Aktualności, newsy, krótkie wiadomości teksowe

1160161163165166171

Komentarz

  • edytowano December 2019
    Po ponownym obejrzeniu nagrania nie jestem juz taki pewien, czy to Citroen AX. Moze to jakis Rover, ale na pewno cos starego i taniego :)
  • edytowano December 2019
    christoph napisal(a):
    Gratulujemy Kolegu subskrypsji
    Nie posiadam, jak sie wejdzie przez link z Googla to nie czeba miec
  • ;-)
    Gratulujemy sposobów dojścia do informacji
  • edytowano December 2019
    apropo, mój syn1 ma subskrypcję na The New York Times, nytimes.com
    2 dolce/mc
    :)
  • polmisiek napisal(a):
    Po ponownym obejrzeniu nagrania nie jestem juz taki pewien, czy to Citroen AX. Moze to jakis Rover, ale na pewno cos starego i taniego :)
    Rower ogólnie to żaden luksus. W piwnicy to mam że dwa, obok piwnicy trzy - nikt nawet ukraść nie chce.... ;)
  • Brzost napisal(a):
    Tak więc rzecz nie w wielkości tego ułamka, tylko na ile się z którym ułamkiem człowiek utożsamia :-)
    No, pan Boris utozsamia sie z przodkiem panemTurkiem w wygodnym dla siebie zakresie, ktory mozna strescic słowem "harem"
  • PM
    "
    My dzisiaj niestety jesteśmy w samym ogonie Unii Europejskiej jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drogach. Ginie w ostatnich latach średnio około 3000 osób na polskich drogach i jest to liczba w przeliczeniu na liczbę przejechanych kilometrów jedna z najwyższych w Europie, niestety

    pierwszeństwo dla pieszego przed wejściem na pasy,
    ograniczenie prędkości do 50 km/h w terenie zabudowanym przez całą dobę,
    możliwość odebrania prawa jazdy z powodu przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h także poza terenem zabudowanym.
    "

    Słabo.
  • romeck @romeck_
    #minela8 16.12.2019

    pani poseł z Lewicy:
    - Dziś mamy dyktaturę. (PJK jest dyktatorem)
    - Stan wojenny był zmianą ustroju. Gen. Jaruzelski nie był dyktatorem.

    Trzecie pokolenie UB, SB (jako poslowie) wciąż robią za POPów (Pełniący Obowiązki Polaka).
  • No nie wiem. Trudniej ale czy słabo? Drogi mamy nareszcie lepsze. Można się przemieszczać w przyzwoitym tempie na średnie i większe odległości. Może jeszcze nie wszędzie ale to się szybko poprawia i już poprawiło. Może Łódź jest nieco uprzywilejowana jeśli chodzi o skomunikowanie z resztą Polski, ale za to w mieście jest gorzej niż w innych. To co wymaga inwestycji i poprawy w kolejnych latach to własnie duże miasta. Za mało parkingów, za mało bezkolizyjnych przejazdów i dojazdów do ważnych miejsc i za słaby szybki transport publiczny. Jest na tyle lepiej że można już zacząć wymagać cywilizowanej jazdy. To co kierowcy wyprawiają na autostradach i w terenie zabudowanym to kryminał. Może to 10-15% ale są to bezczelne chamy ryzykujące życiem swoim i innych.
  • edytowano December 2019
    posix napisal(a):
    ...>Słabo.
    tak, jeśli za tym nie pójdą mandaty w wysokości miesięcznej (np. minimalnej) pensji
    nie punkty, a mandaty

    wracając do swojej Lipki (gdzie mieszkam) - policjanci stoją "za węgłem" łapiąc piratów odkąd tu mieszkam , czyli od 12 lat! - NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO, zawsze mają żniwa obfite.

    ===
    a ok. 12 lat temu syn znajomych, u których właśnie byłem, wpada do pokoju prosząc:
    -Tato, daj kasę na auto, jedziemy do Warszawy (Z Piekar) na występ kolegi w Mam Talent. - Tylko dwie stówy? A na mandaty???
  • edytowano December 2019
    A moim zdaniem jest spoko.
    Ludzie jeżdżą dziko i tak jest dobrze.

    EDIT: A tak po prawdzie to wcale nie widzę jakiegoś szczególnego piractwa. Zdarza się ale na to są surowe kary ( w moim odczuciu surowe ), oczywiście zakładając, że ktoś zostanie ukarany.
  • edytowano December 2019
    posix napisal(a):
    A tak po prawdzie to wcale nie widzę jakiegoś szczególnego piractwa. Zdarza się ale na to są surowe kary ( w moim odczuciu surowe ), oczywiście zakładając, że ktoś zostanie ukarany.
    Tez nie widzę tego czesto.

    Co mnie denerwuje to, dajmy na to, znak ograniczenia predkosci do 40 postawiony na czas prowadzenia jakis robót i nie zdejmowany miesiacami po zakonczeniu tychze robot, kiedy wszelki slad po pracownikach drogowych dawno zniknal. Dewaluacja znakowa.

  • pierwszeństwo dla pieszego przed wejściem na pasy
    Ok ale tylko po przebudowie WSZYSTKICH przejść dla pieszych oraz reedukacji z zakresie korzystania z tych przejść od najmniejszego do nastarszego. Wtedy dopiero ok. A tak to będzie więcej wypadków.
  • No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
  • edytowano December 2019
    Jego, m&m'sa, to nie dotyczy. Sam nie jeździ.
    No może dotyczy Kurs kiego. Trochę.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
  • "Art. 13.
    1. Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z przejścia dla pieszych. Pieszy znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem.

    2. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m. Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 m od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu.

    3. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych, o którym mowa w ust. 2, jest dozwolone tylko pod warunkiem, że nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa ruchu lub utrudnienia ruchu pojazdów. Pieszy jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pojazdom i do przeciwległej krawędzi jezdni iść drogą najkrótszą, prostopadle do osi jezdni.

    4. Jeżeli na drodze znajduje się przejście nadziemne lub podziemne dla pieszych, pieszy jest obowiązany korzystać z niego, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3.

    5. Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych.

    6. Przechodzenie przez torowisko wyodrębnione z jezdni jest dozwolone tylko w miejscu do tego przeznaczonym.

    7. Jeżeli wysepka dla pasażerów na przystanku komunikacji publicznej łączy się z przejściem dla pieszych, przechodzenie do i z przystanku jest dozwolone tylko po tym przejściu.

    8. Jeżeli przejście dla pieszych wyznaczone jest na drodze dwujezdniowej, przejście na każdej jezdni uważa się za przejście odrębne. Przepis ten stosuje się odpowiednio do przejścia dla pieszych w miejscu, w którym ruch pojazdów jest rozdzielony wysepką lub za pomocą innych urządzeń na jezdni."

    Tak jest teraz.
  • wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    No a teraz wyobrazmy sobie dwie kumoszki co spotkaly sie przy przejsciu dla pieszych, stoja i plotkuja bo dawno sie nie widzialy.
  • uhrr napisal(a):
    wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    No a teraz wyobrazmy sobie dwie kumoszki co spotkaly sie przy przejsciu dla pieszych, stoja i plotkuja bo dawno sie nie widzialy.
    Pierdyliad razy widziałem takiego rodzaju sytuacje.
  • wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    Okej, no po prawdzie nie rozumię doniosłości tej różnicy, jakieś to talmudyczne dla mie.
  • loslos
    edytowano December 2019
    Pan Mateusz ma to, co mają wszyscy jego koledzy banksterzy i platfusy (z wyjątkiem Donka, który zawsze miał świetny słuch społeczny) - zupełny brak empatii. Ludzie dla niego są komórkami w Excelu, jest absolutnie niezdolny do wyobrażenie sobie, jak wpłynie na życie tzw. zwykłego człowieka któryś z jego licznych genialnych pomysłów. Dlatego oddanie wszystkiego panu Mateuszowi było tak wielkim błędem Manitou, że skasowało jednym ruchem wszystkie jego wcześniejsze zasługi. Niestety, starość.
  • edytowano December 2019
    .
  • uhrr napisal(a):
    wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    No a teraz wyobrazmy sobie dwie kumoszki co spotkaly sie przy przejsciu dla pieszych, stoja i plotkuja bo dawno sie nie widzialy.
    Ostatni raz godzinę temu?
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    Okej, no po prawdzie nie rozumię doniosłości tej różnicy, jakieś to talmudyczne dla mie.
    Co nie? Przecież zawsze stawało się przed przejściem....
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    Okej, no po prawdzie nie rozumię doniosłości tej różnicy, jakieś to talmudyczne dla mie.
    Naprawde nie widzisz roznicy w swietle zmiany przepisow? Kumoszki przed przesciem tez pewnie nie widza, natomiast drogowka i kierowcy juz tak.
  • uhrr napisal(a):
    posix napisal(a):
    A tak po prawdzie to wcale nie widzę jakiegoś szczególnego piractwa. Zdarza się ale na to są surowe kary ( w moim odczuciu surowe ), oczywiście zakładając, że ktoś zostanie ukarany.
    Tez nie widzę tego czesto.

    Co mnie denerwuje to, dajmy na to, znak ograniczenia predkosci do 40 postawiony na czas prowadzenia jakis robót i nie zdejmowany miesiacami po zakonczeniu tychze robot, kiedy wszelki slad po pracownikach drogowych dawno zniknal. Dewaluacja znakowa.

    Łoo, pani, o tym to pisał już kol. Fedeorczyk w swojej książce:
    image
    Jedziemy sobie 110 i widzimy znak "roboty drogowe" i ograniczenie do 30. Zwalniamy do 90 i rozglądamy się czujnie i faktycznie, na poboczu leży łopata.

    Minęły 44 lata od daty wydania.

    Ja się przyznam, i mam nadzieję, że nikogo nie zgorszę, że wypracowałem sobie własny system jazdy samochodem. Uważam, że znaki są dla człowieka a nie człowiek dla znaków, dlatego traktuję każde oznakowanie jako znaki informacyjne. Czerwone światło oznacza: uważaj, wszyscy pozostali uczestnicy ruchu mają pierwszeństwo. Podobnie jest z kierunkiem jazdy zaznaczonym na pasach, wymalowanych liniach na drogach (łuki w miarę możliwości, tj. jeśli nie jedzie nic z naprzeciwka, ścinam zakręty dla większego komfortu jazdy) itd itp. Uważam tylko na trzy rzeczy:
    1. Żeby jechać bezpiecznie dla siebie i innych użytkowników ruchu drogowego, w tym pieszych i rowerzystów, w miarę możliwości nie spowalniać innych samochodów.
    2. Żeby nie płacić mandatów. Przed "nietypowym" manewrem trzeba spojrzeć w lusterko wsteczne. Istnieje pewna pula marek, modeli, roczników i typów nadwozia, z której mając auto za sobą, należy się powstrzymać.

    Jak nagle na drodze widzę radiowóz, prawie nigdy nie wiem, jaka jest w danym miejscu dozwolona prędkość i trochę dziwnie się czuję.

    Podobnie robiłem, zresztą, jeszcze jako pieszy. Np. czerwone światło na przejściu dla pieszych niewiele dla mnie znaczyło. Patrzyłem tylko, czy nic nie jedzie i czy nie ma psów. Z drugiej strony mając zielone i widząc nadjeżdżający samochód czekałem aż kierowca zauważy swoje czerwone.

    Jestem też miły dla innych użytkowników drogi.

    A znaki? Cóż. Gdy żyła jeszcze moja śp. Teściowa, gdy po weekendzie wracaliśmy ze wsi, często zdarzało jej się krytykować mój styl jazdy.
    - Dobra - powiedziałem któregoś dnia - dzisiaj będę całą drogę jechał zgodnie z wszystkimi przepisami.
    Trąbili na mnie, pukali się w głowę wyprzedzając, migali światłami. Po kilkunastu minutach Teściowa dała za wygraną.
    - Dobra, jedź już normalnie.
  • edytowano December 2019
    trep napisal(a):

    Łoo, pani, o tym to pisał już kol. Fedeorczyk w swojej książce:
    Dobrze wiedziec ze jest jakis punkt staly w zmiennym swiecie, plynnej nowoczesnosci. To daje poczucie bezpieczenstwa i oparcia. ;)

  • edytowano December 2019
    .
  • Osobiście niemożebnie mnie wpieniają te wszystkie idiotyczne ograniczenia prędkości. Zwłaszcza to do pięćdziesięciu, a już zwłaszcza zejście z sześćdziesięciu na pięćdziesiąt.

    Serio? Ktoś jechał 57 km/h i kogoś zabił? To się nie zdarza. Spektakularne wypadki są przy 120, 140 km/h. Czy ograniczenie było do 50, czy do 60 - nie ma w takim przypadku jakiegokolwiek znaczenia.

    Każda ulica, każda droga, ma swoją bezpieczną prędkość - I TO SIĘ CZUJE. Jadąc uliczką osiedlową 40 km/h mam wrażenie przeginki, a jadąć szeroką trzypasmową arterią 70 km/h - wrażenie, że coś tu nie gra, bo racjonalna prędkość to by było z 90-100.
  • edytowano December 2019
    trep napisal(a):

    Łoo, pani, o tym to pisał już kol. Fedeorczyk w swojej książce: .
    Miałem tę książeczkę zaczytaną. I nawet zaczerpnąłem z niej neologizm, którego używam po dziś dzień; ODMOWIEDŹ.
    Ech, młodość, czasy gdy Fedorowicz był dowcipny :-)
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    jadąć szeroką trzypasmową arterią 70 km/h - wrażenie, że coś tu nie gra, bo racjonalna prędkość to by było z 90-100.
    Wlasnie na obwodnicy wroclawskiej pomyslowy decydent zrobil taki myk, i z ograniczenia do 80 zrobil do 70km/h.
    Tylko kusi by zastosowac metode Kerownika, uprzednio
    sprawdzajac we wstecznym czy nie ma wozu z przyciemnionymi szybami, wlokącego sie "przepisowo" za tobą.

  • edytowano December 2019
    To ja się wstydliwie przyznam, trudno.
    Lat temu ze dwadzieścia zwiedzałam z córką Wiedeń. Wiele cudów obejrzałyśmy, zapamiętałyśmy, gdyby nie obecne szaleństwo Zachodu chętnie bym się jeszcze raz wybrała.
    Ale prawdziwy szok kulturowy przeżyłam, pochodząc do przejścia dla pieszych.
    Podchodząc.
    Nadjeżdżający samochód grzecznie się zatrzymał, poczekał aż doszłam, przeszłam do końca ulicy i dopiero wtedy ruszył.
    ....
    Najpierw myślałam, że jakiś absolutnie wyjątkowy wyjątek. Zjawisko okazało się jednak powtarzalne. Taki zwyczaj. Miły zwyczaj. Być może obowiązek.

    Gdy spróbowałam naśladownictwa w Polsce, niewiele brakowało bym zaliczyła na plecach jadącego za mną "kolegę". Wiąchę puścił z pewnością.

    Powolutku uczymy się jednak obserwować, co dzieje się przed pasami i zwalniamy, a przynajmniej zdejmujemy nogę z gazu. I tak być powinno.
    I na litość, nie krzańcie o kumoszkach. Statystyki są nieubłagane - liczby rozjeżdżanych i potrącanych ludzi na przejściach dla pieszych w Polsce są zatrważające.
    Ejmen.
  • edytowano December 2019
    Maria napisal(a):
    Ale prawdziwy szok kulturowy przeżyłam, pochodząc do przejścia dla pieszych.
    Podchodząc.
    Nadjeżdżający samochód grzecznie się zatrzymał, poczekał aż doszłam, przeszłam do końca ulicy i dopiero wtedy ruszył..
    Nie chwalac sie zawsze tak robię. Nawyku tego nabralam obserwujac kierowcow w miasteczku kolo ktorego pomieszkuję. Ten pokaz kultury dal mi do myslenia.
    Natomiast wieeelgie miasto to co innego. Niedawno o wlos a bylabym swiadkiem w sprawie drogowego morderstwa. Zatrzymalam sie (na dwupasmowej, na prawym pasie), przed przejsciem przepuszczajac pieszego, natomiast lewym przejechal idiota o malo nie robiac z przechodzacego krwawej miazgi.

    Polscy kierowcy przepis "przed" maja na wlasne życzenie. To, ze widze problem z przepisem, nie znaczy ze nie rozumiem powodow jego wprowadzenia.
  • Brzost napisal(a):
    Ech, młodość, czasy gdy Fedorowicz był dowcipny
    No wiesz, Kaczyński kiedyś... Choć nie, ręki do ludzi nigdy nie miał.

  • edytowano December 2019
    @ Brzost - zgaduję, że dwójkę też?

    @ Maria - na to też wypracowałem sobie sposób, bardzo skuteczny. Gdy już jestem przy przejściu dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej i nie chce mi się czekać, aż wszystkie auta przejadą, a widzę, że nadjeżdżające auto nie zaczęło hamować w tym miejscu, w którym normalnie powinno zacząć, żeby mnie przepuścić, podnoszę nogę, prostą w kolanie, w taki sposób, w jaki bym to zrobił, jakbym był żołnierzem kompanii reprezentacyjnej wermachtu i chciał zacząć maszerować. Po czym opuszczam ją w tym miejscu, gdzie stoję - to jest nie wtargam na pasy.
    [prawie] Wszyscy zwalniają i się zatrzymują, dzięki czemu mogę bezpiecznie przejść.
  • christoph lubi to , trepie
  • trep napisal(a):
    @ Brzost - zgaduję, że dwójkę też?
    "W zasadzie ciąg dalszy" - też pamiętam ale nie aż tak szczegółowo.

  • edytowano December 2019
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    wojtek napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No ale zaraz, pierwszeństwo dla pieszego to nie jest "od zawsze"?
    Na przejściu. Nie "przed".
    Okej, no po prawdzie nie rozumię doniosłości tej różnicy, jakieś to talmudyczne dla mie.
    Wystarczy popatrzeć na nazwy. Chodnik jest przede wszystkim dla pieszych. Samochód jest na nim czymś wyjątkowym. Jesli sie na nim znajdzie to tak by nie utrudniac ruchu pieszych. Jezdnia jest dla pojazdów. Pieszy jesli sie na niej znajdzie powinnien ustępować i nie utrudniać ruchu pojazdów. Wyjątkiem jest przejście ktore znajduje sie na jezdni. Na chodniku nie ma sensu przejście dla pieszych. Logiczne?
  • edytowano December 2019
    Prowadzić samochód ? A dajcie spokój. Gdzie się da pociągiem, samolotem. Do Warszawy jeżdżę pociągiem, uwielbiam, załatwiam podczas 4 godzinnej podróży (w dwie strony) więcej spraw niż w dwa dni na miejscu (spokój, mogę się skoncentrować). Później po Warszawie Uberem. A na wakacje smolotem, szkoda, że zimą tylko parę kierunków tanimi liniami, wbić się do Austrii od nas samochodem to mordęga (Włochy mają sporo połączeń).

    Jazda samochodem po mieście to niestety konieczność. Trasy skończyły się dla mnie na starej S8, gdzie mijały się 4 samochody na dwupasmowej drodze. Dało się ? Dało. Trup słał się gęsto, ale wyzwanie było. Dziś walczę ze snem ma tych autostradach, jeżdżenie zaś 200 km/h uważam za bezsensowne. Dlatego jak najmniej i jak najrzadziej autem.
  • Ignac, nie wiem, czy pracowałeś kiedyś przy wypadkach, ale wypadek z ciężkim uszczerbkiem może być i przy 20 km / h. 60 km / h to już duża prędkość, podobno to jest prędkość przy której pieszy już raczej nie przeżywa, a 50 km / h raczej przeżywa. Jakie faktycznie są statystyki - nie wiem, jak ktoś zna to chętnie się dowiem.
    Problem z maksymalną prędkością jest zresztą nieco inny, takie mam wrażenie. Jest 50 km/h, to ludzie jadą 60 km/h, co zresztą wg taryfikatora i tak skończyłoby się tylko upomnieniem (przekroczenie do 10 km/h). Więc podwyższenie limitu w terenie zab. do 60 km/h oznaczałoby podwyższenie faktycznej prędkości większości pojazdów do 70 km/h, a to już prędkość przy bezpośrednim zderzeniu z pieszym zabójcza.

    Jeżeli tezy Losa o tym, że Polacy nie nauczyli się żyć w miastach są faktycznie prawdziwe (globalnie to nie wiem), to nie ma dla nich lepszego przykładu niż niechęć Polaków do umiarkowanego, koniecznego użycia aut. To jest jakaś mentalna bariera, ludzie uważają, że to oszczędność czasu (często wcale nie), pieniędzy (często wcale nie), a przede wszystkim znaczna część ludzi uważa, że busiki, pociągi i w ogóle komunikacja zbiorowa jest dla biedoty. A oni, z racji mniemanego statusu, będą jeździć autem.

    Co do samych przepisów, to zwracam uwagę, że przygotowano je do wejścia w życie już od co najmniej początku 2016 r., jeszcze za poprzedniej ekipy. Rząd PiS i tak odkładał to bardzo długo.

    W pełni zgadzam się z tym, co napisał Jorge. Oprócz tych lotów w zimie, bo jedyne miejsce, gdzie jest dla mnie sens spędzać urlop zimą, czyli Wyspy Kanaryjskie, to owszem, są obsługiwane przez tanie linie.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Jeżeli tezy Losa o tym, że Polacy nie nauczyli się żyć w miastach są faktycznie prawdziwe (globalnie to nie wiem), to nie ma dla nich lepszego przykładu niż niechęć Polaków do umiarkowanego, koniecznego użycia aut. To jest jakaś mentalna bariera, ludzie uważają, że to oszczędność czasu (często wcale nie), pieniędzy (często wcale nie), a przede wszystkim znaczna część ludzi uważa, że busiki, pociągi i w ogóle komunikacja zbiorowa jest dla biedoty. A oni, z racji mniemanego statusu, będą jeździć autem.
    W tzw. punkt, niestety.

  • @Rozum - w większości samochodów licznik zawyża aktualną prędkość o jakieś 8-10 km/h, o czym można się przekonać włączając tempomat i jakiś gps.
    [Podobnie jest ze wskazaniami średniego spalania (o czy pisał już Christoph). Gdy porównamy iloczyn przejechanego dystansu i średniego spalania do zatankowanego litrażu (przy założeniu, że pojemność podawana przez producenta jest właściwa, to wychodzi, że spalaliśmy sporo więcej.]
    A zatem, w danym przykładzie, gdy podniesiemy dozwoloną prędkość do 60 a ludzie będą jeździć 70 (wg wskazów), to de facto będą jeździć 60.

    Z tym, że ja się nie zgadzam, że tak będzie. Ludzie jeżdżą mniej więcej tyle, na ile pozwalają warunki.

    Co do korzystania ze zbiorkomu, to ja sobie tego w ogóle nie wyobrażam. Próbowałem parę razy, ale to jest bezużyteczne. Są miasta, gdzie się da. Parę miast w Europie zachodniej, sporo w Azji wschodniej, ale w Łodzi to jest tragedia. Wolno, drogo, niepunktualnie i niewygodnie.
  • Jeżdżę sporo i jeżdżę dużym samochodem osobowym, bardzo częsta z rodzina, w szóstkę. Siłą rzeczy nie mam możliwości za bardzo popiracić. Uważam że ograniczenia są ok, nawet bardzo. Strach jest jeździć po prostu. U nas każdy musi być szybszy od tego przed sobą. Nieważne że za 200, 500 czy 1000 m i tak się spotkają na światłach.
    Inna sprawa że cóż z tego że będę jechał jak należy jak inny kierowca wpakuje się we mnie albo zmusi do manewru wymijania lub gwałtownego hamowania i w ten sposób zafunduje mi dzwona albo wypadek.
    Mam nadzieję że przepis o odbieraniu prawa jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości o 50 km/h będzie egzekwowany jak należy. Za rok, dwa inni, bogatsi o takie doświadczenie znajomych zmienią nawyki.
  • Mam ustawione ostrzeżenie dźwiękowe na 100 km/h. To ma mnie chronić mnie przed utratą prawka.
  • Ja mam inną obserwację z małego miasta. Olbrzymia większość jeździ zgodnie z przepisami i ostrożnie. Jedynymi piratami są niektórzy właściciele aut na literę B i kierowcy z dużych miast. Ci z warszawskimi i poznańskimi rejestracjami jeżdżą często jak wariaci.
  • SigmundvonBurak napisal(a):
    Ja mam inną obserwację z małego miasta. Olbrzymia większość jeździ zgodnie z przepisami i ostrożnie. Jedynymi piratami są niektórzy właściciele aut na literę B i kierowcy z dużych miast. Ci z warszawskimi i poznańskimi rejestracjami jeżdżą często jak wariaci.
    No wreszcie zaczęło się różnicowanie!!!
    Na początek, ja jestem tym wariatem z wpisu Sigmunda, jeżdżę szybko, na eskach potrafię podjechać na 3-5 m jak ktoś zwiedza lewy pas, często zmieniam pasy ruchu ale z tendencją do wracania na prawy, z drugiej strony staram się ustępować, wyprzedzany nie przyspieszam, nie jadę przy środku jezdni, nie rozmawiam przez telefon w samochodzie (ba, nawet radia nie słucham), przejście dla pieszych powoduje mój wzrost czujności, rocznie pokonuję około 25-30 tyś km..
    Aby pokazać skalę trudności takiej dyskusji to mamy 50 km/h na Wirażowej w Warszawie, co jest absurdem i 90 km/h na drodze do Minogi, gdzie na suchej jezdni 60 km/h to walka o pozostanie na drodze, z jednej strony mamy nowego Nissana 370 Z na nowych oponach, a z drugiej 19 letniego Passata na 'slikach', z jednej strony mamy 30 letnią dziewczynę po kursach doszkalających, a z drugiej 75 letniego dziadka z licznymi ubytkami w zdrowiu i prawem jazdy i nawykami z lat siedemdziesiątych, z jednej strony mamy słoneczny dzień, a z drugiej ulewę, śnieżycę lub mgły na śliskiej drodze (wystarczy, że ktoś naniesie ziemi, a poranna mgła zrobi swoje). Opisałem skrajności z mojego doświadczenia. Przepisy mają obowiązywać wszystkich, więc ....
    Druga sprawa, co już zostało podniesione, to próba zastąpienia przepisami ruchu drogowego zwykłej kultury za kierownicą, ale tego nie da się zrobić, bo paradygmat kochaj bliźniego jak siebie samego został zastąpiony przez uproszczoną wersję kochaj siebie samego.
    Proponuje offa przenieść.

  • Piękny Essay adwentowy Kolega machnął
    Dzięki z rana
  • A o skróconej wersji przykazania miłości krotko
    Do exCathedra watch czyli zbioru cytatów
  • @trep, nie ręczę za praktyczność poruszania się komunikacją publiczną w każdym mieście. Wiem tyle, z życia w Krakowie i w GOP, sporo ludzi nie korzysta z komunikacji publicznej mimo że by mogła, często na zasadzie "ich stać". Płacą więcej, tracą czas i nerwy. Zdaję sobie sprawę, że w wielu miastach na wielu trasach samochód wyjdzie 3 razy szybciej (w GOP z różnych względów to niestety norma).

    Co do zawyżania to wiem, że liczniki zawyżają, ale nie o aż tyle (to jest ok. 10%, czyli przy 50 km / h --> 55 km / h itd.). Warto też pamiętać, że średnia prędkość na dłuższym dystansie prawie zawsze wyjdzie mniej niż "mediana chwilowych prędkości", bo się zatrzymujemy na światłach, rondach, zwalniamy jak skręcamy albo za kimś, kto skręca, przepuszczamy pieszych itd.
    Czy ludzie jeżdżą zazwyczaj na tyle, na ile pozwalają warunki? No nie. Większość kierowców przekracza prędkość, a niektórzy wyraźnie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.