W stalowych burzach na zachodzie bez zmian

Korzystając z przerwy świątecznej, zapoznałem się z polskim tłumaczeniem znanej powieści E.M. Remarka o tym, że na zachodzie jakoby nix neues. Wydanie Stalinogród 1956.

I wiecie co? Kozacka to historia! Trup się ściele gęsto, wybuchy i wystrzały, no, smak prawdziwej przygody! Nawet momenty są, choć nieco, hm, wykropkowane, jak u Żeromskiego.

Najlepsze było, no, tak serio to nie najlepsze, bo w samym utworze sporo było najlepszych scen, zwłaszcza otwierająca, jak to nasi umiłowani niemieccy żołnierze dostali podwójne dawki gorącej fasoli z mięsem - i nawet podwójne przydziały cygar, papierosów i tytoniu do żucia! Przyznam, że po prozie łagrowej bardzo to odświeżająca scena, może spokojnie iść w zawody z dwiema puszkami mleka skondensowanego pana Warłama (opowiadanie "Mleko skondensowane", w: Procurator Judei i inne utwory, Warszawa 1991).

Ale o czym ja tutej... a! Posłowie. Noji więc, w posłowiu pan posłowiant uznał za stosowne kilkakroć obcharchać samego Ernsta Jungera. I to autorytetem samego Żorża Jakiegoś tam, znanego marxisty. Kiwuj, ten Junger? - pomyślałem sobie z perspektywy czytelnika, który z dziełkiem pana Remarka zapoznawał się w Stalinogrodzie w szalonych latach 50.

Właśnie. Cóż tak bałdzo żgło w pupsko, że trzeba się było odnosić do ałtora raczej w PRL nieznanego? Choć dodajmy że "Staliwne burze" były wydane za sanacji dwakroć, pod filuternym tytułem "Książę piechoty".

Sięgłem ja pamięcią do tomu, z którym jako kulturalny prawicowczyk musiałem się był zapoznać w swoim czasie. Pamięć co prawda dziurawa, ale co Wam pem, to że kwestia takich np. koszar w obu relacjach taka sama, choć może u pana Ernesta mniej trałmatyczna. Za to ściśle takie samo w obu książkach jest potraktowanie kwestii corned beef i wogle, aprowizacji strony naprzeciwpołożnej. O wiele u naszego Najlepszego Adwokata zupa z buraków pastewnych i generalnie zgniła brukiew, chyba że Stanisław Kaczyński skołuje gdzieś gęś albo koninę i sadło, o tyle u wrażej Ententy w okopach cięgiem konsumpcja ze smakiem, a pan Ernest nawet wyraził podziw dla aromatu tytoniu fajkowego, który skonfiskował na zdobytej przez się pozycji.

Jako że niewiele w sumie pamiętam ze "Żelaznych burz", to właśnie przystąpiłem do odświeżania i w zasadzie od razu stwierdzam, że refluksje obu tychże autorów w kwestii zasadniczej, że mianowicie wojna materiałowa, pozycyjna, to jednak sranie w banie a nie rycerskie potyczki, na które się nastawiali, są zbieżne.

Fajna jest jednak różnica końcówek. O wiele pan Paweł, bohater Remarka, ginie pod sam koniec wojny, bodaj w pazerniku 1918, jakoś tak bez sensu, bo po bezsensownej śmierci Kaczyńskiego stracił zupełnie wiarę w cel i sens czegokolwiek, to sam podmiot liryczny "Metalowych burz" w tymże samym pazerniku 1918 dostaje od cysorza Wilema order "Pour le Merite", jak sama nazwa wskazuje najwyższe pruskie odznaczenie wojskowe. I nie ma żadnego bezdusznego biuletynu "Na zachodzie bez zmian", tylko gratulacje całej dywizji, o!

W kwestii refleksji konsumpcyjnych, to obaj ałtorzy też zaliczyli ciekawą zbieżność, bo u obu ta mnogość i apetyczność corned beef po drugiej stronie dowodziła wyszszości Ententy nad niemiecką niszszością. Junger wprost napisał, że jak się nawąchał tytoniu "Prince Albert", to uznał, że Niemcy muszą przegrać wojnę. Taki był przenikliwy, i to już w 1917 roku!

A jeszcze w marcu 1918 ci wariaci w Berlinie dzielili sobie Polskę na różne zony: a to Królestwo, a to strefa graniczna, przeganiali (w myślach) milijony Polaków z Poznańskiego do Warszawszczyzny itd. No wariaci, oderwani od rzeczywistości. Pogadaliby z Jungerem albo Remarkiem, to by się dowiedzieli, że są bez szans, zresztą posiłki także w sensie ludzi gotowych do walki, były do niczego im dalej w las.

Co więcej, se myślę, że gdyby Niemcy byli mądrzejsi, to by się raczej skupili na wykonywaniu planu von Schlieffena. Plan był prosty, jak budowa cepa. Mianowicie - p-ko tayszom radzieckim wystawić byle co, byle by nie było śmiechu na sali, podobnie w Alzacji postąpić i Badenii, całe zaś poważne wojsko wystawić p-ko neutralnej Belgii i szybkim marszem zrobić francowatym Francuzom żarcik i zająć Paryżewo boczkiem, a nie ode frontu. No, przyznacie, sprytne.

Jednak nie zauważyli że pan Alfred von Schlieffen zmarł w 1913 i zabrakło jego jenijuszu, który poległ na tym, że nie ma sensu prowadzenie wojny na dwa fronty, lepiej się skupić góra na jednym. I jak już się chce toczyć wojnę, to lepiej stoczyć szybką zwycięską wojenkę, a nie latami srać ze strachu pod ostrzałem fhąsuskich bombard i kartaczownic. W okopach pięciometrowej (!) głębokości.

Następcy von Schlieffena zapomnieli na czas wojny włożyć brązowe spodnie i kiedy się dowiedzieli, że radziecki generał Rennen von Kampf leje ich na Mazurach, to w panice zapakowali jakieś ogromne siły w eszelony na front wschodni, przez co taka nastąpiła na zachodzie zmiana, że nie było miażdżącej przewagi założonej przez autora planu Schlieffena. Żeby było zabawniej, te armie, co je na wschód wysłali, dojechały dopiero na dojadanie resztek po bankiecie z okazji walnego zwycięstwa nad Rosją w bitwie, nazwanej dowcipnie "drugą bitwą pod Tannenbergiem" (dodajmy, że na polski "Tannenberg" tłumaczy się "Grunwald"). Tak więc, na zachodzie ich zbrakło, na wschodzie okazali się niepotrzebni.

Co więcej, okazało się, że armia niemiecka nie poradziła sobie z Belgią w zakładane 48 godzin, a zmitrężyli tam grubo ponad tydzień. Byli też za słabo zmechanizowani, przemęczyli się biedactwa i z nagłego miażdżącego ciosu niewiele wyszło, trzeba było się łapać za saperki i okopywać. O, przypomniało mi się, że o walce saperkami dowiadywałem się z wypiekami z książki Suworowa "Żołnierze wolności", tymczasem już w I WŚ praktyka wykazała, że są od bajonetów praktyczniejsze.

I co? I plan Schlieffena po prostu nie wyszedł. Zaatakowanie Belgii zirytowało Angoli, którzy się niespodziewanie wtarabanili z wojskiem i corned beef do Francji, zaś Niemców obłożyli blokadą handlową, stąd braki w zaopatrzeniu, wojna pozycyjna, wojna materiałowa i takie nudne odliczanie - tu milion trupów, tam milion, w końcu Boszów wykończymy.

Tak se myślę, że gdyby byli cokolwiek racjonalni, ci wariaci, to by już w 1915 napisali do narodu francuskiego list, że coś im się popieprzyło, że przepraszamy taysze, Belgię też przepraszamy, co złego to nie my, na zdar! - i toczyliby spokojnie wojnę ze Związkiem Radzieckim, która jest zawsze spokojnie do wygrania, tylko trzeba zachować spokój. Np. na linii Dniepru do wiosny.

Jeszcze słoń a sprawa polska: Dwaj główni Polacy w "Na zachodzie bez zmian" to Kaczyński i Lewandowski. U nas też, jak widać, sto lat minęło, a też w zasadzie bez zmian.

Linkownia:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_von_Schlieffen
https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_Schlieffena
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_pas_graniczny

Książki:
https://www.rebis.com.pl/pl/book-na-zachodzie-bez-zmian-erich-maria-remarque,HCHB03992.html (przekład niestety nowy, nie wiem czy sięgnie wyżyn edycji stalinogrodzkiej, która była po prostu przedwojenną)
https://merlin.pl/w-stalowych-burzach-ernst-junger/1464358/ - produkt niestety niedostępny, trzeba się ratować po antykwariatach.
Obie książki są w całości w chomikuju, więc nie ma dramatu.
«1

Komentarz

  • loslos
    edytowano May 10
    Nie dałoby się bez maszyny czasu. Żaby były żądne krwi po upokorzeniu AD 1871. A ta wojna też musiała być, choć Osiem von Bismarck nie chciał Francom robić krzywdy. Bez niej nie byłoby narodu niemieckiego, pośmiertnie gen Ludendorff się kłania z sąsiedniego wątku.
  • Zabawny fakt wyłapałem w tekście Przewodasa o Verdun. Ovaj, sroży się on tam, że iakoby "wszyscy jesteśmy z Verdun" co jest oczywistym sraniem w banie, bo my akurat jesteśmy z Cudu nad Wisłą, względnie Powstania Warsiaskiego, a Verdun nie jest żadnym punktem odniesienia dla kogokolwiek poza besserwiserami.

    Ale do adremu. Ovaj, Fhąsuzi mieli taki zwyczaj, że jak pod Verdun jakiś oddział wystarczająco się skrwawił, to go wysyłali gdzieś na tyły, żeby se jeszcze pożyli, a na front pchali innych. A Niemcy tak długo kazali danemu pułkowi tamże służyć, aż się całkiem przepalił, tylko dosyłali świeże mięso w miarę apetytu armat.

    Efekt? We Fhąsji 80 czy 90% luckości miało trałmę i uznało, że wojna jest straszna, a już druga to na pewno i dla pewności lepiej rżnąć karabinem o bruk ulicy i nauczyć się jak jest po niemiecku "Poddaję się!"

    Tymczasem u Niemców trałmę miało jakieś 10%, bo reszta straumatyzowanych po prostu nie żyła. Jico? Ji wydawało im się, że te wuje z Ententy zrobiły im niesuszną krzywdę, że wojny to w zasadzie nie przegrali i jak to możliwe, żeby rozdawać sąsiadom a to odwiecznie niemiecki Strasburg, Poznań, Katowice czy inną Danię. Tak się sflustrowali, że dopiero bombardowania dywanowe i solidne Verlusty przywróciły im rozsądek.

    http://przewodas.pl/klatwa-verdun-czyli-zrodlo-kryzysu-cywilizacji/
  • Ojtam stare historie i już tu opowiadane. Nawet przez Kolegę chyba. Nieważne zbytnio z jakiego powodu, ale że im, znaczy niegdyś wielkim narodom Europy z Niemcami bić się odechciało, a poddawać zachciało, to dla nas znakomicie. Skupić się trza na ty aby nam się bić chciało i abyśmy umieli i mieli czym. No i trza popracować nad tym coby Ruskim bić się odechciało albo aby ktoś silniejszy od nas dał im łupnia.
  • Wszystkie historie już były, ale żywoty równoległe Jungera i Remarka tom sam właśnie załważył a chciałem się podzielić z tut. Towarzystwem.
  • czyta to się przednio!
  • Przeczytałem jeszcze raz tekst Przewodasa (vide svpra) i się nie mogie nadziwić, co też obie strony widziały w tym zasranym kawałku ziemi 10x3 km pod Verdun, że uparły się akurat o niego. Nie mogli przejść bokiem czy co?

    Trafny jest też zarzut wobec Benedykta XV, że nie wyklął od razu Fhąsuza y Phusaka. A, Phusak photestant, to się mógł nie przejąć.
  • Kurde, teraz się pokapowałem, że Przewodas został jakimś papieżem rodzimowierstwa. Tak więc cofam swoje poparcie co do rzekomej trafności jego zarzutów wobec Benedykta XV. Przepraszam panie papież!

    Ech, stary chłop a literalnie Bałwana ze Zbrucza stawia...

    image
  • Strasznie smutny ten bałwan, a gadali że to taka radosna wiara, nie to co w zimnego Krysta.
  • Brzost napisal(a):
    Strasznie smutny ten bałwan, a gadali że to taka radosna wiara, nie to co w zimnego Krysta.

    balwanek jest na kacu bo go zle Polany odrzucily. jak wrocimy do rozumu to mu sie moze odmieni.
  • I jeszcze jeden drobiazg - wiecie skąd się wziął Adi? Piszą to jednakowo Kramer i Poważnie Młodszy - trzeba zakończyć te przelewanie krwi z pustego w próżne. Na ten heroiczny (tak!) gest decydują się Niemcy - no dobrze, niech będzie, że przegraliśmy, ale wreszcie damy sobie spokój z tym nonsensem. Jak reagują Francuzi? Zamiast odpowiedzieć tak samo, no dobrze, niby wygraliśmy ale odtąd się kochamy, Niemcy zostają okrojone, obciążone kontrybucją, pozbawione armii, upokorzone na każdy możliwy sposób. Pewnie by tak tak nie postąpili, gdyby to Francji Prusy nie potraktowały identycznie 50 lat wcześniej. Na każdą akcję jest reakcja. Kolejną reakcją na niemieckie upokorzenie jest Adi.
  • A robią coś nowego? To samo od Fryca Drugiego albo jeszcze wcześniej, szyldy tylko czasem zmieniają, jak te stare się wytrą.
  • Tu wracamy do podboju Niemiec przez sfrancuziałe Prusy. Ovaj, przyszła do mnie kiedyś córeczka z takim zapytaniem, bo jej w piątej klasie kazali zrobić koreferat, jaka była przyczyna wybuchu I WŚ. Po głębszym namyśle odpedziałem, że zjednoczenie Niemiec, a żeby nie wyszła na głomba, dorzuciłem jeszcze zjednoczenie Włochulców i lywarizację Austro-Węgier i Związku Zdradzieckiego o schedę po Wielkim Dywanie.

    No, tak było. Zjednoczenie Niemiec, a dokładnie jeich podbój przez Prusy spowodował wojnę FR-PR, zaczem ogromny zastrzyk złota dla prusactwa, na którym się spasło, ale powydawało z głową, na infrastrukturę, porty, kanały, lotniska i internet. Przez tę wojnę do tej pory się niektórym, zwłaszcza w Polszcze, wydaje, że transportejszyn towarów rzekami to świetny biznies, bo tak tanio. No, jeśli całe CAPEX opędzą Fhansuzi, to się w OPEXach może jakoś zmieścimy, tak to widzę.

    Tak więc, absolimą, Fhancuzi widzą, że Nieńcy rosną, wzmacniają się, rozkwitają, zakładają se Wielką Chemię i Big Pharmę, mają i masło, i armaty. Nadto, Nieńcy mieli jeszcze wzrost demograficzny, który Fhąsuzów bałdzo bolał, bo u nich tradycyjnie słabo, może to przez miłość fhąsuską.

    Tak więc zaliczyli oni pod Verdun klasyczny manewr zawsze zwycięskiego Epiroty.

    Zabawne, że Adi wykonał plan Szlifena z pełną rzetelnością. Najpierw pozamiatał temat na wschodzie, ułożył się z Wielkim Językoznawcą, że nie będzie drugiego frontu i dopiero potem zabezpieczył Fhąsuzom łomot ze snów pana Alfreda von.

    Natomiast, kol. losie, jaki se Kolega wyobraża inny dyktat wersalski? Nu, żeby Polszcze nie oddać Poznania albo Gdańska? No, z tym Gdańskiem to jakoś tam się wyłgali, ale żenralmą wicie rozumicie. I jeszcze musieli oddać czaszkę wodza Mkwavinyika Munyigumba Mwamuyinga z ludu Hehe (https://en.wikipedia.org/wiki/Chief_Mkwawa).

    Kurde, ale jaja. Otóż tenże wodzuś ludu Hehe rozwalił ekspedycję dowodzoną przez gen. Emila von Żelewskiego, któren był osobistym stryjkiem wiadomego von dem Bacha. Jakiż ten świat mały. Sam zaś zbrodzień dopisał se von dem Bach do nazwiska dopiero w 1925, a w 1940 dla równego rachunku wykreślił w USC Żelewski.

    Niby, rozumiem, że ich zabolało to zwracanie czaszki i pozostałych drobiazgów, ale widać znów że problem poległ na tym, że nie rotowali oddziałów. Gdyby byli rotowali, toby nie musieli czytać Remarka, ani zaliczać solidnych Verlustów, żeby wiedzieć, że wojna jest straszna.
  • A od kiedy to Niemcy tacy honorowi się stali że muszą mordować miliony aby odreagować prestiżowe porażki i upokorzenia? Skąd ten honor się u nich wziął znienacka? Czy gdzieś na junkierskich folwarkach na Pomorzu go wyhodowali? Czyżby wcześniej nie dostawali łupnia w różnych wojnach? Czyżby wcześniej sąsiedzi im hołdy składali masowo i obchodzili się z ich dumą jak z cenną porcelaną? Czy tak byli traktowani w dziejach przez Francuzów, Włochów, Szwedów, Duńczyków, nas Polaków i inne nacje i kraje ościenne?
    Mordują bo poczuli smak krwi i polubili. Polubili bardziej niż opery, zamki, filozofię, poezję i naukę, z których byli dumni i sławni. Z kulturalnego i twórczego konglomeratu księstw i lokalnych społeczności stali się najpierw bandą krwiożerczych bestii, a pokonani i pozbawieni pazurów chciwą cywilbandą perwertów. Pewnie że przesadzam i upraszczam, ale czy bardzo?
  • edytowano May 7
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    (...)
    Gdyby byli rotowali, toby nie musieli czytać Remarka, ani zaliczać solidnych Verlustów, żeby wiedzieć, że wojna jest straszna.
    Rotowanie rotowaniem, ale przy szukaniu przyczyn różnic w podejściu do wojny i pokoju pomiędzy międzywojennymi tajszami niemieckimi i francuskimi, dość istotne wydawa mnie się to, że "czerwona strefa" znana jest na świecie jako "zone rouge" a nie "rote Zone". Jednym ze skutków wojny okopowej na froncie zachodnim było kompletne zdewastowanie ogromnych obszarów, które w części nie nadają się do normalnego użytkowania nawet teraz - po 100 latach. I te tereny są poza granicami Reichu numer zwei. O ile zatem dla francózów I wojna to oprócz cierpień żołnierzy także konieczność opuszczenia przez dużą część obywatrli, excusez le mot rozdupconej w driebiezgi ojcowizny, dla części niemców to właśnie pokój oznaczał problemy na własnym podwórku związane z tym, że znależli się nagle na terytorióm pod władzą podludziów podnoszących swoje untermenshowskie łby.....
    Zone Rouge po części wyjaśnia też naciski tajszy żabojadzkich na obłożenie miemcówn wysokimi reparacjami. To nie była tylko kwestia rewanżu za 1871.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Natomiast, kol. losie, jaki se Kolega wyobraża inny dyktat wersalski?
    Nie wyobrażam sobie. Franca musiała dostać wpierdol, by naród niemiecki mógł się pojawić, wcześniej Bawarczyków i Hamburgerów nie łączyło literalnie nic - ani język, ani religia, ani wspólna historia, ani wspólny władca, ani prawo ani nawet waluta. Teraz mieli mit założycielski - jakeśmy to razem zdobywali Paryż. Po Francy wpierdol musieli dostać Niemcy - by było po równo. A jak Niemcy dostali od Francuzów po ryju, to się musieli odegrać na Polakach. Nic nie jest przypadkiem.

  • Wychodzi mi, ze teraz kolej na nas. By sie odegrac.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Natomiast, kol. losie, jaki se Kolega wyobraża inny dyktat wersalski? Nu, żeby Polszcze nie oddać Poznania albo Gdańska?
    A Poznania i Gdańska spokojnie można było nie oddać, Niemcy już szykowali niezwyciężoną armadę, by odbić. Spokojnie by dali radę, wcześniej byli w stanie walczyć z całym światem, cóż to dla nich Polaczki? Tylko wujo Sam się podparł pod boki i wycedził głosem Johna Wayne'a: You want that gun pick it up. I wish you would.



  • Ja wiem, co uważa nabzdyczony przegryw - że cały świat go skrzywdził a przecież powinien masłem smarować i co lepsze kąsku oddawać. To powszechna w Polsce postawa. Ale jeśli ją odrzucić, zauważymy zdarzenie w historii niebywałe - Polska od zachodnich aliantów dostała bardzo wiele, więcej niż Izrael 30 lat później. Ponieważ tego faktu nikt nie przyjmuje do wiadomości, nikt się też nie zastanowi dlaczego.

    A przyczyna jest interesująca i nie jest nią wcale miłość do Polski. To było drażnienie Niemców. Wicie, stopa alianckiego żołnierza nie stanęła na niemieckiej ziemi, co miało nieprzyjemne konsekwencje - nie dało się wywieźć wspaniałych maszynek z zagłębia Ruhry i innych podobnych miejsc oraz skłonić ich wynalazców do wyjazdu za wielką wodę. Ale jakby ruszyli bronić praniemieckiego Poznania, rozmowa byłaby inna. Niemcy wytrzymali, co prawda tylko dwadzieścia lat.
  • Losu
    Szapo
    Ba.!
    Dwa szapa!
    Po ekonomji dokładam geopolitykę i historję do Twoich cytowany przeze mnie
  • edytowano May 7
    Ciekawa koncepcja. Faktycznie dostaliśmy sporo od Niemca. Jednak nie sądzę aby to była świadoma decyzja Zachodu aby Niemców upokorzyć. Przecież dali to Polsce tylko formalnie. Faktycznie dali Stalinowi. Potem wziął sobie całą strefę czyli NRD, ale Polska od początku była jego. I jego decyzją było zabranie jej Kresów. Zachód coś tam chrząkał w sprawie ale zrobić nic nie mógł i chyba nie bardzo chciał.

    Inna rzecz, ze Niemcy teraz odgrywają się na nas za ten podarunek Zachodu dla Stalina. Na nas bo z niego korzystamy skutecznie. Ziemie Zachodnie prawie 75 lat po wojnie są rzeczywiście polskie i zintegrowane z Polską. To że są społecznie uboższe niż zamieszkałe przez ludność zasiedziałą nie oznacza że są w jakikolwiek sposób niemieckie.

    A obecny moment dziejowy jest taki że możemy wyciągnąć rękę i wziąć więcej. Tym razem nie terytoriów ale pozycji, siły, niezależności. Jakby się jeszcze Międzymorze rozwijało jako nieformalna, ale wyraźna strefa wspólnych interesów, współpracy, sojuszy i kultury to byłby program na dwa - trzy pokolenia. Niech Niemcy i Rosja w międzyczasie słabną.
  • Kolega się odnosi do Jałty i Poczdamu, a dyskusja idzie o Dyktacie Wersalskim, ma mocy którego Niezwyciężone Niemcy, mimo że nie przegrały wojny, musiały oddać jakimś podludziom praniemiecki Poznań, Katowice, Bydgoszcz, Toruń i prawie że Gdańsk.
  • A co do "oddawania Stalinowi" to odsyłam do mojego pamiętnego wątku: https://excathedra.pl/index.php?p=/discussion/10849/pochwala-wielkiego-stalina
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Kolega się odnosi do Jałty i Poczdamu, a dyskusja idzie o Dyktacie Wersalskim, ma mocy którego Niezwyciężone Niemcy, mimo że nie przegrały wojny, musiały oddać jakimś podludziom praniemiecki Poznań, Katowice, Bydgoszcz, Toruń i prawie że Gdańsk.
    No owszem, ale jak los pisze nic nie jest przypadkiem. To kolejny etap tej historii.
  • No, historii w trakcie ostatnich 105 lat, Polska wykonała największy skok pod każdym względem, spośród państw Europy. Od nieistnienia i grupy etnicznej, stopniowo wchłanianej przez trzy różne metropolie - do niepodległego państwa, z dużym i jednolitym narodem, patriotycznym rządem, silną gospodarką, członkostwem w Wujni i NATO. No, dajcież inny przykład.
  • Nie ma. Apetyt jednak rośnie. Do I RP jeszcze jest kawałek.
  • Tak, ale tym razem będziemy prowadzili ten projekt pod innym brendem i z większą samodzielnością oddziałów regionalnych.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No, historii w trakcie ostatnich 105 lat, Polska wykonała największy skok pod każdym względem, spośród państw Europy. Od nieistnienia i grupy etnicznej, stopniowo wchłanianej przez trzy różne metropolie - do niepodległego państwa, z dużym i jednolitym narodem, patriotycznym rządem, silną gospodarką, członkostwem w Wujni i NATO. No, dajcież inny przykład.
    Czesi ... Rumunia ...

    Naród czeski mały. Reszta j.w.
    Rumuni gospodarczo potęgą nie są, choć prą do przodu z szybkością porównywalną do nas, momentami większą. Terytorialnie zaczynali od Wołoszczyzny, a skończyli w składzie z Siedmiogrodem, Banatem, Maramureszem i Kriszaną.

  • edytowano May 7
    Przejęcie Siedmiogrodu przez Rumunię to zastanawiająca sprawa. A już szczególnie utrzymanie w całości po II WŚ, w której nie za bardzo się zasłużyli tak samo jak Węgrzy którzy konsekwentnie są okrojeni. Najwyraźniej aliantom tak po I WŚ, jak i po II WŚ niezmiennie zależało aby pomiędzy Niemcami, a Rosja żadna znacząca siła się nie pojawiła. To ciekawe bo tylko taka siła może być gwarantem pokoju w Europie poprzez oddzielenie Niemiec i Rosji i uniemożliwienie ich sojuszu.
  • Z Czechami i Rumunami, to zadam tylko pytanie, wieluż ich było przed wojną, wielu jest dziś?

    Nadto, Czechici utracili okupowane Zakarpacie, a potem - okupowaną Słowację.

    Rumuni zaś - istnieli już przed I WŚ jako państwo; napaśli się dzięki Nem Nem Sosze na Madziarach, fakt - ale za karę mają Madziarów.

    Czesi też nie byli rozebrani na plasterki.
  • Tak se myślę że Czechy obecne to jest reliktowe księstwo niemieckie sprzed zjednoczenia przez Prusy.

    Wielonarodowa Rumunia zaś bardziej przypomina Austro-Węgry niż obecna Austria lub Węgry.
  • edytowano May 7
    Dla mnie jest to bardzo konkretna i bliska perspektywa historii Polski gdy patrzę na wciąż żywego dziadka,

    -który urodził się w 1914, przed wojną jako poddany Cara.
    -Mój ojciec urodził się w 1945 zaraz po wojnie.
    -Ja zaś parę dni przed skokiem Fortuny , w 1972.
    -Moja córka w roku wstąpienia do UE.
    -Zaś trojaczki tydzień przed Smoleńskiem.
  • ad 1 - Ciekawa myśl, nie patrzyłem na to tak. (W tej kategorii mam tylko Liechtenstein i Luksemburg, dalej Austrię i może trochę Holandię.) Ostatnio prawowałem się z Niemcami, że Jagiellonka jest starsza niż jakikolwiek memecki uniwersytet. Na co oni: "Nu, tak wyszło, nie? Ale, weźmy taką Pragę na ten naprzykład..."

    ad 2 - Również ciekawa myśl. I na to tak nie patrzyłem.
  • Dyzio_znowu napisal(a):
    Dla mnie jest to bardzo konkretna i bliska perspektywa historii Polski gdy patrzę na wciąż żywego dziadka,
    -który urodził się w 1914, przed wojną jako poddany Cara.
    Nu nu, pogratulować! Solidna przedwojenna konstrukcja.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Dyzio_znowu napisal(a):
    Dla mnie jest to bardzo konkretna i bliska perspektywa historii Polski gdy patrzę na wciąż żywego dziadka,
    -który urodził się w 1914, przed wojną jako poddany Cara.
    Nu nu, pogratulować! Solidna przedwojenna konstrukcja.
    Dzięki, ale ostatni tydzień był ciężki- prawie przestał mówić, a przecież dopiero co gadał bezustannie, nawet śpiewał.
  • Nieno.
    Ausryjak Czecha przeorał lepiej niż trzej zaborcy nas. Aplikowanie katolicyzmu rozżarzonym żelazem skonczylo się widoczną dziś bezbożnoścą. Wyrezanie elit - narodowa niechęcią do walki zbrojnej.
    To jest naród dokumentnie zdeptany, rzeklbym okaleczony.
  • A my się jednak jakoś trzymamy i w czasach powszechnego upadku nawet nieśmiało wstajemy.
  • randolph napisal(a):
    Nieno.
    Ausryjak Czecha przeorał lepiej niż trzej zaborcy nas. Aplikowanie katolicyzmu rozżarzonym żelazem skonczylo się widoczną dziś bezbożnoścą. Wyrezanie elit - narodowa niechęcią do walki zbrojnej.
    To jest naród dokumentnie zdeptany, rzeklbym okaleczony.
    Eee no, wtedy to chyba nie było jeszcze Austryaków tylko Niemce różnej maści.
  • Czesi w ogóle istnieją dzięki polskiemu parasolowi nad głowami o czym nie chcą pamiętać
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    No, historii w trakcie ostatnich 105 lat, Polska wykonała największy skok pod każdym względem, spośród państw Europy. Od nieistnienia i grupy etnicznej, stopniowo wchłanianej przez trzy różne metropolie - do niepodległego państwa, z dużym i jednolitym narodem, patriotycznym rządem, silną gospodarką, członkostwem w Wujni i NATO. No, dajcież inny przykład.
    Owszem, tylko wcześniej Polska zaliczyła największy bodaj na świecie upadek. Coś porównywalnego zniknęło z mapy w ciągu ostatnich 300 - 500 lat?
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Z Czechami i Rumunami, to zadam tylko pytanie, wieluż ich było przed wojną, wielu jest dziś?
    No właśnie. Ale abstra-chując od nich - nas jakoś przesadnie nie przybywa delikatnie mówiąc. I to nie martwi w tzw perspektywie.
    Bo ostatecznie już niedługo pokolenie ostatniego wyżu zejdzie ze sceny możliwej reprodukcji - a potem czeka nas równia pochyła. Albo powtórka z polityki imigracyjnej starej Wujni.
  • loslos
    edytowano May 8
    TecumSeh napisal(a):
    Owszem, tylko wcześniej Polska zaliczyła największy bodaj na świecie upadek. Coś porównywalnego zniknęło z mapy w ciągu ostatnich 300 - 500 lat?
    Cesarstwo Austriackie, Bizancjum (jak uznamy że 575 lat też się łapie), Wenecja, Węgry (dwa razy!), Prusy, Złota Orda, Egipt, Wietnam, Imperium Czaki, państwo Majów, państwo Inków, państwo Azteków, poważnie się też zredukowały (od 50% do 95%) imperia hiszpańskie, angielskie, rosyjskie i otomańskie. Z poważniejszych państw nienaruszone zostają tylko Chiny i Japonia.

  • No ale z państw w rozumieniu choćby I Rzeczpospolitej to chyba faktycznie tylko Bizancjum i Złota Orda (daleko wcześniej przed nami), reszta się zredukowała, zmieniła, ale ostała - jakoś tam. Chiny i Japonia zresztą też się zmieniły.

    Ja państwa plemiennę darzę szacunkiem, ale upadły w konfrontacji z naszą cywilizacją, bo same stanowiły ciut inną - nie o takie państwa mi chodziło.

    Imho - skok z niebytu w byt bardzo ok, pytanie co dalej. Na moje oko podstawy są bardzo kruche a te duchowe i liczebne na dodatek coraz bardziej kruszeją.

    Ale mam pytanie - jakie widzicie perspektywy w ciągu najbliższych 30 lat? Co nam grozi a gdzie widzimy nasze szanse?
    Futurologów już czytałem, mnie o ExcathOpinie chodzi. Poważnie pytam.
  • loslos
    edytowano May 7
    Nie. Pierwszy rozbiór Węgier nastąpił w roku 1525, drugi w roku 1918. Państewko "Austria" też niby po roku 1918 się uchowało tyle, że miało 10% ludności Austro-Węgier z roku 1915 a połowa Niemców została poza jego granicami. Złota Orda została przejęta przez Rosję po bitwie oczakowskiej AD 1788 czyli w czasach rozbiorów, mniej więcej wtedy Wenecja przypadła Austrii. Upadki państwom zdarzają się regularnie.
  • Ok.
    A nasze perspektywy jak się mają?
  • Ciężko cokolwiek przewidzieć, zwłaszcza przyszłość.
  • edytowano May 7
    TecumSeh napisal(a):

    Owszem, tylko wcześniej Polska zaliczyła największy bodaj na świecie upadek. Coś porównywalnego zniknęło z mapy w ciągu ostatnich 300 - 500 lat?

    Ależ prosz: Prusy 1871-1947
  • Jeszcze Emporeum Osmańskie.
  • Prusy to rzeczywiście epic fail.
  • Byli księża zakonnicy
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.