Kaczmarski geniusz

Normalni ludzie już dawno śpią, a ja tu siedzę i słucham w kółko Kaczmarskiego na Jutrąbce.

Myślałem, że z grubsza znam twórczość tego poety, jednego z najwybitniejszych w XX wieku, a tymczasem Trąbka co raz wrzuca jakąś nówkę sztukę:











...przy czym wklejam tylko te, których nigdym wcześniej nie słyszał, albo nie spamiętałem nic poza krótką frazą, np. "to są chłopcy Mołotowa i sojusznicy Ribbentropa".

Na koniec najsmutniejsza, która niestety zamyka główną część twórczości Poety, który mimo młody wiek zdążył zostać własnym epigonem:

Komentarz

  • edytowano August 2017
    Od 18 do 26 roku życia praktycznie nie słuchałem niczego poza Kaczmarskim. Nie ma cienia przesady w stwierdzeniu "na nim się wychowałem".

    Nie ma czegoś takiego jak ulubiona piosenka Kaczmarskiego, bo ulubionych to ja mam dziesiątki. Może być "ulubiona w tym tygodniu".

    Ale do Kolegi kolekcji wrzucę jedną, bo zaraz idę spać:
  • Jak żem to pisał, to mnie niektórzy (nie pokażę palcem, ale niechże się pokajają) obsobaczali!
  • TecumSeh napisal(a):
    Nie ma czegoś takiego jak ulubiona piosenka Kaczmarskiego, bo ulubionych to ja mam dziesiątki.
    +1
    Ale tak się składa, że Koledzy moje "najulubieńsze" tu wrzucili :-)

    "Barykada" to arcydzieło! "Rozbite oddziały takoż"

    No, jeszcze można dodać "Jałtę", której nie potrafię zaśpiewać bez drżenia głosu w ostatnich zwrotkach, gdzie mowa o transportach na wschód, bo po prostu fizycznie widzę mojego Dziadka półzywego w bydlęcym wagonie.


  • Twardo dmuchają na zimne Zefiry pucułowate,
    Szumią i trzeszczą na wietrze odwieczne puszcze i bory,
    Jeży się sierść rzek i jezior, jak pchła wskakuje w nią statek
    Mijając wioski i miasta kruche, jak stary miedzioryt.
    Tu konny z dłonią u czoła, tam chłop pochylony nad radłem,
    Tu gruda ostrzem ruszona, tam wzgórza w ruchu perspektyw;
    Nad szorstką skórą pustkowi wiją się wstęgi jedwabne
    Z nazwami mitycznych krain, które wędrowca urzekły.

    Dróg, by tam trafić - nic nie ułatwia
    W przestrzeniach burz i w czasów kipieli,
    Ale istnieje przecież Sarmatia,
    Istnieje gdzieś Terra Felix.

    Trzech mieszczan pośrodku mostu wstrzymała senna dysputa,
    Za nimi w prostym rysunku - zbór, cerkiew, kościół i spichlerz.
    Nurt w pieczy ma ich zasobność na ciężkich od beczek szkutach,
    Uczciwszy potrzeby ciała - miło o duszy pomyśleć.

    Hen, gdzie szlak wodny zakręca, wśród pól zbóż brzemieniem ugiętych
    Bocian klekocze skowronkom o afrykańskich podróżach.
    Słucha od czasów pogańskich tych samych plotek Dąb Święty
    I nimfę w leśnym jeziorze strzeże przed wzrokiem intruza.

    Dróg, by tam trafić - nic nie ułatwia
    W przestrzeniach burz i w czasów kipieli,
    Ale istnieje przecież Sarmatia,
    Istnieje gdzieś Terra Felix.

    W pochodzie rubasznych obłoków krążą Zodiaku pierścienie:
    Przed Panną, Lwem, Bykiem, Wagą - bramy otwarte na oścież.
    Na wieżach zamków co noc o przyszłość się troszczą uczeni,
    A w gronie doradców - władca o teraźniejszość się troszczy.

    Ceni przyjemność i pracę, szanuje rąk ludzkich twory,
    Nęcą go księgi tajemnic, cieszy go ład i dostatek.
    Ale codziennie spogląda na mapy starej miedzioryt,
    Gdzie wciąż dmuchają na zimne Zefiry pucułowate.

    Ta Terra Felix, Sarmatia warta
    Wiecznych podróży, pióra i lutni,
    Istnieje przecież - wsparta na barkach
    Bóstwa o rysach okrutnych.
  • "Jałta" jest niesamowita, bo w jednym zdaniu streszcza cały nasz program polityczny:
    Polacy, chodzi tylko o to, żeby gdzieś w końcu mogli żyć!
  • Był kraj, co wieki cierpień znał,

    Pieśń pismem blizn pisaną śpiewał,

    A ziemia żyzna mierzwą ciał

    Rodziła myśli jako drzewa.

    Aż powiał nad nią twardy wiatr

    I posiał w glebę plon zatruty.

    Wymarłym wielkim drzewom w ślad

    Skarlałe rodzą się kikuty.



    Kto chce - niech zowie - borem sad

    Przyciętych drzewek na rozstaju.

    Nie zmieni tym najprostszej z prawd:

    Nie ma już - drodzy - tego kraju.

    Jest tylko wiatr, bezwzględny wiatr,

    Co nagle w środku nocy budzi

    I, jak spod ziemi - puszcza w świat

    Zupełnie odmienionych ludzi.


    Był sobie kraj, był sobie kraj.

  • A tu spiewa o moim ulubionym malowidle:
  • "Myślałem, że z grubsza znam twórczość tego poety, jednego z najwybitniejszych w XX wieku, a tymczasem Trąbka co raz wrzuca jakąś nówkę sztukę:"

    Kolego Ignacu ja jednak zauważę, że "Ballada wrześniowa", "Czołg" i "Opowieść pewnego emigranta" to nie "nówki-sztuki" ale dzieła podstawowe i klasyczne. ;)
  • edytowano September 2017
    Groza-Symetrii napisal(a):
    "Myślałem, że z grubsza znam twórczość tego poety, jednego z najwybitniejszych w XX wieku, a tymczasem Trąbka co raz wrzuca jakąś nówkę sztukę:"

    Kolego Ignacu ja jednak zauważę, że "Ballada wrześniowa", "Czołg" i "Opowieść pewnego emigranta" to nie "nówki-sztuki" ale dzieła podstawowe i klasyczne. ;)
    Każdy ma prawo nie znać niektórych rzeczy, które przecież zna każdy (byle nie za często). Ba, nawet każdy człowiek nie zna jakichś rzeczy, które przecież każdy zna.
  • polmisiek napisal(a):
    Każdy ma prawo nie znać niektórych rzeczy, które przecież zna każdy (byle nie za często). Ba, nawet każdy człowiek nie zna jakichś rzeczy, które przecież każdy zna.
    Czyżby zatem nikt nie miał prawa znać rzeczy których nikt nie zna? A skąd, każdy zna rzeczy których nikt nie zna.
  • A propos tematu i spraw że tak powiem bieżących - geniusz Kaczmarskiego polega (również) na tym, że znakomicie opisał rzeczy, które się jeszcze za jego życia nie wydarzyły, i których w zasadzie nawet nie przewidział.

    A pisał... no niby o czym innym, tylko popatrzcie - popatrzcie! - jak to doskonale pasuje do dnia dzisiejszego, i sytuacji jaką mamy na Ukrainie:

    Żyło raz przyjaciół dwóch
    Jeden mieli smak i słuch
    I na świat patrzyli takim samym wzrokiem
    A na świecie wojna trwała
    Wojna ludzi rozdzielała
    Oni cało szli przed siebie równym krokiem

    Razem naciskali spust
    Razem brali chleb do ust
    I do domów list pisali w jednej chwili
    Walczyć wspólnie było raźniej
    Gdy wokoło krwawe łaźnie
    A po łaźniach raźniej kiedy razem pili

    W tym ich mały dramat tkwił
    Jeden pił i drugi pił
    Lali w gardła co popadło równocześnie
    Lecz choć razem wypijali
    W jednej chwili zakąszali
    Jeden później się upijał drugi wcześniej

    Któryś z nich zobaczył raz
    Słup na który zaraz wlazł
    Milczą dzieje czy był trzeźwy czy pijany
    Wtem krzyk straszny przyjaciela
    Złaź Zobaczą i zestrzelą
    Gdzie i po co, na dół złaź, na boskie rany!

    Czemu zaraz mam być trup
    To jest bardzo dobry słup
    Żeby móc poszerzyć sobie horyzonty
    Patrzę w górę i na boki
    I niekiepskie mam widoki
    A poza tym sięgam wzrokiem ponad fronty

    Ale ja o ciebie drżę
    Złaź tu do mnie błagam cię
    Woła druh i odbezpiecza broń w rozpaczy
    Dla twojego dobra przecież
    Towarzyszę ci po świecie
    Dla mnie przyjaźń zawsze przyjaźń będzie znaczyć

    Palca spust posłuchał i
    Spod chmur ciemnych w barwie krwi
    Spadł jak worek ten co szukał śladu gwiazd
    Nikt się nigdy nie dowiedział
    Co zobaczył gdy tam siedział
    Słup jak słup - a przyjaciela ma się raz


    No, sytuacja się rozjeżdża (na szczęście) z ostatnią zwrotką, gdyż jak wiemy - gdy palca spust posłuchał, to tym razem ten co sobie horyzonty poszerzał, owszem odniósł rany ale - z pomocą trochę mimo wszystko lepszych przyjaciół - konkretnym ogniem się odwinął, i póki co wciąż nie spadł ze słupa i dalej podziwia widoki i poszerza horyzonty :)
    Szkoda tylko że za taką cenę.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.