widzi lub naukowiec, to człowiek, którego inni naukowcy uważają za naukowca ;)

  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Renesans, Oświecenie, Romantyzm ;) bo obecny postmodernizm, to kolejne popłuczyny po tamtych konceptach.
    A przeca o wiele łatwiej krzyknąć 'czuję się urażony', niż mozolnie poznawać sztukę retoryki.
    +100

    Ostatnio bardzo często można usłyszeć wszechobecną frazę "odnoszę wrażenie, że" zamiast uważam, twierdzę, zauważyłem, dostrzegam itd. To też jest bardzo wygodne.
  • MarianoX napisal(a):
    Ostatnio bardzo często można usłyszeć wszechobecną frazę "odnoszę wrażenie, że" zamiast uważam, twierdzę, zauważyłem, dostrzegam itd. To też jest bardzo wygodne.
    Często jest po prostu bardziej uczciwe.

  • wojtek napisal(a):
    Argumentem ostatecznym były Ewangelie; listy, Dzieje Apostolskie, Stary Testament i pisma Arystotelesa miały niższą rangę.
    Czyli dysputa scholastyczna z definicji nie nadawała sie do innych dziedzin niż teologia, ewentualnie filozofia?
    Pytam bo w tym widzę przyczynę dla której się tak bardzo rozwinęła oraz dlaczego obecnie została "zapomniana".
    Dwie rzeczy zaszkodziły dyspucie scholastycznej - rozwój nauk poznawczych i protestantyzm. Empiria obaliła autorytet Arystotelesa w dziedzinie fizyki, co poważnie zaburzyło mechanizm odwoływania do autorytetu, a odwołanie do doświadczenia jest metodologicznie trudniejsze. W poważniejszy sposób metodzie scholastycznej zaszkodzili protestanci. Musimy sobie uświadomić kim oni byli - niewykształconymi księżulami z niemieckiej prowincji, którzy nawet łacinę słabo znali. Z wyćwiczonym dyskutantem z Padwy czy Bolonii taki by nie wytrzymał minuty, więc zrobili to, co Żydzi półtora tysiąclecia wcześniej - unieważnili całą metodę. Mało co zostało tak wyszydzone jak scholastyka, prawda?

    Metoda dialektyczna oczywiście nadaje się do wszystkich dziedzin, nawet w fizyce są rzeczy, które wymagają doprecyzowania. W klasycznej mechanice rozumowanie przez "przecież widać" się broni ale już z termodynamiką nie jest tak łatwo, nie mówiąc o fizyce kwantowej. Współczesna teoria wiedzy zdecydowanie wskazuje na pożyteczność metody dialektycznej.
  • A, jest bardzo ciekawy123 artykuł abpa Wielgusa (tego) m.in. o dyspucie scholastycznej https://konserwatyzm.pl/abp-s-wielgus-o-micie-ciemnego-sredniowiecza-i-swiatlej-nowozytnosci-polemicznie/
  • W klasycznej mechanice rozumowanie przez "przecież widać" się broni ale już z termodynamiką nie jest tak łatwo,

    Didtinguo
    Jedynie w bardzo uproszczonych sytuacjach, gdy wymagana precyzja eksperymentu jest niewielka. Tylko wtedy działają rozwiązania analityczne, których stosowalność dotyczy wyłącznie idealnych warunków. Realne modelowanie odbywa się metodami numerycznymi, co oznacza btak determinizmu i całkowicie zerową wiarygodność przewidywań. Zerową, ponieważ najlepsze centrum badawcze ma dziś dokładnie takie szanse by trafić wartości parametrów stanu w niskich warstwach atmosfery o godzinie 12.00 w dniu 11 sierpnia w okolicy Morskiego Oka, jak baca przechadzający się właśnie po Krupówkach. (Przykład dotyczy wprawdzie średnich i odchyleń a nie położeń, pędów, momentów pędu, lecz jest adekwatny, bo trajektorie fazowe wynikają wyłącznie z postaci równań różniczkowych, a nie z natury czy metodologii opisu zjawisk).
  • Kwestionowanie trafności prognoz dokonywanych z wyprzedzeniem kilkudziesięciodniowym nie jest pozbawione sensu.
    Uzasadnienie
    W jednym z filmów przedstawiającym grożące nam katastrofę klimatyczną użyto argumentu że istniejące modele wykazują, że zmiana średniej temperatury ( abstrahując od tego czy da się ją dokładnie wyznaczyć i porównać z okresami wcześniejszymi) oznacza zagładę Ziemi. Inne z kolei na przełomie wieków miały stanowić argumenty w dyskusji o ewolucji. Szanownych inżynierów pracujących z inżynierską dokładnością proszę o powstrzymanie się od życzliwych uśmiechów.
  • los napisal(a):
    Dla przykładu:

    Defendens: Missa Tridentina to samo centrum naszej cywilizacji.

    W tym momencie jest to teza prawdziwa, bo jeszcze nikt jej nie zaprzeczył. Ale już zaraz...

    Arguens: Nego, Missa Tridentina nie jest samym centrum naszej cywilizacji.

    Już teza defendensa spada na poziom "prawdopodobne", bo została sformułowana kontrteza i nikt jej nie zaprzeczył. Defendens nie może oczywiście odpowiedzieć "nego", bo zrobiłby się sketch Moty Pythona: yes, it is, no, it isn't, yes, it is, więc odpowiada "distinguo" i po kolei wyjaśnia, co to takiego centrum, co to jest cywilizacja, jak wygląda cywilizacja nasza, co to jest Missa Tridentina i dlaczego to akurat ona jest tym centrum. I na to arguens też musi coś odpowiedzieć.

    Nie wiem jak wam ale mnie się to bardzo podoba.
    Kolega wyraźnie mnie wywołał. Myślę, że wątek to piękna idea, ale warto - przynajmniej na tym forum - dodać kilka uzupełnień.
    1) Szczerą chęć wszystkich dyskutantów faktycznego dojścia do prawdy nad sztywne reguły. Te reguły są pewnie i znakomite, ale jakoś rzadko ostatnio powszechnie stosowane, więc i mało znane)

    2) Walkę z pierwszym grzechem głównym.

    3) Na koniec - jak to zostało napisane na początku "Argumentem ostatecznym były Ewangelie". Myślę, że nie tylko argumentem ostatecznym, ale i nad całą dyskusją powinna się unosić Ewangelia, a zwłaszcza streszczenie Dekalogu, które u św. Marka znajduję się w rozdziale 12, 28-34
  • loslos
    edytowano June 7
    Skrzypek napisal(a):
    Szczerą chęć wszystkich dyskutantów faktycznego dojścia do prawdy nad sztywne reguły.
    To nie jest tradsowski pogląd. Co gorsza - to jest pogląd, którym 500 lat temu wojowali protestanci. Taką wyrywność parodiował zresztą Chesterton tekstami: "szczere pragnienie sprawiedliwości nad wszystkie kodeksy świata" czy "szczera chęć dojścia do zdrowia nad sztywne reguły medycyny i higieny." Osiągnięciem naszych przodków i to takim które można naprawdę nazwać samym centrum naszej cywilizacji jest zauważenie, że do zdrowia najlepiej prowadzą sztywne reguły medycyny, do sprawiedliwości sztywne reguły prawa a do prawdy sztywne reguły logiki. Niektórzy z tych formalistów wyniesieni zostali na ołtarze.

    Jeden z tych świętych wyjaśniał dlaczego sztywne reguły są takie ważne. Otóż - człowiek ma trzy dusze: anima vegetalis, anima animalis i anima intellectualis. Tylko anima intellectualis jest nieśmiertelna i przypadkiem jest to akurat ta dusza, która rozpoznaje sztywne reguły. Przykro mi to stwierdzić ale logika od Boga pochodzi.

  • los napisal(a):
    A, jest bardzo ciekawy123 artykuł abpa Wielgusa (tego) m.in. o dyspucie scholastycznej https://konserwatyzm.pl/abp-s-wielgus-o-micie-ciemnego-sredniowiecza-i-swiatlej-nowozytnosci-polemicznie/
    Dzięki za ten link, bardzo.
    poczytuję etapami, bo laptoka w grzedy nie wezme, ale tak nawet lepiej smakuje.

  • Wpiśnik tego wątku to wielki marzyciel. Dysputa? Już dawno w postaci zezwłoka spoczywa w krainie zapomnienia. A że żal...Cóż.
  • Obecnie standardem "dyskusji" a właściwie zastępującej ją walki propagandowej jest dyskredytacja: osoby rozmówcy bądź źródeł na jakie się powołuje za pomocą technik oszczerstw, dyfamacji i celowych przekłamań.
  • Tyle ględzenia, jakby nie było prościej poczęstować spierdalajem.
  • Za bardzo nowoczesny. My chcemy tradsowsko.
  • edytowano June 8
    Defendens:
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Tyle ględzenia, jakby nie było prościej poczęstować spierdalajem.
    Arguens:
    Nego. Zbyt częste i zbyt szybkie posty "spierdalayowe" nazbyt szybko kończą ględzenie. "Tyle" (ględzenia) nie przebiło nawet jednej strony (wuwuwu), a oczekiwania są zwykle większe, tak na pierdylion stron (wuwuwu).

    (Na szczęście nikt jeszcze nie poczęstował!)
  • Ad vocem: regulamin forum starający się minimalizować argumenta ad personam ma dokładnie ten sam cel co principia dysputy scholastycznej - aby rozmowa w ogóle była możliwa.

    Uwielbiam bijatyki, choć w tym wieku nie uchodzi mi już uczestniczyć, ale muszą być one na pięści. Na słowa jest zbyt genderowo.
  • edytowano June 8
    O czem los zapomniał:
    - rozpoczynając dyskusję, poza chęcią wygłoszenia swoich tez, jesteśmy ciekawi argumentów innych, więc pozwalamy im je wygłosić oraz z uwagą ich wysłuchujemy,
    - wypowiedzi powinny być zwarte i w miarę związane z tematem dyskusji,
    Jeżeli o tym zapomnimy, to mamy, w zależności od intensywności i ekspresji emisji głosu:
    - naprzemienne kazanie, czyli pouczanie z wyższości moralnej,
    - naprzemienny wykład, czyli pouczanie z wyższości intelektualnej,
    - kłótnię, naprzemienną lub równoczesną
  • A bijatyki nie ma. A to jest najfajniejsze.
  • los napisal(a):
    A bijatyki nie ma. A to jest najfajniejsze.
    czasem nie ma bijatyki, wystarczał jeden szczau
    jak to Mikołaj z Miry uczynił
  • To najfajniejsze ale czeba uważać aby nie przegapić.
  • christoph napisal(a):
    czasem nie ma bijatyki, wystarczał jeden szczau
    jak to Mikołaj z Miry uczynił
    (Czy poprawnie?)

    image

  • Już w zasadzie napisano, ale podsumujmy:
    Metoda scholastyczna nadawała się do prowadzenia kulturalnych dyskusji ludzi z autorytetem na tematy teologiczne, ewentualnie spekulatywnej filozofii, nie nadawała się do rozwoju nauk przyrodniczych, empirycznych. Protestanci nie byli kulturalnymi ludźmi z autorytetem, więc niszczyli tę metodę. Przy braku metody zwłaszcza w krajach protestanckich rozkwitły nauki przyrodnicze i empiryczne - oczywiście jako skutek uboczny i niezamierzony patrząc z punktu widzenia protestanckich kaznodziejów ale chwalebny biorąc pod uwagę dalszy rozwój Europy i tych krajów.
    Serio jest za czym tęsknić?
  • Dobra, panowla, a tak poza wszystkim, to czym przedmiotowa debata stochastyczna różni się od metody naukowej?
  • Mniej więcej tym czym debata od nauki ;)

    "Metodę naukową" możemy różnie definiować w zależności od przyjętych założeń. Ale generalnie największa różnica jest w roli eksperymentu i autorytetu.
  • No i pięknie. Morał taki, że tam gdzie można eksperymentować stosujemy jedno, a tam gdzie nie -- drugie. Trudno o experyment z Panem Bogiem, więc tu kończy się na autorytecie Pisma i Tradycji.

    Natomiast z filozofią jest zabawnie. Tak ze 20 lat temu jeden kolo udowodnił experymentalnie (choć bardziej z obserwacji), że JJ Rousseau mylił się plotąc o tym, że dziecko rodzi się dobre, a potem cywilizacja je deprawuje. Naukowo dowiedziono, że dziecko stosuje znacznie więcej przemocy niż dorosły. Szczyt przemocy fizycznej jest w wieku 2-3 lat, a potem dziecko socjalizując się uczy się alternatywnych metod dyskusji. Szach-mat lewaki!
  • Tak, z filozofią jest tak, jak to powiedział ostatnio jeden fizyk w Radiu Maryja, że jak już coś da się naukowo przebadać, to trzeba na ten temat przestać filozofować.
  • teraz są debaty oxfordzkie. Dobre, bo uczą argumentowania i wystąpień publicznych.

    Złe, bo wygranego ustala się w demokratycznym głosowaniu, relatywizują prawdę (chodzi w nich o przekonanie głosujących, a nie o dojście do prawdy) no i z góry debatujący mają wyznaczoną stronę - mają bronić lub obalać tezę. Niejawna jest przestrzeń pojęć i aksjomatów. Ale głosi się elegancko w sformalizowanych wystąpieniach. Dzieciaki uczą się, jakie znaczenie mają kolejne wystąpienia (kiedy wprowadza się argumenty i jak można podsumowując wygrać przegraną debatę.

    Idealne do świata, w którym nie istnieją pojęcia obiektywnego dobra i zła.
  • KazioToJa napisal(a):
    teraz są debaty oxfordzkie.

    Idealne do świata, w którym nie istnieją pojęcia obiektywnego dobra i zła.
    Czyli, po mojemu, bardzo, ale to bardzo niedobre.
    Nie tak dawno doszłam do wniosku, że albo ten świat nie dla mnie, albo ja nie dla tego świata.
    Alternatywa wykluczająca.
    Dodatkowe założenie - świata, panie, nie zmienisz (prawda poparta empirią osobistą;)

    Wniosek końcowy - jeden, oczywisty :D

  • Maria napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    teraz są debaty oxfordzkie.

    Idealne do świata, w którym nie istnieją pojęcia obiektywnego dobra i zła.
    Czyli, po mojemu, bardzo, ale to bardzo niedobre.
    Nie tak dawno doszłam do wniosku, że albo ten świat nie dla mnie, albo ja nie dla tego świata.
    Alternatywa wykluczająca.
    Dodatkowe założenie - świata, panie, nie zmienisz (prawda poparta empirią osobistą;)

    Wniosek końcowy - jeden, oczywisty :D

    światła się pod korcem nie chowa, jak wiemy od naszego Pana.
    Zmieniamy świat, jak sól. Jeśli się światu odbierzemy, któż straci on smak. W Polsce nihilistów jest mało, jednak większość ludzi wie, że jest dobro i zło.
    W Rzymie chrześcijanie byli wszędzie i zmienili to pogańskie imperium.
    Dlatego zachęcałam dziewczynki, żeby brały udział w tych debatach. Tym bardziej, że nikt inny nie podjął trudu organizowania dzieciakom dyskusji.
  • edytowano June 8
    Maria napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    teraz są debaty oxfordzkie.

    Idealne do świata, w którym nie istnieją pojęcia obiektywnego dobra i zła.
    Czyli, po mojemu, bardzo, ale to bardzo niedobre.
    Nie tak dawno doszłam do wniosku, że albo ten świat nie dla mnie, albo ja nie dla tego świata.
    Alternatywa wykluczająca.
    Dodatkowe założenie - świata, panie, nie zmienisz (prawda poparta empirią osobistą;)

    Wniosek końcowy - jeden, oczywisty :D

    Mam dokładnie tak samo, ja Koleżanka - normalnie non plus ultra. Żywię tylko nadzieję, że ten świat do którego najwyrażniej nie bardzo pasuję to właśnie "ten świat" w sensie biblijnym
  • @Kazio - oczywiście i popieram - też bym córkę wysyłała.
    Temat jednak dużo szerszy, bo w ogóle coraz bardziej zastanawiam się, jak przygotowywać młode pokolenie do życia. Do życia we współczesnym świecie, w którym siłę argumentów zastąpił argument siły.
    Z pewnością na wojowników. Ale jakimi metodami?
    Tu już tekst Jorgego był mi dobrą inspiracją - nie może być tak, żeby wróg nas tłamsił - wykluczone.
    Temat wart oddzielnego wątku.
    Może go założę, jak już się uporam ze swoją robotą.

    A swoją drogą, bardzo jestem ciekawa tematów takiej debaty oksfordzkiej. Zwłaszcza jeśli wynik rozstrzyga głosowanie. Możesz podać przykład?
  • Debata oksfordzka dla mnie jest OK, bo ma ćwiczyć ludzi do przekonania innych do swoich racji. Tu nie chodzi o prawdę, tylko o ćwiczenie.
    Świat zawsze był, jaki był. Nasze czasy niewiele tu zmieniły, poza jedną sprawą, na którą los zwrócił uwagę: wszyscy jesteśmy sąsiadami Królowej Angielskiej (a przynajmnniej we własnym mniemaniu) .
  • loslos
    edytowano June 9
    Maria napisal(a):
    nie może być tak, żeby wróg nas tłamsił - wykluczone.
    Obawiam się, że ten pogląd nie jest zgodny z katolicyzmem. Przez katolicyzm rozumiem nie katolicką doktrynę jako taką tylko praktyczną naukę promowaną przez panów w różnym wieku w sukienkach czarnych ze szczególnym uwzględnieniem panów starszych i tłustych w sukienkach kolorowych.

  • Ja raz wziąłem udział w debacie oksfordzkiej i akurat przydzielono mi pogląd, z którym się nie zgadzałem. Wyszukanie argumentów było nietrudne. Znacznie trudniejsze było ich wygłaszanie i przekonywanie do nich bubliki, niejako firmowanie swoją paszczą.

    Brrr... Nie wieder Krieg!
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Debata oksfordzka dla mnie jest OK, bo ma ćwiczyć ludzi do przekonania innych do swoich racji.
    No więc właśnie nie swoich.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ja raz wziąłem udział w debacie oksfordzkiej i akurat przydzielono mi pogląd, z którym się nie zgadzałem. Wyszukanie argumentów było nietrudne. Znacznie trudniejsze było ich wygłaszanie i przekonywanie do nich bubliki, niejako firmowanie swoją paszczą.

    Brrr... Nie wieder Krieg!
    I potem Kolega został radcą prawnym, nie wieder? :D
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ja raz wziąłem udział w debacie oksfordzkiej i akurat przydzielono mi pogląd, z którym się nie zgadzałem. Wyszukanie argumentów było nietrudne. Znacznie trudniejsze było ich wygłaszanie i przekonywanie do nich bubliki, niejako firmowanie swoją paszczą.

    Brrr... Nie wieder Krieg!
    I potem Kolega został radcą prawnym, nie wieder? :D
    Zostałem, ale w sumie tylko dwa razy w życiu byłem moralnie zadowolony, że przegrałem proces.
  • los napisal(a):
    Maria napisal(a):
    nie może być tak, żeby wróg nas tłamsił - wykluczone.
    Obawiam się, że ten pogląd nie jest zgodny z katolicyzmem. Przez katolicyzm rozumiem nie katolicką doktrynę jako taką tylko praktyczną naukę promowaną przez panów w różnym wieku w sukienkach czarnych ze szczególnym uwzględnieniem panów starszych i tłustych w sukienkach kolorowych.

    Noji nader chętnie stosowaną przez wielce pobożnych i leniwych uczniów.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ja raz wziąłem udział w debacie oksfordzkiej i akurat przydzielono mi pogląd, z którym się nie zgadzałem. Wyszukanie argumentów było nietrudne. Znacznie trudniejsze było ich wygłaszanie i przekonywanie do nich bubliki, niejako firmowanie swoją paszczą.

    Brrr... Nie wieder Krieg!
    I potem Kolega został radcą prawnym, nie wieder? :D
    Zostałem, ale w sumie tylko dwa razy w życiu byłem moralnie zadowolony, że przegrałem proces.
    Resztę Kolega wygrał?
  • Michał5 napisal(a):
    los napisal(a):
    A, jest bardzo ciekawy123 artykuł abpa Wielgusa (tego) m.in. o dyspucie scholastycznej https://konserwatyzm.pl/abp-s-wielgus-o-micie-ciemnego-sredniowiecza-i-swiatlej-nowozytnosci-polemicznie/
    Dzięki za ten link, bardzo.
    poczytuję etapami, bo laptoka w grzedy nie wezme, ale tak nawet lepiej smakuje.

    Wspaniały text, ale o scholastyce tyle, co kot napłakał. Za to są inne smaczki.

    Abp Wielgus dysponuje wielgą wiedzą ale również wielgim talentem literackim. Przeczytałem toto na głoś Koleżance Małżonce i jeszcze nigdy wsześniej nic tak dobrze misie na głoś nie czytałło.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.