Kieżun

edytowano June 14 w ŻRFF - modlitewnik
Mania napisała 13. czerwca 2021:
W wieku 99 lat zmarł prof Witold Kieżun.
+++

Komentarz

  • +++
  • R.I.P.
  • RIP
    +++
  • prelekcja: powstanie nie wybuchło 1. sierpnia

  • yt Irytujący Historyk: rozmowa 2019

  • yt ascoTV: 7.12.2013, 1godz14min
    o polskiej transformacji

  • Na Youtube sporo prelekcji pana Witolda sprzed siedmiu lat. Sporo. O transfirmacji, o Sorosie & Balcerowiczu i oczywiście o Powstaniu.
    Wystarczy wpisać "kieżun" w wyszukiwarce YT.
  • JORGE napisal(a):
    +
    janosik napisal(a):
    +
    Brzost napisal(a):
    +++
    Cyrylica napisal(a):
    +++
    robert.gorgon napisal(a):
    +
    Maria napisal(a):
    +++
    christoph napisal(a):
    +++
    Ekonomista
    absolwent szkoły im Wawelberga I Rotwanda

    przeniesmy część tego wątku do modlitewnego
  • edytowano June 14
    Ze smutkiem przyjęliśmy z Agatą wiadomość o odejściu Pana Prof. Witolda Kieżuna. Nie tak dawno świętowaliśmy z Nim 99 rocznicę urodzin. Uśmiechał się i mówił, że chciałby żyć 110 lat. Pan Bóg zdecydował inaczej. Panie Profesorze, dziękujemy za Pana wielką miłość do Polski! R.I.P.
    https://twitter.com/AndrzejDuda/status/1404152845583228932?ref_src=twsrc^tfw|twcamp^tweetembed|twterm^1404152845583228932|twgr^|twcon^s1_c10&ref_url=https://www.o2.pl/informacje/pan-bog-zdecydowal-inaczej-wielki-smutek-andrzeja-dudy-6650474108709760a
  • za FB @ II wojna światowa w kolorze
    (zapis/ cytaty jednej z prelekcji)

    ''Dowcip polega na tym, że trudno sobie wyobrazić, czym była okupacja niemiecka w Warszawie.''

    ''Proszę Państwa, każde wyjście na ulicę to ja zawsze, jak wychodziłem, to moja matka mnie żegnała: »Daj Boże, żebyś wrócił«. Nigdy nie było wiadomo. Wychodziło się i raptem ludzie krzyczeli: »Łapanka! Łapanka!«. Wyskakiwało się z tramwaju i uciekało się. Już lecieli... lecieli żandarmi i wołali... Oni nigdy nie wołali tak spokojnie, tylko wrzeszczeli, krzyczeli: »Halt! Halt!«, i strzelali. Nie wiadomo było, czy się wróci.''

    ''Co pewien okres czasu, godzina piąta, patrzę przez okno: karabiny maszynowe na ulicy. Aha, otoczona nasza dzielnica. Wchodzą, rewidują wszystko: »Pokaż dokumenty!«
    Jeśli masz tak dwadzieścia parę lat, to żaden dokument cię nie ratuje. »Chodź z nami!«. Trzy miesiące później przychodzi depesza, zawiadomienie. »Umarł w Auschwitz«. Z trzydziestu dwóch moich kolegów, którzy zdali maturę, przeżyło nas okupację piętnastu.''

    ''Nigdy Niemcy do nas nie mówili. Tylko krzyczeli. Jak się szło ulicą, trzyosobowy patrol chciał cię zatrzymać, to nie mówił: »Halt«, tylko »HALT! DOKUMENTEN!«. A potem, jak się okazało, że jednak mam takie dokumenty, że mnie puszczają, to mówił: »RRRAUS!«. Cały czas wrzask, cały czas krzyk. I cały czas te straszne tramwaje, obwieszone, i te puste miejsca: »Nur für Deutsche«. To jest »Nur für Deutsche«, to jest »Nur für Deutsche«, to jest »Nur für Deutsche«... Calusieńki czas niesłychane upokorzenie.''

    ''Jest Żoliborz, jest czterdziesty rok. Cała wojna to była wspaniała pogoda. Piękną mamy plażę. W maju Wisła jeszcze czysta. Biegniemy. Raptem jedzie buda, wyskakuje szesnastu żandarmów i biegną już na plażę. No ja dobrze pływałem, myśmy rzucili się do Wisły, przepłynęliśmy na drugą stronę. Wszystkich pozostałych zatrzymali. No bo jak to?! Zamiast pracować teraz dla Rzeszy, to tu się, prawda... Potem moja matka powiedziała: »Słuchaj, daj słowo honoru, że nigdy nie pójdziesz na plażę!«.''

    ''Godzina policyjna, czasami od szóstej! Normalnie od ósmej do szóstej rano. Każde wyjście to groziło śmiercią. Cały czas ta stała groza. I cały czas... »Dzisiaj Krzysia aresztowali!« »Naprawdę?« »Tak, aresztowali, zrobili rewizję«. Mija dwa miesiące. Zawiadomienie. Nie żyje.
    I tak cały czas. Jednocześnie bieda straszna, szalona trudność, żywność... nie można było przywozić mięsa. No przecież były przypadki, że za przywożenie mięsa w pociągu zastrzelono.''

    ''Każdy kontakt z Niemcami to był wrzask, to był krzyk. Ten incydent, dziewiętnasty grudzień 1940 roku, do tej chwili pamiętam. Jadę tramwajem z Żoliborza, tramwaj zatrzymuje się nad Dworcem Gdańskim na wiadukcie, i widzę: z jednej strony idzie oficer niemiecki. Elegancki... Ci oficerowie byli przystojni, wysocy, eleganccy, w pięknych mundurach... I z drugiej strony idzie taki... pijaczek, widać, że pod gazem, jakoś tak się trochę kiwa. I idzie naprzeciwko, tak się trochę uśmiecha i do niego podnosi rękę i woła: »Hahaha! Heil HiBBer!«. [Oficer] wyciąga pistolet, ciach!, leży. Ja byłem wtenczas przy motorniczym, mówię »No, ruszamy.« On mówi: »Proszę pana, nie mam siły. Nie mam siły. Pan widzi? On go zabił«.''

    ''Ja przez pięć lat, od siedemnastego do dwudziestego drugiego roku życia pięć razy tylko bawiłem się, tańczyłem. Bo można się było zabawić tylko już po godzinie policyjnej. W naszym domu, to wszyscy mówili: »Broń Boże, nie róbcie zabawy w nocy!«. Idzie patrol, słyszy że tam gdzieś jest jakaś muzyka, okna zasłonięte. Zaraz wpadają. Mówią: »To młodzież?! Dawaj, dawaj, dawaj!«, od razu. Potem okazuje się, że jeden miał szczęście, bo go wysłali na roboty. Ale drugi jest w Sachsenhausen. A trzeci jest w Auschwitz. A czwarty jest gdzieś tam indziej...''

    ''I w związku z tym nasza postawa była taka... Marzenie: NO KIEDYŚ, DO CHOLERY CIĘŻKIEJ, PRZYJDZIE TEN CZAS, ŻE JA BĘDĘ DO CIEBIE STRZELAŁ! ŻE PRZEŻYJESZ TO, CO JA PRZEŻYŁEM!''

    ''Pan tego nie zrozumie. Wy wszyscy Państwo, którzyście tego nie przeżyli, nie zrozumiecie. Oni zniszczyli naszą młodość!''.

    ''Około 10 atakujemy budynek... Mój siedmioosobowy zespół był pierwszy i udało nam się zdobyć broń porzuconą przez Niemców. Chwytam ciężki karabin maszynowy, do torby wkładam granaty. Zbieramy wszystko i biegniemy do kwatery, żeby tę broń ukryć. W chwili wybuchu powstania na 17 osób mieliśmy jeden pistolet. Strasznie się cieszyliśmy, że mamy tyle broni. I nagle widzimy trzyosobową grupę i oni mnie fotografują''.

    ''Wziąłem czternastu jeńców. Wpadłem do pokoju, było ich czternastu, ja z pistoletem maszynowym... Mi się zaciął. I ja krzyczę do nich: »Hände hoch! Alles! Hände hoch!«. Wszyscy ręce podnoszą do góry. »Alles rrraus!«. Miałem największą satysfakcję...''

    Pod koniec Powstania nasz Bohater otrzyma Order Virtuti Militari i awans na porucznika. Uniknąwszy niewoli i przedostawszy się do Krakowa, gdzie zacznie studiować na Wydziale Prawa UJ, trafi w łapy NKWD, gdzie zamkną go w więzieniu Montelupich. Upiornym więzieniu, stojącym dwa kilometry od mojego mieszkania, przejętym po hitlerowskich przyjaciołach Stalina. Więzieniu, gdzie krew zamordowanych przez gestapowców Polaków jeszcze nie zakrzepła.

    ''Jego [oficera NKWD] odpowiedzią było zadane mi pytanie: czy wiem, kto to jest Bolesław Bierut i Władysław Gomułka? Na moją twierdzącą odpowiedź oświadczył poirytowanym głosem, że to oni (Bierut i Gomułka) jako kierownicy suwerennej Polski uzgodnili z nimi (Rosjanami) i upoważnili ich do prowadzenia wszelkiego typu akcji przeciwko obywatelom Polski, którzy występują przeciwko Armii Czerwonej. Dlatego są w pełni uprawnieni do prowadzenie dochodzenia przeciwko mnie, oficerowi Armii Krajowej, w dodatku uczestnikowi zbrodniczej prowokacji antysowieckiej, tzw. Powstania Warszawskiego. Działają legalnie i potrafią wymusić przyznanie się do zbrodni przeciw armii, oswobodzicielce Polski.''

    Trafi do łagru w Krasnowodsku, daleko, hen daleko w Turkmenistanie, gdzie spędzi ponad rok w towarzystwie niemieckich i japońskich jeńców wojennych.

    ''W ciągu paru dni przywieziono namioty, jak się okazało, made in USA. Całe wyposażenie obozu było amerykańskie: samochody (Studebakery), młotki, drut kolczasty na ogrodzenie, gwoździe, siekiery, łopaty, kilofy itp. Dieslowska lokomotywa, która wiozła nas od Taszkientu, też była amerykańska. To Ameryka wyposażyła również i enkawudowskie obozy. Dla nas wszystkich był to swoisty szok. Nie znaliśmy jeszcze wówczas rooseveltowskiej antypolskiej polityki w Teheranie i później w Jałcie, jak również bezczelnego kłamstwa Roosevelta, który zapytany w Kongresie o rzekomo wyrażoną w Teheranie zgodę na oddanie części Polski Związkowi Sowieckiemu oświadczył uroczyście, że w Teheranie w ogóle nie dyskutowano sprawy Polski. Ameryka była dla nas symbolem przyjaźni i naszą nadzieją na wyzwolenie i teraz rozumowaliśmy, że Ameryka i alianci nie mogą tolerować faktu, iż alianckich, polskich żołnierzy aresztuje się i trzyma razem z Niemcami w obozie.''

    ''Istotnie, wkrótce przyjechali chorzy jeńcy japońscy, świetnie wyekwipowani, ale większość ciężko rannych, niektórzy beznadziejnie. Po paru dniach przybyła też grupa jeńców Wehrmachtu, niezwykle owacyjnie witana przez Japończyków. (...) Niektórzy mówili trochę po angielsku, część nieco rozumiała rosyjski, była to bowiem armia z Mandżurii przygotowana do walki z ZSRR. Nie mogli tylko zrozumieć, co ja tu robię, wiedząc, że Polska walczyła z Niemcami i była aliantem Wielkiej Brytanii i Ameryki. Tłumaczyłem im cierpliwie, ale bariera językowa była jednak zbyt duża, żeby uzyskać pełne zrozumienie.''

    Wróci do Polski na mocy ''amnestii'' i zaangażuje się w działalność naukową, zostając profesorem nauk ekonomicznych.

    * * *
    ''Dowcip polega na tym, że trudno sobie wyobrazić, czym była okupacja niemiecka w Warszawie.''

    ''Proszę Państwa, każde wyjście na ulicę to ja zawsze, jak wychodziłem, to moja matka mnie żegnała: »Daj Boże, żebyś wrócił«. Nigdy nie było wiadomo. Wychodziło się i raptem ludzie krzyczeli: »Łapanka! Łapanka!«. Wyskakiwało się z tramwaju i uciekało się. Już lecieli... lecieli żandarmi i wołali... Oni nigdy nie wołali tak spokojnie, tylko wrzeszczeli, krzyczeli: »Halt! Halt!«, i strzelali. Nie wiadomo było, czy się wróci.''

    ''Co pewien okres czasu, godzina piąta, patrzę przez okno: karabiny maszynowe na ulicy. Aha, otoczona nasza dzielnica. Wchodzą, rewidują wszystko: »Pokaż dokumenty!«
    Jeśli masz tak dwadzieścia parę lat, to żaden dokument cię nie ratuje. »Chodź z nami!«. Trzy miesiące później przychodzi depesza, zawiadomienie. »Umarł w Auschwitz«. Z trzydziestu dwóch moich kolegów, którzy zdali maturę, przeżyło nas okupację piętnastu.''

    ''Nigdy Niemcy do nas nie mówili. Tylko krzyczeli. Jak się szło ulicą, trzyosobowy patrol chciał cię zatrzymać, to nie mówił: »Halt«, tylko »HALT! DOKUMENTEN!«. A potem, jak się okazało, że jednak mam takie dokumenty, że mnie puszczają, to mówił: »RRRAUS!«. Cały czas wrzask, cały czas krzyk. I cały czas te straszne tramwaje, obwieszone, i te puste miejsca: »Nur für Deutsche«. To jest »Nur für Deutsche«, to jest »Nur für Deutsche«, to jest »Nur für Deutsche«... Calusieńki czas niesłychane upokorzenie.''

    ''Jest Żoliborz, jest czterdziesty rok. Cała wojna to była wspaniała pogoda. Piękną mamy plażę. W maju Wisła jeszcze czysta. Biegniemy. Raptem jedzie buda, wyskakuje szesnastu żandarmów i biegną już na plażę. No ja dobrze pływałem, myśmy rzucili się do Wisły, przepłynęliśmy na drugą stronę. Wszystkich pozostałych zatrzymali. No bo jak to?! Zamiast pracować teraz dla Rzeszy, to tu się, prawda... Potem moja matka powiedziała: »Słuchaj, daj słowo honoru, że nigdy nie pójdziesz na plażę!«.''

    ''Godzina policyjna, czasami od szóstej! Normalnie od ósmej do szóstej rano. Każde wyjście to groziło śmiercią. Cały czas ta stała groza. I cały czas... »Dzisiaj Krzysia aresztowali!« »Naprawdę?« »Tak, aresztowali, zrobili rewizję«. Mija dwa miesiące. Zawiadomienie. Nie żyje.
    I tak cały czas. Jednocześnie bieda straszna, szalona trudność, żywność... nie można było przywozić mięsa. No przecież były przypadki, że za przywożenie mięsa w pociągu zastrzelono.''

    ''Każdy kontakt z Niemcami to był wrzask, to był krzyk. Ten incydent, dziewiętnasty grudzień 1940 roku, do tej chwili pamiętam. Jadę tramwajem z Żoliborza, tramwaj zatrzymuje się nad Dworcem Gdańskim na wiadukcie, i widzę: z jednej strony idzie oficer niemiecki. Elegancki... Ci oficerowie byli przystojni, wysocy, eleganccy, w pięknych mundurach... I z drugiej strony idzie taki... pijaczek, widać, że pod gazem, jakoś tak się trochę kiwa. I idzie naprzeciwko, tak się trochę uśmiecha i do niego podnosi rękę i woła: »Hahaha! Heil HiBBer!«. [Oficer] wyciąga pistolet, ciach!, leży. Ja byłem wtenczas przy motorniczym, mówię »No, ruszamy.« On mówi: »Proszę pana, nie mam siły. Nie mam siły. Pan widzi? On go zabił«.''

    ''Ja przez pięć lat, od siedemnastego do dwudziestego drugiego roku życia pięć razy tylko bawiłem się, tańczyłem. Bo można się było zabawić tylko już po godzinie policyjnej. W naszym domu, to wszyscy mówili: »Broń Boże, nie róbcie zabawy w nocy!«. Idzie patrol, słyszy że tam gdzieś jest jakaś muzyka, okna zasłonięte. Zaraz wpadają. Mówią: »To młodzież?! Dawaj, dawaj, dawaj!«, od razu. Potem okazuje się, że jeden miał szczęście, bo go wysłali na roboty. Ale drugi jest w Sachsenhausen. A trzeci jest w Auschwitz. A czwarty jest gdzieś tam indziej...''

    ''I w związku z tym nasza postawa była taka... Marzenie: NO KIEDYŚ, DO CHOLERY CIĘŻKIEJ, PRZYJDZIE TEN CZAS, ŻE JA BĘDĘ DO CIEBIE STRZELAŁ! ŻE PRZEŻYJESZ TO, CO JA PRZEŻYŁEM!''

    ''Pan tego nie zrozumie. Wy wszyscy Państwo, którzyście tego nie przeżyli, nie zrozumiecie. Oni zniszczyli naszą młodość!''.

    ''Około 10 atakujemy budynek... Mój siedmioosobowy zespół był pierwszy i udało nam się zdobyć broń porzuconą przez Niemców. Chwytam ciężki karabin maszynowy, do torby wkładam granaty. Zbieramy wszystko i biegniemy do kwatery, żeby tę broń ukryć. W chwili wybuchu powstania na 17 osób mieliśmy jeden pistolet. Strasznie się cieszyliśmy, że mamy tyle broni. I nagle widzimy trzyosobową grupę i oni mnie fotografują''.

    ''Wziąłem czternastu jeńców. Wpadłem do pokoju, było ich czternastu, ja z pistoletem maszynowym... Mi się zaciął. I ja krzyczę do nich: »Hände hoch! Alles! Hände hoch!«. Wszyscy ręce podnoszą do góry. »Alles rrraus!«. Miałem największą satysfakcję...''

    Pod koniec Powstania nasz Bohater otrzyma Order Virtuti Militari i awans na porucznika. Uniknąwszy niewoli i przedostawszy się do Krakowa, gdzie zacznie studiować na Wydziale Prawa UJ, trafi w łapy NKWD, gdzie zamkną go w więzieniu Montelupich. Upiornym więzieniu, stojącym dwa kilometry od mojego mieszkania, przejętym po hitlerowskich przyjaciołach Stalina. Więzieniu, gdzie krew zamordowanych przez gestapowców Polaków jeszcze nie zakrzepła.

    ''Jego [oficera NKWD] odpowiedzią było zadane mi pytanie: czy wiem, kto to jest Bolesław Bierut i Władysław Gomułka? Na moją twierdzącą odpowiedź oświadczył poirytowanym głosem, że to oni (Bierut i Gomułka) jako kierownicy suwerennej Polski uzgodnili z nimi (Rosjanami) i upoważnili ich do prowadzenia wszelkiego typu akcji przeciwko obywatelom Polski, którzy występują przeciwko Armii Czerwonej. Dlatego są w pełni uprawnieni do prowadzenie dochodzenia przeciwko mnie, oficerowi Armii Krajowej, w dodatku uczestnikowi zbrodniczej prowokacji antysowieckiej, tzw. Powstania Warszawskiego. Działają legalnie i potrafią wymusić przyznanie się do zbrodni przeciw armii, oswobodzicielce Polski.''

    Trafi do łagru w Krasnowodsku, daleko, hen daleko w Turkmenistanie, gdzie spędzi ponad rok w towarzystwie niemieckich i japońskich jeńców wojennych.

    ''W ciągu paru dni przywieziono namioty, jak się okazało, made in USA. Całe wyposażenie obozu było amerykańskie: samochody (Studebakery), młotki, drut kolczasty na ogrodzenie, gwoździe, siekiery, łopaty, kilofy itp. Dieslowska lokomotywa, która wiozła nas od Taszkientu, też była amerykańska. To Ameryka wyposażyła również i enkawudowskie obozy. Dla nas wszystkich był to swoisty szok. Nie znaliśmy jeszcze wówczas rooseveltowskiej antypolskiej polityki w Teheranie i później w Jałcie, jak również bezczelnego kłamstwa Roosevelta, który zapytany w Kongresie o rzekomo wyrażoną w Teheranie zgodę na oddanie części Polski Związkowi Sowieckiemu oświadczył uroczyście, że w Teheranie w ogóle nie dyskutowano sprawy Polski. Ameryka była dla nas symbolem przyjaźni i naszą nadzieją na wyzwolenie i teraz rozumowaliśmy, że Ameryka i alianci nie mogą tolerować faktu, iż alianckich, polskich żołnierzy aresztuje się i trzyma razem z Niemcami w obozie.''

    ''Istotnie, wkrótce przyjechali chorzy jeńcy japońscy, świetnie wyekwipowani, ale większość ciężko rannych, niektórzy beznadziejnie. Po paru dniach przybyła też grupa jeńców Wehrmachtu, niezwykle owacyjnie witana przez Japończyków. (...) Niektórzy mówili trochę po angielsku, część nieco rozumiała rosyjski, była to bowiem armia z Mandżurii przygotowana do walki z ZSRR. Nie mogli tylko zrozumieć, co ja tu robię, wiedząc, że Polska walczyła z Niemcami i była aliantem Wielkiej Brytanii i Ameryki. Tłumaczyłem im cierpliwie, ale bariera językowa była jednak zbyt duża, żeby uzyskać pełne zrozumienie.''

    Wróci do Polski na mocy ''amnestii'' i zaangażuje się w działalność naukową, zostając profesorem nauk ekonomicznych.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.